Demon: Fragment 1

Narrator
Usypiasz otępiony lekami. Oczy widzą jedynie ciemność. Uszy wyłapują jeszcze niewyraźne i odległe rozmowy obcych ci osób. Charakterystyczny zapach sali operacyjnej już dawno przestaje już drażnić twoje zmysły. W twoich myślach odbija się ostania świadoma myśl. Po chwili zaś znikasz z rzeczywistości. Tracisz wszystko. Kończysz swoją opowieść. Umierasz po raz pierwszy. Oddajesz życie, by zagrabić coś, co spełnić może twe pragnienie. Przepiękne. Doświadczyć takiej wspaniałości dopiero się narodziwszy. Rozpieszczasz mnie. Dlatego tą historię, choć nie jest o tobie, choć nie jest dla ciebie, poświęcam twej osobie.






ZAKON
Nowicjusz
     Powoli rozwierasz swe powieki, bombardowane przez promienie słoneczne. Oślepiony jasnym światłem przesłaniasz oczy dłonią, a przynajmniej próbujesz to zrobić. Niestety nie udaje ci się to, albowiem orientujesz się, iż twoje ciało jest zbyt otępiałe aby cię w pełni słuchać. Obracasz więc głowę na boki, aby znaleźć trochę cienia. Twoje działania zdają się jednak na nic. Nagle zaczynasz kaszleć czując suchość i dziwny ból w gardle. Starasz się więc przełknąć ślinę, lecz szybko przekonujesz się, iż jest jej ci brak.
– Obudziłeś się? – słyszysz pytanie retoryczne skierowane w twoją stronę.
     Próbujesz odpowiedzieć, jednak to doprowadza tylko do kolejnej fali kaszlu.
– Zgłupieliście? Przynieście chłopakowi wodę. Widzicie, że cierpi. – odzywa się ten sam głos – Gratuluję ci. Pierwsza operacja powiodła się. Nie było żadnych komplikacji. Teraz musisz odpoczywać. Przez tydzień żadnych większych aktywności. Później możesz zgłosić się do trenera. Tylko bez przesady. Nie możesz się przemęczać. Wiele cię jeszcze czeka. To chyba tyle. Muszę iść do innych pacjentów. Odpoczywaj.
     Słowa przestały płynąć i odezwał się charakterystyczny odgłos szpilek stukających o podłogę.
– Ach. Możesz czasem mieć problemy z zapamiętywaniem. Nie należy się tym przejmować. To minie. – dodaje wychodząca osoba tuż przed opuszczeniem pomieszczenia.
     Ty zaś zasypiasz zorientowawszy się w sytuacji i uspokoiwszy swoje nerwy.




– Szybko nas opuszczasz. Chyba jeszcze nie mieliśmy pacjenta, którego wypuściliśmy zaledwie kilka godzin po operacji. Do tego pierwszej. Ta najbardziej zwala pacjenta z nóg. Kolejne robią to z nami. Ech… Przychodzicie i odchodzicie. Jak ten świat pędzi… – mówi kobieta w lekarskim kitlu, wypełniając jakieś papiery.
– Może następnym razem zostanę na dłużej. – rzucasz żartem uśmiechając się serdecznie.
– Oby nie. – odpowiada lekarka, po czym podaje ci twój wypis.
– Dziękuję. Do widzenia. – żegnasz się odbierając papier, a następnie wychodzisz z gabinetu.
– Rychłego. – słyszysz jeszcze przed zamknięciem za sobą drzwi.
     Znajdujesz się teraz na szpitalnym korytarzu pełnego oczekujących pacjentów. Nagle przypominasz sobie o swoim telefonie. Sięgasz więc po niego i sprawdzasz godzinę. Robiąc to zauważasz brak jakichkolwiek nieodebranych połączeń, czy nieodebranych wiadomości.
– Ja też cię strasznie kocham. – mówisz do siebie, po czym zaczynasz kierować swoje kroki w stronę głównego wyjścia – Zgaduję, iż wrócę grzecznie do domu i pójdę spać.




     Wstaje rześki poranek. Czujesz to po zimnym wietrze wpadającym, przez ówcześnie uchylone okno. Starając się nie naruszyć swojego sennego nastroju, poprawiasz się powoli pod kołdrą, obracasz na plecy i próbujesz przedłużyć swój sen o kilka dodatkowych minut. Twoje marne marzenia przerywa jednak delikatny pocałunek złożony na twoje usta i słodko sączący się cichy szept ukochanej istoty:
– Hej kochanie. Czyżbyś poderwał ostatnio jakąś świętoszkę?
– Zaczynam kwestionować twoją zdolność do przyswajania i zapamiętywania informacji kochanie. Powtarzam ci po raz kolejny, iż nasz zakon tak nie działa. – mamroczesz próbując odwzajemnić pocałunek.
– Może powtarzasz mi to tak często, że mój mózg przestaje przejmować się tym faktem, co? – pada pytanie, po którym rozlega się śmiech, który tak bardzo lubisz słuchać.
– Tak sobie tłumacz. – wzdychasz godząc się z faktem, iż to koniec twojego snu – Która godzina?
– Piętnasta. – mówi dziewczyna wychodząc z pokoju.
– Dopiero? – zapytujesz podnosząc się ciężko z łóżka, a następnie idziesz do ubikacji.
– Co byś zjadł? – słyszysz pytanie dobiegające z kuchni.
– Cokolwiek? – odpowiadasz, stając przed lustrem.
     Po tym zaczynasz oglądać swoje odbicie w celu zbadania, czy w twoim wyglądzie nie zaszły jakieś widoczne zmiany. Nic jednak nie zauważasz oprócz naturalnych oznak osłabienia organizmu. Porzucasz więc to zajęcie i kierujesz się na wagę.
– Znowu schudłem… – jęczysz cicho, spoglądając na wyświetlającą się liczbę kilogramów.
     Następnie zrezygnowany załatwiasz swoje poranne potrzeby. Skończywszy to człapiesz do kuchni, gdzie czeka na ciebie talerz pełen naleśników.
– Oho… – mruczysz, zauważywszy, iż niektóre z nich są ze szpinakiem, a inne z serem, czy dżemem.
     Siadasz więc przy stole i zaczynasz je spożywać małymi kawałkami.
– Gdzie byłaś? – zapytujesz po chwili zaciekawiony mając na myśli wczorajszy dzień.
– Na osiemnastce znajomego. Przecież ci mówiłam. – zauważa dziewczyna tonem, wyrażającym niechęć do drążenia tego tematu.
– No tak. Wyleciało mi z głowy… – przyznajesz biorąc kolejny kęs swego śniadania.
– Miałem składniki na naleśniki? – dziwisz się nagle – Przysiągłbym, iż od tygodnia miałem pustą lodówkę.
– Pewnie twoi rodzice przywieźli. Jak przyszłam, wszystko tu było. Razem z jakąś zupą, sałatką, plackiem i ogórkami. – wzdycha rozmówczyni zaczynając myć naczynia.
– Ależ oni kochani. Wiedzą, iż bez nich nie przetrwałbym długo. – mówiąc to uśmiechasz się do siebie.
     W końcu stwierdzasz, iż masz dość i twój żołądek nie pomieści więcej pokarmu. Odsuwasz więc od siebie talerz, a następnie wstajesz, aby się przeciągnąć i znów usiąść. W tym samym czasie stojąca przy zlewie osóbka kończy co zaczęła, po czym kieruję się w stronę stołu i zasiada naprzeciwko ciebie.
– Smakowały? – zapytuje, zaczynając jeść pozostałe naleśniki.
– Najlepsze jakie jadłem. – odpowiadasz oczywistym, acz niedalekim od prawdy kłamstwem.
     Po tych słowach zapada cisza, podczas której wpatrujesz się w swoją ukochaną spożywającą posiłek. Mając świadomość, iż to co robisz działa jej na nerwy, nie przerywasz. Uśmiechasz się tylko głupkowato czekając na tą samą reakcję, którą zawsze ci przedstawia. W pewnym momencie radość spełza z twego oblicza i zastąpiona zostaje przez grymas świadczący o tym, iż coś ci ewidentnie nie pasuje. No właśnie. Dopiero teraz się orientujesz. Nie ma go. Nie da się go wyczuć. Charakterystyczny zapach kobiecego ciała zmieszany z dymem tytoniowym i zbyt słodkimi perfumami nie drażni twoich receptorów, nie roztacza się wokół twej lubej. Zastępuje go mieszanina smrodu alkoholu mieszającego się z wyraźną wonią narkotyków, potu i seksu. To, co dopiero zdołałeś poczuć zaczyna sprawiać, iż zaczynasz czuć się coraz gorzej. Pojawia się odruch wymiotny. Ciało oblewa zimny pot, a skóra chorobliwie blednieje.
– Przepraszam. – wypowiadasz szybko, po czym jeszcze szybciej pędzisz do ubikacji, gdzie klękając przy toalecie oddajesz światu pochłonięte wcześniej śniadanie.
     Gdy kończysz siadasz ciężko, oparłszy się o ścianę. W ustach czujesz smak przyprawiający cię o następne odruchy wymiotne. Podrażnione gardło zaś pali cię niemiłosiernie.
– Tyle byłoby z śniadania… – wymuszasz na sobie uśmiech i kilka słów.
– Kochanie! – słyszysz panikę dziewczyny, która właśnie przybiegła i klęknęła przy tobie – Wszystko dobrze?
     Nie odpowiadasz na to pytanie czując pochodzącą ci do gardła pozostałą zawartość żołądka. Miast tego oddychasz dość płytko i szybko starając się jak najwięcej czasu spędzać na wydechu. Robisz wszystko by nie dopuszczać do siebie krążących wkoło zapachów. Twoja walka zdaje się jednak na nic, albowiem twe targane drgawkami ciało rzuca się odruchowo w stronę muszli klozetowej. Następują silne skurcze mięśni brzucha, przepony, a także klatki piersiowej, które doprowadzają do gwałtownego wyrzutu pozostałej w tobie treści pokarmowej przez przełyk i jamę ustną.
– Wyglądasz okropnie. – stwierdzasz złapawszy oddech – Choć ten rozmyty makijaż dodaje ci trochę uroku.
– Ach… Nie zdążyłam się wziąć prysznica. – odpowiada dziewczyna z miną jakby przypomniała sobie o czymś, co wcześniej jej uleciało, po czym zapytuje z uśmiechem – Może weźmiemy go razem?
– Tym razem, choć wiedz, iż boli mnie to okropnie, będę musiał ci odmówić i pozwolić na samodzielne oczyszczanie ciała i duszy. – mówisz wymyślnie starając się odciągnąć swe myśli od dręczących cię mdłości – Zostanę tutaj i popilnuję jeszcze kibelka. Chyba mnie polubił. Muszę zadbać o tą znajomość. Później umyję się i wezmę kąpiel.
– Jak wolisz. – rzuca rozmówczyni wychodząc – Mam nockę, więc wpadnę rano, umyję się i pójdę się z tobą poprzytulać pod kołderką.
– Wprost nie mogę się doczekać. – odpowiadasz wzmagając swój głos.
     Po tym zamykasz oczy i starasz się odpłynąć myślami ku czemuś niezwiązanemu z twoim aktualnym stanem fizycznym.




