Demon (nowe podejście)
Narrator
Usypiasz otępiony lekami. Oczy widzą jedynie ciemność. Uszy
wyłapują jeszcze niewyraźne i odległe rozmowy obcych ci osób.
Charakterystyczny zapach sali operacyjnej już dawno przestaje już
drażnić twoje zmysły. W twoich myślach odbija się ostania
świadoma myśl. Po chwili zaś znikasz z rzeczywistości. Tracisz
wszystko. Kończysz swoją opowieść. Umierasz po raz pierwszy.
Oddajesz życie, by zagrabić coś, co spełnić może twe
pragnienie. Przepiękne. Doświadczyć takiej wspaniałości dopiero
się narodziwszy. Rozpieszczasz mnie. Dlatego tą historię, choć
nie jest o tobie, choć nie jest dla ciebie, poświęcam twej osobie.
ZAKON
Nowicjusz
Powoli rozwierasz swe powieki, bombardowane przez promienie
słoneczne. Oślepiony jasnym światłem przesłaniasz oczy dłonią,
a przynajmniej próbujesz to zrobić. Niestety nie udaje ci się to,
albowiem orientujesz się, iż twoje ciało jest zbyt otępiałe aby
cię w pełni słuchać. Obracasz więc głowę na boki, aby znaleźć
trochę cienia. Twoje działania zdają się jednak na nic. Nagle
zaczynasz kaszleć czując suchość i dziwny ból w gardle. Starasz
się więc przełknąć ślinę, lecz szybko przekonujesz się, iż
jest jej ci brak.
–
Wstawaj! – wykrzyknienie splątane z stukotem obcasów wywołuje u
ciebie jęk rozpaczy.
– Za takie dbanie o pacjenta powinni wam wlepić karę jakąś… – mamroczesz kuląc się i przykrywając pościelą.
– Jeszcze narzekasz? – twój lekarz nie daje za wygraną – Wstawaj i ubieraj się.
– Tak, tak. – bąkasz pod nosem, po czym gramoląc się, wstajesz i zaczynasz naciągać na siebie ciuchy, które najwyraźniej przyniosła twa rozmówczyni – Nie miałaś mieć urlopu, czy coś?
– Miałam. Tyle, że jakiś geniusz postanowił potańczyć sobie ze śmiercią i zamiast gotować się do wyjazdu, musiałam go ratować. – fałszywe marudzenie dociera do twoich uszu.
– To co tu jeszcze robisz? – zapytujesz, samemu nie wiedząc jak zawiązując swój pas kontuszowy.
– Staram się nie spóźnić na pociąg. – pada odpowiedź, a następnie stwierdzenie – Gotowy? To idziemy. Jeśli dobrze pójdzie to zdążymy.
– Gdzie? – pytasz nie rozumiejąc sytuacji.
– Na pociąg. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – irytuje się kobieta ciągnąc cię za rękę, abyś w końcu się ruszył.
– Czasami mam wrażenie, iż mój mózg automatycznie zaczyna cię ignorować. – mówisz kąśliwie, a następnie milkniesz i zaczynasz rozmyślać.
– Za takie dbanie o pacjenta powinni wam wlepić karę jakąś… – mamroczesz kuląc się i przykrywając pościelą.
– Jeszcze narzekasz? – twój lekarz nie daje za wygraną – Wstawaj i ubieraj się.
– Tak, tak. – bąkasz pod nosem, po czym gramoląc się, wstajesz i zaczynasz naciągać na siebie ciuchy, które najwyraźniej przyniosła twa rozmówczyni – Nie miałaś mieć urlopu, czy coś?
– Miałam. Tyle, że jakiś geniusz postanowił potańczyć sobie ze śmiercią i zamiast gotować się do wyjazdu, musiałam go ratować. – fałszywe marudzenie dociera do twoich uszu.
– To co tu jeszcze robisz? – zapytujesz, samemu nie wiedząc jak zawiązując swój pas kontuszowy.
– Staram się nie spóźnić na pociąg. – pada odpowiedź, a następnie stwierdzenie – Gotowy? To idziemy. Jeśli dobrze pójdzie to zdążymy.
– Gdzie? – pytasz nie rozumiejąc sytuacji.
– Na pociąg. Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – irytuje się kobieta ciągnąc cię za rękę, abyś w końcu się ruszył.
– Czasami mam wrażenie, iż mój mózg automatycznie zaczyna cię ignorować. – mówisz kąśliwie, a następnie milkniesz i zaczynasz rozmyślać.
Wszystkie myśli podpowiadają ci, iż znasz osobę, za którą
podążasz, aczkolwiek jakieś głęboko zakopane przekonanie wmawia
ci, iż tak naprawdę widzisz ją na oczy pierwszy raz.
–
Masz fikuśną fryzurę. – mówisz, będąc wsadzanym do taksówki,
do której nie wiedzieć kiedy, dotarłeś.
– Nie wiem, czy mnie komplementujesz, czy obrażasz, gdy zwracasz się do mnie takim tonem. – odpowiada ci rozmówczyni, zaraz po podaniu celu podróży kierowcy.
– Wymyślna. – komplementujesz ponownie.
– Pacjent mi zrobił. Chłopak ma tylko trzynaście lat, a takie rzeczy robi… Nie rozumiem dlaczego nie zostanie fryzjerem, tylko chce być piłkarzem. – wzdycha.
– Jest ofiarą propagandy… – twoje słowa zostają nagle przerwane przez towarzyszkę, szturchającą taksówkarza.
– Mógłby pan dać głośniej? – ewidentnie jej prośba odnosi się do utworu płynącego z radia.
– Nie wiem, czy mnie komplementujesz, czy obrażasz, gdy zwracasz się do mnie takim tonem. – odpowiada ci rozmówczyni, zaraz po podaniu celu podróży kierowcy.
– Wymyślna. – komplementujesz ponownie.
– Pacjent mi zrobił. Chłopak ma tylko trzynaście lat, a takie rzeczy robi… Nie rozumiem dlaczego nie zostanie fryzjerem, tylko chce być piłkarzem. – wzdycha.
– Jest ofiarą propagandy… – twoje słowa zostają nagle przerwane przez towarzyszkę, szturchającą taksówkarza.
– Mógłby pan dać głośniej? – ewidentnie jej prośba odnosi się do utworu płynącego z radia.
Taksówkarz wysłuchuje jej prośby i po chwili cała przestrzeń
zalewa się przyjemnością rokowej ballady. Z jednej strony
zawiedziony, iż nie dano ci dokończyć, a z drugiej zadowolony, iż
nie musisz już nic mówić, opierasz głowę o szybę i zaczynasz
wpatrywać się w niebo. Wnet zalewa cię nostalgia, gdyż nie możesz
sobie przypomnieć kiedy ostatni widziałeś je nie przez szpitalne
okno.
– Jesteśmy. Należy się… – głos kierowcy wybudza cię z
letargu.
Odruchowo opuszczasz pojazd i nie marnując czasu kierujesz się
w stronę dworca głównego.
– Zaczekałbyś na mnie. – odzywa się z wyrzutem kobieta
równająca z tobą krok.
– To nie tak, iż jesteś w stanie mnie dogonić. – rzucasz sarkastycznie.
– To nie tak, iż jesteś w stanie mnie dogonić. – rzucasz sarkastycznie.
Nie dostajesz odpowiedzi. Miast tego kroczysz z nią w milczeniu
i obserwujesz jak stara się znaleźć na swoim telefonie informacje
o pociągu, na który wcześniej kupiła bilety. Dowiedziawszy się
co trzeba kieruje was na odpowiedni peron. Gdy już na niego
docieracie spogląda na swój zegarek.
– Już tak późno? Jak tak dalej pójdzie, to spóźni się jakieś
sześć minut. – oświadczasz, udając zadręczonego, a następnie
wychylasz się ostentacyjnie, próbując dostrzec zbyt odległy
obiekt.
– Co? – zapytuje cię zdezorientowana.
– Zawsze byłaś taka piękna, czy to ja byłem ślepy? – rzucasz zamyślony.
– Co? – zapytuje cię zdezorientowana.
– Zawsze byłaś taka piękna, czy to ja byłem ślepy? – rzucasz zamyślony.
Nie wiedząc co miałaby ci odrzec, spogląda się na ciebie z
otwartymi ustami.
– Próbujesz być zabawny? – zapytuje w końcu.
– Czy ja wiem? Jeśli to cię bawi, to raczej tak. – stwierdzasz i milkniesz.
– Czy ja wiem? Jeśli to cię bawi, to raczej tak. – stwierdzasz i milkniesz.
Piękne, pełne usta. Takie… duże. Ciekawe jakie są w
dotyku? Myśl przelatuje ci przez umysł, gdy twój wzrok kieruje
się na twarz rozmówczyni. Jakież to dziwne, nieprawdaż? Twoje
odczucia i sposób postrzegania. Taka atrakcyjna. Taka perfekcyjna.
Jak mogłeś wcześniej tego nie dostrzegać? Jak możesz dostrzegać
to teraz? Zupełnie jakby jakiś podmiot wszechmocny przełączył
coś w twej mózgownicy, by ustawić twoją osobę, w sposób
odpowiedni dla pewnej, rysującej się wizji. Wyobrażasz to sobie?
Jakież nieszczęsne może być wymarzone przez wielu życie? Bycie
bohaterem, kukiełką, która gra jak jej się zagra. Bezmyślną
istotą, której każda akcja, jest pociągnięciem odpowiednich
linii. Oczywiście, iż, przynajmniej w tej chwili, nie potrafisz
przywołać czegoś takiego. Ale, ale… Chyba zbyt odeszliśmy od
tematu. Jak sądzisz?
– Chyba za długo leżałem w szpitalu… - wzdychasz zrezygnowany.
– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - pstryknięcie koło ucha, przywraca cię do rzeczywistości.
– Ta… Nie. Przepraszam. Mogłabyś z łaski swej powtórzyć? – zapytujesz, przeczesując włosy, a następnie zauważasz, iż siedzisz w wagonie pociągu i spoglądasz na miejsce, w którym niedawno stałeś.
– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - pstryknięcie koło ucha, przywraca cię do rzeczywistości.
– Ta… Nie. Przepraszam. Mogłabyś z łaski swej powtórzyć? – zapytujesz, przeczesując włosy, a następnie zauważasz, iż siedzisz w wagonie pociągu i spoglądasz na miejsce, w którym niedawno stałeś.
Speszony przekręcasz głowę na bok i zaczynasz się po niej
drapać.
– Ej. Odpowiesz mi? – irytacja w kobiecym głosie, znów
przywołuje cię do porządku.
– Oczywiście. – mówisz, choć nie wiesz o co chodzi, a po chwili ciszy zapytujesz – Tak w ogóle gdzie mnie zabierasz?
– Nie zmieniaj tematu. – karci cię.
– To ty unikasz odpowiedzi. - rzucasz kąśliwie, zsuwając się na fotelu, aby bardziej leżeć niż siedzieć.
– Oczywiście. – mówisz, choć nie wiesz o co chodzi, a po chwili ciszy zapytujesz – Tak w ogóle gdzie mnie zabierasz?
– Nie zmieniaj tematu. – karci cię.
– To ty unikasz odpowiedzi. - rzucasz kąśliwie, zsuwając się na fotelu, aby bardziej leżeć niż siedzieć.
Następnie zamykasz oczy i mruczysz gardłowo. Kontynuujesz to
do momentu, gdy twa towarzyszka traci cierpliwość i wciąga syczy
wciągając powietrze, aby cię zrugać.
– Śniła mi się kobieta. – ubiegasz ją - Gdyby miała na sobie
zwiewną, jaśniejącą bielą sukienkę, jak sugeruje moja
wyobraźnia… Byłaby taka ulotna i piękna za razem. Zupełnie jak
księżniczka z bajki.
– O czym ty mówisz? – irytuje się kobieta.
– Miała na sobie poniszczony kaftan bezpieczeństwa. Nie zwykły. Były na nim święte znaki, słowa Pana i proroków Jego. Z niej samej emanowała zaś aura, której nie da się wyrazić słowami. Była jakby najmocniejszym kuszeniem. Najfałszywszą i zarazem najbardziej wiarygodna obietnicą. Czymś za co dusza sama pragnie się zaprzedać. – mówisz niemal zahipnotyzowany.
– O czym ty mówisz? – irytuje się kobieta.
– Miała na sobie poniszczony kaftan bezpieczeństwa. Nie zwykły. Były na nim święte znaki, słowa Pana i proroków Jego. Z niej samej emanowała zaś aura, której nie da się wyrazić słowami. Była jakby najmocniejszym kuszeniem. Najfałszywszą i zarazem najbardziej wiarygodna obietnicą. Czymś za co dusza sama pragnie się zaprzedać. – mówisz niemal zahipnotyzowany.
Po tym ziewasz i jakoś tak nieplanowanie zapadasz w sen.
Sny są wspaniałe. Chociaż wiele rzeczy nie ma w nich sensu i
przeczy logice, ty akceptujesz ich błędy, jakby było to coś
oczywistego. Błądząc w wykreowanym przez nie świecie widzisz
twarze, miejsca i ogrywasz sytuacje, które były lub wymieszały się
i na nowo stworzyły. Ten chaos, który jest porządkiem. Jakiż on
jest przyjemny. Cały czas coś się dzieje. Nie ma czasu, aby choć
na chwilę się zamyślić. Czasami człowiek zastanawia się czy to
co przeżywa, to wymyślne marzenie senne, czy zwykłe, pospolite
wspomnienie.
Woda, która już chwilę temu wystygła wciąż oplata
większość twego ciała. Najwspanialsza chwila nadal trwa. Musisz
rozkoszować się każdą jej sekundą, póki jeszcze nie została
pożarta przez rutynę. Jak to się jednak zdarza, gdy człowiek ma
to czego pragnie, pojawia się małe, irytujące coś, kłujące na
granicach każdego ze zmysłów.
– Cholera… – marudzisz, wstając i wychodząc z wanny.
Po tym wycierasz się ręcznikiem, a będąc już suchym,
kierujesz się do sypialni. Tam naciągasz na siebie jedyny zestaw
ubrań jaki posiadasz i oczywiście swój kontuszowy pas. Następnie
idziesz do wyjścia, gdzie ubierasz buty i opuszczasz mieszkanie.
– Gdzie? – zapytujesz samego siebie, rozglądając się po
pustej, oświetlonej blaskiem lamp ulicy.
Nie czekając na odpowiedź, dajesz ponieść się swemu
instynktowi. W niedługim czasie docierasz do zawsze otwartej bramy.
– Eden. – wzdychasz, natychmiastowo rozpoznając miejsce –
Dlaczego zawsze tutaj przychodzę?
Chowasz dłonie do kieszeni i wkraczasz na teren parku. Swój
krok kierujesz natychmiast w stronę konkretnej kapliczki, przy
której zwykłeś siadać i rozmyślać. Spacerujesz wolnym krokiem
jedną z alejek skąpanej w cieniach drzew, oświetlanych przez
księżyc. Nagle dostrzegasz źródło tego irytującego uczucia,
które cię tu przywiodło. Przed twą ulubioną kapliczką siedzi
młoda dama, odziana w podarty kaftan bezpieczeństwa. Coś w tobie
mówi ci, iż nie powinieneś się zbliżać, jednak otępienie i
zmęczenie dręczące cię od operacji tłumi podstawowe instynkty.
Choć to i tak nie kwestia tego. Powodem dla którego zamiast oddalić
się z tego miejsca, zbliżasz się do istoty skąpanej w długich,
kruczoczarnych włosach i siadasz przy niej, jest przeświadczenie,
iż teoretycznie jesteś już martwy.
„Wtedy, gdy zamiera czas
Gdy z chmur czerni,
Łzy niebiańskie kapią,
By niesione gdzieś przez wiatr,
Zanieść smutku czar
Gdy z chmur czerni,
Łzy niebiańskie kapią,
By niesione gdzieś przez wiatr,
Zanieść smutku czar
Gdy zwierzęta zamraża śmierci brat
Ptaki opuszczają dom prawdziwy
Odlatując w dal
Rośliny kryją ścieżki, ściółki
Każdy kąt barw paletą
Ptaki opuszczają dom prawdziwy
Odlatując w dal
Rośliny kryją ścieżki, ściółki
Każdy kąt barw paletą
Gdy cały
świat powoli umiera
Wszystko wchodzi w anabiozy stan
Kosie kostuchy tak uciec chce
Ziemię zalewa szarość i bezwonność
Egzystencja żmudna zdaje się
Bez blasku gwiazdy radosnego
Wszystko wchodzi w anabiozy stan
Kosie kostuchy tak uciec chce
Ziemię zalewa szarość i bezwonność
Egzystencja żmudna zdaje się
Bez blasku gwiazdy radosnego
Gdy wypełza na powierzchnię
Skryty niegdyś głęboko
Ponury, ciężki ton
Czyni przestrzeń nieprzyjazną
Skryty niegdyś głęboko
Ponury, ciężki ton
Czyni przestrzeń nieprzyjazną
Gdy zimno jest i mokro
Ciągle słychać kaszlu dzwon
Myśli ciemne odzywają się
Wszelkie plugastwo
Podłe zło
W umyśle dziury wierci
Kłuje pod czaszką
Zmusza świadomość
Do zamyślenia
Wspomnieniami lata odetchnienia
Ciągle słychać kaszlu dzwon
Myśli ciemne odzywają się
Wszelkie plugastwo
Podłe zło
W umyśle dziury wierci
Kłuje pod czaszką
Zmusza świadomość
Do zamyślenia
Wspomnieniami lata odetchnienia
Gdy całe
piękno bezsensowne jest
Nikły uśmiech to zbawienie
A bezdźwięczna melancholia
Kłębi wkoło się
Oferując swoje wdzięki
Nikły uśmiech to zbawienie
A bezdźwięczna melancholia
Kłębi wkoło się
Oferując swoje wdzięki
Jak mogę być kimś innym?
Jak mam zalać szczęściem się?
Jak odtrącić apatii zew?
Jak zwalczyć niekończące się zmęczenie?
Jak…
Jak mam zalać szczęściem się?
Jak odtrącić apatii zew?
Jak zwalczyć niekończące się zmęczenie?
Jak…
Gdy w jesień
Dnia czwartego, acz pierwszego
Kiedy misterną rzeczywistość stworzywszy
Odpoczął nawet Pan
Mały, pusty jeszcze ja
Poznawać zaczął
Samotności stan”
Dnia czwartego, acz pierwszego
Kiedy misterną rzeczywistość stworzywszy
Odpoczął nawet Pan
Mały, pusty jeszcze ja
Poznawać zaczął
Samotności stan”
Wysłuchawszy nie wypowiedzianego przez nikogo poematu zamykasz
oczy by uprzedzić pustkę, złodziejkę zmysłów, która cię
ogarnia. Nie wiem co mam powiedzieć. Piękna śmierć. Gdyby
poprzedzała ją dramatyczna historia zemsty, przyjaźni, zdrady,
miłości, rywalizacji i wielu innych. Rozpłakałbym się. Zalałbym
się łzami po tak wspaniałym podsumowaniu. Nie mógłbym się
pozbierać przez wiele, wiele dni. Bił bym się w myślach
debatując, czy powinieneś był zginąć, czy nie było innego
wyjścia. Ach… Jak odmiennie jest czasami pomarzyć. Choć, gdyby
nagle wszystko zmienić… Nie. Ciągnijmy, co zaczęliśmy. Poza tym
żyjesz i jedziesz teraz pociągiem. Do tego właśnie się
rozbudzasz otrzymując na powitanie poranka zimny, kwaśny pocałunek
wąskich, spękanych ust kobiety z twoich snów.
Charakterystyczny stukot, wraz z mało wyczuwalnym drganiami
wyciąga cię na powierzchnię rzeczywistości. Pierwszą czynnością,
którą wykonujesz, jest głębokie westchnięcie pełne tęsknoty za
błądzącym się gdzieś na skraju świadomości, wyjątkowym
wspomnieniem pocałunku. Drugą zaś, otwarcie oczu, podczas
którego, dosłownie na setną, czy tysięczną sekundy rejestrujesz
nad sobą obraz przedstawiający bladą, kobiecą postać w
poszarpanym kaftanie bezpieczeństwa, skąpaną w długich, czarnych
włosach, pływających w przestrzeni jakby targane były prądami
wodnymi. Z pewnym opóźnieniem w pojawia się u ciebie zdziwienie,
którego podstawy, ze względu na bodziec, który trwał zbyt krótko,
nie możesz zrozumieć. Wpatrujesz się więc w poprzecinany rombami
sufit, uświadamiając sobie, iż leżysz na podłodze, a po twojej
towarzyszce nie ma ani śladu. Podnosisz się więc powoli i
ostrożnie, a zrobiwszy to wychodzisz na korytarz. Tam uświadamiasz
sobie, iż twoje nogi trzęsą się i odmawiają pełnego
posłuszeństwa. Przystajesz więc na moment, opierając czoło o
zimną szybę i wpatrujesz się w zmieniający się krajobraz.
– Dzień dobry. – słyszysz, zaraz po tym jak dociera do ciebie
odgłos, otwieranych drzwi.
– Dzień dobry. – odpowiadasz nie kwapiąc się na zmianę pozycji.
– Pali pan? – nieznajomy podsuwa ci otwartą paczkę papierosów.
– Nie… - mamroczesz, spoglądając na kuszącą brać tytoniowych wyrobów.
– Jak chcesz. – odpiera mężczyzna i sam wyciąga jednego, aby zapalić.
– Czy naleśniki to dobre śniadanie? – zapytujesz go ni stąd ni z owąd.
– Może być nieco za słodkie, chyba iż weźmie się na słono. – odrzeka ci jak gdyby nigdy nic.
– Yhym… - wzdychasz i w końcu prostujesz swą postawę, aby udać się do wagonu restauracyjnego.
– Dzień dobry. – odpowiadasz nie kwapiąc się na zmianę pozycji.
– Pali pan? – nieznajomy podsuwa ci otwartą paczkę papierosów.
– Nie… - mamroczesz, spoglądając na kuszącą brać tytoniowych wyrobów.
– Jak chcesz. – odpiera mężczyzna i sam wyciąga jednego, aby zapalić.
– Czy naleśniki to dobre śniadanie? – zapytujesz go ni stąd ni z owąd.
– Może być nieco za słodkie, chyba iż weźmie się na słono. – odrzeka ci jak gdyby nigdy nic.
– Yhym… - wzdychasz i w końcu prostujesz swą postawę, aby udać się do wagonu restauracyjnego.
Dotarłszy do niego odnajdujesz wzrokiem swą lekarkę przy
jednym ze stolików popijającą poranną kawę i spoglądającą na
przemijający krajobraz. Podchodzisz więc do niej i zasiadasz głośno
westchnąwszy.
– Dzień dobry. – rzucasz ziewając.
– Jak się spało? – dostajesz pytanie zadane przyjaznym tonem.
– Twardo. – odrzekasz krzywiąc się nieco i łapiąc w dłonie kartę dań - Polecasz coś?
– Mają całkiem dobre naleśniki. – odpowiada kobieta.
– Na słodko, czy słono? – zapytujesz udając, iż się zastanawiasz.
– Na słodko. – dostajesz odpowiedź.
– Yhym… - mruczysz cicho, a w tym czasie do stolika zbliża się młoda kelnerka.
– Czy mogę przyjąć zamów…? – nie kończy, gdyż ktoś klepie ją w pośladek powodując, iż podskakuje z zaskoczenia i tracąc równowagę upada niezgrabnie na podłogę.
– Nic się pani nie stało? – zapytujesz chcąc pomóc jej wstać.
– Nic, nic… - odrzeka ta wracając momentalnie do pionu – To jakie było pana zamówienie?
– Naleśniki. – mówisz z delikatnym uśmiechem – Z szpinakiem.
– Oczywiście. Coś jeszcze? – wyrzuca z siebie pośpiesznie i coraz bardziej czerwieniejąc na twarzy.
– I cappuccino. – dodajesz spojrzawszy ukradkiem na filiżankę swej towarzyszki.
– Dobrze. – odpowiada i w tym samym momencie odwraca się na pięcie i odchodzi.
– Jak się spało? – dostajesz pytanie zadane przyjaznym tonem.
– Twardo. – odrzekasz krzywiąc się nieco i łapiąc w dłonie kartę dań - Polecasz coś?
– Mają całkiem dobre naleśniki. – odpowiada kobieta.
– Na słodko, czy słono? – zapytujesz udając, iż się zastanawiasz.
– Na słodko. – dostajesz odpowiedź.
– Yhym… - mruczysz cicho, a w tym czasie do stolika zbliża się młoda kelnerka.
– Czy mogę przyjąć zamów…? – nie kończy, gdyż ktoś klepie ją w pośladek powodując, iż podskakuje z zaskoczenia i tracąc równowagę upada niezgrabnie na podłogę.
– Nic się pani nie stało? – zapytujesz chcąc pomóc jej wstać.
– Nic, nic… - odrzeka ta wracając momentalnie do pionu – To jakie było pana zamówienie?
– Naleśniki. – mówisz z delikatnym uśmiechem – Z szpinakiem.
– Oczywiście. Coś jeszcze? – wyrzuca z siebie pośpiesznie i coraz bardziej czerwieniejąc na twarzy.
– I cappuccino. – dodajesz spojrzawszy ukradkiem na filiżankę swej towarzyszki.
– Dobrze. – odpowiada i w tym samym momencie odwraca się na pięcie i odchodzi.
Ty odprowadzasz ją przez chwilę wzrokiem, a następnie
odwracasz głowę by zagaić do blondynki naprzeciw ciebie. Rzucasz
jednak podczas tego jedno spojrzenie na podłogę i dostrzegasz tam
owalny, półprzeźroczysty, czerwony kamień. Podnosisz go więc i
oglądając go mówisz:
– Chyba coś jej wypadło.
– Oddasz, gdy wróci z twoim zamówieniem. – oświadcza twa towarzyszka.
– Tak… - wzdychasz po raz kolejny, słysząc jak twój żołądek zaczyna domagać się jedzenia.
– Oddasz, gdy wróci z twoim zamówieniem. – oświadcza twa towarzyszka.
– Tak… - wzdychasz po raz kolejny, słysząc jak twój żołądek zaczyna domagać się jedzenia.
Nagle cały pociąg zatrząsa się potężnie, a niewidzialna
dotąd bariera go chroniąca ukazuje się na moment, tylko po to, aby
roztrzaskać się na kawałki. Po tym wszelakie dźwięki z zewnątrz
zaczynają dopływać do wnętrza każdego wagonu. W tym momencie
odzywa się okrutny dźwięk rozdzieranej stali, któremu wtórują
odległe krzyki. Jakby na jego wezwanie, znajdujący się w pociągu
ochroniarze podnoszą się i biegnąc ku jego źródłu przygotowują
do walki. Swoją drogą nie spodziewałeś się, iż aż tylu ich tu
jest. Zaczyna ci się kręcić w głowie. Czemu, gdy akurat wyszedłeś
ze szpitala, wszystko musiało się popsuć? Ogarnięty tą myślą
słabniesz i upadasz bezwładnie na podłogę. Leżysz na niej wpół
przytomny, aż nagle uświadamiasz sobie, iż wszystkie odgłosy,
które przed chwilą atakowały twe uszy, ustąpiły miejsca
nienaturalnej ciszy przerywanej pojedynczymi, niezrozumiałymi
szeptami. Zaintrygowany nimi podnosisz się z trudem na równe nogi i
spostrzegasz ogarniętą zastojem przestrzeń. Wszyscy i wszystko co
znajduje się w zasięgu twego wzroku nie porusza się. Nie wiedząc
co się dzieje spoglądasz po sobie. Wtem dostrzegasz, iż spomiędzy
palców twej zaciśniętej ręki wydobywa się łagodne, czerwone
światło. Otwierasz więc dłoń i twym oczom ukazuje się należący
do kelnerki kamień. Błyskawicznie domyślasz się, iż to dzięki
niemu możesz się teraz poruszać. Tysiące pytań zaczynają cisnąć
się do twej głowy, lecz zostają zignorowane w obliczu kuszących
szeptów. Nie myśląc zaczynasz podążać w kierunku, z którego te
dochodzą. Po kilkunastu krokach docierasz do drzwi oddzielających
wagony. Otwierasz je z trudem i wtem ukazuje ci się fragment
przejścia i kompletna ciemność. Światło zatrzymane w biegu nie
dociera do twych oczu, uniemożliwiając ci widzenie. Boisz się
postawić przed siebie krok. Wyciągasz więc przed siebie dłoń.
Niespodziewanie okazuje się to dobrym posunięciem. Wszystko to
ponieważ wystawiasz dłoń z kamieniem, którego światło oświetla
ci na czerwono najbliższe dwa metry. Nadal przestraszony, lecz
kuszony szeptami ruszasz dalej. Przechodzisz kilka wagonów, gdy
nagle dostrzegasz w oddali podobne, czerwone światło. Jedyna
różnica polega na tym, iż tamto jest silniejsze. Niewiele myśląc
przyśpieszasz kroku, aczkolwiek zwalniasz go, gdy dostrzegasz pięć
postaci starających się przebić do kolejnego wagonu przez
zabezpieczone runami drzwi. Bojąc się, iż zostaniesz zauważony
chowasz się w jednym z przedziałów i zaciskasz palce na swoim
kamieniu, aby jego blask nie mógł cię zdradzić. Wychylasz co
chwila głowę, aby sprawdzić postępy nieznajomych. Gdy ci w końcu
przedostają się dalej, ruszasz za nimi. Sytuacja powtarza się
kilka razy, aż w końcu piątka postaci niknie w kolejnym wagonie, w
którym ich światło nagle słabnie. Przeczuwasz, iż nie oznacza to
nic dobrego, ale intensywne szepty przebijające się coraz mocniej
do twej świadomości, nie pozwalają ci się wycofać. Miast tego
posuwają cię krok po kroku na przód. W końcu przechodzisz do
kolejnego wagonu, gdzie przeżywasz szok. Nagle twe uszy zalewa
wrzask bólu, przerażenia i płaczu. Twój nos zaczyna zaś cierpieć
od nieopisanego smrodu śmierci. Receptory dotyku w twej skórze
przekazują do twego mózgu uczucie nacisku, powodowanego niezwykle
gęstą ciemnością. Światło, które trzymasz w dłoni blednie tak
bardzo, iż zdolne jest jedynie oświetlić niecałe pół metra
przestrzeni wkoło. W tym momencie doświadczasz swoimi zmysłami
bodźców, które sugerują ci, iż w mroku coś się czai. Całe
twoje ciało każe ci uciekać. Nie słuchasz go jednak, gdyż
szepty, które w tym momencie świdrują twą świadomość nie chcą
cię wypuścić ze swoich szponów. Zaczynasz więc iść przed
siebie. Stąpasz powoli dostrzegając naokoło jakieś ruchy. Wiesz,
iż jesteś obserwowany. Nagle potykasz się i upadasz w jakąś
mazistą substancję. Spoglądasz na nią, lecz przez niemożliwość
odczucia jej zapachu przez otaczający cię smród, czy niezdolność
dostrzeżenia jej koloru przez czerwone źródło światła, nie
potrafisz jej rozpoznać. Zaczynasz się więc podnosić i wtem
odczuwasz jak coś łapie cię za kostkę. Odruchowo szarpiesz nogą
i odwracasz się, aby dostrzec cóż tam jest. Nie widzisz nic, więc
przełamując swój strach wyciągasz dłoń z kamieniem i oświetlasz
sobie przestrzeń. W tej chwili dostrzegasz stworzoną z czarnej,
półpłynnej substancji humanoidalną postać bez oblicza. Na części
jej ciała, która wygląda na głowę dostrzegasz talizman
zaznaczony nieznanymi ci runami. Ta istota jakby przygląda się
tobie z wątpliwościami. Wtem odczuwasz jakiś ruch obok i odruchowo
kierujesz tam światło. Przez to dostrzegasz kolejną taką postać.
Zaniepokojony kierujesz blask kamienia na różne strony i
orientujesz się, iż jesteś otoczony. Przerażony tym faktem
zaczynasz się podnosić, aby nie zostawać w miejscu. Zrobiwszy to
ruszasz według woli prowadzących cię szeptów. Nie robisz jednak
kilku kroków, a znów się potykasz. Tym razem nie upadasz jednak.
Łapiesz równowagę i postanawiasz sprawdzić co leży pod twoimi
nogami. Kucasz więc i wtem czerwone światło oświetla zmasakrowane
zwłoki. Ten widok mimo swej okropności nie porusza cię wielce. Nie
wiesz, czy to kwestia szeptów nakazujących zignorować ci wszystko
i kroczyć przed siebie, czy fakt, iż w szpitalu widziałeś już
wiele śmierci. Tak, czy siak podnosisz się znów do pionu i
kontynuujesz swój chód. Wtem dostrzegasz przed sobą blade czerwone
światło. Natychmiastowo uświadamiasz sobie do kogo musiało
należeć to ciało. Nagle budzi się w tobie zapytanie. Czemu nie
atakują mnie? Nie trudząc się odpowiedzią, przyśpieszasz
kroku, aby dostać się do pozostałych przy życiu osób. W pewnym
momencie zaczynasz nawet biec, lecz nim docierasz do swego celu
czerwone światło gaśnie. Zatrzymujesz się więc zdyszany i
trzęsący się z zmęczenia. Słyszysz dźwięki łamanych kości i
cichnące krzyki. Tym razem twoje ciało przezwycięża wszelkie
pokusy i cofa się o krok. Niestety potęga szeptów, będących
teraz istnymi krzykami zmuszającymi cię do poruszania się. Idziesz
więc starając się zawalczyć, lecz jesteś bezsilny. Mijasz czarne
postacie, które przerywają na moment rozszarpywanie jeszcze
dychających ciał, aby na ciebie spojrzeć. Zahipnotyzowany nie
zwracasz na nie uwagi. Kroczysz dalej, aż docierasz do stojącej na
stoliku, małej skrzynki opisanej licznymi runami i skutej łańcuchami
z metalu, który mimo bycia oświetlanym czerwonym światłem, nadal
ukazuje się jako srebrny. Pod nakazem kładziesz na niej dłoń. W
tym momencie odczuwasz jak w twoim ciele zaczyna się coś wić, a
następnie przebijać twą skórę i wypełzać na przedmiot, na
którym trzymasz rękę. Gdy to się dzieje, czujesz jak coraz
bardziej słabniesz i zaczynasz tracić przytomność. Przy tym masz
świadomość, iż jeśli zaśniesz, już nigdy się nie obudzisz.
Nie masz jednak ochoty, ani sił by walczyć. Upadasz więc na
kolana. Twe ciało pozostaje w tej pozycji, gdyż twoja dłoń nie
może oderwać się od skrzynki. W końcu jednak odzywa się dźwięk
pękających łańcuchów i zamka. Twoja dłoń zostaje uwolniona i
upadasz na podłogę tracąc przytomność. Zanim jeszcze twa
świadomość odpływa w nicość, odczuwasz jak jakieś przerażające
i potężne istnienie wypływa z skrzynki rozlewając się po
przestrzeni i wzburzając istoty ukryte w mroku.
Komentarze
Prześlij komentarz