Zjawa - Fragment XI
Szum liści targany
delikatnym wiatrem rozbrzmiał w przestrzeni, wyciągając detektywa z objęć snu.
Ten zdezorientowany podniósł telefon i ujrzawszy godzinę szóstą, wyłączył
budzik. W pokoju nastała cisza. Nie mogąc sobie przypomnieć jak trafił do łóżka,
usiadł na jego skraju. Powalczywszy chwilę z pragnieniem wypicia kawy, wstał i
skierował kroki do kuchni. Po drodze rzucił okiem na zaległy na podłodze koło
wieszaka płaszcz, przypominając sobie, iż wykonał wczoraj kopię klucza
Remigiusza. Znalazłszy się na miejscu, zabrał się za przygotowywanie gorzkiego
naparu. Czekając zaś, aż woda skończy się gotować, zbliżył się do okna.
Promienie poranka rozgrzewały zarzucone rosą podwórko, po którym kręcili się
wybywający do pracy sąsiedzi. Westchnął na to ciężko, zdając sobie sprawę, iż
jego też dziś czeka praca. Kolejno zalał zagotowaną wodą ciemny proszek.
Wygrzebał z szafki wielkiego sztangla i udał się do salonu, gdzie zasiadł na
kanapie i zjadł śniadanie. Skończywszy, zbliżył się do dzielonej z mieszkaniem
Anny ściany, przyłożył ucho i zaczął nasłuchiwać.
Jeszcze śpi.
Mając pod dostatkiem
czasu, udał się do sypialni, gdzie ubrał niebieskie dżinsy, flanelową koszulę w
kratę i jasnobrązowe półbuty. Następnie przeszedł do łazienki, gdzie ze
zmyślnej skrytki pod zlewem, wyciągnął zestaw do makijażu. Nadawszy twarzy
nieco inny wygląd, odłożył wszystko na miejsce. Po tym wyciągnął z kosza na
brudne ciuchy ubranie sportowe i wrócił z nim do salonu, gdzie wsadził je do
torby. W końcu zasiadł na kanapie, zamknął oczy i nasłuchując, czekał.
Poruszenie rozlegające
się w sąsiednim mieszkaniu sugerowało, iż jego właścicielka nieco zaspała. Całe
to poruszenie rozbudziło medytującego od dłuższego czasu detektywa, który
złapał przygotowaną torbę, podniósł się powoli i zbliżył do wyjścia. Zaczekał
do momentu, aż Anna nie wyjdzie na korytarz i ruszy ku klatce schodowej. Wtedy
też sam opuścił mieszkanie i udał się za nią. Wyszedłszy z budynku, zbliżył się
jeszcze do samochodu, w którym zostawił torbę. Mając wszystko przygotowane,
rozpoczął wreszcie śledzenie współpracownicy.
To zawiodło go wpierw na
zatłoczony przystanek, z którego odjechał drugim autobusem, który się pojawił.
Dzięki znacznej ilości ludzi, nie musiał się wysilać z kryciem i mógł dogodnie
obserwować Annę. Niestety miało to też swoje minusy. Gdy bowiem przyszło do
wysiadania, stracił kobietę na chwilę z oczu, próbując przebić się przez tłum o
inteligencji równej świeżo wylanemu betonowi, wsiadający mimo, iż inni chcieli
opuścić pojazd. Na szczęście ta nie odeszła daleko i znów miał ją w zasięgu
wzroku. Bez większych niespodzianek, podążył za nią na jakieś blokowisko, gdzie
cztery bloki otaczały niewielki park. Widząc narastającą ostrożność w jej aparycji,
zwiększył nieco dystans. Niespodziewanie dziewczyna skryła się za drzewem i
poczęła obserwować wejście do jednej z klatek schodowych. Detektyw błyskawicznie
wykonał podobny manewr i czmychnął ku drzewu nieopodal. Niestety nie miał zbyt
dobrego widoku na blok. Zaryzykował więc zbliżenie się i ostatecznie ustawił
się tak, iż miał w zasięgu wzroku co chciał. Anna ewidentnie skupiała się na
drzwiach i oczekiwaniu, aż ktoś je przekroczy. Zakładając, iż chodzi o kogoś
wychodzącego, detektyw skupił się na oknach klatki schodowej.