     Ocknąwszy się z nieplanowanego snu, jęczysz, odczuwając niesamowity ból w zastałym karku. Po tym podnosisz się powoli, podpierając się o ścianę. Stojąc już jako tako, zdajesz sobie sprawę, iż twój organizm domaga się oddania moczu. Robisz to wiec, spuszczasz wodę i z lekkim kręćkiem w głowie idziesz do łazienki.
– Jak tu zimno… – wzdrygasz się, zdzierając z siebie ciuchy, których nie zdążyłeś z siebie zdjąć, od powrotu ze szpitala.
     Stojąc już nago, reflektujesz się i zbliżasz się do wanny. Jednym ruchem, odkręcasz kurek z ciepłą wodą i zatykasz odpływ. Zadowolony z siebie, udajesz się pod prysznic. Myjesz swoje ciało, pod lodowatą wodą, a wiedząc, iż napełnienie wanny będzie wymagało trochę czasu, zostajesz jeszcze na moment pod strumieniem, rozkoszując się spływającymi po twym ciele strużkami płynu. W końcu wychodzisz jednak i odczuwając wielką ochotę zmiany punktu widzenia, stajesz na głowie. W takiej pozycji do chwili, w której stwierdzasz, iż wszystko gotowe. Stanąwszy znów na nogach, zbliżasz się do wanny, zakręcasz kurek i zanurzasz się w ogromnej ilości, zbyt gorącej wody. Przy tym wydajesz z siebie westchnięcie przyjemności, które przerwane zostaje przez całkowite zanurzenie się twojego ciała. Spędzasz pod powierzchnią cieczy dłuższą chwilę, a następnie wynurzasz niewielce swą twarz tak, aby móc oddychać. Oczy twe pozostają zamknięte, pozwalając ci spoglądać w ciemność. Czas ni to się dłuży, ni się spieszy. Po prawdzie zachowuje się jakby wcale go nie było. Zupełnie jak sługa, który w ciszy czeka, aż jego pan wyrwie się ze swego zajęcia i wyda mu rozkaz. Obtulony przez wodę czujesz się tak wspaniale, iż nie potrafisz tego opisać. Twój oddech pogłębia się i zwalnia. Umysł oczyszcza się z każdej możliwej myśli. Skąd bierze się błogość tego momentu? Zapewne z twej przeszłości, gdy jeszcze nieświadomy rozwijałeś się pod sercem swojej matki. Wszystkimi zmysłami powracasz do tego czasu, co pozwala ci się zresetować i zacząć doświadczać świat od nowa. Nim jednak cały proces się zakończy, musisz jeszcze trochę poleżeć.




– Kochanie! – przytłumiony krzyk manifestujący przestrach dociera do ciebie z opóźnieniem wraz z dźwiękiem czegoś ciężkiego, upadającego na podłogę – Kochanie!
     Gdy słowo powtórzone zostaje po raz drugi, odczuwasz gładkie dłonie dotykające twojej skóry. Następnie dociera do ciebie wrażenie, dużej siły unoszącej cię w górę. Wtem czujesz na policzku gruby materiał, który szybko przesiąka wodą, która nie zdążyła z ciebie spłynąć. W mig twe nozdrza wypełnia charakterystyczny zapach kobiecego ciała zmieszany z dymem tytoniowym i zbyt słodkimi perfumami.
– Nic ci nie jest? Co się stało? – panikuje dziewczyna, wtulająca twą głowę w swe piersi.
     Ty jednak nie słuchasz tego co wydobywa się z jej ust. Jedynym interesującym cię dźwiękiem jest ten, który wydaje jej bijące serce.
– Jesteś lodowaty. Ile ty siedziałeś w tej wodzie? – zapytuje, wyciągając cię z wanny, a następnie łapiąc ręcznik mówi – Wytrzemy cię i położymy do łóżka. Dołączę do ciebie, gdy tylko się umyję.
     Skończywszy cię osuszać, pomaga ci dojść do sypialni, gdzie rzuca cię na materac i przykrywa kołdrą.
– Zaczekaj tu na mnie. – szepcze, całując cię w czoło, po czym w pośpiechu udaje się z powrotem do łazienki.
     Cóż za szkoda, iż twe słowa, które mamroczesz sobie teraz pod nosem w półświadomości, nie docierają do jej uszu. Gdyby tylko mogła usłyszeć jak wspaniały śnił ci się sen. Ucieszyłaby się, czyż nie? Zawsze uwielbiała gdy opowiadałeś jej te przedziwne historie. Za każdym razem widziałeś uśmiech na jej twarzy. To chyba o czymś świadczyło. Ty jednak nigdy się nią nie przejmowałeś, gdy opowiadałeś swe marzenia senne. Kto wie, co tobą kierowało, gdy myśli zamieniałeś w słowa. Co zmuszało cię nawet w tym momencie, do wysilania się i wypowiadania słów?
– Złota rzeka płynęła środkiem zielonego oceanu, którego szkarłat odbijał się w płowych chmurach, snujących się z wolna po niebieskim tle, pełnym białych gwiazd. Wyjątkowa przestrzeń była jednak niczym dla bezkształtnego istnienia, przeglądającego się właśnie w ogromnym, srebrnym lustrze, zawieszonym w powietrzu. Spowodowane to było różnorodnością jawiących się przed nią odbić.




