Demon: Fragment 1
Narrator
Usypiasz
otępiony lekami. Oczy widzą jedynie ciemność. Uszy wyłapują
jeszcze niewyraźne i odległe rozmowy obcych ci osób.
Charakterystyczny zapach sali operacyjnej już dawno przestaje już
drażnić twoje zmysły. W twoich myślach odbija się ostania
świadoma myśl. Po chwili zaś znikasz z rzeczywistości. Tracisz
wszystko. Kończysz swoją opowieść. Umierasz po raz pierwszy.
Oddajesz życie, by zagrabić coś, co spełnić może twe
pragnienie. Przepiękne. Doświadczyć takiej wspaniałości dopiero
się narodziwszy. Rozpieszczasz mnie. Dlatego tą historię, choć
nie jest o tobie, choć nie jest dla ciebie, poświęcam twej osobie.
ZAKON
Nowicjusz
Powoli
rozwierasz swe powieki, bombardowane przez promienie słoneczne.
Oślepiony jasnym światłem przesłaniasz oczy dłonią, a
przynajmniej próbujesz to zrobić. Niestety nie udaje ci się to,
albowiem orientujesz się, iż twoje ciało jest zbyt otępiałe aby
cię w pełni słuchać. Obracasz więc głowę na boki, aby znaleźć
trochę cienia. Twoje działania zdają się jednak na nic. Nagle
zaczynasz kaszleć czując suchość i dziwny ból w gardle. Starasz
się więc przełknąć ślinę, lecz szybko przekonujesz się, iż
jest jej ci brak.
– Obudziłeś
się? – słyszysz pytanie retoryczne skierowane w twoją stronę.
Próbujesz
odpowiedzieć, jednak to doprowadza tylko do kolejnej fali kaszlu.
–
Zgłupieliście? Przynieście chłopakowi wodę. Widzicie, że
cierpi. – odzywa się ten sam głos – Gratuluję ci. Pierwsza
operacja powiodła się. Nie było żadnych komplikacji. Teraz musisz
odpoczywać. Przez tydzień żadnych większych aktywności. Później
możesz zgłosić się do trenera. Tylko bez przesady. Nie możesz
się przemęczać. Wiele cię jeszcze czeka. To chyba tyle. Muszę
iść do innych pacjentów. Odpoczywaj.
Słowa
przestały płynąć i odezwał się charakterystyczny odgłos
szpilek stukających o podłogę.
– Ach. Możesz
czasem mieć problemy z zapamiętywaniem. Nie należy się tym
przejmować. To minie. – dodaje wychodząca osoba tuż przed
opuszczeniem pomieszczenia.
Ty zaś
zasypiasz zorientowawszy się w sytuacji i uspokoiwszy swoje nerwy.
– Szybko
nas opuszczasz. Chyba jeszcze nie mieliśmy pacjenta, którego
wypuściliśmy zaledwie kilka godzin po operacji. Do tego pierwszej.
Ta najbardziej zwala pacjenta z nóg. Kolejne robią to z nami. Ech…
Przychodzicie i odchodzicie. Jak ten świat pędzi… – mówi
kobieta w lekarskim kitlu, wypełniając jakieś papiery.
– Może następnym razem zostanę na dłużej. – rzucasz żartem uśmiechając się serdecznie.
– Oby nie. – odpowiada lekarka, po czym podaje ci twój wypis.
– Dziękuję. Do widzenia. – żegnasz się odbierając papier, a następnie wychodzisz z gabinetu.
– Rychłego. – słyszysz jeszcze przed zamknięciem za sobą drzwi.
– Może następnym razem zostanę na dłużej. – rzucasz żartem uśmiechając się serdecznie.
– Oby nie. – odpowiada lekarka, po czym podaje ci twój wypis.
– Dziękuję. Do widzenia. – żegnasz się odbierając papier, a następnie wychodzisz z gabinetu.
– Rychłego. – słyszysz jeszcze przed zamknięciem za sobą drzwi.
Znajdujesz
się teraz na szpitalnym korytarzu pełnego oczekujących pacjentów.
Nagle przypominasz sobie o swoim telefonie. Sięgasz więc po niego i
sprawdzasz godzinę. Robiąc to zauważasz brak jakichkolwiek
nieodebranych połączeń, czy nieodebranych wiadomości.
– Ja też cię
strasznie kocham. – mówisz do siebie, po czym zaczynasz kierować
swoje kroki w stronę głównego wyjścia – Zgaduję, iż wrócę
grzecznie do domu i pójdę spać.
Wstaje
rześki poranek. Czujesz to po zimnym wietrze wpadającym, przez
ówcześnie uchylone okno. Starając się nie naruszyć swojego
sennego nastroju, poprawiasz się powoli pod kołdrą, obracasz na
plecy i próbujesz przedłużyć swój sen o kilka dodatkowych minut.
Twoje marne marzenia przerywa jednak delikatny pocałunek złożony
na twoje usta i słodko sączący się cichy szept ukochanej istoty:
– Hej kochanie.
Czyżbyś poderwał ostatnio jakąś świętoszkę?
– Zaczynam kwestionować twoją zdolność do przyswajania i zapamiętywania informacji kochanie. Powtarzam ci po raz kolejny, iż nasz zakon tak nie działa. – mamroczesz próbując odwzajemnić pocałunek.
– Może powtarzasz mi to tak często, że mój mózg przestaje przejmować się tym faktem, co? – pada pytanie, po którym rozlega się śmiech, który tak bardzo lubisz słuchać.
– Tak sobie tłumacz. – wzdychasz godząc się z faktem, iż to koniec twojego snu – Która godzina?
– Piętnasta. – mówi dziewczyna wychodząc z pokoju.
– Dopiero? – zapytujesz podnosząc się ciężko z łóżka, a następnie idziesz do ubikacji.
– Co byś zjadł? – słyszysz pytanie dobiegające z kuchni.
– Cokolwiek? – odpowiadasz, stając przed lustrem.
– Zaczynam kwestionować twoją zdolność do przyswajania i zapamiętywania informacji kochanie. Powtarzam ci po raz kolejny, iż nasz zakon tak nie działa. – mamroczesz próbując odwzajemnić pocałunek.
– Może powtarzasz mi to tak często, że mój mózg przestaje przejmować się tym faktem, co? – pada pytanie, po którym rozlega się śmiech, który tak bardzo lubisz słuchać.
– Tak sobie tłumacz. – wzdychasz godząc się z faktem, iż to koniec twojego snu – Która godzina?
– Piętnasta. – mówi dziewczyna wychodząc z pokoju.
– Dopiero? – zapytujesz podnosząc się ciężko z łóżka, a następnie idziesz do ubikacji.
– Co byś zjadł? – słyszysz pytanie dobiegające z kuchni.
– Cokolwiek? – odpowiadasz, stając przed lustrem.
Po tym
zaczynasz oglądać swoje odbicie w celu zbadania, czy w twoim
wyglądzie nie zaszły jakieś widoczne zmiany. Nic jednak nie
zauważasz oprócz naturalnych oznak osłabienia organizmu. Porzucasz
więc to zajęcie i kierujesz się na wagę.
– Znowu
schudłem… – jęczysz cicho, spoglądając na wyświetlającą
się liczbę kilogramów.
Następnie
zrezygnowany załatwiasz swoje poranne potrzeby. Skończywszy to
człapiesz do kuchni, gdzie czeka na ciebie talerz pełen naleśników.
– Oho… –
mruczysz, zauważywszy, iż niektóre z nich są ze szpinakiem, a
inne z serem, czy dżemem.
Siadasz więc
przy stole i zaczynasz je spożywać małymi kawałkami.
– Gdzie byłaś?
– zapytujesz po chwili zaciekawiony mając na myśli wczorajszy
dzień.
– Na osiemnastce znajomego. Przecież ci mówiłam. – zauważa dziewczyna tonem, wyrażającym niechęć do drążenia tego tematu.
– No tak. Wyleciało mi z głowy… – przyznajesz biorąc kolejny kęs swego śniadania.
– Miałem składniki na naleśniki? – dziwisz się nagle – Przysiągłbym, iż od tygodnia miałem pustą lodówkę.
– Pewnie twoi rodzice przywieźli. Jak przyszłam, wszystko tu było. Razem z jakąś zupą, sałatką, plackiem i ogórkami. – wzdycha rozmówczyni zaczynając myć naczynia.
– Ależ oni kochani. Wiedzą, iż bez nich nie przetrwałbym długo. – mówiąc to uśmiechasz się do siebie.
– Na osiemnastce znajomego. Przecież ci mówiłam. – zauważa dziewczyna tonem, wyrażającym niechęć do drążenia tego tematu.
– No tak. Wyleciało mi z głowy… – przyznajesz biorąc kolejny kęs swego śniadania.
– Miałem składniki na naleśniki? – dziwisz się nagle – Przysiągłbym, iż od tygodnia miałem pustą lodówkę.
– Pewnie twoi rodzice przywieźli. Jak przyszłam, wszystko tu było. Razem z jakąś zupą, sałatką, plackiem i ogórkami. – wzdycha rozmówczyni zaczynając myć naczynia.
– Ależ oni kochani. Wiedzą, iż bez nich nie przetrwałbym długo. – mówiąc to uśmiechasz się do siebie.
W końcu
stwierdzasz, iż masz dość i twój żołądek nie pomieści więcej
pokarmu. Odsuwasz więc od siebie talerz, a następnie wstajesz, aby
się przeciągnąć i znów usiąść. W tym samym czasie stojąca
przy zlewie osóbka kończy co zaczęła, po czym kieruję się w
stronę stołu i zasiada naprzeciwko ciebie.
– Smakowały? –
zapytuje, zaczynając jeść pozostałe naleśniki.
– Najlepsze jakie jadłem. – odpowiadasz oczywistym, acz niedalekim od prawdy kłamstwem.
– Najlepsze jakie jadłem. – odpowiadasz oczywistym, acz niedalekim od prawdy kłamstwem.
Po tych
słowach zapada cisza, podczas której wpatrujesz się w swoją
ukochaną spożywającą posiłek. Mając świadomość, iż to co
robisz działa jej na nerwy, nie przerywasz. Uśmiechasz się tylko
głupkowato czekając na tą samą reakcję, którą zawsze ci
przedstawia. W pewnym momencie radość spełza z twego oblicza i
zastąpiona zostaje przez grymas świadczący o tym, iż coś ci
ewidentnie nie pasuje. No właśnie. Dopiero teraz się orientujesz.
Nie ma go. Nie da się go wyczuć. Charakterystyczny zapach kobiecego
ciała zmieszany z dymem tytoniowym i zbyt słodkimi perfumami nie
drażni twoich receptorów, nie roztacza się wokół twej lubej.
Zastępuje go mieszanina smrodu alkoholu mieszającego się z wyraźną
wonią narkotyków, potu i seksu. To, co dopiero zdołałeś poczuć
zaczyna sprawiać, iż zaczynasz czuć się coraz gorzej. Pojawia się
odruch wymiotny. Ciało oblewa zimny pot, a skóra chorobliwie
blednieje.
– Przepraszam.
– wypowiadasz szybko, po czym jeszcze szybciej pędzisz do
ubikacji, gdzie klękając przy toalecie oddajesz światu pochłonięte
wcześniej śniadanie.
Gdy kończysz
siadasz ciężko, oparłszy się o ścianę. W ustach czujesz smak
przyprawiający cię o następne odruchy wymiotne. Podrażnione
gardło zaś pali cię niemiłosiernie.
– Tyle byłoby
z śniadania… – wymuszasz na sobie uśmiech i kilka słów.
– Kochanie! – słyszysz panikę dziewczyny, która właśnie przybiegła i klęknęła przy tobie – Wszystko dobrze?
– Kochanie! – słyszysz panikę dziewczyny, która właśnie przybiegła i klęknęła przy tobie – Wszystko dobrze?
Nie
odpowiadasz na to pytanie czując pochodzącą ci do gardła
pozostałą zawartość żołądka. Miast tego oddychasz dość
płytko i szybko starając się jak najwięcej czasu spędzać na
wydechu. Robisz wszystko by nie dopuszczać do siebie krążących
wkoło zapachów. Twoja walka zdaje się jednak na nic, albowiem twe
targane drgawkami ciało rzuca się odruchowo w stronę muszli
klozetowej. Następują silne skurcze mięśni brzucha, przepony, a
także klatki piersiowej, które doprowadzają do gwałtownego
wyrzutu pozostałej w tobie treści pokarmowej przez przełyk i jamę
ustną.
– Wyglądasz
okropnie. – stwierdzasz złapawszy oddech – Choć ten rozmyty
makijaż dodaje ci trochę uroku.
– Ach… Nie zdążyłam się wziąć prysznica. – odpowiada dziewczyna z miną jakby przypomniała sobie o czymś, co wcześniej jej uleciało, po czym zapytuje z uśmiechem – Może weźmiemy go razem?
– Tym razem, choć wiedz, iż boli mnie to okropnie, będę musiał ci odmówić i pozwolić na samodzielne oczyszczanie ciała i duszy. – mówisz wymyślnie starając się odciągnąć swe myśli od dręczących cię mdłości – Zostanę tutaj i popilnuję jeszcze kibelka. Chyba mnie polubił. Muszę zadbać o tą znajomość. Później umyję się i wezmę kąpiel.
– Jak wolisz. – rzuca rozmówczyni wychodząc – Mam nockę, więc wpadnę rano, umyję się i pójdę się z tobą poprzytulać pod kołderką.
– Wprost nie mogę się doczekać. – odpowiadasz wzmagając swój głos.
– Ach… Nie zdążyłam się wziąć prysznica. – odpowiada dziewczyna z miną jakby przypomniała sobie o czymś, co wcześniej jej uleciało, po czym zapytuje z uśmiechem – Może weźmiemy go razem?
– Tym razem, choć wiedz, iż boli mnie to okropnie, będę musiał ci odmówić i pozwolić na samodzielne oczyszczanie ciała i duszy. – mówisz wymyślnie starając się odciągnąć swe myśli od dręczących cię mdłości – Zostanę tutaj i popilnuję jeszcze kibelka. Chyba mnie polubił. Muszę zadbać o tą znajomość. Później umyję się i wezmę kąpiel.
– Jak wolisz. – rzuca rozmówczyni wychodząc – Mam nockę, więc wpadnę rano, umyję się i pójdę się z tobą poprzytulać pod kołderką.
– Wprost nie mogę się doczekać. – odpowiadasz wzmagając swój głos.
Po tym
zamykasz oczy i starasz się odpłynąć myślami ku czemuś
niezwiązanemu z twoim aktualnym stanem fizycznym.
Ocknąwszy
się z nieplanowanego snu, jęczysz, odczuwając niesamowity ból w
zastałym karku. Po tym podnosisz się powoli, podpierając się o
ścianę. Stojąc już jako tako, zdajesz sobie sprawę, iż twój
organizm domaga się oddania moczu. Robisz to wiec, spuszczasz wodę
i z lekkim kręćkiem w głowie idziesz do łazienki.
– Jak tu zimno…
– wzdrygasz się, zdzierając z siebie ciuchy, których nie
zdążyłeś z siebie zdjąć, od powrotu ze szpitala.
Stojąc już
nago, reflektujesz się i zbliżasz się do wanny. Jednym ruchem,
odkręcasz kurek z ciepłą wodą i zatykasz odpływ. Zadowolony z
siebie, udajesz się pod prysznic. Myjesz swoje ciało, pod lodowatą
wodą, a wiedząc, iż napełnienie wanny będzie wymagało trochę
czasu, zostajesz jeszcze na moment pod strumieniem, rozkoszując się
spływającymi po twym ciele strużkami płynu. W końcu wychodzisz
jednak i odczuwając wielką ochotę zmiany punktu widzenia, stajesz
na głowie. W takiej pozycji do chwili, w której stwierdzasz, iż
wszystko gotowe. Stanąwszy znów na nogach, zbliżasz się do wanny,
zakręcasz kurek i zanurzasz się w ogromnej ilości, zbyt gorącej
wody. Przy tym wydajesz z siebie westchnięcie przyjemności, które
przerwane zostaje przez całkowite zanurzenie się twojego ciała.
Spędzasz pod powierzchnią cieczy dłuższą chwilę, a następnie
wynurzasz niewielce swą twarz tak, aby móc oddychać. Oczy twe
pozostają zamknięte, pozwalając ci spoglądać w ciemność. Czas
ni to się dłuży, ni się spieszy. Po prawdzie zachowuje się jakby
wcale go nie było. Zupełnie jak sługa, który w ciszy czeka, aż
jego pan wyrwie się ze swego zajęcia i wyda mu rozkaz. Obtulony
przez wodę czujesz się tak wspaniale, iż nie potrafisz tego
opisać. Twój oddech pogłębia się i zwalnia. Umysł oczyszcza się
z każdej możliwej myśli. Skąd bierze się błogość tego
momentu? Zapewne z twej przeszłości, gdy jeszcze nieświadomy
rozwijałeś się pod sercem swojej matki. Wszystkimi zmysłami
powracasz do tego czasu, co pozwala ci się zresetować i zacząć
doświadczać świat od nowa. Nim jednak cały proces się zakończy,
musisz jeszcze trochę poleżeć.
–
Kochanie! – przytłumiony krzyk manifestujący przestrach dociera
do ciebie z opóźnieniem wraz z dźwiękiem czegoś ciężkiego,
upadającego na podłogę – Kochanie!
Gdy słowo
powtórzone zostaje po raz drugi, odczuwasz gładkie dłonie
dotykające twojej skóry. Następnie dociera do ciebie wrażenie,
dużej siły unoszącej cię w górę. Wtem czujesz na policzku gruby
materiał, który szybko przesiąka wodą, która nie zdążyła z
ciebie spłynąć. W mig twe nozdrza wypełnia charakterystyczny
zapach kobiecego ciała zmieszany z dymem tytoniowym i zbyt słodkimi
perfumami.
– Nic ci nie
jest? Co się stało? – panikuje dziewczyna, wtulająca twą głowę
w swe piersi.
Ty jednak
nie słuchasz tego co wydobywa się z jej ust. Jedynym interesującym
cię dźwiękiem jest ten, który wydaje jej bijące serce.
– Jesteś
lodowaty. Ile ty siedziałeś w tej wodzie? – zapytuje, wyciągając
cię z wanny, a następnie łapiąc ręcznik mówi – Wytrzemy cię
i położymy do łóżka. Dołączę do ciebie, gdy tylko się umyję.
Skończywszy
cię osuszać, pomaga ci dojść do sypialni, gdzie rzuca cię na
materac i przykrywa kołdrą.
– Zaczekaj tu
na mnie. – szepcze, całując cię w czoło, po czym w pośpiechu
udaje się z powrotem do łazienki.
Cóż za
szkoda, iż twe słowa, które mamroczesz sobie teraz pod nosem w
półświadomości, nie docierają do jej uszu. Gdyby tylko mogła
usłyszeć jak wspaniały śnił ci się sen. Ucieszyłaby się, czyż
nie? Zawsze uwielbiała gdy opowiadałeś jej te przedziwne historie.
Za każdym razem widziałeś uśmiech na jej twarzy. To chyba o czymś
świadczyło. Ty jednak nigdy się nią nie przejmowałeś, gdy
opowiadałeś swe marzenia senne. Kto wie, co tobą kierowało, gdy
myśli zamieniałeś w słowa. Co zmuszało cię nawet w tym
momencie, do wysilania się i wypowiadania słów?
– Złota rzeka
płynęła środkiem zielonego oceanu, którego szkarłat odbijał
się w płowych chmurach, snujących się z wolna po niebieskim tle,
pełnym białych gwiazd. Wyjątkowa przestrzeń była jednak niczym
dla bezkształtnego istnienia, przeglądającego się właśnie w
ogromnym, srebrnym lustrze, zawieszonym w powietrzu. Spowodowane to
było różnorodnością jawiących się przed nią odbić.
Wybudzasz
się ze stanu, który niekoniecznie był snem. Twe powieki unoszą
się powoli i ciężko. Głowa pulsuje niemiłosiernym bólem.
Czujesz irytację i zmęczenie. Zaślepiony nimi nie możesz zdać
sobie sprawy z tego, co przywróciło ci świadomość. Dopiero
mruknięcie nagiej dziewczyny, leżącej obok ciebie zwraca twą
uwagę na mocne wibracje telefonu, zaległego na parapecie. Ktoś
dzwoni? Zadajesz sobie pytanie, zdziwiony tą niecodzienną
sytuacją. Pragnąc poznać odpowiedź, siadasz na krawędzi łóżka
i ostrożnie zaczynasz stawać na nogi. Niestety podczas robienia
tego atakują cię mroczki, w głowie zaczyna się kręcić i
wszystkie siły cię opuszczają. Upadasz więc na podłogę.
– Ech… –
wzdychasz, obracając się na plecy i spoglądając w sufit.
Niespodziewanie orientujesz się, iż w twojej dłoni znajduje się
przedmiot, który bez przerwy wibruje. Przybliżasz więc sobie go do
twarzy i czytasz słowa wyświetlające się na ekranie.
– Kitka? –
nie rozumiejąc, co miałeś na myśli zapisując taką nazwę
kontaktu, odbierasz połączenie – Słucham.
– Czy ja ci gówniarzu nie mówiłam, że masz przez tydzień nie rozrabiać?! – wrzask wypełniony wściekłością uderza w twoje ucho z taką mocą, iż musisz odsunąć od niego słuchawkę.
– Nie wychodziłem z domu… – mamroczesz, ziewając i przypominając sobie, skąd ta ksywka.
– Możesz kłamać komu zechcesz, ale ja jestem twoim lekarzem durniu! Masz się mnie słuchać i mówić mi wszystko! Od tego zależy twoje życie! Nie wciskaj mi więc kitu i gadaj!
– Co? – zapytujesz ziewając.
– Wszystko! Miałeś się regenerować, a nie łazić nocą po parku i natykać się na barghesta! – wypowiedź zatrzymuje się na moment, by pozwolić na chwilę wytchnienia, a następnie powrócić – Gdybyś nie zdążył dobiec do kapliczki, byłbyś już martwy! Co ty sobie do jasnej myślałeś?!
– Barghest? – zasłyszane słowo natychmiastowo cię cuci – Niemożliwe.
– Według kapłana, który przybył najszybciej po wyczuciu zagrożenia, możliwe. Z jego raportu wynika, że w chwili, gdy przybył na miejsce zobaczył chłopka przy kapliczce, którego rozpoznał jako ciebie i uciekającego barhesta. – kobieta uspokaja się w niewielkim stopniu – Chyba nie powinieneś być tak zaskoczony, biorąc pod uwagę, że tam byłeś.
– Nie pamiętam… – mówisz, łapiąc się za nadal pulsującą głowę, która torturuje cię jakby starała się przywołać dla twojej osoby odpowiednie wspomnienia.
– Niedobrze. Rada będzie chciała wyciągnąć z ciebie te wspomnienia. – rozmówczyni cichnie na moment, a po dłuższej chwili znów się odzywa – Spróbuję wywalczyć dla ciebie trochę czasu. Jeśli mi się uda, to twoja szansa na przeżycie… nie będzie zerowa.
– Dziękuję.
– Zamiast mi dziękować powinieneś mnie wielbić i słuchać przede wszystkim! – wrzeszczy ponownie.
– Tak, tak. Wezmę cię na lody w ramach przeprosin. – odpowiadasz, śmiejąc się delikatnie, a następnie dodajesz poważniejąc – Może zdołam sobie coś przypomnieć.
– Oby. – słyszysz, oddalając telefon od ucha, aby się rozłączyć – Byłabym zapomniała! Kazałam ci podrzucić leki.
– Papa. – rzucasz, zrywając połączenie.
– Czy ja ci gówniarzu nie mówiłam, że masz przez tydzień nie rozrabiać?! – wrzask wypełniony wściekłością uderza w twoje ucho z taką mocą, iż musisz odsunąć od niego słuchawkę.
– Nie wychodziłem z domu… – mamroczesz, ziewając i przypominając sobie, skąd ta ksywka.
– Możesz kłamać komu zechcesz, ale ja jestem twoim lekarzem durniu! Masz się mnie słuchać i mówić mi wszystko! Od tego zależy twoje życie! Nie wciskaj mi więc kitu i gadaj!
– Co? – zapytujesz ziewając.
– Wszystko! Miałeś się regenerować, a nie łazić nocą po parku i natykać się na barghesta! – wypowiedź zatrzymuje się na moment, by pozwolić na chwilę wytchnienia, a następnie powrócić – Gdybyś nie zdążył dobiec do kapliczki, byłbyś już martwy! Co ty sobie do jasnej myślałeś?!
– Barghest? – zasłyszane słowo natychmiastowo cię cuci – Niemożliwe.
– Według kapłana, który przybył najszybciej po wyczuciu zagrożenia, możliwe. Z jego raportu wynika, że w chwili, gdy przybył na miejsce zobaczył chłopka przy kapliczce, którego rozpoznał jako ciebie i uciekającego barhesta. – kobieta uspokaja się w niewielkim stopniu – Chyba nie powinieneś być tak zaskoczony, biorąc pod uwagę, że tam byłeś.
– Nie pamiętam… – mówisz, łapiąc się za nadal pulsującą głowę, która torturuje cię jakby starała się przywołać dla twojej osoby odpowiednie wspomnienia.
– Niedobrze. Rada będzie chciała wyciągnąć z ciebie te wspomnienia. – rozmówczyni cichnie na moment, a po dłuższej chwili znów się odzywa – Spróbuję wywalczyć dla ciebie trochę czasu. Jeśli mi się uda, to twoja szansa na przeżycie… nie będzie zerowa.
– Dziękuję.
– Zamiast mi dziękować powinieneś mnie wielbić i słuchać przede wszystkim! – wrzeszczy ponownie.
– Tak, tak. Wezmę cię na lody w ramach przeprosin. – odpowiadasz, śmiejąc się delikatnie, a następnie dodajesz poważniejąc – Może zdołam sobie coś przypomnieć.
– Oby. – słyszysz, oddalając telefon od ucha, aby się rozłączyć – Byłabym zapomniała! Kazałam ci podrzucić leki.
– Papa. – rzucasz, zrywając połączenie.
Po tym
wzdychasz z uśmiechem na twarzy. Takie niespodziewane rozmowy zawsze
wywoływały u ciebie poczucie radości. Szybko jednak twoja mina
rzednie. Powodem tego jest pustka w pamięci, której jeszcze przed
chwilą nie byłeś świadom.
– Barghest… –
mruczysz pod nosem zmartwiony – Coś tu nie gra…
Nagłe
jękniecie wydobywa cię z zamyślenia, w które zaczynałeś się
zanurzać.
– Kochanie… –
odzywa się, rozbudzająca się dziewczyna.
Ty zaś,
czując nagły przypływ sił, wtaczasz się z powrotem na łóżko i
bez żadnego ostrzeżenia, zaczynasz całować swoją ukochaną,
równocześnie wodząc dłońmi po jej ciele. Czując, iż twoje
pieszczoty są odwzajemniane, kierujesz swoje pocałunki na szyję,
gdzie przeradzają się w ugryzienia. Następnie kierujesz się przez
obojczyki, piersi, brzuch na wzgórek łonowy. W tym miejscu
zaprzestajesz kąsania i wyciągasz swój język, którym wodzisz z
wolna, kierując się coraz niżej. Słysząc ciche westchnięcia
swojej partnerki, uśmiechasz się na moment i postanawiasz trochę
się z nią podroczyć. Wtem, jak to się w życiu zdarza, przyjemna
chwila zostaje przerwana przez odgłos dzwonka do drzwi. Zignoruj.
Mówi ci twoja podświadomość, chcąc abyś kontynuował, co
zacząłeś. Ty jednak cofasz się w tył i zrezygnowany kładziesz
głowę na materacu.
– Za jakie
grzechy… – wzdychasz, czując nawracające zmęczenie.
Następnie
zmuszasz się do wstania, a raczej robi to nieprzerwany dźwięk
dzwonka. Chwiejnym krokiem, podtrzymując się ścian, udajesz się w
końcu do drzwi. Przekręcają klucz w zamku, otwierasz je i twoim
oczom ukazuje się młodsza od ciebie o dwa lata dziewczyna.
– Aha… –
wzdychasz widząc jej średniej długości, fioletowe włosy i oczy
nie pasujące do siebie kolorem.
Stojąc w
ciszy, lustrujesz ją wzrokiem, oceniając jej atrakcyjność i
gusta. Buty za kostkę, na niskim obcasie, w kolorze perydotu, z
czerwonymi sznurówkami. Czarne zakolanówki, przyozdobione białymi
ornamentami. Dla niektórych, zbyt krótka spódniczka atakująca
oczy głęboką barwą bordową. Szary gorset, opinający białą
koszulę, przyozdobiony srebrnymi krzyżami na bokach. Na język
ciśnie się tylko jedno pytanie…
– Kto się tak
ubiera? – zapytujesz, a w twym głosie pobrzmiewa niesmak
utraconego momentu przyjemności.
– Ona przynajmniej się ubiera. – słyszysz głos zbliżającej się do ciebie osoby – Wejdź. Zjesz z nami śniadanie.
– Ona przynajmniej się ubiera. – słyszysz głos zbliżającej się do ciebie osoby – Wejdź. Zjesz z nami śniadanie.
Stąd ten
przyjemny przewiew… Zauważasz w myślach, a następnie
oddalasz się, by coś na siebie wciągnąć. Założywszy na siebie
jakieś bokserki i dresy, które po zapachu wydały ci się czyste,
wracasz z powrotem do młodych dam, które teraz okupują kuchnie.
Będąc już tam gdzie one, zbliżasz się do lodówki i otwierasz
ją.
– Zjadłbym…
– przeciągasz ostatnią literę, z każdą chwilą tracąc apetyt
coraz bardziej.
W końcu
poddajesz się i zrezygnowany zadajesz pytanie, przy którym
odwracasz się, by popatrzeć na swojego gościa.
– Zupę?
Nie widząc
aprobaty w posturze małolaty, pytasz o coś innego.
– Kanapkę? –
twój głos zaczyna się powoli łamać, na myśl, iż w tym
przypadku musiałbyś zrobić coś więcej niż postawienie garnka na
kuchence i podgrzania jego zawartości.
Wtem
milkniesz na moment, wpadając na genialny pomysł. Szybko zwracasz
głowę, ku wnętrzu lodówki i z zadowoleniem oświadczasz:
– Jajecznica!
– Zrobię kawę. – wzdycha twa luba w odpowiedzi, po czym zwraca się do fioletowowłosej – Chyba, że chcesz herbaty.
– Kawa… – wydusza z siebie ta, starając się nie uciekać wzrokiem w twoim kierunku i skupiać go na rozmówczyni.
– Z mlekiem? Słodzisz? Ile? – padają szybkie zapytania.
– Tak. Nie. Łyżeczkę miodu, jeśli już. – oświadcza nadal wgapiając się w twoją osobę, bawiącą się miską, widelcem i jajkami.
– Masz miód? – rozlegają się słowa, po których zaczynasz szukać wspomnianego produktu.
– Zrobię kawę. – wzdycha twa luba w odpowiedzi, po czym zwraca się do fioletowowłosej – Chyba, że chcesz herbaty.
– Kawa… – wydusza z siebie ta, starając się nie uciekać wzrokiem w twoim kierunku i skupiać go na rozmówczyni.
– Z mlekiem? Słodzisz? Ile? – padają szybkie zapytania.
– Tak. Nie. Łyżeczkę miodu, jeśli już. – oświadcza nadal wgapiając się w twoją osobę, bawiącą się miską, widelcem i jajkami.
– Masz miód? – rozlegają się słowa, po których zaczynasz szukać wspomnianego produktu.
Uporawszy
się z poszukiwaniami, robisz w końcu śniadanie i podajesz każdemu.
Po skończonym posiłku, wsadzasz brudne naczynia do zmywarki i
przyjmujesz oświadczenie swej ukochanej, iż ona udaje się spać.
Wreszcie zasiadasz naprzeciwko niecodziennie ubranej dziewczyny i
zaczynasz się w nią wpatrywać w taki sam sposób, jak ona w
ciebie.
– To? Co cię
tu sprowadza…? – zaczynasz znudzony czekaniem.
– Meme. – dziewczyna dokańcza twe pytanie, przedstawiając się.
– Meme? Niecodzienne. Nazwisko? – zaciekawiasz się.
– Nazw… – rozmówczyni zaczyna szukać w czegoś w pamięci.
– Pokaż proszę dowód. – mówisz wyciągając rękę.
– Meme. – dziewczyna dokańcza twe pytanie, przedstawiając się.
– Meme? Niecodzienne. Nazwisko? – zaciekawiasz się.
– Nazw… – rozmówczyni zaczyna szukać w czegoś w pamięci.
– Pokaż proszę dowód. – mówisz wyciągając rękę.
Gdy
dostajesz w ręce, pożądany przedmiot i odczytujesz nazwisko,
wzdychasz.
– Cała jesteś
jakaś niecodzienna… – mówisz, oddając dokument – To? Z czym
przychodzisz?
– Miałam przynieść leki. – oświadcza, wyciągając opakowanie z medykamentem.
– O tym mówiła Kitka… Kurcze. Gdzie ta kobieta chowa przede mną takie cuda? – zapytujesz, drapiąc się po głowie.
– W magazynie? – fioletowowłosa ewidentnie nie wie co powiedzieć.
– Przez cały ten czas siedziałaś w magazynie? – szokujesz się, jakbyś naprawdę w to wierzył – Czyli miałem rację. Ona prowadzi dziwne eksperymenty na ludziach.
– Co? – w głowie rozmówczyni rodzi się mętlik – Nie… Ja…
– Wiem, wiem. Nie widziałem cię nigdzie. Pewnie przeprowadziłaś się do nas niedawno. Miło widzieć nową twarz. – uspokajasz ją, po czym bierzesz łyk czarnego napoju.
– Masz brać jedną dziennie. Jeśli jednak poczujesz się gorzej, masz wziąć kolejną. Powinno ci się polepszyć. Czasem tylko może wystąpić efekt uboczny w postaci senności, albo poczucia, że wszystko oddzielone jest od ciebie niewidzialną ścianą, a twoje ciało to kukiełka, która nie chce reagować na pociągnięcia sznurków. – następuje powrót do tematu ważnego.
– Bardzo precyzyjny opis… Rozumiem. – odpowiadasz, połykając jedną tabletkę.
– To ja już może pójdę… – dziewczyna mówi nieśmiało, wstając od stołu.
– Tak szybko? Nawet nie zdążyliśmy się poznać. Jeśli jednak czas cię goni, to nie mi cię zatrzymywać. Powodzenia z czymkolwiek, co robisz. Być może spotkamy się ponownie. – żegnasz się, odprowadzając gościa do wyjścia.
– Do zobaczenia. – mówi ta, opuszczając twój dom.
– Do widzenia Meme. – wołasz radośnie, mając dłonią.
– Miałam przynieść leki. – oświadcza, wyciągając opakowanie z medykamentem.
– O tym mówiła Kitka… Kurcze. Gdzie ta kobieta chowa przede mną takie cuda? – zapytujesz, drapiąc się po głowie.
– W magazynie? – fioletowowłosa ewidentnie nie wie co powiedzieć.
– Przez cały ten czas siedziałaś w magazynie? – szokujesz się, jakbyś naprawdę w to wierzył – Czyli miałem rację. Ona prowadzi dziwne eksperymenty na ludziach.
– Co? – w głowie rozmówczyni rodzi się mętlik – Nie… Ja…
– Wiem, wiem. Nie widziałem cię nigdzie. Pewnie przeprowadziłaś się do nas niedawno. Miło widzieć nową twarz. – uspokajasz ją, po czym bierzesz łyk czarnego napoju.
– Masz brać jedną dziennie. Jeśli jednak poczujesz się gorzej, masz wziąć kolejną. Powinno ci się polepszyć. Czasem tylko może wystąpić efekt uboczny w postaci senności, albo poczucia, że wszystko oddzielone jest od ciebie niewidzialną ścianą, a twoje ciało to kukiełka, która nie chce reagować na pociągnięcia sznurków. – następuje powrót do tematu ważnego.
– Bardzo precyzyjny opis… Rozumiem. – odpowiadasz, połykając jedną tabletkę.
– To ja już może pójdę… – dziewczyna mówi nieśmiało, wstając od stołu.
– Tak szybko? Nawet nie zdążyliśmy się poznać. Jeśli jednak czas cię goni, to nie mi cię zatrzymywać. Powodzenia z czymkolwiek, co robisz. Być może spotkamy się ponownie. – żegnasz się, odprowadzając gościa do wyjścia.
– Do zobaczenia. – mówi ta, opuszczając twój dom.
– Do widzenia Meme. – wołasz radośnie, mając dłonią.
Po tym,
zamykasz drzwi na klucz i ziewasz, czując zmęczenie.
– Chyba wrócę
do spania… – mruczysz, kierując swe kroki w stronę sypialni.
Kolejne dwa
dni spędzasz na spaniu, jedzeniu, uprawianiu miłości ze swą lubą
i oczekiwaniu na jakiegoś rodzaju wiadomość, iż masz się stawić
w głównej siedzibie. Trzeciego dnia w południe, gdy nadal nikt po
ciebie nie posłał, cierpliwość ci się kończy i postanawiasz
opuścić swe lokum, aby czegoś się dowiedzieć. Ubierasz się w
swe czarne spodnie i szarą koszulę. Przepasasz biodra wymyślnym
pasem kontuszowym. Na nogi naciągasz półbuty z złotymi akcentami
i jesteś gotowy do wyjścia. Choć jednak nie. Jak mogłeś dopiero
teraz to zauważyć? Krzyżyk, którego nigdy nie zdejmowałeś z
szyi, zniknął. Zaczyna ogarniać cię mała panika. Drżącą
dłonią przeczesujesz swe srebrno–czarne włosy i zaczynasz się
zastanawiać, gdzie mogłeś stracić coś tak dla ciebie ważnego.
– Kitka! –
krzyczysz, wyciągając z kieszeni telefon.
Następnie
wybierasz odpowiedni kontakt i zaczynasz dzwonić. Niestety nikt nie
odbiera. Zirytowany chowasz komórkę do kieszeni, a kolejno
zaczynasz przeszukiwać dom. Nie znajdujesz jednak swej zguby.
Zrezygnowany postanawiasz ochłonąć. Opuszczasz więc dom i idziesz
przed siebie. Normalnie, gdy nie określisz sobie jakiegoś celu,
kierujesz automatycznie swój krok ku parkowi znajdującemu się w
centrum miasta. Tak jest i tym razem. Nawet nie orientujesz się,
kiedy docierasz do dobrze znanej sobie kapliczki, przed którą
zwykłeś siadać i rozmyślać. Swoją drogą, dlaczego akurat przy
tej konkretnej? Co jest w niej takiego wyjątkowego? Zapewne to, iż
o nigdy nie o niej naprawdę nie rozmyślałeś. Prawdopodobnie,
gdybyś zaczął to robić, doszedłbyś do wniosku, iż nie jest
niczym specjalnym i cała jej magia by uleciała.
– Często tu
przychodzisz? – niespodziewany pytanie wyrywa cię z dręczących
cię myśli.
– Czy ja wiem? Przychodzę tu odruchowo od czasu do czasu, gdy nad czymś rozmyślam. – opowiadasz, spoglądając na mężczyznę który cię zaczepił.
– Czy ja wiem? Przychodzę tu odruchowo od czasu do czasu, gdy nad czymś rozmyślam. – opowiadasz, spoglądając na mężczyznę który cię zaczepił.
Wtedy
dostrzegasz przed sobą odzianego w szary habit kapłana,
uśmiechającego się do ciebie przyjaźnie.
– Nad czym więc
się dziś rozwodzisz? – zapytuje.
– Niczym szczególnym. Zgubiłem zawieszkę. Pewnie zostawiłem u znajomej. – wzdychasz zaczynając rozmasowywać swe skronie, które nagły zaczęły boleśnie pulsować.
– Nic ci nie jest? – zmartwienie płynie z ust rozmówcy.
– Nie… To tylko… – mruczysz, wyciągając z kieszeni biały, plastikowy słoiczek, a następnie zażywasz jedną ze znajdujących się w nim tabletek.
– Na pewno nie potrzebujesz…? – chce zapytać, kładąc dłoń na twym ramieniu.
– Nie! – odpowiadasz zbyt gwałtownie, odsuwając się od dotyku.
– Spokojnie młodzieńcze. – uspokaja cię – Rozumiem, że to miejsce wywołuje złe wspomnienia, ale nic się nie dzieje.
– Złe wspomnienia? – dziwisz się.
– No tak. Przecież to tu zaatakował cię ten barghest. – oświadcza, po czym patrzy ci w oczy i zapytuje – Zemdlałeś wtedy, ale chyba coś pamiętasz.
– Nie… – wzdychasz, łapiąc się za głowę, która zaczyna boleć coraz mocniej.
– Na pewno? Ja bym raczej nie zapomniał czegoś takiego. – wypytywanie zaczyna być coraz bardziej nachalne.
– Na pewno. Choć niech pan uwierzy, iż chciałbym pamiętać. – cmokasz wyraźnie zirytowany – Głowę ciągle dryluje mi pytanie, jak ten przeklęty upiór pojawił się w mieście.
– To ty nic nie wiesz?! – zdziwienie pojawia się na pomarszczonej twarzy kapłana – To był chowaniec. Zerwał się i uciekł.
– Przecież chowaniec nie… – znaczenie słów twego rozmówcy dopiero zaczyna do ciebie docierać – Jak?
– A jak sądzisz? Inkwizycja. Szybko i po cichu. Kara za konszachty z diabłem. – wypowiadając to słowo, wzdryga się i rozgląda, jakby chciał upewnić się w przekonaniu, iż nic mu nie grozi.
– To wiele tłumaczy. Choć taka nieuwaga z ich strony…
– Na pewno będzie miała swoje konsekwencje. Na szczęście nie musimy się tym przejmować. Teraz wybacz proszę. Muszę iść. – mówi, po czym zaczyna się oddalać.
– Żegnam. – odpowiadasz, nie spuszczając z niego wzroku.
– Niczym szczególnym. Zgubiłem zawieszkę. Pewnie zostawiłem u znajomej. – wzdychasz zaczynając rozmasowywać swe skronie, które nagły zaczęły boleśnie pulsować.
– Nic ci nie jest? – zmartwienie płynie z ust rozmówcy.
– Nie… To tylko… – mruczysz, wyciągając z kieszeni biały, plastikowy słoiczek, a następnie zażywasz jedną ze znajdujących się w nim tabletek.
– Na pewno nie potrzebujesz…? – chce zapytać, kładąc dłoń na twym ramieniu.
– Nie! – odpowiadasz zbyt gwałtownie, odsuwając się od dotyku.
– Spokojnie młodzieńcze. – uspokaja cię – Rozumiem, że to miejsce wywołuje złe wspomnienia, ale nic się nie dzieje.
– Złe wspomnienia? – dziwisz się.
– No tak. Przecież to tu zaatakował cię ten barghest. – oświadcza, po czym patrzy ci w oczy i zapytuje – Zemdlałeś wtedy, ale chyba coś pamiętasz.
– Nie… – wzdychasz, łapiąc się za głowę, która zaczyna boleć coraz mocniej.
– Na pewno? Ja bym raczej nie zapomniał czegoś takiego. – wypytywanie zaczyna być coraz bardziej nachalne.
– Na pewno. Choć niech pan uwierzy, iż chciałbym pamiętać. – cmokasz wyraźnie zirytowany – Głowę ciągle dryluje mi pytanie, jak ten przeklęty upiór pojawił się w mieście.
– To ty nic nie wiesz?! – zdziwienie pojawia się na pomarszczonej twarzy kapłana – To był chowaniec. Zerwał się i uciekł.
– Przecież chowaniec nie… – znaczenie słów twego rozmówcy dopiero zaczyna do ciebie docierać – Jak?
– A jak sądzisz? Inkwizycja. Szybko i po cichu. Kara za konszachty z diabłem. – wypowiadając to słowo, wzdryga się i rozgląda, jakby chciał upewnić się w przekonaniu, iż nic mu nie grozi.
– To wiele tłumaczy. Choć taka nieuwaga z ich strony…
– Na pewno będzie miała swoje konsekwencje. Na szczęście nie musimy się tym przejmować. Teraz wybacz proszę. Muszę iść. – mówi, po czym zaczyna się oddalać.
– Żegnam. – odpowiadasz, nie spuszczając z niego wzroku.
Nagle twą
głowę zalewa tak wielka fala bólu, iż rzuca cię na kolana.
– Co jest? –
zapytujesz samego siebie, nie mogąc powstrzymać obrazów
przewijających się przed twymi oczami.
W tej chwili
zaczynają przypominać ci się strzępki wydarzeń z nocy, gdy
zostałeś zaatakowany. Kobieta? Pojawia się zdziwienie,
któremu zaczyna towarzyszyć uczucie spadania. Następnie pojawia
się wrażenie jakby coś wiło się pod twymi ciuchami, przesuwając
się na tą stronę ciała, która spotka się zaraz z twardą
nawierzchnią.
Stawiasz
krok za krokiem. Czynisz wdechy i wydechy. Potem zaś się
zatrzymujesz. Nie postępujesz ni wprzód, w tył, czy to w bok. Nie
czynisz nic, by pozwolić uciec zniewolonemu powietrzu z płuc
czekając, aż te zaczną cię piec. Chcesz ruszyć ponownie, jednak
sam nie wiedząc czemu spoglądasz w dół. Dostrzegasz tam obraz
swego codziennego świata. Wszystko jest takie odległe, gdy patrzysz
znad najwyżej wędrujących chmur. Skonsternowany kucasz, by
dotknąć powierzchni, na której stoisz. Niespodziewanie twoja dłoń
zanurza się w tej gęstej jak olej toni. Ty zaś nie namyślając
się ani chwili, pochylasz się w przód i nurkujesz. Powoli tonąc,
obserwujesz rzeczywistość, nabierającą ciekawego sensu, gdy
patrzy się weń tej perspektywy. Wtem zaczyna cię wypełniać to
wspaniałe uczucie, występujące wtedy, gdy spadasz. Zafascynowany
jak dziecko, wyciągasz dłoń w stronę nieba i rozkoszujesz się
niecodziennością doznań.
– Ty
skończony idioto! Mam połamać ci nogi, żebyś nie mógł nigdzie
łazić?! – krzyki kobiecego głosu wyrywają cię ze snu, tylko po
to by pozwolić się obudzić twej świadomości na tyle, aby ta
przyswoiła wszelki dręczący cię ból z pełną siłą.
– Mój… – wyduszasz z siebie, po czym błyskawicznie milkniesz, mając uczucie jakby przez ostatnie kilka godzin jakaś rura tkwiła w twoim gardle.
– Zrobię wszystko co w mojej mocy, ale nie wyrwę cię ze szponów śmierci, jeśli już się w tobie zagłębią. – wrzask, nagle przerodził się w cichy szloch – Nie każ mi znów tego przeżywać.
– Wybacz… – mówisz, co wywołuje kasłanie.
– Co ty tam w ogóle robiłeś? – rozmówczyni trochę się uspokaja, siadając na skraju łóżka, na którym się znajdujesz.
– Zgu…. – wysławianie się przychodzi ci z trudem, mimo to starasz się to robić – Zgubi…
– Mój… – wyduszasz z siebie, po czym błyskawicznie milkniesz, mając uczucie jakby przez ostatnie kilka godzin jakaś rura tkwiła w twoim gardle.
– Zrobię wszystko co w mojej mocy, ale nie wyrwę cię ze szponów śmierci, jeśli już się w tobie zagłębią. – wrzask, nagle przerodził się w cichy szloch – Nie każ mi znów tego przeżywać.
– Wybacz… – mówisz, co wywołuje kasłanie.
– Co ty tam w ogóle robiłeś? – rozmówczyni trochę się uspokaja, siadając na skraju łóżka, na którym się znajdujesz.
– Zgu…. – wysławianie się przychodzi ci z trudem, mimo to starasz się to robić – Zgubi…
Nagle twój
głos cichnie tak bardzo, iż go tracisz.
– Nie odzywaj
się lepiej. Nie byłam delikatna przez ostatnie trzynaście godzin.
Jestem wycieńczona. Później mi wszystko wyjaśnisz. – kobieta
wzdycha, zasłaniając twarz dłonią.
Następnie
bierze głęboki wdech i ma już coś powiedzieć, lecz zauważając,
iż śpisz, daje ci spokój.
– Wstawaj.
– mocne szturchanie wyrywa cię ze snu.
– Za takie dbanie o pacjenta powinni wam wlepić karę jakąś… – mamroczesz, obracając się na bok i kuląc.
– Jeszcze narzekasz? – twój lekarz nie daje za wygraną – Wstawaj i ubieraj się.
– Tak, tak. – bąkasz pod nosem, po czym gramoląc się, wstajesz i zaczynasz naciągać na siebie ciuchy, które najwyraźniej przyniosła twa rozmówczyni – Nie miałaś mieć urlopu, czy coś?
– Miałam. Tyle, że jakiś geniusz postanowił potańczyć sobie ze śmiercią i zamiast gotować się do wyjazdu, musiałam go ratować. – fałszywe marudzenie dociera do twoich uszu.
– To co tu jeszcze robisz? – zapytujesz, zawiązując swój pas kontuszowy.
– Staram się nie spóźnić na pociąg. – pada odpowiedź, a następnie stwierdzenie – Gotowy? To idziemy. Jeśli dobrze pójdzie to zdążymy.
– Gdzie? – pytasz nie rozumiejąc sytuacji.
– Na pociąg. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – irytuje się kobieta, ciągnąc cię za rękę, abyś w końcu się ruszył.
– Czasami mam wrażenie, iż mój mózg automatycznie cię ignoruje. – mówisz kąśliwie, a następnie milkniesz i zaczynasz rozmyślać.
– Za takie dbanie o pacjenta powinni wam wlepić karę jakąś… – mamroczesz, obracając się na bok i kuląc.
– Jeszcze narzekasz? – twój lekarz nie daje za wygraną – Wstawaj i ubieraj się.
– Tak, tak. – bąkasz pod nosem, po czym gramoląc się, wstajesz i zaczynasz naciągać na siebie ciuchy, które najwyraźniej przyniosła twa rozmówczyni – Nie miałaś mieć urlopu, czy coś?
– Miałam. Tyle, że jakiś geniusz postanowił potańczyć sobie ze śmiercią i zamiast gotować się do wyjazdu, musiałam go ratować. – fałszywe marudzenie dociera do twoich uszu.
– To co tu jeszcze robisz? – zapytujesz, zawiązując swój pas kontuszowy.
– Staram się nie spóźnić na pociąg. – pada odpowiedź, a następnie stwierdzenie – Gotowy? To idziemy. Jeśli dobrze pójdzie to zdążymy.
– Gdzie? – pytasz nie rozumiejąc sytuacji.
– Na pociąg. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – irytuje się kobieta, ciągnąc cię za rękę, abyś w końcu się ruszył.
– Czasami mam wrażenie, iż mój mózg automatycznie cię ignoruje. – mówisz kąśliwie, a następnie milkniesz i zaczynasz rozmyślać.
Ona nie
jest za młoda? Pojawia się pytanie, gdy wpatrujesz się w
zmartwioną twarz towarzyszki. Mimo, iż znasz ją już od kilku lat,
masz wrażenie, jakbyś nigdy dotąd jej nie widział.
Jesteś więc zaszokowany jej prezencją i nie możesz nic poradzić
na to, iż zapatrzony w nią, ignorujesz rzeczywistość.
– Masz fikuśną
fryzurę. – mówisz, będąc wsadzanym do taksówki, do której nie
wiedzieć kiedy, dotarłeś.
– Nie wiem, czy mnie komplementujesz, czy obrażasz, gdy zwracasz się do mnie takim tonem. – odpowiada ci rozmówczyni, zaraz po podaniu celu podróży kierowcy.
– Wymyślna. Podoba mi się, lecz jest niepraktyczna. Poza tym stworzenie tego cudu musiało długo trwać. Niezwykle precyzyjna. Chciało ci się? – zapytujesz z zaciekawieniem.
– Pacjent mi zrobił. Chłopak ma tylko trzynaście lat, a takie rzeczy robi… Nie rozumiem dlaczego nie zostanie fryzjerem, tylko chce być piłkarzem. – wzdycha.
– Jest ofiarą propagandy… – twoje słowa zostają nagle przerwane przez towarzyszkę, szturchającą taksówkarza.
– Mógłby pan dać głośniej? – ewidentnie jej prośba odnosi się do utworu płynącego z radia.
– W jakim stanie, był mój stan. – tłumaczysz zasłyszany tekst.
– Ćśś… – towarzyszka ucisza cię, łapiąc twą dłoń.
– Nie wiem, czy mnie komplementujesz, czy obrażasz, gdy zwracasz się do mnie takim tonem. – odpowiada ci rozmówczyni, zaraz po podaniu celu podróży kierowcy.
– Wymyślna. Podoba mi się, lecz jest niepraktyczna. Poza tym stworzenie tego cudu musiało długo trwać. Niezwykle precyzyjna. Chciało ci się? – zapytujesz z zaciekawieniem.
– Pacjent mi zrobił. Chłopak ma tylko trzynaście lat, a takie rzeczy robi… Nie rozumiem dlaczego nie zostanie fryzjerem, tylko chce być piłkarzem. – wzdycha.
– Jest ofiarą propagandy… – twoje słowa zostają nagle przerwane przez towarzyszkę, szturchającą taksówkarza.
– Mógłby pan dać głośniej? – ewidentnie jej prośba odnosi się do utworu płynącego z radia.
– W jakim stanie, był mój stan. – tłumaczysz zasłyszany tekst.
– Ćśś… – towarzyszka ucisza cię, łapiąc twą dłoń.
Przez resztę
drogi nie odzywasz się więc już. Zamiast tego znów pogrążasz
się w zamyśleniu.
– Jesteśmy.
Należy się… – budzi cię głos kierowcy.
Odruchowo
opuszczasz pojazd i nie marnując czasu, kierujesz się w stronę
dworca głównego.
– Zaczekałbyś
na mnie. – odzywa się z wyrzutem kobieta, która właśnie równa
z tobą krok.
Nie
odpowiadasz na jej słowa. Miast tego wpatrujesz się w nią
ukradkiem, jakbyś pragnął, aby jej zielone oczy upewniły cię w
przekonaniu, iż osoba, na którą patrzysz jest ci dobrze znana.
– Co? –
zapytuje ta wyraźnie zmieszana.
– Zawsze byłaś taka piękna, czy to ja byłem ślepy? – rzucasz zamyślony.
– Zawsze byłaś taka piękna, czy to ja byłem ślepy? – rzucasz zamyślony.
Na te słowa
cała się czerwieni, nie wiedząc co mogłaby odrzec.
– Mam wrażenie, jakbym widział cię pierwszy raz. Z tą różnicą,
iż wiem, iż jesteś sobą. Tylko, jakbym nigdy cię nie widział. –
wyznajesz, a następnie wskazujesz dłonią, by rozmówczyni obrała
prowadzenie.
– Zdarza się. – beztroska odpowiedź zbija cię z tropu.
– Zdarza się. – pryskasz śmiechem.
– Możesz umrzeć…
– To już wiem. – przerywasz wypowiedź.
– Mentalnie. Nie przerywaj mi. Możesz stracić wszystkie wspomnienia, odruchy warunkowe, reakcje. Cała twoja przeszłość zostanie wyczyszczona. Jakbyś dopiero co się narodził. Nie dosłownie, ale nadal… – wyjaśnia, po czym staje w miejscu i obserwuje jak z opóźnieniem reagujesz na zaistniałą sytuację – Nie przejmuj się. Dołożę wszelkich starań, aby to się nie stało.
– Ponoć Magister nie może umrzeć. – przypominasz sobie, stając w miejscu.
– Nie jesteś Magistrem. Poza tym Magister też człowiek. – wzdycha i spogląda na zegarek.
– Zdarza się. – beztroska odpowiedź zbija cię z tropu.
– Zdarza się. – pryskasz śmiechem.
– Możesz umrzeć…
– To już wiem. – przerywasz wypowiedź.
– Mentalnie. Nie przerywaj mi. Możesz stracić wszystkie wspomnienia, odruchy warunkowe, reakcje. Cała twoja przeszłość zostanie wyczyszczona. Jakbyś dopiero co się narodził. Nie dosłownie, ale nadal… – wyjaśnia, po czym staje w miejscu i obserwuje jak z opóźnieniem reagujesz na zaistniałą sytuację – Nie przejmuj się. Dołożę wszelkich starań, aby to się nie stało.
– Ponoć Magister nie może umrzeć. – przypominasz sobie, stając w miejscu.
– Nie jesteś Magistrem. Poza tym Magister też człowiek. – wzdycha i spogląda na zegarek.
Ty
papugujesz ten ruch, jednak wpatrujesz się w goły nadgarstek.
– Już tak
późno? Jak tak dalej pójdzie, to spóźni się jakieś sześć
minut. – oświadczasz, udając zadręczonego, a następnie
wychylasz się ostentacyjnie, próbując dostrzec zbyt odległy
obiekt.
– Próbujesz być zabawny? – zapytuje kobieta, uśmiechając się miło.
– Czy ja wiem? Jeśli to cię bawi, to raczej tak. – stwierdzasz i milkniesz.
– Próbujesz być zabawny? – zapytuje kobieta, uśmiechając się miło.
– Czy ja wiem? Jeśli to cię bawi, to raczej tak. – stwierdzasz i milkniesz.
Piękne,
pełne usta. Takie… duże. Ciekawe jakie są w dotyku? Myśl
przelatuje ci przez umysł, gdy twój wzrok kieruje się na twarz
rozmówczyni. Jakież to dziwne, nieprawdaż? Twoje odczucia i sposób
postrzegania. Ta dorosła kobieta, prawdopodobnie z mężem i
dziećmi. Taka atrakcyjna. Taka perfekcyjna. Jak mogłeś wcześniej
tego nie dostrzegać? Jak możesz dostrzegać to teraz? Zupełnie
jakby jakiś podmiot wszechmocny przełączył coś w twej
mózgownicy, by ustawić twoją osobę, w sposób odpowiedni dla
pewnej, rysującej się wizji. Wyobrażasz to sobie? Jakież
nieszczęsne może być wymarzone przez wielu życie? Bycie
bohaterem, kukiełką, która gra jak jej się zagra. Bezmyślną
istotą, której każda akcja, jest pociągnięciem odpowiednich
linii. Oczywiście, iż, przynajmniej w tej chwili, nie potrafisz
przywołać czegoś takiego. Ale, ale… Chyba zbyt odeszliśmy od
tematu. Jak sądzisz?
– Hej. Słuchasz
mnie? – pstryknięcie koło ucha, przywraca cię do
rzeczywistości.
– Ta… Nie. Przepraszam. Mogłabyś z łaski swej powtórzyć? – zapytujesz, przeczesując włosy, a następnie zauważasz, iż siedzisz w wagonie pociągu i spoglądasz na miejsce, w którym niedawno stałeś.
– Ta… Nie. Przepraszam. Mogłabyś z łaski swej powtórzyć? – zapytujesz, przeczesując włosy, a następnie zauważasz, iż siedzisz w wagonie pociągu i spoglądasz na miejsce, w którym niedawno stałeś.
Speszony
przekręcasz głowę na bok i zaczynasz się po niej drapać.
– Ej. Odpowiesz
mi? – irytacja w kobiecym głosie, znów przywołuje cię do
porządku.
– Oczywiście. – mówisz, choć nie wiesz o co chodzi.
– Oczywiście. – mówisz, choć nie wiesz o co chodzi.
Twoja
rozmówczyni wzdycha więc i powtarza, po raz kolejny.
– Powiedz mi,
co się wtedy stało.
– Wtedy? – wpierw nie chwytasz kontekstu, lecz szybko to naprawiasz – Nie mogłem wytrzymać siedzenia w domu. Poza tym zgubiłem krzyżyk. Nie odbierałaś, więc postanowiłem się przejść.
– Jak mogłam odebrać jak nie dzwoniłeś? – zapytuje, po czym wyciąga z kieszeni telefon i spoglądając na niego wzdycha – Och…
– Co ważniejsze. Gdzie mnie zabierasz? – zaciekawiasz się.
– Nie zmieniaj tematu. – karci cię – Czemu musiałam ratować twoje życie?
–To ty jesteś lekarzem. – rzucasz kąśliwie, zsuwając się na fotelu, aby bardziej leżeć niż siedzieć.
– Wtedy? – wpierw nie chwytasz kontekstu, lecz szybko to naprawiasz – Nie mogłem wytrzymać siedzenia w domu. Poza tym zgubiłem krzyżyk. Nie odbierałaś, więc postanowiłem się przejść.
– Jak mogłam odebrać jak nie dzwoniłeś? – zapytuje, po czym wyciąga z kieszeni telefon i spoglądając na niego wzdycha – Och…
– Co ważniejsze. Gdzie mnie zabierasz? – zaciekawiasz się.
– Nie zmieniaj tematu. – karci cię – Czemu musiałam ratować twoje życie?
–To ty jesteś lekarzem. – rzucasz kąśliwie, zsuwając się na fotelu, aby bardziej leżeć niż siedzieć.
Następnie
zamykasz oczy i mruczysz gardłowo. Kontynuujesz to do momentu, gdy
twa towarzyszka traci cierpliwość i wciąga syczy wciągając
powietrze, aby cię zrugać.
– Spotkałem
kobietę. – ubiegasz ją.
– Czy mógłbyś na moment pohamować swoje hormony i…
– Gdyby miała na sobie zwiewną, jaśniejącą bielą sukienkę, jak sugeruje moja wyobraźnia… Byłaby taka ulotna i piękna za razem. Zupełnie jak księżniczki z bajek. – kontynuujesz nie zważając na nic.
– O czym ty mówisz? – irytuje się kobieta.
– Spotkałem ją tamtej nocy. Miała na sobie poniszczony kaftan bezpieczeństwa. Nie zwykły. Były na nim święte znaki, słowa Pana i proroków Jego. Z niej samej emanowała zaś aura, której nie da się wyrazić słowami. Była jakby najmocniejszym kuszeniem. Najfałszywszą i zarazem najbardziej wiarygodna obietnicą. Czymś za co dusza sama pragnie się zaprzedać. – mówisz niemal zahipnotyzowany wspomnieniami.
– Czy mógłbyś na moment pohamować swoje hormony i…
– Gdyby miała na sobie zwiewną, jaśniejącą bielą sukienkę, jak sugeruje moja wyobraźnia… Byłaby taka ulotna i piękna za razem. Zupełnie jak księżniczki z bajek. – kontynuujesz nie zważając na nic.
– O czym ty mówisz? – irytuje się kobieta.
– Spotkałem ją tamtej nocy. Miała na sobie poniszczony kaftan bezpieczeństwa. Nie zwykły. Były na nim święte znaki, słowa Pana i proroków Jego. Z niej samej emanowała zaś aura, której nie da się wyrazić słowami. Była jakby najmocniejszym kuszeniem. Najfałszywszą i zarazem najbardziej wiarygodna obietnicą. Czymś za co dusza sama pragnie się zaprzedać. – mówisz niemal zahipnotyzowany wspomnieniami.
Niespodziewanie czujesz niedowład w swoim ciele. Zaczynasz więc z
nim walczyć, unosząc swą dłoń w górę. Wiesz, iż twoja
towarzyszka właśnie coś z tobą robi i krzyczy, jednak ty nic nie
czujesz, ani nie słyszysz. Mógłbyś się więc wszystkiemu
przypatrywać, gdyby nie to, iż niczego nie widzisz.
Sny są
wspaniałe. Chociaż wiele rzeczy nie ma w nich sensu i przeczy
logice, ty akceptujesz ich błędy, jakby było to coś oczywistego.
Błądząc w wykreowanym przez nie świecie widzisz twarze, miejsca i
ogrywasz sytuacje, które były lub wymieszały się i na nowo
stworzyły. Ten chaos, który jest porządkiem. Jakiż on jest
przyjemny. Cały czas coś się dzieje. Nie ma czasu, aby choć na
chwilę się zamyślić. Szkoda, iż tym razem przeżywamy coś, co
nie jest wymyślnym marzeniem sennym, a zwykłym, pospolitym
wspomnieniem. No cóż… Nie zawsze ma się to, czego pragnie. Zanim
jednak zaczniemy, zadam ci jedno pytanie. Najwspanialszy sen?
Woda, która
już chwilę temu wystygła wciąż oplata większość twego ciała.
Najwspanialsza chwila nadal trwa. Musisz rozkoszować się każdą
jej sekundą, póki jeszcze nie została pożarta przez rutynę. Jak
to się jednak zdarza, gdy człowiek ma to czego pragnie, pojawia się
małe, irytujące coś, kłujące na granicach każdego ze zmysłów.
– Cholera… –
marudzisz, wstając i wychodząc z wanny.
Po tym
wycierasz się ręcznikiem, a będąc już suchym, kierujesz się do
sypialni. Tam naciągasz na siebie jedyny zestaw ubrań jaki
posiadasz i oczywiście swój kontuszowy pas. Następnie idziesz do
wyjścia, gdzie ubierasz buty i opuszczasz mieszkanie.
– Gdzie? –
zapytujesz samego siebie, rozglądając się po pustej, oświetlonej
blaskiem lamp ulicy.
Nie czekając
na odpowiedź, dajesz ponieść się swemu instynktowi. W niedługim
czasie docierasz do zawsze otwartej bramy.
– Eden. –
wzdychasz, natychmiastowo rozpoznając miejsce – Dlaczego zawsze
tutaj przychodzę?
Chowasz
dłonie do kieszeni i wkraczasz na teren parku. Swój krok kierujesz
natychmiast w stronę konkretnej kapliczki, przy której zwykłeś
siadać i rozmyślać. Spacerujesz wolnym krokiem jedną z alejek
skąpanej w cieniach drzew, oświetlanych przez księżyc.
– Kitka mnie
zabije… – mruczysz pod nosem, napawając się zimnem nocy i
spoglądając w gwieździste niebo.
Wnet
opuszczasz wzrok, by spojrzeć przed siebie. W tej właśnie chwili
dostrzegasz źródło tego irytującego uczucia, które cię tu
przywiodło. Przed twą ulubioną kapliczką siedzi młoda dama,
odziana w podarty kaftan bezpieczeństwa. Coś w tobie mówi ci, iż
nie powinieneś się zbliżać, jednak otępienie i zmęczenie
dręczące cię od operacji tłumi podstawowe instynkty. Choć to i
tak nie kwestia tego. Powodem dla którego zamiast oddalić się z
tego miejsca, zbliżasz się do istoty skąpanej w długich,
kruczoczarnych włosach i siadasz przy niej, jest świadomość
faktu, iż teoretycznie jesteś już martwy. Wtem czujesz przypływ
melancholii, który ciśnie słowa do twych ust.
„Wtedy,
gdy zamiera czas
Gdy z chmur czerni
Łzy niebiańskie kapią
By niesione gdzieś przez wiatr
Zanieść smutku czar
Gdy zwierzęta zamarza śmierci brat
Ptaki opuszczają dom prawdziwy
Odlatując w dal
Rośliny kryją ścieżki, ściółki
Każdy kąt barw paletą
Gdy cały świat powoli umiera
Wszystko wchodzi w anabiozy stan
Kosie kostuchy tak uciec chce
Ziemię zalewa szarość i bezwonność
Egzystencja żmudna zdaje się
Bez blasku gwiazdy radosnego
Gdy wypełza na powierzchnię
Skryty niegdyś głęboko
Ponury, ciężki ton
Czyni przestrzeń nieprzyjazną
Gdy zimno jest i mokro
Ciągle słychać kaszlu dzwon
Myśli ciemne odzywają się
Wszelkie plugastwo
Podłe zło
W umyśle dziury wierci
Kłuje pod czaszką
Zmusza świadomość
Do zamyślenia
Wspomnieniami lata odetchnienia
Gdy całe piękno bezsensowne jest
Nikły uśmiech to zbawienie
A bezdźwięczna melancholia
Kłębi wkoło się
Oferując swoje wdzięki
Jak mogę być kimś innym?
Jak mam zalać szczęściem się?
Jak odtrącić apatii zew?
Jak zwalczyć niekończące się zmęczenie?
Jak…
Gdy w jesień
Dnia czwartego, acz pierwszego
Kiedy misterną rzeczywistość stworzywszy
Odpoczął nawet Pan
Mały, pusty jeszcze ja
Poznawać zaczął
Samotności stan”
Gdy z chmur czerni
Łzy niebiańskie kapią
By niesione gdzieś przez wiatr
Zanieść smutku czar
Gdy zwierzęta zamarza śmierci brat
Ptaki opuszczają dom prawdziwy
Odlatując w dal
Rośliny kryją ścieżki, ściółki
Każdy kąt barw paletą
Gdy cały świat powoli umiera
Wszystko wchodzi w anabiozy stan
Kosie kostuchy tak uciec chce
Ziemię zalewa szarość i bezwonność
Egzystencja żmudna zdaje się
Bez blasku gwiazdy radosnego
Gdy wypełza na powierzchnię
Skryty niegdyś głęboko
Ponury, ciężki ton
Czyni przestrzeń nieprzyjazną
Gdy zimno jest i mokro
Ciągle słychać kaszlu dzwon
Myśli ciemne odzywają się
Wszelkie plugastwo
Podłe zło
W umyśle dziury wierci
Kłuje pod czaszką
Zmusza świadomość
Do zamyślenia
Wspomnieniami lata odetchnienia
Gdy całe piękno bezsensowne jest
Nikły uśmiech to zbawienie
A bezdźwięczna melancholia
Kłębi wkoło się
Oferując swoje wdzięki
Jak mogę być kimś innym?
Jak mam zalać szczęściem się?
Jak odtrącić apatii zew?
Jak zwalczyć niekończące się zmęczenie?
Jak…
Gdy w jesień
Dnia czwartego, acz pierwszego
Kiedy misterną rzeczywistość stworzywszy
Odpoczął nawet Pan
Mały, pusty jeszcze ja
Poznawać zaczął
Samotności stan”
Gdy
kończysz, zamykasz oczy by uprzedzić ogarniającą cię pustkę,
która kradnie ci zmysły. Nie wiem co mam powiedzieć. Piękna
śmierć. Gdyby poprzedzała ją dramatyczna historia zemsty,
przyjaźni, zdrady, miłości, rywalizacji i wielu innych.
Rozpłakałbym się. Zalałbym się łzami, po tak wspaniałym
podsumowaniu. Nie mógłbym się pozbierać przez wiele, wiele dni.
Bił bym się w myślach, debatując, czy powinieneś był zginąć,
czy nie było innego wyjścia. Ach… Jak odmiennie jest czasami
pomarzyć. Choć, gdyby nagle wszystko zmienić… Nie. Ciągnijmy,
co zaczęliśmy. Poza tym przeżyłeś i jedziesz teraz pociągiem.
Budzisz się do tego. Na powitanie więc poranka otrzymasz zimny,
kwaśny pocałunek wąskich, spękanych ust.
Charakterystyczny stukot, wraz z mało wyczuwalnym drganiami wyciąga
cię na powierzchnię rzeczywistości. Pierwszą czynnością, którą
wykonujesz, jest głębokie westchnięcie pełne tęsknoty za
błądzącym się gdzieś na skraju świadomości, wyjątkowym
wspomnieniem pocałunku. Drugą zaś, otwarcie oczu, podczas
którego, dosłownie na setną, czy tysięczną sekundy rejestrujesz
nad sobą obraz przedstawiający bladą, kobiecą postać w
poszarpanym kaftanie bezpieczeństwa, skąpaną w długich, czarnych
włosach, pływających w przestrzeni jakby targane były prądami
wodnymi. Z pewnym opóźnieniem w pojawia się u ciebie zdziwienie,
którego podstawy, ze względu na bodziec, który trwał zbyt krótko,
nie możesz zrozumieć. Wpatrujesz się więc w poprzecinany rombami
sufit, uświadamiając sobie, iż leżysz nagi na podłodze w
towarzystwie również pozbawionej odzienia, nieznanej ci kobiety, na
twe ciało padają promienie słońca, które niedawno wzeszło i nie
pamiętasz co się działo, od kiedy straciłeś przytomność.
Zastanowiwszy się przez chwilę, stwierdzasz, iż mało
prawdopodobna jest możliwość, iż odpowiedzi na dręczące cię
pytania uzyskasz nie ruszając się z miejsca. Podnosisz się więc
powoli i ostrożnie, tak aby nie zbudzić swej towarzyszki, po czym
rzucając szybkie spojrzenie na miejsca siedzące w przedziale,
dostrzegasz swe ciuchy, wymieszane z tymi należącymi do
konduktorki.
– Pani
konduktor… – wzdychasz, spoglądając na śpiącą kobietę.
Następnie
ubierasz się i wychodzisz na korytarz. Tam uświadamiasz sobie, iż
twoje nogi trzęsą się i odmawiają pełnego posłuszeństwa.
Przystajesz więc na moment, opierając czoło o zimną szybę i
wpatrujesz się w zmieniający się krajobraz.
– Gdybym
chociaż pamiętał… – marudzisz cichutko.
– Dzień dobry. – słyszysz, zaraz po tym jak dociera do ciebie odgłos, otwieranych drzwi.
– Dzień dobry. – odpowiadasz nie kwapiąc się na zmianę pozycji.
– Owocna noc? – zapytuje mężczyzna, zbliżając się do ciebie.
– Dzień dobry. – słyszysz, zaraz po tym jak dociera do ciebie odgłos, otwieranych drzwi.
– Dzień dobry. – odpowiadasz nie kwapiąc się na zmianę pozycji.
– Owocna noc? – zapytuje mężczyzna, zbliżając się do ciebie.
W odpowiedzi
wydajesz z siebie tylko żałosny jęk.
– Zapewne to
pana pierwszy raz z dwoma kobietami. – stwierdza rozmówca, klepiąc
cię po ramieniu – Nie ma co się przejmować zmęczeniem. Niewielu
by wytrwało całą noc.
– Dwoma? – dziwisz się, obracając głowę, by spojrzeć ukradkiem w stronę przedziału, który przed chwilą opuściłeś.
– Ja w twoim wieku… – zaczyna osobnik, lecz nie kończy, albowiem jego w jego wypowiedź wtrąca się żeński głos.
– Kochanie. Gdzie moja szczotka do włosów?
– Teraz zaś skuty jestem kajdanami małżeństwa. – mówi śmiejąc się, a następnie odchodzi, kierując kolejne słowa do kogoś innego – Powinny być w…
– Dwoma? – dziwisz się, obracając głowę, by spojrzeć ukradkiem w stronę przedziału, który przed chwilą opuściłeś.
– Ja w twoim wieku… – zaczyna osobnik, lecz nie kończy, albowiem jego w jego wypowiedź wtrąca się żeński głos.
– Kochanie. Gdzie moja szczotka do włosów?
– Teraz zaś skuty jestem kajdanami małżeństwa. – mówi śmiejąc się, a następnie odchodzi, kierując kolejne słowa do kogoś innego – Powinny być w…
Ty zaś
starasz się ogarnąć pytania, bombardujące twą głowę. Dwoma?
Całą noc? Te dwa z nich, najczęściej domagają się
potwierdzenia. Nie mogąc wytrzymać, ich natłoku i czując
zasysającą pustkę w żołądku, odsuwasz się od szklanej tafli i
kierujesz swój krok w stronę wagonu restauracyjnego.Dotarłszy
do niego, siadasz przy pierwszym lepszym stoliku, a następnie
kładziesz głowę.
– To była
najwspanialsza noc mojego życia… – łkasz, kończąc swe zdanie
w myślach – …a ja cholera nic z tego nie pamiętam!
Po tym,
obracasz swą głowę w stronę promieni słonecznych i oślepiony
ich blaskiem kontynuujesz. Boże, który jesteś, byłeś i który
przychodzisz… Za jakie grzechy i zaniedbanie każesz mnie tak
srogo? Cóżem ci uczynił, iż spuściłeś na mnie karę tak
ciężką, iż wymówić ją na głos, to grzech? Niespodziewanie,
ni stąd ni zowąd, zmieniasz temat, postanawiając sobie odpuścić.
Czy naleśniki do dobre śniadanie? W karcie chyba mają owsiankę.
To może zjem gofry?
– Nie
przesadzaj… Zawstydzasz mnie. – twe rozmyślania przerywa ci
dobrze znany, damski głos, wyraźnie pobrzmiewający radością.
– Nie przesadzam. Po prostu wypsztykałem się z energii… – mamroczesz, po czym podnosisz się do należytej pozycji i dodajesz – Jesteś moim lekarzem. Poleć mi więc coś na śniadanie.
– Proszę. Pani naleśniki. Smacznego, a dla pana? – pyta kelnerka, która właśnie przyniosła zamówienie.
– To samo i jakiejś mocnej kawy, wedle pani uznania? – bardziej zapytujesz, niż oświadczasz.
– Oczywiście. – odpowiada żywo dziewczyna i rusza w dalszy taniec, miedzy klientelą.
– Doskonale. – wzdychasz, po czym kierujesz wzrok na swą towarzyszkę – To…
– Nie przesadzam. Po prostu wypsztykałem się z energii… – mamroczesz, po czym podnosisz się do należytej pozycji i dodajesz – Jesteś moim lekarzem. Poleć mi więc coś na śniadanie.
– Proszę. Pani naleśniki. Smacznego, a dla pana? – pyta kelnerka, która właśnie przyniosła zamówienie.
– To samo i jakiejś mocnej kawy, wedle pani uznania? – bardziej zapytujesz, niż oświadczasz.
– Oczywiście. – odpowiada żywo dziewczyna i rusza w dalszy taniec, miedzy klientelą.
– Doskonale. – wzdychasz, po czym kierujesz wzrok na swą towarzyszkę – To…
Przerywasz
błyskawicznie wydawanie słów, spostrzegając niebywałą lekkość,
odprężenie i szczęście w ruchach i mimice kobiety. Na ten widok,
do oczu zaczynają cisnąć ci się łzy. Dlaczego? Pytasz się
w myślach, a następnie przeczesujesz swe włosy jakbyś chciał
wyciągnąć z głowy dręczący cię żal.
– Ładna
koszulka. – rzucasz, aby nie siedzieć w ciszy.
– Musiałam na siebie coś ubrać po tym, jak… – rozmówczyni zaczyna z wyrzutem, lecz przy końcówce odpowiedzi, zapycha sobie usta jedzeniem, czerwieniejąc na policzkach.
– Aha… – wydajesz z siebie niepewne westchnienie, przeklinając się znów w myślach – Wybacz ja…
– Nie. – przerywa ci nazbyt szybko – Nic się nie stało.
– Musiałam na siebie coś ubrać po tym, jak… – rozmówczyni zaczyna z wyrzutem, lecz przy końcówce odpowiedzi, zapycha sobie usta jedzeniem, czerwieniejąc na policzkach.
– Aha… – wydajesz z siebie niepewne westchnienie, przeklinając się znów w myślach – Wybacz ja…
– Nie. – przerywa ci nazbyt szybko – Nic się nie stało.
Wtem zapada
krępująca cisza, podczas której młoda kelnerka, przynosi ci twoje
śniadanie.
– Smacznego. –
mówi z szerokim uśmiechem i interesującym błyskiem w oczach.
– Dziękuję… – odrzekasz niepewnie, odwzajemniając uśmiech, a gdy odchodzi zauważasz – W strasznym pośpiechu jest ta dziewczyna.
– Spóźniła się godzinę, więc teraz nadrabia. – rzuca twa towarzyszka.
– Godzinę? Zaspała? – zapytujesz, skierowawszy swe zainteresowanie ku naleśnikom.
– Ponoć była z mężczyzną… – podejrzliwy ton, przykuwa twą uwagę.
– Coś się stało? – pytasz zdezorientowany.
– Zastanawiam się. Gdy się obudziłam, ciebie nie było, w przeciwieństwie do twoich ubrań. – słowa te sprawiają, iż zastygasz na moment i ukradkiem, kierujesz swe spojrzenie na obsługującą stoliki dziewczynę.
– Dziękuję… – odrzekasz niepewnie, odwzajemniając uśmiech, a gdy odchodzi zauważasz – W strasznym pośpiechu jest ta dziewczyna.
– Spóźniła się godzinę, więc teraz nadrabia. – rzuca twa towarzyszka.
– Godzinę? Zaspała? – zapytujesz, skierowawszy swe zainteresowanie ku naleśnikom.
– Ponoć była z mężczyzną… – podejrzliwy ton, przykuwa twą uwagę.
– Coś się stało? – pytasz zdezorientowany.
– Zastanawiam się. Gdy się obudziłam, ciebie nie było, w przeciwieństwie do twoich ubrań. – słowa te sprawiają, iż zastygasz na moment i ukradkiem, kierujesz swe spojrzenie na obsługującą stoliki dziewczynę.
Ta
dostrzegając to, puszcza ci oczko, uśmiechając się przy tym
ponętnie. W tej chwili, by nie wzbudzać podejrzeń, jak również
nie mogąc sobie uzmysłowić, co mogło się wydarzyć, odwracasz
ponownie swą głowę w stronę jedzenia i zaczynasz je spożywać.
Boże… Przebacz mi, choć nie wiem, cóż ci uczyniłem. Rozlega
się w twojej głowie.
– Mógłbyś
przestać mnie niepokoić. – pretensje docierają do twych uszu.
– Yhym… – mruczysz niezainteresowany, gdyż nie wiedzieć czemu uciekasz gdzieś myślami.
– Yhym… – mruczysz niezainteresowany, gdyż nie wiedzieć czemu uciekasz gdzieś myślami.
Wtem zapada
milczenie przerywane jedynie przez odgłos sztućców spotykających
się z talerzami i rozmowy współpasażerów. Być może byłem
skory do grzechu, lecz nigdy tak bardzo… Stwierdzasz
w myślach, analizując swoje podziurawione wspomnienia.
– Dlaczego jeszcze żyję? – zapytujesz nagle, sprawiając iż
twoja towarzyszka zamiera na moment – Widziałem swoje wyniki.
– To nie czas i miejsce, by o tym rozmawiać. – otrzymujesz ucinającą wszelaką rozmowę odpowiedź.
– To nie czas i miejsce, by o tym rozmawiać. – otrzymujesz ucinającą wszelaką rozmowę odpowiedź.
Po tym nastaje znów chwila pozbawiona słów, podczas której
dokańczasz swój posiłek i z westchnieniem sięgasz po kawę. Nagle
jednak coś uderza twoje zmysły.
– Czujesz
to? – zapytujesz, gdy w tej samej chwili bariera
otaczająca pociąg roztrzaskuje się, wywołując panikę.
Nie
otrzymujesz jednak żadnej odpowiedzi ze względu na fakt, iż żadna
nie nadąża z pojawieniem się. To zaś ze względu na czas wkoło,
który okrutnie zwalnia
niemal do całkowitego zatrzymania się. Zaszokowany, spoglądasz jak
kolory otoczenia zaczynają blaknąć, pozostawiając jedynie
odcienie szarości. Twoje ciało nie może wykonać żadnego ruchu,
choć umysł o dziwo rejestruje wszystko co się dzieje. Analizujesz
więc wszystko w zasięgu swego wzroku, gdy po chwili w jego polu
pojawia się kelnerka, która chwilę temu cię obsługiwała.
Biegnie ona do następnego wagonu, całkowicie ignorując stagnację
przestrzeni. Zapewne ma to do czynienia z świecącym się na
czerwono przedmiotem, który trzyma w ręce. Gdy w końcu znika w za
drzwiami do innego przedziału, zaczynasz odczuwać, iż twe
kończyny poczynają cię słuchać. W niedługim czasie możliwość
ruchu powraca do ciebie, choć czujesz iż nie w pełni. Masz
wrażenie, jakby rzeczywistość była bardzo gęsta, niczym jakaś
ciecz. Masz też poczucie, iż brakuje ci nieco powietrza.
Przystosowujesz się jednak do tego i wstajesz od swojego stolika.
Rozglądasz się jeszcze raz po pomieszczeniu i stwierdzasz, iż
musisz zbadać co się dzieje. Ruszasz więc w ślady dziewczyny,
którą przed chwilą widziałeś. Mijasz kilka kolejnych
przedziałów, w których nic się nie dzieje, aż w końcu
dostrzegasz przed sobą
rozerwane talizmany.
– Duchy
stróżujące? – zapytujesz
samego siebie w myślach – Co jest w tym pociągu?
Zdeterminowany idziesz dalej, obserwując coraz większe ilości
zniszczonych talizmanów i wyczuwając utrzymującą się jeszcze
energię, zmieszaną z ostrym zapachem spalenizny. W końcu docierasz
do zamkniętych drzwi zamkniętych na cztery spusty i zaznaczonych
runicznym pismem. Przeklinasz więc samego siebie i zaczynasz chodzić
w kółko, zastanawiając się, cóż uczynić dalej. Niestety twe
rozmyślania nie są zbyt owocne, ze względu na odzywające się w
twojej głowie szepty, nasilające się z każdym krokiem w stronę
zablokowanego przejścia i słabnące z każdym odsunięciem się od
nich. Wreszcie nie wytrzymujesz. Stajesz w miejscu i chcesz krzyknąć,
lecz wtedy orientujesz się, iż żadne dźwięki się nie pojawiają.
Sfrustrowany niemożnością uwolnienia emocji, zbliżasz się do
otwartego okna, by nabrać świeżego powietrza. Wtedy to orientujesz
się, iż to jest droga, którą podążyła kelnerka. Wychodzisz
więc na zewnątrz i wspinasz się na dach. W tym momencie zaskakuje
Cię zanurzona w odcieniach szarości rzeczywistość, która
utkwiona w momencie zdaje się być niczym wspomnienie. Niestety nie
dane jest ci rozkoszować się tym widokiem, gdyż coraz bardziej
natarczywe szepty, zmuszają cię abyś ruszył przed siebie.
Przechodzisz więc dość szybko przez dwa wagony i stojąc na dachu
trzeciego, dostrzegasz w nim wydartą zapewne za pomocą wybuchu
dziurę. Niewiele myśląc wskakujesz w nią i tak lądujesz w
zajętym ciemnością wnętrzu, w którym jedynym źródłem światła
jest wyrwa, przez którą się do niego dostałeś. Nie mając innego
wyboru, ruszasz przed siebie. Po kilkunastu krokach dostrzegasz
uchylone drzwi, zza których sączy się światło. Uchylasz je
powoli i przekraczasz ich próg. To, co dostrzegasz w następnym
momencie przyprawia cię o wymioty. Porozrzucane części rozerwanego
ciała kelnerki, leżą na około, pożerane przez pokrzywione,
humanoidalne istoty bez głów, których paszcze wypełnione licznymi
zębiskami, znajdują się na torsie, rozciągnięte od kończyny
dolnej do górnej. W tym momencie wiesz, iż popełniłeś błąd
przychodząc tutaj. Pragniesz zawrócić, lecz nie wiedzieć czemu
nie możesz tego zrobić. Twoje ciało samo posuwa się w przód,
jakby słuchając bardziej szeptów, które zdominowały twój umysł,
niż ciebie. Co dziwne, otaczające cię potwory mimo spoglądania
na ciebie, nie reagują. Masz nawet wrażenie, iż wyglądają na
nieco wystraszone. Przestajesz jednak się nad tym zastanawiać w
momencie, w którym stajesz przy sejfie, stojącym na środku
pomieszczenia. Sięgasz ku niemu, a ten otwiera się nie będąc
zabezpieczony przez rygle zamków. W jego wnętrzu dostrzegasz dwie
rzeczy. Srebrną bransoletę, wyglądającą jakby wymagała
czyszczenia i zwinięty pergamin. Zabierasz oba te przedmioty i już
masz się wycofywać, gdy nagle odczuwasz, iż czas znów zaczyna
powracać do swego naturalnego tempa. Przez to w wagonie zapala się
światło, a przez drzwi zaczynają wbiegać osobnicy odpowiedzialni
za strzeżenie tego, co właśnie ukradłeś. Zdaje ci się, iż już
masz przechlapane, gdy nagle potworne istoty, zaczynają atakować
nowo–przybyłych umożliwiając ci ucieczkę. Niewiele myśląc
biegniesz między rzezią, w kierunku wyrwy w suficie. Docierasz tam
w kilka sekund i dzięki adrenalinie skaczesz na tyle wysoko, aby
podciągnąć się i opuścić wagon. Stojąc na nim zaczynasz
odczuwać uderzający z coraz większą siłą w twe plecy wiatr.
Przy okazji zaczyna docierać do ciebie jego szum. Kierujesz się
więc czym prędzej ku otwartemu oknu, by powrócić do wnętrza
pociągu. Uczyniwszy to, zaczynasz biec na złamanie karku ku
wagonowi restauracyjnemu. Wpadasz do niego zdyszany i siadasz na
swoim krześle jak gdyby nigdy nic. Czas w końcu rusza, a szok i
przestrach, który był przez niego wstrzymywany odgrywa swą scenę.
Ta jednak nie trwa długo, gdyż bariera pociągu, momentalnie
zostaje odbudowana. Wszyscy wzdychają więc z ulgą i zaczynają
dyskutować o tym co się wydarzyło.
– Co to było? – zapytuje twoja towarzyszka.
– Być może jakieś spięcie na linii przewodników? – odpowiadasz oczywistym dla ciebie kłamstwem.
– Strasznie przyśpieszył ci się oddech. Jakiś taki blady też jesteś. Dobrze się czujesz? – przejęty głos lekarki zmienia temat, prowadząc do uspokojenia twego skołatanego serca.
– W zasadzie? – zapytujesz, aby zbudować moment dramatu i w końcu odpowiadasz szczerząc zęby w uśmiechu – Nigdy nie czułem się lepiej.
– Być może jakieś spięcie na linii przewodników? – odpowiadasz oczywistym dla ciebie kłamstwem.
– Strasznie przyśpieszył ci się oddech. Jakiś taki blady też jesteś. Dobrze się czujesz? – przejęty głos lekarki zmienia temat, prowadząc do uspokojenia twego skołatanego serca.
– W zasadzie? – zapytujesz, aby zbudować moment dramatu i w końcu odpowiadasz szczerząc zęby w uśmiechu – Nigdy nie czułem się lepiej.
Po tych słowach podnosisz się powoli i nie spuszczając z
oblicza uśmiechu, mówisz:
– Pozwól, iż oddalę się do naszego przedziału. Czuję się
nieco… Znużony.
– Oczywiście. – odpowiada kobieta i szybko dodaje – Jakbyś czuł się źle, to w torbie mam leki.
– Z pewnością znajdę tam coś dla siebie. – rzucasz odchodząc.
– Oczywiście. – odpowiada kobieta i szybko dodaje – Jakbyś czuł się źle, to w torbie mam leki.
– Z pewnością znajdę tam coś dla siebie. – rzucasz odchodząc.
Postąpiwszy trzy kroki pozwalasz radości spłynąć z twego
oblicza jakby nigdy jej tam nie było. Dopiero teraz uświadamiasz
sobie jak bardzo wycieńczony się czujesz. Ledwo utrzymujesz równy
krok, a wszystkie twe mięśnie drgają, odmawiając pełnego
posłuszeństwa. W takim stanie docierasz do swego wagonu, gdzie
wpadasz na świeżo rozbudzoną panią konduktor. Błyskawicznie
nakładasz na swą twarz maskę uprzejmości i wdajesz się, w krótką
wymianę zdań.
– Dzień dobry. Jak się dziś pani czuje?
– Dziękuję. Dobrze. – odpowiada ta unikając kontaktu wzrokowego.
– To dobrze. – rzeczesz, czując iż rozbudowana rozmowa z tego nie powstanie – Zastanawiało mnie, gdzież znajduje się przedział dla pracowników.
– Czemuż to? – zafrapuje się rozmówczyni.
– Moja znajoma pracuje tu jako kelnerka. Pragnąłbym się z nią spotkać, a akurat nie ma jej w wagonie restauracyjnym. – kolejne kłamstwo wypływa twego dnia przez twe usta.
– Ach… To miło z twojej strony. – pada odpowiedź bez większego przekonania – Ostatnie wagony.
– Dziękuję wielce. – rzucasz już nie zainteresowany, wymijając przy tym kobietę.
– Dziękuję. Dobrze. – odpowiada ta unikając kontaktu wzrokowego.
– To dobrze. – rzeczesz, czując iż rozbudowana rozmowa z tego nie powstanie – Zastanawiało mnie, gdzież znajduje się przedział dla pracowników.
– Czemuż to? – zafrapuje się rozmówczyni.
– Moja znajoma pracuje tu jako kelnerka. Pragnąłbym się z nią spotkać, a akurat nie ma jej w wagonie restauracyjnym. – kolejne kłamstwo wypływa twego dnia przez twe usta.
– Ach… To miło z twojej strony. – pada odpowiedź bez większego przekonania – Ostatnie wagony.
– Dziękuję wielce. – rzucasz już nie zainteresowany, wymijając przy tym kobietę.
Wspominasz sobie jednak o dobrych manierach i obracasz się
teatralnie w jej stronę, wykonując głęboki skłon.
– Żegnam z nadzieją na ponowne spotkanie. – twe słowa budzą
rumieniec na jej obliczu i pozwalają ci oddalić się bez przeszkód
w odpowiednim kierunku.
C.D.N...
Komentarze
Prześlij komentarz