W ciągu kolejnych minut kilka
osób opuściło budynek, lecz nie wzbudziły one żadnego zainteresowania Anny.
Dopiero po ponad pół godziny, drzwi otworzył łysy mężczyzna, mieszkający
prawdopodobnie na piątym lub szóstym piętrze, który okazał się być jej celem.
Tak rozpoczęło się całodzienne, bezcelowe łażenie po mieście. Nieznajomy nie
robił nic wyjątkowego. To spacerował. To sobie usiadł gdzieś na ławce. To udał
się zjeść. To poszedł do muzeum. Jedyne co detektyw z tego wyniósł to zmęczenie
i stratę kilkudziesięciu złotych na posiłki, na które nie miał ochoty. Mimo to
nie odpuszczał, co sprawiło, iż pod wieczór powlókł się za mężczyzną i Anną na
to samo blokowisko, z którego wyszli. Tam przytulił się do drzewa i obserwując
okna klatki schodowej, ocenił, iż osobnik zakończył wspinaczkę na piątym
piętrze. Dodatkowo światło, które zaświeciło się w jednym z mieszkań,
zasugerowało, iż to właśnie w nim mógł mieszkać.
Świetnie.
Lekko sfrustrowany
zmarnowanym czasem, spojrzał ku Annie, która na szczęście nie zdecydowała się
zostać na miejscu. Podążył więc za nią i po jakimś czasie znalazł się przed
swoim blokiem. Po tym jak dziewczyna do niego weszła i pokonała kilka pięter,
podszedł do auta, w którym przebrał się w brudne ciuchy sportowe, a zdjęte
zapakował do torby. Następnie sam wkroczył do budynku i wolnym krokiem udał się
do mieszkania. Znalazłszy się w nim, udał się do łazienki, gdzie rozebrał się,
rzucił wszystko do prania, zrobił kilka brzuszków, przysiadów i pompek, a
kolejno wziął prysznic. Skończywszy, wyszedł do salonu owinięty ręcznikiem.
Targany pragnieniem wypicia kawy, miał udać się do kuchni, gdy niespodziewanie
rozległo się pukanie do drzwi. Bez zawahania zbliżył się i otworzył je na
oścież.
– Hej… – speszona dziewczyna nie była w stanie
wypowiedzieć reszty zdania.
– Hej – odsunął się,
zapraszając ją do środka.
– Pomyślałam – wkraczając do
wnętrza, odchrząknęła, by odzyskać siłę głosu – iż moglibyśmy zjeść razem
kolację.
Czując jak serce wali jej w
piersi, spoglądała na ascetycznie urządzony salon, starając się uspokoić. Miała
wrażenie, iż policzki rozpaliły jej się do czerwoności. Gdy zaś dosłyszała
delikatne trzaśnięcie drzwiami, po całym jej ciele przebiegło mrowienie.
– Na co masz ochotę? – Niski
głos połaskotał jej uszy.
Wiedziała, iż nie powinna była
wypijać tej lampki wina po powrocie, a tym bardziej nie w takim tempie.
Boże jaka ja jestem głupia!
Nagły wrzask rozumu, przekonał
ją, iż powinna czym prędzej udać się do swojego mieszkania. Odwróciła się więc
i… była zgubiona. Stał tak blisko. Za blisko. Mocny zapach żelu pod prysznic
świdrował jej zmysł węchu. Na wyciągnięcie ręki znajdowała się wilgotna skóra,
pokrywająca wyraźnie zarysowane mięśnie. Gorąca krew uderzyła jej do głowy i
nim spostrzegła, przesuwała dłonią po jego klatce piersiowej. Oddychała tak
szybko i ciężko wlepiając wzrok w jego ciało. Mimo to mogła jeszcze wyjść.
Mogła się powstrzymać. Po prostu przestać i pobiec do drzwi. Mogła, lecz
bezmyślnie podniosła wzrok. Gdy ich spojrzenia się zaś spotkały, usta zamknęły
się namiętnym pocałunku. Silne dłonie detektywa nacisnęły na jej lędźwie. Pragnąc
być bliżej i doświadczyć więcej, zarysowała paznokciami muskularny grzbiet,
zmierzając ku ręcznikowi, który nie wiedzieć kiedy spadł na podłogę. Wszystko
działo się tak szybko, iż nawet nie zauważyła momentu, w którym straciła sukienkę
i stanik. Nie zarejestrowała też, w którym momencie została zaniesiona i
rzucona na łóżko. Delikatne przygryzanie i pocałunki wędrowały z szyi na
piersi. Kiedy zaś usta zajmowały się sutkami, dłonie wędrowały niżej. Dotarłszy
do rajstop w serduszka, przeniosły wszystkie przyjemności przez brzuch na
wysokość bioder. Czując, jak powoli dolną część ubioru zsuwa się z jej ciała,
Anna skupiała się na wargach mężczyzny, muskających przez koronkową bieliznę
wzgórek łonowy. Złapawszy go za włosy, zapragnęła więcej. Na to musiała jednak
zaczekać. Razem ze ściąganymi rajstopami, pieszczoty przesunęły się w dół, po
jednej z nóg. Powróciwszy zaś, wraz z majtkami udały się ku stopom po drugiej.
Chwila przerwy, podczas której ostatni element odzienia został rzucony na
podłogę, sprawiła, iż kiedy szorstkie dłonie przesunęły się nagle po wewnętrznej
części ud, rozwierając je, wstrzymała oddech. Wypuściła go z głośnym jękiem
dopiero, gdy głowa mężczyzny znalazła się z powrotem na wysokości jej bioder. W
tym momencie całkowicie zatraciła się w przyjemności i nie była w stanie
ogarnąć, co działo się dalej.
Wiedział, iż nie powinien
tego robić. Nie z nią. Nie mógł się jednak powstrzymać. Wsłuchując się w głośne
jęki, pieścił językiem jej łechtaczkę. Jak do tego w ogóle doszło, iż poza śmiercią,
coś wywoływało u niego takie emocje. Nagle dziewczyna wzięła głęboki wdech,
spięła się i ścisnęła udami jego głowę. Gdy w końcu się rozluźniła, pociągnęła
go za włosy, aby czym prędzej ich usta zamknęły się w pocałunku. Spojrzawszy w
piwne oczy, zmieszał się nagle. Coś było nie tak. Powietrze było jakieś inne,
cięższe. Czasoprzestrzeń ściśnięta i dziwnie spowolniała. Zdezorientowany
chciał przerwać, lecz dziewczyna złapała jego penisa i czym prędzej umieściła
jego koniec w pochwie. Uczucie przyjemności i pożądania rozeszło się po jego
ciele tak mocno, iż wszystkie wątpliwości ucichły, a biodra poczęły się
mimowolnie poruszać. Wpierw powoli i zdawkowo, co ewidentnie nie podobało się
partnerce, która pragnęła więcej. Musiał więc ją mocno przytrzymać, aby wiercąc
się nie pokrzyżowała jego zamiarów. Z każdą chwilą przyśpieszał i wchodził
głębiej, nie penetrując jednak w pełni. Dopiero, gdy dziewczyna poczęła
dochodzić, wepchnął całą długość penisa, delikatnie ją zaskakując i ewidentnie
sprawiając przyjemność. Uśmiechnął się na to, lecz w chwili zmniejszenia się
intensywności odczuć, świadomość, iż powinien przestać, a także dziwne odczucie
w klatce piersiowej i głowie, pojawiły się ponownie. Nie mógł do końca
uświadomić sobie z kim się kochał. Jakby patrzył na dwie różne osoby w tym
samym czasie. Widząc chwilową bezczynność i przyglądanie się detektywa,
partnerka zgrabnym ruchem zmieniła ich pozycję, tak iż znajdowała się na nim.
Uśmiechając się lubieżnie, zaczęła pokazywać swoje umiejętności. On zaś
otumaniony przyjemnością, wymieszaną z pożądaniem, które rozchodziły się po
całym jego ciele niczym mrowienie, oddał się całkowicie, ignorując wszelkie
wątpliwości.
*****
Fragment XII
Komentarze
Prześlij komentarz