     Wybudzasz się ze stanu, który niekoniecznie był snem. Twe powieki unoszą się powoli i ciężko. Głowa pulsuje niemiłosiernym bólem. Czujesz irytację i zmęczenie. Zaślepiony nimi nie możesz zdać sobie sprawy z tego, co przywróciło ci świadomość. Dopiero mruknięcie nagiej dziewczyny, leżącej obok ciebie zwraca twą uwagę na mocne wibracje telefonu, zaległego na parapecie. Ktoś dzwoni? Zadajesz sobie pytanie, zdziwiony tą niecodzienną sytuacją. Pragnąc poznać odpowiedź, siadasz na krawędzi łóżka i ostrożnie zaczynasz stawać na nogi. Niestety podczas robienia tego atakują cię mroczki, w głowie zaczyna się kręcić i wszystkie siły cię opuszczają. Upadasz więc na podłogę.
– Ech… – wzdychasz, obracając się na plecy i spoglądając w sufit.
     Niespodziewanie orientujesz się, iż w twojej dłoni znajduje się przedmiot, który bez przerwy wibruje. Przybliżasz więc sobie go do twarzy i czytasz słowa wyświetlające się na ekranie.
– Kitka? – nie rozumiejąc, co miałeś na myśli zapisując taką nazwę kontaktu, odbierasz połączenie – Słucham.
– Czy ja ci gówniarzu nie mówiłam, że masz przez tydzień nie rozrabiać?! – wrzask wypełniony wściekłością uderza w twoje ucho z taką mocą, iż musisz odsunąć od niego słuchawkę.
– Nie wychodziłem z domu… – mamroczesz, ziewając i przypominając sobie, skąd ta ksywka.
– Możesz kłamać komu zechcesz, ale ja jestem twoim lekarzem durniu! Masz się mnie słuchać i mówić mi wszystko! Od tego zależy twoje życie! Nie wciskaj mi więc kitu i gadaj!
– Co? – zapytujesz ziewając.
– Wszystko! Miałeś się regenerować, a nie łazić nocą po parku i natykać się na barghesta! – wypowiedź zatrzymuje się na moment, by pozwolić na chwilę wytchnienia, a następnie powrócić – Gdybyś nie zdążył dobiec do kapliczki, byłbyś już martwy! Co ty sobie do jasnej myślałeś?!
– Barghest? – zasłyszane słowo natychmiastowo cię cuci – Niemożliwe.
– Według kapłana, który przybył najszybciej po wyczuciu zagrożenia, możliwe. Z jego raportu wynika, że w chwili, gdy przybył na miejsce zobaczył chłopka przy kapliczce, którego rozpoznał jako ciebie i uciekającego barhesta. – kobieta uspokaja się w niewielkim stopniu – Chyba nie powinieneś być tak zaskoczony, biorąc pod uwagę, że tam byłeś.
– Nie pamiętam… – mówisz, łapiąc się za nadal pulsującą głowę, która torturuje cię jakby starała się przywołać dla twojej osoby odpowiednie wspomnienia.
– Niedobrze. Rada będzie chciała wyciągnąć z ciebie te wspomnienia. – rozmówczyni cichnie na moment, a po dłuższej chwili znów się odzywa – Spróbuję wywalczyć dla ciebie trochę czasu. Jeśli mi się uda, to twoja szansa na przeżycie… nie będzie zerowa.
– Dziękuję.
– Zamiast mi dziękować powinieneś mnie wielbić i słuchać przede wszystkim! – wrzeszczy ponownie.
– Tak, tak. Wezmę cię na lody w ramach przeprosin. – odpowiadasz, śmiejąc się delikatnie, a następnie dodajesz poważniejąc – Może zdołam sobie coś przypomnieć.
– Oby. – słyszysz, oddalając telefon od ucha, aby się rozłączyć – Byłabym zapomniała! Kazałam ci podrzucić leki.
– Papa. – rzucasz, zrywając połączenie.
     Po tym wzdychasz z uśmiechem na twarzy. Takie niespodziewane rozmowy zawsze wywoływały u ciebie poczucie radości. Szybko jednak twoja mina rzednie. Powodem tego jest pustka w pamięci, której jeszcze przed chwilą nie byłeś świadom.
– Barghest… – mruczysz pod nosem zmartwiony – Coś tu nie gra…
     Nagłe jękniecie wydobywa cię z zamyślenia, w które zaczynałeś się zanurzać.
– Kochanie… – odzywa się, rozbudzająca się dziewczyna.
     Ty zaś, czując nagły przypływ sił, wtaczasz się z powrotem na łóżko i bez żadnego ostrzeżenia, zaczynasz całować swoją ukochaną, równocześnie wodząc dłońmi po jej ciele. Czując, iż twoje pieszczoty są odwzajemniane, kierujesz swoje pocałunki na szyję, gdzie przeradzają się w ugryzienia. Następnie kierujesz się przez obojczyki, piersi, brzuch na wzgórek łonowy. W tym miejscu zaprzestajesz kąsania i wyciągasz swój język, którym wodzisz z wolna, kierując się coraz niżej. Słysząc ciche westchnięcia swojej partnerki, uśmiechasz się na moment i postanawiasz trochę się z nią podroczyć. Wtem, jak to się w życiu zdarza, przyjemna chwila zostaje przerwana przez odgłos dzwonka do drzwi. Zignoruj. Mówi ci twoja podświadomość, chcąc abyś kontynuował, co zacząłeś. Ty jednak cofasz się w tył i zrezygnowany kładziesz głowę na materacu.
– Za jakie grzechy… – wzdychasz, czując nawracające zmęczenie.
     Następnie zmuszasz się do wstania, a raczej robi to nieprzerwany dźwięk dzwonka. Chwiejnym krokiem, podtrzymując się ścian, udajesz się w końcu do drzwi. Przekręcają klucz w zamku, otwierasz je i twoim oczom ukazuje się młodsza od ciebie o dwa lata dziewczyna.
– Aha… – wzdychasz widząc jej średniej długości, fioletowe włosy i oczy nie pasujące do siebie kolorem.
     Stojąc w ciszy, lustrujesz ją wzrokiem, oceniając jej atrakcyjność i gusta. Buty za kostkę, na niskim obcasie, w kolorze perydotu, z czerwonymi sznurówkami. Czarne zakolanówki, przyozdobione białymi ornamentami. Dla niektórych, zbyt krótka spódniczka atakująca oczy głęboką barwą bordową. Szary gorset, opinający białą koszulę, przyozdobiony srebrnymi krzyżami na bokach. Na język ciśnie się tylko jedno pytanie…
– Kto się tak ubiera? – zapytujesz, a w twym głosie pobrzmiewa niesmak utraconego momentu przyjemności.
– Ona przynajmniej się ubiera. – słyszysz głos zbliżającej się do ciebie osoby – Wejdź. Zjesz z nami śniadanie.
     Stąd ten przyjemny przewiew… Zauważasz w myślach, a następnie oddalasz się, by coś na siebie wciągnąć. Założywszy na siebie jakieś bokserki i dresy, które po zapachu wydały ci się czyste, wracasz z powrotem do młodych dam, które teraz okupują kuchnie. Będąc już tam gdzie one, zbliżasz się do lodówki i otwierasz ją.
– Zjadłbym… – przeciągasz ostatnią literę, z każdą chwilą tracąc apetyt coraz bardziej.
     W końcu poddajesz się i zrezygnowany zadajesz pytanie, przy którym odwracasz się, by popatrzeć na swojego gościa.
– Zupę?
     Nie widząc aprobaty w posturze małolaty, pytasz o coś innego.
– Kanapkę? – twój głos zaczyna się powoli łamać, na myśl, iż w tym przypadku musiałbyś zrobić coś więcej niż postawienie garnka na kuchence i podgrzania jego zawartości.
     Wtem milkniesz na moment, wpadając na genialny pomysł. Szybko zwracasz głowę, ku wnętrzu lodówki i z zadowoleniem oświadczasz:
– Jajecznica!
– Zrobię kawę. – wzdycha twa luba w odpowiedzi, po czym zwraca się do fioletowowłosej – Chyba, że chcesz herbaty.
– Kawa… – wydusza z siebie ta, starając się nie uciekać wzrokiem w twoim kierunku i skupiać go na rozmówczyni.
– Z mlekiem? Słodzisz? Ile? – padają szybkie zapytania.
– Tak. Nie. Łyżeczkę miodu, jeśli już. – oświadcza nadal wgapiając się w twoją osobę, bawiącą się miską, widelcem i jajkami.
– Masz miód? – rozlegają się słowa, po których zaczynasz szukać wspomnianego produktu.
     Uporawszy się z poszukiwaniami, robisz w końcu śniadanie i podajesz każdemu. Po skończonym posiłku, wsadzasz brudne naczynia do zmywarki i przyjmujesz oświadczenie swej ukochanej, iż ona udaje się spać. Wreszcie zasiadasz naprzeciwko niecodziennie ubranej dziewczyny i zaczynasz się w nią wpatrywać w taki sam sposób, jak ona w ciebie.
– To? Co cię tu sprowadza…? – zaczynasz znudzony czekaniem.
– Meme. – dziewczyna dokańcza twe pytanie, przedstawiając się.
– Meme? Niecodzienne. Nazwisko? – zaciekawiasz się.
– Nazw… – rozmówczyni zaczyna szukać w czegoś w pamięci.
– Pokaż proszę dowód. – mówisz wyciągając rękę.
     Gdy dostajesz w ręce, pożądany przedmiot i odczytujesz nazwisko, wzdychasz.
– Cała jesteś jakaś niecodzienna… – mówisz, oddając dokument – To? Z czym przychodzisz?
– Miałam przynieść leki. – oświadcza, wyciągając opakowanie z medykamentem.
– O tym mówiła Kitka… Kurcze. Gdzie ta kobieta chowa przede mną takie cuda? – zapytujesz, drapiąc się po głowie.
– W magazynie? – fioletowowłosa ewidentnie nie wie co powiedzieć.
– Przez cały ten czas siedziałaś w magazynie? – szokujesz się, jakbyś naprawdę w to wierzył – Czyli miałem rację. Ona prowadzi dziwne eksperymenty na ludziach.
– Co? – w głowie rozmówczyni rodzi się mętlik – Nie… Ja…
– Wiem, wiem. Nie widziałem cię nigdzie. Pewnie przeprowadziłaś się do nas niedawno. Miło widzieć nową twarz. – uspokajasz ją, po czym bierzesz łyk czarnego napoju.
– Masz brać jedną dziennie. Jeśli jednak poczujesz się gorzej, masz wziąć kolejną. Powinno ci się polepszyć. Czasem tylko może wystąpić efekt uboczny w postaci senności, albo poczucia, że wszystko oddzielone jest od ciebie niewidzialną ścianą, a twoje ciało to kukiełka, która nie chce reagować na pociągnięcia sznurków. – następuje powrót do tematu ważnego.
– Bardzo precyzyjny opis… Rozumiem. – odpowiadasz, połykając jedną tabletkę.
– To ja już może pójdę… – dziewczyna mówi nieśmiało, wstając od stołu.
– Tak szybko? Nawet nie zdążyliśmy się poznać. Jeśli jednak czas cię goni, to nie mi cię zatrzymywać. Powodzenia z czymkolwiek, co robisz. Być może spotkamy się ponownie. – żegnasz się, odprowadzając gościa do wyjścia.
– Do zobaczenia. – mówi ta, opuszczając twój dom.
– Do widzenia Meme. – wołasz radośnie, mając dłonią.
     Po tym, zamykasz drzwi na klucz i ziewasz, czując zmęczenie.
– Chyba wrócę do spania… – mruczysz, kierując swe kroki w stronę sypialni.




