Demon: Fragment II (N)

     Uczucie palców mierzwiących twe włosy, wyciąga cię powoli i łagodnie z nicości. Odruchowo wzbierasz powietrze w płuca i otwierając oczy zmieniasz swą pozycję z boku na plecy. Wtem dostrzegasz zatroskane oblicze swej lekarki, na której udach leży twoja głowa.
– Już prawie jesteśmy. – otrzymujesz informację.
– Yhym… – rzucasz zachrypniętym głosem, czując charakterystyczny metaliczny posmak w ustach.
     Wnet podnosisz się powoli do siadu i wsadzasz sobie palec do buzi, aby sprawdzić co powoduje tak dziwny smak. Gdy go wyjmujesz, nie dostrzegasz niczego nadzwyczajnego. Wycierasz więc palec o spodnie i wzdychasz. Odczuwasz przy tym drapanie w gardle. Rozglądasz się więc za wodą, a gdy ją znajdujesz, bierzesz łyk.
– Długo spałem? – zapytujesz wgapiając się w podłogę.
– Chwilę. Już prawie jesteśmy. – dostajesz odpowiedź.
– Miałem bardzo dziwny sen… – rzucasz, a następnie bierzesz łyk napoju martwiąc się dziwnym, nie znikającym posmakiem.
– Od jakiegoś czasu ciągle ci się coś śni. – wzdycha rozmówczyni.
– Od tygodnia. – mruczysz pod nosem – Tylko ten ostatni sen był dziwny. Byliśmy w wagonie restauracyjnym i wtedy…
– To akurat się wydarzyło. – przerywa ci kobieta.
– Ach… – wydajesz z siebie – Ktoś zaatakował pociąg?
– Co?! Nie. – rozlega się pełne zdziwienia wykrzyknienie – Była jakaś awaria, przez co pociąg musiał zostać zatrzymany, a jeden z wagonów serwisowany.
     Słysząc te informacje łapiesz się za głowę. Wspomnienia, które posiadasz wydają się być tak wyraźne, iż trudno uwierzyć ci w słowa lekarki.
– Coś musiało mi się pomieszać… Chyba za dużo siedziałem w szpitalu. – wzdychasz z przesadnym zmęczeniem, po czym uśmiechasz się – Wybacz, iż tak sobie zemdlałem. Musiałem przysporzyć nieco problemu.
– Oj przestań. Jesteś wycieńczony. To moja wina, iż tak cię bez przemyślenia wzięłam na tę wyprawę. – dostajesz doprawioną śmiechem odpowiedź.
– Tak w ogóle, to gdzie ty mnie w ogóle zabierasz? – zapytujesz zaciekawiony.
– Niespodzianka. – odzywa się lekarka przygryzając język.
– Ech… – po raz kolejny wypuszczasz z siebie ciężko powietrze – Nie lubię niespodzianek. Zawsze się na nich zawodzę.
     Po tych słowach zapada cisza, którą może przydałoby się przerwać, lecz żadne z was nie kwapi się do tego. Dzięki temu przez kolejne półtorej godziny ćwiczysz sztukę ciszy w towarzystwie. Mogłoby się wydawać to bardzo łatwym zadaniem, aczkolwiek dla ciebie milczenie ma dwa oblicza. Jedno, z którym spotykałeś się najczęściej w swoim życiu jest wyrazem największego braku szacunku i obrazy dla rozmówcy. Jego aspekt jest tak negatywny, iż walczysz ze sobą niczym z legendarnym smokiem, by nie udusić kogoś, kto śmie go w stosunku do ciebie stosować. Drugie zaś jest czymś cudownym, co można osiągnąć jedynie dzięki dobrze zbudowanej więzi. Cisza, w której czujesz się z kimś dobrze. Cisza, w której nie ma irytacji, czy chęci odezwania się. Cisza, która płynie. Pełna spokoju i relaksacji. Przepełniona poczuciem bezpieczeństwa i pewności. Cisza, w której można spędzić wieczność. Cisza, w której tkwi się z kimś razem niczym jeden umysł, nie zaś samotnie błagając o koniec. Cisza, której żal, gdy umyka zabita przez rzeczywistość. I teraz jedynym pytaniem, które zadajesz sobie w umyśle jest to, jakiej natury jest milczenie między wami. Choć pewnie znasz odpowiedź. Ty zawsze ją znasz, nieprawdaż? Wszechwiedzący człeku, który albo ma całkowitą rację, albo myli się aż za bardzo.




– Zawsze się zastanawiałem, dlaczego ktoś miałby udostępnić prywatny pociąg i infrastrukturę kolejową do użytku publicznego. – rzucasz, oglądając środek transportu, który właśnie opuściłeś.
– Któż zrozumie myśli najbogatszych? – kobieta odpowiada ci pytaniem, a następnie dodaje – Powinniśmy się cieszyć z podarków, nie je roztrząsać.
– Jeśli tak uważasz… – mruczysz pod nosem, a następnie rozglądasz się wkoło.
     W tym momencie dostrzegasz wychylającą się przez jedno z okienek kelnerkę, która przywołuje ci na myśl jeną rzecz. Wkładasz więc rękę do kieszeni i wyciągasz z niej matowy, czerwony kamień. Spoglądasz na niego będąc przekonanym, iż wyglądał on nieco inaczej. Ignorujesz jednak ten fakt i zbliżasz się do ów dziewczyny.
– Wypadło to pani wcześniej. – oświadczasz wyciągając do niej rękę z przedmiotem.
     Ta wyrywa się z głębokiego zamyślenia, w którym tkwiła i nie rozumiejąc co się dzieje, odbiera go. Spogląda na niego przez chwilę ogłupiała, aby nagle na jej oblicze wypełza zaszokowanie i strach.
– Coś się stało? – zapytujesz zmartwiony.
– Nie… Nie. – kobieta otrząsa się i wymusza uśmiech na swoje oblicze – Dziękuję.
– Nie ma za co. – odpowiadasz czując jakąś taką małą radość w swoim wnętrzu, a następnie zaczynasz odchodzić.
– Zaczekaj! – kelnerka zatrzymuje cię jeszcze.
– Tak? – odwracasz się ku niej.
– Chciałabym ci jakoś podziękować. – mówi zalotnie.
     Jej nagła zmiana zachowania wywołuje u ciebie wątpliwości, aczkolwiek nie dajesz po sobie tego poznać.
– Już pani podziękowała. – oświadczasz z uśmiechem.
– Ewelina. Ewelina Sandomierska. – przedstawia się.
– Dobrze… Ewelina. – wzdychasz ciężko – Jeśli się jeszcze spotkamy, to jakoś mi podziękujesz. Zgoda?
– Zgoda. – odpowiada radośnie, a następnie chowa się na moment w pociągu, aby szybko się znów wychylić z małą kartką w ręku – Proszę.
– Dziękuję. – odbierasz ją od niej i spoglądasz na ciąg dziewięciu liczb.
– To mój numer. – oświadcza puszczając ci oczko, po czym na dobre znika w głębi wagonu.
– Ha… – wydajesz z siebie, a następnie wracasz do swojej towarzyszki, która spogląda na ciebie z lekkim wyrzutem.
– Jak tam podryw? – kpi z ciebie.
– Dostałem numer. – odrzekasz chowając kartkę do kieszeni.
– Gratuluję.
– Ależ nie ma czego. Jestem zbyt boski, aby przynajmniej raz w ciągu dnia nie dostać od kogoś numeru. – rzucasz na żarty, a następnie ruszasz przed siebie.
– Nie pomożesz mi? – zapytuje kobieta, podnosząc bagaże.
– Jestem obłożnie chory. Poza tym jestem za równouprawnieniem. – rzucasz kąśliwie.
– A wiesz gdzie masz iść? – irytacja sączy się z ust lekarki.
– A nie. – mówisz nie przerywając chodu.
      W tym momencie rozmówczyni wzdycha i dogania cię zrównując z tobą krok.
– Głodny jestem… – mruczysz jeszcze pod nosem gapiąc się w niebo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI