Zjawa - Rozdział II
Potrójne
stuknięcie w drzwi wyrwało zaległego na łóżku mężczyznę z letargu. Cisza zaś,
która nastąpiła, pozwoliła mu zebrać myśli i nabrać przekonania, iż właśnie się
obudził. Z tą świadomością zgramolił się z materaca i rozciągnął nieznacznie
zastałe mięśnie. Po tym, zawołany przez zew natury, udał się do łazienki, gdzie
uwolnił zalegający w pęcherzu mocz. Gdy skończył, umył ręce i twarz, a
następnie przecierając mokrą skórę ręcznikiem zawiesił się na moment.
Co ja miałem zrobić? Zapytał
samego siebie. Na szczęście nie musiał długo kontemplować nad odpowiedzią, gdyż
po raz kolejny rozległo się stukanie kłykci w drewno.
– A – skwitował, po czym udał
się do źródła dźwięku.
Płynnym ruchem odciągnął
rygiel i otworzył przejście na oścież. Momentalnie jego majestat napotkał
naprzeciw siebie młodą brunetkę w ciemnoniebieskim żakiecie. Od razu zapragnął
zatrzasnąć jej drzwi przed nosem, mrucząc, iż nie ma chęci na udział w żadnych
badaniach, czy innych takich, gdy nagle coś go uderzyło. Serce zabiło mu
szybciej, ewidentnie zaznaczając swą obecność w klatce piersiowej, a wzrok
zalały mroczki. Skórę przejął zaś zimny pot wraz z drgawkami. Zamarł w szoku i
przerażeniu, widząc przed sobą kobietę, która wyglądała zupełnie jak ta z jego
snów. Nie miał pojęcia jak zareagować. Ciało podpowiadało mu, aby zamknął ją w
uścisku, jakby posiadało z nią wspomnienia bliskości. Umysł za to szamotał się,
przywołując niewyraźne obrazy i poddając pod wątpliwość istnienie jej osoby.
– Dzień dobry. Jestem… –
zaczęła cicho, onieśmielona widokiem nagiego, pobliźnionego torsu.
Ta wypowiedź uwolniła go z
szoku, zmuszając do sklecenia jakiejś odpowiedzi.
– Moim porannym koszmarem –
dokończył za nią. Następnie odsunął się na bok i wykonawszy zamaszysty gest
dodał – Zapraszam pani…
–
Anna. Anna Ma… – przedstawiła się, wkraczając do mieszkania.
A może to mi się śni? Wątpliwość pojawiła się w umyśle mężczyzny,
przeszywającego kobietę pełnym podejrzenia spojrzeniem.
– Anna to takie banalne imię…
– przerwał jej ponownie, zamykając wejście. Po tym, kontynuując szaradę,
skierował się do kuchni, gdzie mógłby na spokojnie wszystko przemyśleć – Zdejmij buty Anno. Kawy? Herbaty?
– Dziękuję – odmówiła miło.
– Z mlekiem, czy bez? – głośne
zapytanie zagłuszyło jej odpowiedź.
– Dziękuję, nic nie chcę –
sprostowała.
Myśląc,
iż wyjaśniła sprawę, poczęła rozglądać się po mieszkaniu, gdy nagle dosłyszała
kolejne pytanie.
– Słodzisz? – głos mężczyzny
ledwo przebijał się przez dźwięk gotującej się wody.
Zirytowana,
zechciała po raz kolejny spróbować wyjaśnić swe słowa. Zdjęła więc obuwie i
ruszyła do kuchni z zamiarem wszczęcia niewielkiej kłótni. Gdy jednak
przekroczyła próg ów pomieszczenia, zastała spoglądającego przez okno
mężczyznę, który jedyne co zrobił w ciągu ostatnich chwil, to otworzył szafkę,
w której trzymał wszelkie kawy z herbatami, wyjął dwa kubki i nastawił czajnik,
niezawierający wystarczającej ilości wody. Nie wiedząc czemu cała złość
opuściła ją, pozostawiając jedynie lekkie zmieszanie. Próbując sobie z nim
poradzić, zbliżyła się do czajnika i napełniła go tyloma mililitrami
przeźroczystej cieczy iloma było trzeba. Następnie włączyła go i zaczęła grzebać
w szafce w poszukiwaniu najbardziej odpowiadającej jej zapachem saszetki z
ziołami. Gdy skończyła, wrzuciła wybraną do kubka i wzięła się za przebieranie
w kawach. Nie orientując się w nich zbytnio, zrezygnowała z tego pomysłu i
zwróciła się dobrotliwie do gospodarza.
– Jaką pan pije?
– Miałem wziąć leki – ten
zreflektował się nagle i bez żadnego ostrzeżenia przeszedł do sypialni.
Ponowne
zignorowanie jej słów na nowo rozbudziło irytacje.
Co on sobie wyobraża?! Wrzasnęła w
myślach i bezmyślnie wzięła pierwszą lepszą puszkę, a następnie sypnęła z niej
przypadkową ilość czarnego proszku do naczynia.
Zalawszy
wszystko wrzątkiem, złapała oba kubki, zaniosła do salonu i postawiła je na
ławie. Następnie usiadła na skórzanej kanapie, gdzie rozpoczęła próby ukojenia
zszarganych nerwów.
– Więc? Co cię sprowadza w
moje skromne progi, Anno? – wracając do salonu mężczyzna, postanowił
przeprowadzić mały wywiad.
– Praca. Wczoraj mnie pan
zignorował, więc musiałam… – zaczęła, lecz nim zdołała dokończyć, zostało jej
przerwane.
– Aha… – rzucił niezwykle
głośno, ułożywszy sobie co nieco w głowie.
Następnie ruszył szybkim
krokiem do łazienki. Zamykając za sobą niedbale drzwi, tak iż z powrotem się
otworzyły, odkręcił wodę pod prysznicem i ściągnął dresy, stanowiące jego
jedyne odzienie. Zdenerwowana, jak również zaintrygowana kobieta spoglądała na
niego czując jak krew napływa jej do głowy. W ostatnim momencie odwróciła wzrok
i zaczęła głęboko oddychać, by stłumić rosnący gniew.
Co jest z nim nie tak?! Pełne
oburzenia pytanie rozbrzmiało w jej umyśle.
Choć
jej znajomość z tym facetem właśnie miała się rozpocząć, już miała go
serdecznie dość. By więc nie zgrzytać z tego powodu zębami, złapała w swe
dłonie kubek z herbatą i zaczęła pić na tyle małymi łykami, iż zdążyła jedynie
pochłonąć połowę jego objętości, nim gospodarz zdążył się umyć i udać do
sypialni w poszukiwaniu ubrania.
– Co wyciągnęłaś z sąsiadów? –
zawołał z pokoju.
– Kogo? – zdziwiła się na
moment pytaniem, lecz szybko zebrawszy myśli i odpowiedziała – Nit nic nie wie.
Ofiara była wdowcem. Rzadko wychodził z domu. Co miesiąc przyjeżdżał
taksówkarz, który zawoził go do szpitala. Codziennie przychodziła zaś jego
opiekunka. Z firmą taksówkarską już się skontaktowaliśmy. Czekamy na informacje
o kierowcy. Opiekunki nie możemy znaleźć. Od kilku dni nie przychodziła do
pracy i nie odbiera telefonów. Nikogo nie zastaliśmy w jej domu. Zupełnie jakby
rozpłynęła się w powietrzu.
– Lekarz? – zapytał wracając
do salonu i rozsiadając się na kanapie.
– Jaki lekarz? – rozproszyła
się.
– Lekarz ofiary. Ten do
którego jeździła co miesiąc. Przesłuchany? – dociekał, sięgając po papierosa.
– Jeszcze nie. Planowałam do
niego iść dzisiaj – przyznała, dławiąc się bliskością rozmówcy.
– Więc na co czekamy? Chodźmy!
– zakrzyknął niemal entuzjastycznie, wypuszczając z ust papierosa i poderwał
się na nogi.
Po tym zbliżył się do
wieszaka, z którego zdjął swój kapelusz i płaszcz. Szybko je na siebie
założywszy, wsunął stopy w buty i zasznurował je. Gotowy do wyjścia zapytał jeszcze:
– Masz pożyczyć dyszkę?
– Wydaje mi się, iż tak –
odrzekła dziewczyna dopijając herbatę, po czym również wstała i udała się ubrać
swe obuwie.
– Więc stawiasz śniadanie –
skwitował, otwierając drzwi. Przestępując zaś ich próg dodał – Poza tym ta kawa
jest na popołudnie. Nietrafiony wybór.
Wysłuchawszy tego oświadczenia
i uwagi wyszła z mieszkania, a następnie ruszyła od razu na klatkę schodową
mając nadzieję, iż schodzenie z dziesiątego piętra będzie pomocne w pozbywaniu
się nadmiaru złości.
–
Skąd miałam wiedzieć? – odezwał się przepełniony wyrzutem kobiecy głos, zraz po
wyraźnym trzasku drzwi do auta.
– Prócz tego, iż mogłaś
zadzwonić? – zapytał ironicznie mężczyzna, tylko po to, by sobie następnie dać
odpowiedź – Nie mam pojęcia.
Dziewczyna już miała na to
odpowiedzieć, gdy nagle rozległ się dzwonek telefonu. W tym momencie rozmówca
wyjął urządzenie z kieszeni i bezpardonowo je odebrał.
– Dzwoniłeś. – rozległo się
stwierdzenie połączone z ziewnięciem.
– Kiedy? – zapytał, po czym
zwrócił się do brunetki siedzącej obok – Masz tu nawigację?
– Co? – odpowiedziały obie
kobiety w tym samym momencie, sprawiając jedynie, iż przewrócił oczami.
– Dzwoniłem, a co? – mruknął,
przyciskając różne przyciski na panelu dotykowym.
– Obiecałam ci coś? – spytała,
zapewne nalewając wody do czajnika, co dało się wywnioskować po dźwiękach w
tle.
– Romantyczny wieczór i masaż
– wykorzystał sytuację.
Po tym przycisnął odpowiedni
przycisk i machnął na brunetkę, aby ta jechała.
– Za sto metrów skręć w prawo
– odezwała się nawigacja.
– Nie jestem romantyczna –
bąknął kobiecy głos przez telefon, po czym dodał lekko zaniepokojony – Co
robisz?
– Pracuję – odrzekł,
rozłączając się bez ostrzeżenia, a w celu uniknięcia niepotrzebnych komentarzy
od kierowcy, dodał – Daruj sobie.
Dalsza podróż minęła w
milczeniu przerywanym jedynie przez nawigację. Dopiero gdy dotarli na miejsce,
przepełniona zdziwieniem Anna zapytała:
– Kościół?
Wprost nie mogła uwierzyć, iż
taki człowiek jak jej towarzysz mógł być wierzący.
– Najpierw zabierasz mnie
niepotrzebnie do gabinetu kardiologa, którego akurat nie ma, albowiem jest na
konferencji, a następnie dziwisz się na widok kościoła. Typowe… – rzekł z
pogardą w głosie, po czym ruszył w stronę świątyni.
Znalazłszy się przy schodach
usiadł, wyjął papierosa i zapalił go.
– Porozmawiaj z proboszczem.
Zaczekam tu na ciebie – rozkazał, po czym zaciągnął się dymem tlącego się
tytoniu.
– Dlaczego ja? – żachnęła się
niebywale.
– Albowiem… – po tym słowie
wstrzymał się i wyciągnął dłoń w stronę słońca – Jesteś wybrańcem.
Nie chcąc kontynuować tej
rozmowy, odwróciła się na pięcie i wkroczyła do budowli, przed którą stała, tym
samym zostawiając go samego. Ten zadowolony z chwili samotności westchnął
głęboko i zaciągnął się dymem po raz kolejny. Niestety jego spokój nie trwał
długo, albowiem nie wiadomo skąd, pojawił się człowiek w czarnej sutannie,
który dosiadł się ze stęknięciem.
– Piękny dzień mój synu –
stwierdził, spoglądając w horyzont.
– Jak każdy ojcze – odrzekł,
gasząc papierosa o schodek.
– Nie wejdziesz do środka?
– Kiedyś wkroczyłem do
kościoła i przekonałem się, iż to wszystko, jest jedynie ułudą, zaś prawda leży
głęboko w naszych sercach i umysłach – mówiąc to podciągnął lewy rękaw
płaszcza, a następnie rozpiął mankiet i ukazał podłużną bliznę zaraz za
nadgarstkiem.
– Niech więc ta prawda
prowadzi cię do Łaski mój synu – odrzekł ksiądz, poklepując go po ramieniu i
podnosząc się by odejść.
– Ciebie również ojcze. Niech
cię prowadzi, byś mógł wskazywać drogę tym, którzy wątpią lub utracili
nadzieję.
Po tym usłyszał ciche kroki,
które gdy tylko umilkły, pozostawiły go na powrót w ciszy, zachęcającej do
kontemplacji. Jakby na przekór temu, siedział z pustką w głowie, spoglądając w
przestrzeń. Wyglądał tak jakby jego duch uleciał gdzieś na moment, kompletnie
zapominając o ciele.
Cóż za głupia rozmowa… Stwierdził
po chwili.
– Nasza ofiara nie chodziła do
kościoła, ale oddawała na niego jedną trzecią renty – nagłe oświadczenie,
połączone z wyraźnymi stuknięciami obcasów o bruk, wyrwało go z letargu.
– Szczodrze. Coś więcej? –
zapytał, podnosząc się i otrzepując spodnie.
– Nic istotnego – odrzekła
brunetka, spoglądając jak jej towarzysz rusza w kierunku auta.
– Widziałaś tego księdza? –
zmienił nagle temat.
– Którego? To kościół. Jest
ich tu wielu – odparła, zirytowana głupim pytaniem.
– Tego, z którym… – zaczął,
lecz spojrzawszy w oczy swej towarzyszki, przerwał i skwitował to słowami – Nie
ważne.
W odpowiedzi dostał ciszę i
spojrzenie pełne wyrzutu. Odczuwszy nagłe znużenie, wsiadł do auta, do którego
właśnie dotarł. Gdy zaś dołączyła do niego Anna, odezwał się:
– Masz pożyczyć…?
– Znam dobrą restaurację –
przerwała mu, włączając silnik i ruszając.
Ludzie
za oknem podążali za swymi codziennymi obowiązkami, a ci we wnętrzu oddawali
się przyjemności jaką dawało spożywanie bardziej lub mniej wymyślnych posiłków.
Świat był taki jak na co dzień. Nudny i przewidywalny. Wśród tego wszystkiego
siedział detektyw i jego protegowana, którzy delektowali się drugim śniadaniem
i podaną do niego kawą.
– Czemu nie chciałeś wejść do
kościoła? – zapytała niespodziewanie.
Odbiorca jej słów westchnął na
to tak, jak wzdycha się, gdy kogoś ciekawość niepokoi w zbyt dużym stopniu.
Podczas tego czynu zdążył przemyśleć, czy odpowiedzieć, czy może przemilczeć
sprawę i zdecydowawszy rzekł:
– Kościół to miejsce trwogi.
Cierpienia. Smutku. Grozy. Oniemienia. Miejsce, w którym dzieci płaczą, a
dorośli śpiewają, lamentują i wznoszą modły w bezmyślnym transie, pozbawionym
emocji. Siedlisko fałszu i obłudy. W kościele brak jest najważniejszego. Tego
co objawia się w radości, spokoju i poczuciu bezpieczeństwa. Brak jest wiary.
Jest jedynie przymus, którego nikt nie rozumie, ale każdy za nim podąża – rzekł
niezwykle poważnie, po czym westchnął ponownie i zapytał – Czy możemy o tym nie
rozmawiać?
– Dobrze… To o czym chcesz
porozmawiać? – zagaiła znów.
– Skąd pomysł, iż w ogóle chcę
to robić? – rzucił kąśliwie.
– Gapisz się na mnie jak
najęty – odparła oskarżająco.
– Gdyż jesteś tak urodziwa –
jego odpowiedź była tak szybka, iż chyba odruchowa – Poza tym wydajesz mi się
znajoma. Nie spotkaliśmy się już kiedyś?
– Kiepski tekst na podryw –
stwierdziła nazbyt wyniośle, a następnie wzięła łyk kawy.
– Yhym… Musisz się bardziej
postarać – powiedział, nie mając pomysłu na ripostę.
– Uuu, widzę, iż przemawiasz
do tego ciebie, który to powiedział. Wniosek taki, iż jest was dwóch…
Fascynujące – odgryzła mu się, zmuszając go do zanurzenia ust w napoju, aby
zyskać moment na zastanowienie.
– Oczywiście. Do kogo innego miałbym
mówić, jeśli ty skrzętnie ignorujesz moje zaloty? – wypowiedział pierwsze co mu
przyszło na myśl.
Wtem nastała cisza, podczas
której rozmówczyni uśmiechnęła się podle.
– Wierzysz w przeznaczenie? –
wyciągnął pytanie znikąd.
– Wierzę – odparła z przekonaniem.
– Myślisz, iż nasze spotkanie,
było nam przeznaczone?
– Zależy jak na to spojrzeć. W
pewnym sensie można tak powiedzieć. Jeśli zakładamy, iż „z góry zaplanowane”
jest to, kogo spotkamy na swojej drodze – ta odpowiedź zrodziła w jego głowie pustkę.
Starając się do niej jakość
podejść, przedłużał zrodzone przed momentem milczenie. Ilekroć coś wpadało mu
do głowy, było ono przez niego negowane, gdyż wydawało się nie pasować.
– Czyli los postawił nas na
swojej drodze w jakimś celu? – zapytał w końcu.
– W celu poznania się? –
mówiąc to, zaśmiała się radośnie.
– A może w jakimś większym
celu, niż tylko poznanie się? – zasugerował, po czym wziął kolejny łyk swojej
kawy, która wydawała się być dla niego już zbyt chłodną.
– Co ty rozkminiasz? – zapytała
z poczuciem osaczenia.
Na te słowa zreflektował się.
W zasadzie sam nie wiedział co. Nagle uświadomił sobie, iż zagubił się w swoich
własnych myślach, a jego głowa poczęła go irytująco boleć. Stwierdził, iż ma
już dość. Wzniósł więc dłoń i zawołał kelnera.
– Rachunek poproszę.
Nie minęła chwila, gdy
otrzymał na kartce informacje o kwocie do zapłaty. Spojrzał na nią
beznamiętnie, cmoknął z dezaprobatą, a następnie dobył z portfela odpowiednia
ilość pieniędzy wliczając w to napiwek.
– Dziękuję za towarzystwo –
powiedział do swej towarzyszki z lekkim ukłonem, po czym wstał i bez pożegnania
wyszedł.
Dźwięk
otwieranych drzwi i rumor kółek wózka wkroczyły razem z blondwłosą kobietą do
przejętego ciszą pomieszczenia po to, by ucichnąć wraz z trzaskiem zamykanego
przejścia. Następnie rozległo się ciche westchnięcie, po którym odbyła się
sekwencja kroków prowadząca ku stojącemu w rogu sali biurka, na którym
znajdował się komputer.
– Myślisz, iż… – odezwał się
niespodziewanie, zniekształcony lekką chrypką, męski głos sprawiając, iż zajęta
szukaniem czegoś w dokumentacji dziewczyna, podskoczyła z przestrachu.
– Jezu! – wrzasnęła niemal
upadając, podczas odwracania się w stronę, z której doszła do niej wypowiedź.
– …dusza istnieje? – dokończył
osobnik, leżący na stole prosektoryjnym.
– Pojebało cię?! – usłyszał
gniewne wykrzyknienie.
– Nie zaprzeczę – stwierdził
podnosząc się, a schodząc na podłogę dodał – Jak się dziś czujesz Martynko?
– Wspaniale – odparła
sarkastycznie i w końcu uspokoiwszy się nieco dodała – Co ty tu robisz?
– Przyszedłem cię przeprosić –
zaczął zbliżając się do niej – Za to co się ostatnio wydarzyło. Trochę… Głupio
zrobiłem. Nie powinienem był… Znaczy się…
Jego trudności w sformułowaniu
wypowiedzi zaczęły sprawiać budzić w jego rozmówczyni śmiech. Zawsze bawiło ją,
gdy ten zwariowany facet starał się być poważny i ją za coś przeprosić.
– Zależy mi na tobie i nie
chcę… – rozpoczął kolejne zdanie, gdy nagle ujrzał szeroki uśmiech na twarzy
Złotowłosej.
Speszony zamilkł. Szybko
poczuł oburzenie, które uzewnętrznił na obliczu poprzez nadęcie policzków.
– Co? – fuknął niepocieszony,
gdy kobieta poczęła się śmiać.
Nie dostał odpowiedzi, ale w
jej ramach został przytulony.
– Dobra… – zdziwił się i
zaczął głaskać ją po głowie – Od tej formaliny ci się chyba coś poprzestawiało.
– Oj głupku… – westchnęła.
– Ja ciebie też, ale nie
musisz mi plamić koszuli – odparł żartobliwie, choć brzmiał na to zbyt
poważnie.
Blondynka zaśmiała się
ponownie.
– Masz coś wieczorem, czy
organizujemy romantyczną kolację przy świecach i głupim filmie o miłości? –
zapytał niby obojętnie.
– Jestem wolna – odparła.
– A ja ostatnio jakiś
zabiegany – sam nie wiedział skąd bierze takie głupie teksty, ale ogarnąwszy
się dodał – To zorganizuję jakąś świeczkę i… inne takie.
– Zgaduję, iż ja muszę coś
upichcić – rzuciła.
– Twój dom, twoja kuchnia. Nie
chcę ci się wcinać w kompetencje – odparł z przekonującym przejęciem.
– Ech… – westchnęła
przeciągle, a następnie uwolniła się z uścisku i przecierając oczy dodała – Dobra.
Idź już sobie. W pracy jestem.
– Oczywiście pani doktor. Już
mnie nie ma – stwierdził ruszając ku wyjściu. Opuszczając zaś pomieszczenie,
skłonił się nisko i rzucił – Papatki.
Po tym nastąpił trzask
zamykanych drzwi, który pozostawił Złotowłosą w samotności. Wzięła więc głęboki
wdech i wypuściła powoli powietrze. Czyniąc to, oczyściła głowę z głupich myśli
i wróciła do swojego zajęcia.
*****
Komentarze
Prześlij komentarz