     Kolejne dwa dni spędzasz na spaniu, jedzeniu, uprawianiu miłości ze swą lubą i oczekiwaniu na jakiegoś rodzaju wiadomość, iż masz się stawić w głównej siedzibie. Trzeciego dnia w południe, gdy nadal nikt po ciebie nie posłał, cierpliwość ci się kończy i postanawiasz opuścić swe lokum, aby czegoś się dowiedzieć. Ubierasz się w swe czarne spodnie i szarą koszulę. Przepasasz biodra wymyślnym pasem kontuszowym. Na nogi naciągasz półbuty z złotymi akcentami i jesteś gotowy do wyjścia. Choć jednak nie. Jak mogłeś dopiero teraz to zauważyć? Krzyżyk, którego nigdy nie zdejmowałeś z szyi, zniknął. Zaczyna ogarniać cię mała panika. Drżącą dłonią przeczesujesz swe srebrno–czarne włosy i zaczynasz się zastanawiać, gdzie mogłeś stracić coś tak dla ciebie ważnego.
– Kitka! – krzyczysz, wyciągając z kieszeni telefon.
     Następnie wybierasz odpowiedni kontakt i zaczynasz dzwonić. Niestety nikt nie odbiera. Zirytowany chowasz komórkę do kieszeni, a kolejno zaczynasz przeszukiwać dom. Nie znajdujesz jednak swej zguby. Zrezygnowany postanawiasz ochłonąć. Opuszczasz więc dom i idziesz przed siebie. Normalnie, gdy nie określisz sobie jakiegoś celu, kierujesz automatycznie swój krok ku parkowi znajdującemu się w centrum miasta. Tak jest i tym razem. Nawet nie orientujesz się, kiedy docierasz do dobrze znanej sobie kapliczki, przed którą zwykłeś siadać i rozmyślać. Swoją drogą, dlaczego akurat przy tej konkretnej? Co jest w niej takiego wyjątkowego? Zapewne to, iż o nigdy nie o niej naprawdę nie rozmyślałeś. Prawdopodobnie, gdybyś zaczął to robić, doszedłbyś do wniosku, iż nie jest niczym specjalnym i cała jej magia by uleciała.
– Często tu przychodzisz? – niespodziewany pytanie wyrywa cię z dręczących cię myśli.
– Czy ja wiem? Przychodzę tu odruchowo od czasu do czasu, gdy nad czymś rozmyślam. – opowiadasz, spoglądając na mężczyznę który cię zaczepił.
     Wtedy dostrzegasz przed sobą odzianego w szary habit kapłana, uśmiechającego się do ciebie przyjaźnie.
– Nad czym więc się dziś rozwodzisz? – zapytuje.
– Niczym szczególnym. Zgubiłem zawieszkę. Pewnie zostawiłem u znajomej. – wzdychasz zaczynając rozmasowywać swe skronie, które nagły zaczęły boleśnie pulsować.
– Nic ci nie jest? – zmartwienie płynie z ust rozmówcy.
– Nie… To tylko… – mruczysz, wyciągając z kieszeni biały, plastikowy słoiczek, a następnie zażywasz jedną ze znajdujących się w nim tabletek.
– Na pewno nie potrzebujesz…? – chce zapytać, kładąc dłoń na twym ramieniu.
– Nie! – odpowiadasz zbyt gwałtownie, odsuwając się od dotyku.
– Spokojnie młodzieńcze. – uspokaja cię – Rozumiem, że to miejsce wywołuje złe wspomnienia, ale nic się nie dzieje.
– Złe wspomnienia? – dziwisz się.
– No tak. Przecież to tu zaatakował cię ten barghest. – oświadcza, po czym patrzy ci w oczy i zapytuje – Zemdlałeś wtedy, ale chyba coś pamiętasz.
– Nie… – wzdychasz, łapiąc się za głowę, która zaczyna boleć coraz mocniej.
– Na pewno? Ja bym raczej nie zapomniał czegoś takiego. – wypytywanie zaczyna być coraz bardziej nachalne.
– Na pewno. Choć niech pan uwierzy, iż chciałbym pamiętać. – cmokasz wyraźnie zirytowany – Głowę ciągle dryluje mi pytanie, jak ten przeklęty upiór pojawił się w mieście.
– To ty nic nie wiesz?! – zdziwienie pojawia się na pomarszczonej twarzy kapłana – To był chowaniec. Zerwał się i uciekł.
– Przecież chowaniec nie… – znaczenie słów twego rozmówcy dopiero zaczyna do ciebie docierać – Jak?
– A jak sądzisz? Inkwizycja. Szybko i po cichu. Kara za konszachty z diabłem. – wypowiadając to słowo, wzdryga się i rozgląda, jakby chciał upewnić się w przekonaniu, iż nic mu nie grozi.
– To wiele tłumaczy. Choć taka nieuwaga z ich strony…
– Na pewno będzie miała swoje konsekwencje. Na szczęście nie musimy się tym przejmować. Teraz wybacz proszę. Muszę iść. – mówi, po czym zaczyna się oddalać.
– Żegnam. – odpowiadasz, nie spuszczając z niego wzroku.
     Nagle twą głowę zalewa tak wielka fala bólu, iż rzuca cię na kolana.
– Co jest? – zapytujesz samego siebie, nie mogąc powstrzymać obrazów przewijających się przed twymi oczami.
     W tej chwili zaczynają przypominać ci się strzępki wydarzeń z nocy, gdy zostałeś zaatakowany. Kobieta? Pojawia się zdziwienie, któremu zaczyna towarzyszyć uczucie spadania. Następnie pojawia się wrażenie jakby coś wiło się pod twymi ciuchami, przesuwając się na tą stronę ciała, która spotka się zaraz z twardą nawierzchnią.




     Stawiasz krok za krokiem. Czynisz wdechy i wydechy. Potem zaś się zatrzymujesz. Nie postępujesz ni wprzód, w tył, czy to w bok. Nie czynisz nic, by pozwolić uciec zniewolonemu powietrzu z płuc czekając, aż te zaczną cię piec. Chcesz ruszyć ponownie, jednak sam nie wiedząc czemu spoglądasz w dół. Dostrzegasz tam obraz swego codziennego świata. Wszystko jest takie odległe, gdy patrzysz znad najwyżej wędrujących chmur. Skonsternowany kucasz, by dotknąć powierzchni, na której stoisz. Niespodziewanie twoja dłoń zanurza się w tej gęstej jak olej toni. Ty zaś nie namyślając się ani chwili, pochylasz się w przód i nurkujesz. Powoli tonąc, obserwujesz rzeczywistość, nabierającą ciekawego sensu, gdy patrzy się weń tej perspektywy. Wtem zaczyna cię wypełniać to wspaniałe uczucie, występujące wtedy, gdy spadasz. Zafascynowany jak dziecko, wyciągasz dłoń w stronę nieba i rozkoszujesz się niecodziennością doznań.




– Ty skończony idioto! Mam połamać ci nogi, żebyś nie mógł nigdzie łazić?! – krzyki kobiecego głosu wyrywają cię ze snu, tylko po to by pozwolić się obudzić twej świadomości na tyle, aby ta przyswoiła wszelki dręczący cię ból z pełną siłą.
– Mój… – wyduszasz z siebie, po czym błyskawicznie milkniesz, mając uczucie jakby przez ostatnie kilka godzin jakaś rura tkwiła w twoim gardle.
– Zrobię wszystko co w mojej mocy, ale nie wyrwę cię ze szponów śmierci, jeśli już się w tobie zagłębią. – wrzask, nagle przerodził się w cichy szloch – Nie każ mi znów tego przeżywać.
– Wybacz… – mówisz, co wywołuje kasłanie.
– Co ty tam w ogóle robiłeś? – rozmówczyni trochę się uspokaja, siadając na skraju łóżka, na którym się znajdujesz.
– Zgu…. – wysławianie się przychodzi ci z trudem, mimo to starasz się to robić – Zgubi…
     Nagle twój głos cichnie tak bardzo, iż go tracisz.
– Nie odzywaj się lepiej. Nie byłam delikatna przez ostatnie trzynaście godzin. Jestem wycieńczona. Później mi wszystko wyjaśnisz. – kobieta wzdycha, zasłaniając twarz dłonią.
     Następnie bierze głęboki wdech i ma już coś powiedzieć, lecz zauważając, iż śpisz, daje ci spokój.




– Wstawaj. – mocne szturchanie wyrywa cię ze snu.
– Za takie dbanie o pacjenta powinni wam wlepić karę jakąś… – mamroczesz, obracając się na bok i kuląc.
– Jeszcze narzekasz? – twój lekarz nie daje za wygraną – Wstawaj i ubieraj się.
– Tak, tak. – bąkasz pod nosem, po czym gramoląc się, wstajesz i zaczynasz naciągać na siebie ciuchy, które najwyraźniej przyniosła twa rozmówczyni – Nie miałaś mieć urlopu, czy coś?
– Miałam. Tyle, że jakiś geniusz postanowił potańczyć sobie ze śmiercią i zamiast gotować się do wyjazdu, musiałam go ratować. – fałszywe marudzenie dociera do twoich uszu.
– To co tu jeszcze robisz? – zapytujesz, zawiązując swój pas kontuszowy.
– Staram się nie spóźnić na pociąg. – pada odpowiedź, a następnie stwierdzenie – Gotowy? To idziemy. Jeśli dobrze pójdzie to zdążymy.
– Gdzie? – pytasz nie rozumiejąc sytuacji.
– Na pociąg. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – irytuje się kobieta, ciągnąc cię za rękę, abyś w końcu się ruszył.
– Czasami mam wrażenie, iż mój mózg automatycznie cię ignoruje. – mówisz kąśliwie, a następnie milkniesz i zaczynasz rozmyślać.
     Ona nie jest za młoda? Pojawia się pytanie, gdy wpatrujesz się w zmartwioną twarz towarzyszki. Mimo, iż znasz ją już od kilku lat, masz wrażenie, jakbyś nigdy dotąd jej nie widziałbwidzizenie,. Jesteś więc zaszokowany jej prezencją i nie możesz nic poradzić na to, iż zapatrzony w nią, ignorujesz rzeczywistość.
– Masz fikuśną fryzurę. – mówisz, będąc wsadzanym do taksówki, do której nie wiedzieć kiedy, dotarłeś.
– Nie wiem, czy mnie komplementujesz, czy obrażasz, gdy zwracasz się do mnie takim tonem. – odpowiada ci rozmówczyni, zaraz po podaniu celu podróży kierowcy.
– Wymyślna. Podoba mi się, lecz jest niepraktyczna. Poza tym stworzenie tego cudu musiało długo trwać. Niezwykle precyzyjna. Chciało ci się? – zapytujesz z zaciekawieniem.
– Pacjent mi zrobił. Chłopak ma tylko trzynaście lat, a takie rzeczy robi… Nie rozumiem dlaczego nie zostanie fryzjerem, tylko chce być piłkarzem. – wzdycha.
– Jest ofiarą propagandy… – twoje słowa zostają nagle przerwane przez towarzyszkę, szturchającą taksówkarza.
– Mógłby pan dać głośniej? – ewidentnie jej prośba odnosi się do utworu płynącego z radia.
– W jakim stanie, był mój stan. – tłumaczysz zasłyszany tekst.
– Ćśś… – towarzyszka ucisza cię, łapiąc twą dłoń.
     Przez resztę drogi nie odzywasz się więc już. Zamiast tego znów pogrążasz się w zamyśleniu.
– Jesteśmy. Należy się… – budzi cię głos kierowcy.
     Odruchowo opuszczasz pojazd i nie marnując czasu, kierujesz się w stronę dworca głównego.
– Zaczekałbyś na mnie. – odzywa się z wyrzutem kobieta, która właśnie równa z tobą krok.
     Nie odpowiadasz na jej słowa. Miast tego wpatrujesz się w nią ukradkiem, jakbyś pragnął, aby jej zielone oczy upewniły cię w przekonaniu, iż osoba, na którą patrzysz jest ci dobrze znana.
– Co? – zapytuje ta wyraźnie zmieszana.
– Zawsze byłaś taka piękna, czy to ja byłem ślepy? – rzucasz zamyślony.
     Na te słowa cała się czerwieni, nie wiedząc co mogłaby odrzec.
– Mam wrażenie, jakbym widział cię pierwszy raz. Z tą różnicą, iż wiem, iż jesteś sobą. Tylko, jakbym nigdy cię nie widział. – wyznajesz, a następnie wskazujesz dłonią, by rozmówczyni obrała prowadzenie.
– Zdarza się. – beztroska odpowiedź zbija cię z tropu.
– Zdarza się. – pryskasz śmiechem.
– Możesz umrzeć…
– To już wiem. – przerywasz wypowiedź.
– Mentalnie. Nie przerywaj mi. Możesz stracić wszystkie wspomnienia, odruchy warunkowe, reakcje. Cała twoja przeszłość zostanie wyczyszczona. Jakbyś dopiero co się narodził. Nie dosłownie, ale nadal… – wyjaśnia, po czym staje w miejscu i obserwuje jak z opóźnieniem reagujesz na zaistniałą sytuację – Nie przejmuj się. Dołożę wszelkich starań, aby to się nie stało.
– Ponoć Magister nie może umrzeć. – przypominasz sobie, stając w miejscu.
– Nie jesteś Magistrem. Poza tym Magister też człowiek. – wzdycha i spogląda na zegarek.
     Ty papugujesz ten ruch, jednak wpatrujesz się w goły nadgarstek.
– Już tak późno? Jak tak dalej pójdzie, to spóźni się jakieś sześć minut. – oświadczasz, udając zadręczonego, a następnie wychylasz się ostentacyjnie, próbując dostrzec zbyt odległy obiekt.
– Próbujesz być zabawny? – zapytuje kobieta, uśmiechając się miło.
– Czy ja wiem? Jeśli to cię bawi, to raczej tak. – stwierdzasz i milkniesz.
     Piękne, pełne usta. Takie… duże. Ciekawe jakie są w dotyku? Myśl przelatuje ci przez umysł, gdy twój wzrok kieruje się na twarz rozmówczyni. Jakież to dziwne, nieprawdaż? Twoje odczucia i sposób postrzegania. Ta dorosła kobieta, prawdopodobnie z mężem i dziećmi. Taka atrakcyjna. Taka perfekcyjna. Jak mogłeś wcześniej tego nie dostrzegać? Jak możesz dostrzegać to teraz? Zupełnie jakby jakiś podmiot wszechmocny przełączył coś w twej mózgownicy, by ustawić twoją osobę, w sposób odpowiedni dla pewnej, rysującej się wizji. Wyobrażasz to sobie? Jakież nieszczęsne może być wymarzone przez wielu życie? Bycie bohaterem, kukiełką, która gra jak jej się zagra. Bezmyślną istotą, której każda akcja, jest pociągnięciem odpowiednich linii. Oczywiście, iż, przynajmniej w tej chwili, nie potrafisz przywołać czegoś takiego. Ale, ale… Chyba zbyt odeszliśmy od tematu. Jak sądzisz?
– Hej. Słuchasz mnie? – pstryknięcie koło ucha, przywraca cię do rzeczywistości.
– Ta… Nie. Przepraszam. Mogłabyś z łaski swej powtórzyć? – zapytujesz, przeczesując włosy, a następnie zauważasz, iż siedzisz w wagonie pociągu i spoglądasz na miejsce, w którym niedawno stałeś.
     Speszony przekręcasz głowę na bok i zaczynasz się po niej drapać.
– Ej. Odpowiesz mi? – irytacja w kobiecym głosie, znów przywołuje cię do porządku.
– Oczywiście. – mówisz, choć nie wiesz o co chodzi.
     Twoja rozmówczyni wzdycha więc i powtarza, po raz kolejny.
– Powiedz mi, co się wtedy stało.
– Wtedy? – wpierw nie chwytasz kontekstu, lecz szybko to naprawiasz – Nie mogłem wytrzymać siedzenia w domu. Poza tym zgubiłem krzyżyk. Nie odbierałaś, więc postanowiłem się przejść.
– Jak mogłam odebrać jak nie dzwoniłeś? – zapytuje, po czym wyciąga z kieszeni telefon i spoglądając na niego wzdycha – Och…
– Co ważniejsze. Gdzie mnie zabierasz? – zaciekawiasz się.
– Nie zmieniaj tematu. – karci cię – Czemu musiałam ratować twoje życie?
–To ty jesteś lekarzem. – rzucasz kąśliwie, zsuwając się na fotelu, aby bardziej leżeć niż siedzieć.
     Następnie zamykasz oczy i mruczysz gardłowo. Kontynuujesz to do momentu, gdy twa towarzyszka traci cierpliwość i wciąga syczy wciągając powietrze, aby cię zrugać.
– Spotkałem kobietę. – ubiegasz ją.
– Czy mógłbyś na moment pohamować swoje hormony i…
– Gdyby miała na sobie zwiewną, jaśniejącą bielą sukienkę, jak sugeruje moja wyobraźnia… Byłaby taka ulotna i piękna za razem. Zupełnie jak księżniczki z bajek. – kontynuujesz nie zważając na nic.
– O czym ty mówisz? – irytuje się kobieta.
– Spotkałem ją tamtej nocy. Miała na sobie poniszczony kaftan bezpieczeństwa. Nie zwykły. Były na nim święte znaki, słowa Pana i proroków Jego. Z niej samej emanowała zaś aura, której nie da się wyrazić słowami. Była jakby najmocniejszym kuszeniem. Najfałszywszą i zarazem najbardziej wiarygodna obietnicą. Czymś za co dusza sama pragnie się zaprzedać. – mówisz niemal zahipnotyzowany wspomnieniami.
     Niespodziewanie czujesz niedowład w swoim ciele. Zaczynasz więc z nim walczyć, unosząc swą dłoń w górę. Wiesz, iż twoja towarzyszka właśnie coś z tobą robi i krzyczy, jednak ty nic nie czujesz, ani nie słyszysz. Mógłbyś się więc wszystkiemu przypatrywać, gdyby nie to, iż niczego nie widzisz.




     Sny są wspaniałe. Chociaż wiele rzeczy nie ma w nich sensu i przeczy logice, ty akceptujesz ich błędy, jakby było to coś oczywistego. Błądząc w wykreowanym przez nie świecie widzisz twarze, miejsca i ogrywasz sytuacje, które były lub wymieszały się i na nowo stworzyły. Ten chaos, który jest porządkiem. Jakiż on jest przyjemny. Cały czas coś się dzieje. Nie ma czasu, aby choć na chwilę się zamyślić. Szkoda, iż tym razem przeżywamy coś, co nie jest wymyślnym marzeniem sennym, a zwykłym, pospolitym wspomnieniem. No cóż… Nie zawsze ma się to, czego pragnie. Zanim jednak zaczniemy, zadam ci jedno pytanie. Najwspanialszy sen?




     Woda, która już chwilę temu wystygła wciąż oplata większość twego ciała. Najwspanialsza chwila nadal trwa. Musisz rozkoszować się każdą jej sekundą, póki jeszcze nie została pożarta przez rutynę. Jak to się jednak zdarza, gdy człowiek ma to czego pragnie, pojawia się małe, irytujące coś, kłujące na granicach każdego ze zmysłów.
– Cholera… – marudzisz, wstając i wychodząc z wanny.
     Po tym wycierasz się ręcznikiem, a będąc już suchym, kierujesz się do sypialni. Tam naciągasz na siebie jedyny zestaw ubrań jaki posiadasz i oczywiście swój kontuszowy pas. Następnie idziesz do wyjścia, gdzie ubierasz buty i opuszczasz mieszkanie.
– Gdzie? – zapytujesz samego siebie, rozglądając się po pustej, oświetlonej blaskiem lamp ulicy.
     Nie czekając na odpowiedź, dajesz ponieść się swemu instynktowi. W niedługim czasie docierasz do zawsze otwartej bramy.
– Eden. – wzdychasz, natychmiastowo rozpoznając miejsce – Dlaczego zawsze tutaj przychodzę?
     Chowasz dłonie do kieszeni i wkraczasz na teren parku. Swój krok kierujesz natychmiast w stronę konkretnej kapliczki, przy której zwykłeś siadać i rozmyślać. Spacerujesz wolnym krokiem jedną z alejek skąpanej w cieniach drzew, oświetlanych przez księżyc.
– Kitka mnie zabije… – mruczysz pod nosem, napawając się zimnem nocy i spoglądając w gwieździste niebo.
     Wnet opuszczasz wzrok, by spojrzeć przed siebie. W tej właśnie chwili dostrzegasz źródło tego irytującego uczucia, które cię tu przywiodło. Przed twą ulubioną kapliczką siedzi młoda dama, odziana w podarty kaftan bezpieczeństwa. Coś w tobie mówi ci, iż nie powinieneś się zbliżać, jednak otępienie i zmęczenie dręczące cię od operacji tłumi podstawowe instynkty. Choć to i tak nie kwestia tego. Powodem dla którego zamiast oddalić się z tego miejsca, zbliżasz się do istoty skąpanej w długich, kruczoczarnych włosach i siadasz przy niej, jest świadomość faktu, iż teoretycznie jesteś już martwy. Wtem czujesz przypływ melancholii, który ciśnie słowa do twych ust.
„Wtedy, gdy zamiera czas
Gdy z chmur czerni
Łzy niebiańskie kapią
By niesione gdzieś przez wiatr
Zanieść smutku czar
Gdy zwierzęta zamarza śmierci brat
Ptaki opuszczają dom prawdziwy
Odlatując w dal
Rośliny kryją ścieżki, ściółki
Każdy kąt barw paletą
Gdy cały świat powoli umiera
Wszystko wchodzi w anabiozy stan
Kosie kostuchy tak uciec chce
Ziemię zalewa szarość i bezwonność
Egzystencja żmudna zdaje się
Bez blasku gwiazdy radosnego
Gdy wypełza na powierzchnię
Skryty niegdyś głęboko
Ponury, ciężki ton
Czyni przestrzeń nieprzyjazną
Gdy zimno jest i mokro
Ciągle słychać kaszlu dzwon
Myśli ciemne odzywają się
Wszelkie plugastwo
Podłe zło
W umyśle dziury wierci
Kłuje pod czaszką
Zmusza świadomość
Do zamyślenia
Wspomnieniami lata odetchnienia
Gdy całe piękno bezsensowne jest
Nikły uśmiech to zbawienie
A bezdźwięczna melancholia
Kłębi wkoło się
Oferując swoje wdzięki
Jak mogę być kimś innym?
Jak mam zalać szczęściem się?
Jak odtrącić apatii zew?
Jak zwalczyć niekończące się zmęczenie?
Jak…
Gdy w jesień
Dnia czwartego, acz pierwszego
Kiedy misterną rzeczywistość stworzywszy
Odpoczął nawet Pan
Mały, pusty jeszcze ja
Poznawać zaczął
Samotności stan”
     Gdy kończysz, zamykasz oczy by uprzedzić ogarniającą cię pustkę, która kradnie ci zmysły. Nie wiem co mam powiedzieć. Piękna śmierć. Gdyby poprzedzała ją dramatyczna historia zemsty, przyjaźni, zdrady, miłości, rywalizacji i wielu innych. Rozpłakałbym się. Zalałbym się łzami, po tak wspaniałym podsumowaniu. Nie mógłbym się pozbierać przez wiele, wiele dni. Bił bym się w myślach, debatując, czy powinieneś był zginąć, czy nie było innego wyjścia. Ach… Jak odmiennie jest czasami pomarzyć. Choć, gdyby nagle wszystko zmienić… Nie. Ciągnijmy, co zaczęliśmy. Poza tym przeżyłeś i jedziesz teraz pociągiem. Budzisz się do tego. Na powitanie więc poranka otrzymasz zimny, kwaśny pocałunek wąskich, spękanych ust.




     Charakterystyczny stukot, wraz z mało wyczuwalnym drganiami wyciąga cię na powierzchnię rzeczywistości. Pierwszą czynnością, którą wykonujesz, jest głębokie westchnięcie pełne tęsknoty za błądzącym się gdzieś na skraju świadomości, wyjątkowym wspomnieniem pocałunku. Drugą zaś, otwarcie oczu, podczas którego, dosłownie na setną, czy tysięczną sekundy rejestrujesz nad sobą obraz przedstawiający bladą, kobiecą postać w poszarpanym kaftanie bezpieczeństwa, skąpaną w długich, czarnych włosach, pływających w przestrzeni jakby targane były prądami wodnymi. Z pewnym opóźnieniem w pojawia się u ciebie zdziwienie, którego podstawy, ze względu na bodziec, który trwał zbyt krótko, nie możesz zrozumieć. Wpatrujesz się więc w poprzecinany rombami sufit, uświadamiając sobie, iż leżysz nagi na podłodze w towarzystwie również pozbawionej odzienia, nieznanej ci kobiety, na twe ciało padają promienie słońca, które niedawno wzeszło i nie pamiętasz co się działo, od kiedy straciłeś przytomność. Zastanowiwszy się przez chwilę, stwierdzasz, iż mało prawdopodobna jest możliwość, iż odpowiedzi na dręczące cię pytania uzyskasz nie ruszając się z miejsca. Podnosisz się więc powoli i ostrożnie, tak aby nie zbudzić swej towarzyszki, po czym rzucając szybkie spojrzenie na miejsca siedzące w przedziale, dostrzegasz swe ciuchy, wymieszane z tymi należącymi do konduktorki.
– Pani konduktor… – wzdychasz, spoglądając na śpiącą kobietę.
     Następnie ubierasz się i wychodzisz na korytarz. Tam uświadamiasz sobie, iż twoje nogi trzęsą się i odmawiają pełnego posłuszeństwa. Przystajesz więc na moment, opierając czoło o zimną szybę i wpatrujesz się w zmieniający się krajobraz.
– Gdybym chociaż pamiętał… – marudzisz cichutko.
– Dzień dobry. – słyszysz, zaraz po tym jak dociera do ciebie odgłos, otwieranych drzwi.
– Dzień dobry. – odpowiadasz nie kwapiąc się na zmianę pozycji.
– Owocna noc? – zapytuje mężczyzna, zbliżając się do ciebie.
     W odpowiedzi wydajesz z siebie tylko żałosny jęk.
– Zapewne to pana pierwszy raz z dwoma kobietami. – stwierdza rozmówca, klepiąc cię po ramieniu – Nie ma co się przejmować zmęczeniem. Niewielu by wytrwało całą noc.
– Dwoma? – dziwisz się, obracając głowę, by spojrzeć ukradkiem w stronę przedziału, który przed chwilą opuściłeś.
– Ja w twoim wieku… – zaczyna osobnik, lecz nie kończy, albowiem jego w jego wypowiedź wtrąca się żeński głos.
– Kochanie. Gdzie moja szczotka do włosów?
– Teraz zaś skuty jestem kajdanami małżeństwa. – mówi śmiejąc się, a następnie odchodzi, kierując kolejne słowa do kogoś innego – Powinny być w…
     Ty zaś starasz się ogarnąć pytania, bombardujące twą głowę. Dwoma? Całą noc? Te dwa z nich, najczęściej domagają się potwierdzenia. Nie mogąc wytrzymać, ich natłoku i czując zasysającą pustkę w żołądku, odsuwasz się od szklanej tafli i kierujesz swój krok w stronę wagonu restauracyjnego.Dotarłszy do niego, siadasz przy pierwszym lepszym stoliku, a następnie kładziesz głowę.
– To była najwspanialsza noc mojego życia… – łkasz, kończąc swe zdanie w myślach – …a ja cholera nic z tego nie pamiętam!
     Po tym, obracasz swą głowę w stronę promieni słonecznych i oślepiony ich blaskiem kontynuujesz. Boże, który jesteś, byłeś i który przychodzisz… Za jakie grzechy i zaniedbanie każesz mnie tak srogo? Cóżem ci uczynił, iż spuściłeś na mnie karę tak ciężką, iż wymówić ją na głos, to grzech? Niespodziewanie, ni stąd ni zowąd, zmieniasz temat, postanawiając sobie odpuścić. Czy naleśniki do dobre śniadanie? W karcie chyba mają owsiankę. To może zjem gofry?
– Nie przesadzaj… Zawstydzasz mnie. – twe rozmyślania przerywa ci dobrze znany, damski głos, wyraźnie pobrzmiewający radością.
– Nie przesadzam. Po prostu wypsztykałem się z energii… – mamroczesz, po czym podnosisz się do należytej pozycji i dodajesz – Jesteś moim lekarzem. Poleć mi więc coś na śniadanie.
– Proszę. Pani naleśniki. Smacznego, a dla pana? – pyta kelnerka, która właśnie przyniosła zamówienie.
– To samo i jakiejś mocnej kawy, wedle pani uznania? – bardziej zapytujesz, niż oświadczasz.
– Oczywiście. – odpowiada żywo dziewczyna i rusza w dalszy taniec, miedzy klientelą.
– Doskonale. – wzdychasz, po czym kierujesz wzrok na swą towarzyszkę – To…
     Przerywasz błyskawicznie wydawanie słów, spostrzegając niebywałą lekkość, odprężenie i szczęście w ruchach i mimice kobiety. Na ten widok, do oczu zaczynają cisnąć ci się łzy. Dlaczego? Pytasz się w myślach, a następnie przeczesujesz swe włosy jakbyś chciał wyciągnąć z głowy dręczący cię żal.
– Ładna koszulka. – rzucasz, aby nie siedzieć w ciszy.
– Musiałam na siebie coś ubrać po tym, jak… – rozmówczyni zaczyna z wyrzutem, lecz przy końcówce odpowiedzi, zapycha sobie usta jedzeniem, czerwieniejąc na policzkach.
– Aha… – wydajesz z siebie niepewne westchnienie, przeklinając się znów w myślach – Wybacz ja…
– Nie. – przerywa ci nazbyt szybko – Nic się nie stało.
     Wtem zapada krępująca cisza, podczas której młoda kelnerka, przynosi ci twoje śniadanie.
– Smacznego. – mówi z szerokim uśmiechem i interesującym błyskiem w oczach.
– Dziękuję… – odrzekasz niepewnie, odwzajemniając uśmiech, a gdy odchodzi zauważasz – W strasznym pośpiechu jest ta dziewczyna.
– Spóźniła się godzinę, więc teraz nadrabia. – rzuca twa towarzyszka.
– Godzinę? Zaspała? – zapytujesz, skierowawszy swe zainteresowanie ku naleśnikom.
– Ponoć była z mężczyzną… – podejrzliwy ton, przykuwa twą uwagę.
– Coś się stało? – pytasz zdezorientowany.
– Zastanawiam się. Gdy się obudziłam, ciebie nie było, w przeciwieństwie do twoich ubrań. – słowa te sprawiają, iż zastygasz na moment i ukradkiem, kierujesz swe spojrzenie na obsługującą stoliki dziewczynę.
     Ta dostrzegając to, puszcza ci oczko, uśmiechając się przy tym ponętnie. W tej chwili, by nie wzbudzać podejrzeń, jak również nie mogąc sobie uzmysłowić, co mogło się wydarzyć, odwracasz ponownie swą głowę w stronę jedzenia i zaczynasz je spożywać. Boże… Przebacz mi, choć nie wiem, cóż ci uczyniłem. Rozlega się w twojej głowie.
– Mógłbyś przestać mnie niepokoić. – pretensje docierają do twych uszu.
– Yhym… – mruczysz niezainteresowany, gdyż nie wiedzieć czemu uciekasz gdzieś myślami.
     Wtem zapada milczenie przerywane jedynie przez odgłos sztućców spotykających się z talerzami i rozmowy współpasażerów. Być może byłem skory do grzechu, lecz nigdy tak bardzo… Stwierdzasz w myślach, analizując swoje podziurawione wspomnienia.
– Dlaczego jeszcze żyję? – zapytujesz nagle, sprawiając iż twoja towarzyszka zamiera na moment – Widziałem swoje wyniki.
– To nie czas i miejsce, by o tym rozmawiać. – otrzymujesz ucinającą wszelaką rozmowę odpowiedź.
     Po tym nastaje znów chwila pozbawiona słów, podczas której dokańczasz swój posiłek i z westchnieniem sięgasz po kawę. Nagle jednak coś uderza twoje zmysły.
– Czujesz to? – zapytujesz, gdy w tej samej chwili bariera otaczająca pociąg roztrzaskuje się, wywołując panikę.
     Nie otrzymujesz jednak żadnej odpowiedzi ze względu na fakt, iż żadna nie nadąża z pojawieniem się. To zaś ze względu na czas wkoło, który okrutnie zwalnia niemal do całkowitego zatrzymania się. Zaszokowany, spoglądasz jak kolory otoczenia zaczynają blaknąć, pozostawiając jedynie odcienie szarości. Twoje ciało nie może wykonać żadnego ruchu, choć umysł o dziwo rejestruje wszystko co się dzieje. Analizujesz więc wszystko w zasięgu swego wzroku, gdy po chwili w jego polu pojawia się kelnerka, która chwilę temu cię obsługiwała. Biegnie ona do następnego wagonu, całkowicie ignorując stagnację przestrzeni. Zapewne ma to do czynienia z świecącym się na czerwono przedmiotem, który trzyma w ręce. Gdy w końcu znika w za drzwiami do innego przedziału, zaczynasz odczuwać, iż twe kończyny poczynają cię słuchać. W niedługim czasie możliwość ruchu powraca do ciebie, choć czujesz iż nie w pełni. Masz wrażenie, jakby rzeczywistość była bardzo gęsta, niczym jakaś ciecz. Masz też poczucie, iż brakuje ci nieco powietrza. Przystosowujesz się jednak do tego i wstajesz od swojego stolika. Rozglądasz się jeszcze raz po pomieszczeniu i stwierdzasz, iż musisz zbadać co się dzieje. Ruszasz więc w ślady dziewczyny, którą przed chwilą widziałeś. Mijasz kilka kolejnych przedziałów, w których nic się nie dzieje, aż w końcu dostrzegasz przed sobą rozerwane talizmany.
– Duchy stróżujące? – zapytujesz samego siebie w myślach – Co jest w tym pociągu?
     Zdeterminowany idziesz dalej, obserwując coraz większe ilości zniszczonych talizmanów i wyczuwając utrzymującą się jeszcze energię, zmieszaną z ostrym zapachem spalenizny. W końcu docierasz do zamkniętych drzwi zamkniętych na cztery spusty i zaznaczonych runicznym pismem. Przeklinasz więc samego siebie i zaczynasz chodzić w kółko, zastanawiając się, cóż uczynić dalej. Niestety twe rozmyślania nie są zbyt owocne, ze względu na odzywające się w twojej głowie szepty, nasilające się z każdym krokiem w stronę zablokowanego przejścia i słabnące z każdym odsunięciem się od nich. Wreszcie nie wytrzymujesz. Stajesz w miejscu i chcesz krzyknąć, lecz wtedy orientujesz się, iż żadne dźwięki się nie pojawiają. Sfrustrowany niemożnością uwolnienia emocji, zbliżasz się do otwartego okna, by nabrać świeżego powietrza. Wtedy to orientujesz się, iż to jest droga, którą podążyła kelnerka. Wychodzisz więc na zewnątrz i wspinasz się na dach. W tym momencie zaskakuje Cię zanurzona w odcieniach szarości rzeczywistość, która utkwiona w momencie zdaje się być niczym wspomnienie. Niestety nie dane jest ci rozkoszować się tym widokiem, gdyż coraz bardziej natarczywe szepty, zmuszają cię abyś ruszył przed siebie. Przechodzisz więc dość szybko przez dwa wagony i stojąc na dachu trzeciego, dostrzegasz w nim wydartą zapewne za pomocą wybuchu dziurę. Niewiele myśląc wskakujesz w nią i tak lądujesz w zajętym ciemnością wnętrzu, w którym jedynym źródłem światła jest wyrwa, przez którą się do niego dostałeś. Nie mając innego wyboru, ruszasz przed siebie. Po kilkunastu krokach dostrzegasz uchylone drzwi, zza których sączy się światło. Uchylasz je powoli i przekraczasz ich próg. To, co dostrzegasz w następnym momencie przyprawia cię o wymioty. Porozrzucane części rozerwanego ciała kelnerki, leżą na około, pożerane przez pokrzywione, humanoidalne istoty bez głów, których paszcze wypełnione licznymi zębiskami, znajdują się na torsie, rozciągnięte od kończyny dolnej do górnej. W tym momencie wiesz, iż popełniłeś błąd przychodząc tutaj. Pragniesz zawrócić, lecz nie wiedzieć czemu nie możesz tego zrobić. Twoje ciało samo posuwa się w przód, jakby słuchając bardziej szeptów, które zdominowały twój umysł, niż ciebie. Co dziwne, otaczające cię potwory mimo spoglądania na ciebie, nie reagują. Masz nawet wrażenie, iż wyglądają na nieco wystraszone. Przestajesz jednak się nad tym zastanawiać w momencie, w którym stajesz przy sejfie, stojącym na środku pomieszczenia. Sięgasz ku niemu, a ten otwiera się nie będąc zabezpieczony przez rygle zamków. W jego wnętrzu dostrzegasz dwie rzeczy. Srebrną bransoletę, wyglądającą jakby wymagała czyszczenia i zwinięty pergamin. Zabierasz oba te przedmioty i już masz się wycofywać, gdy nagle odczuwasz, iż czas znów zaczyna powracać do swego naturalnego tempa. Przez to w wagonie zapala się światło, a przez drzwi zaczynają wbiegać osobnicy odpowiedzialni za strzeżenie tego, co właśnie ukradłeś. Zdaje ci się, iż już masz przechlapane, gdy nagle potworne istoty, zaczynają atakować nowo–przybyłych umożliwiając ci ucieczkę. Niewiele myśląc biegniesz między rzezią, w kierunku wyrwy w suficie. Docierasz tam w kilka sekund i dzięki adrenalinie skaczesz na tyle wysoko, aby podciągnąć się i opuścić wagon. Stojąc na nim zaczynasz odczuwać uderzający z coraz większą siłą w twe plecy wiatr. Przy okazji zaczyna docierać do ciebie jego szum. Kierujesz się więc czym prędzej ku otwartemu oknu, by powrócić do wnętrza pociągu. Uczyniwszy to, zaczynasz biec na złamanie karku ku wagonowi restauracyjnemu. Wpadasz do niego zdyszany i siadasz na swoim krześle jak gdyby nigdy nic. Czas w końcu rusza, a szok i przestrach, który był przez niego wstrzymywany odgrywa swą scenę. Ta jednak nie trwa długo, gdyż bariera pociągu, momentalnie zostaje odbudowana. Wszyscy wzdychają więc z ulgą i zaczynają dyskutować o tym co się wydarzyło.
– Co to było? – zapytuje twoja towarzyszka.
– Być może jakieś spięcie na linii przewodników? – odpowiadasz oczywistym dla ciebie kłamstwem.
– Strasznie przyśpieszył ci się oddech. Jakiś taki blady też jesteś. Dobrze się czujesz? – przejęty głos lekarki zmienia temat, prowadząc do uspokojenia twego skołatanego serca.
– W zasadzie? – zapytujesz, aby zbudować moment dramatu i w końcu odpowiadasz szczerząc zęby w uśmiechu – Nigdy nie czułem się lepiej.
     Po tych słowach podnosisz się powoli i nie spuszczając z oblicza uśmiechu, mówisz:
– Pozwól, iż oddalę się do naszego przedziału. Czuję się nieco… Znużony.
– Oczywiście. – odpowiada kobieta i szybko dodaje – Jakbyś czuł się źle, to w torbie mam leki.
– Z pewnością znajdę tam coś dla siebie. – rzucasz odchodząc.
     Postąpiwszy trzy kroki pozwalasz radości spłynąć z twego oblicza jakby nigdy jej tam nie było. Dopiero teraz uświadamiasz sobie jak bardzo wycieńczony się czujesz. Ledwo utrzymujesz równy krok, a wszystkie twe mięśnie drgają, odmawiając pełnego posłuszeństwa. W takim stanie docierasz do swego wagonu, gdzie wpadasz na świeżo rozbudzoną panią konduktor. Błyskawicznie nakładasz na swą twarz maskę uprzejmości i wdajesz się, w krótką wymianę zdań.
– Dzień dobry. Jak się dziś pani czuje?
– Dziękuję. Dobrze. – odpowiada ta unikając kontaktu wzrokowego.
– To dobrze. – rzeczesz, czując iż rozbudowana rozmowa z tego nie powstanie – Zastanawiało mnie, gdzież znajduje się przedział dla pracowników.
– Czemuż to? – zafrapuje się rozmówczyni.
– Moja znajoma pracuje tu jako kelnerka. Pragnąłbym się z nią spotkać, a akurat nie ma jej w wagonie restauracyjnym. – kolejne kłamstwo wypływa twego dnia przez twe usta.
– Ach… To miło z twojej strony. – pada odpowiedź bez większego przekonania – Ostatnie wagony.
– Dziękuję wielce. – rzucasz już nie zainteresowany, wymijając przy tym kobietę.
     Wspominasz sobie jednak o dobrych manierach i obracasz się teatralnie w jej stronę, wykonując głęboki skłon.
– Żegnam z nadzieją na ponowne spotkanie. – twe słowa budzą rumieniec na jej obliczu i pozwalają ci oddalić się bez przeszkód w odpowiednim kierunku.

C.D.N...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI