Zjawa - Fragment IX
Skoczne nuty walca panoszyły
się po mieszkaniu jak jego właścicielka. Czyniły to ku niezadowoleniu sąsiadów
i rudego kota, który nazbyt zdegustowany zachowaniem swego człowieka,
postanowił opuścić pomieszczenie przez uchylone okno. Nikt nie wiedział i nie
próbował nawet się dowiedzieć, jak ten kocur mógł się przecisnąć przez tak
niewielką szczelinę przy swojej tuszy. Ta zagadka zdawała się być jednym z
sekretów wszechświata, który odkryty, doprowadziłby do totalnej anihilacji
wszechrzeczy.
Wnet muzyka niestety ucichła, pozostawiając rzeczywistość jakąś taką pustą, nostalgiczną. W powietrzu zawisły ciężkie myśli. Zbyt ciężkie, aby o nich rozmyślać. Kolejny utwór poczynający płynąć z głośników, nie był w stanie ich odegnać. Smakujący nagle niczym trociny tost, też wiele nie mógł zdziałać. Na szczęście terapeutka mówiła co w takich chwilach robić. Złotowłosa zamknęła więc oczy i zaczęła mruczeć.
– Jestem w salonie. Po praw…
Donośne pukanie rozpanoszyło się niespodziewanie po mieszkaniu i bezwzględnie przejęło świadomość jego właścicielki. Ta lekko zdezorientowana, pobiegła odruchowo do drzwi i spojrzawszy szybko przez judasza, otworzyła je.
– No hej piękna. Słyszałem, iż prowadzisz dom otwarty – rzucił żartobliwie spocony detektyw w sportowych ciuchach, trzymający w dłoni czarną torbę.
– Oczywiście! Zapraszam! Czuj się jak u siebie! – machnęła teatralnie rękami, wpuszczając gościa, po czym już całkowicie naturalnie zapytała – Kawy?
– Yyyym… A masz tylko tę niedobrą?
– Kupiłam ostatnio jakąś orzechową.
– To chcę – wypalił, a kierując się do łazienki dodał – Wezmę prysznic!
– Jasne. Nie krępuj się – odparła sarkastycznie, emfatycznie gestykulując wolną dłonią.
Usłyszawszy dźwięk przekręcanego zamka, westchnęła głęboko z wyraźną ulgą. Następnie nastawiła wodę i zabrała się za robienie tostów. Skończywszy, nasypała do kubka kawy, którą kolejno zalała. Z tym wszystkim udała się do salonu, gdzie usiadła na kanapie. Nie musiała długo czekać na swojego gościa, który bezceremonialnie wparował do pokoju w samych bokserkach.
– Tragedia – westchnął zasiadając obok.
– Zrobiłam ci tosty. Cieszysz się?
– Umieram z radości – uśmiechnął się odbierając posiłek.
Mając wolne ręce, złapała pilot i włączyła telewizor.
– Oglądamy coś konkretnego?
– Nie – mruknęła, przeskakując po kanałach.
– …garstka żołnierzy broniła leśnego schronu przez dwa tygodnie. – Zatrzymała się na moment, na jakimś dokumencie wojennym.
– Interesujesz się historią militarną? – Pytanie było nieco trudne do zrozumienia przez jamę ustną wypełnioną tostem.
– Nie. Po prostu od jakiegoś czasu mam ochotę iść do lasu.
– Kiedy tak cię naszło?
– W sumie… – zamyśliła się – Gdzieś tak jak zaczęła się ta sprawa Remigiusza. Chyba po prostu za dużo przesiaduję w prosektorium. Przez chwilę nawet wydawało mi się, iż czuję taki zapach, wiesz, leśnej ziemi.
– Dlatego masz dziś wolne? – zaśmiał się – Byłem w lesie już z dwa razy w tym tygodniu, aczkolwiek możemy się wybrać jeśli chcesz.
Mimo, iż wielce tego nie okazała, spodobał się jej ten pomysł.
– Tylko zjem i się ubiorę – zastrzegł.
– Pamiętam jak chodziliśmy na klasowe wycieczki do lasu. To była jedna z rzeczy, którą lubiłam dzieciństwie. – Złotowłosa rozmarzyła się, spoglądając w korony drzew.
– Nie byłaś w grupie tych „popularnych” dziewczyn? – zaciekawił się detektyw.
– Miałam życie poza szkolnymi dramami, wiesz? – rzuciła kąśliwie. – Chociaż jak teraz sobie o tym pomyślę… Do dupy miałam to życie.
Po tych słowach nastało milczenie. Niewygodne. Nieprzyjazne. Detektyw nie szukał jednak słów, by mu zaradzić. Szedł tylko przed siebie z pustką w głowie. Dopiero, gdy zagłębili się dalej w las i znaleźli się na niedużej polanie, gdzie Martyna się zatrzymała, odezwał się:
– Co?
– Kojarzę to miejsce – rzekła z zamyśleniem. – Gdzieś niedaleko powinien być chyba schron?
– Schron? – Niespodziewanie coś go tknęło.
– Taki zawalony ziemią. W sensie na początku to był taki trochę wkopany w ziemię, ale go jakoś przykryło. Byłam wtedy wstawiona, więc nie pamiętam dokładnie, ale chyba tak mówił myśliwy. – Z trudem wygrzebywała informacje z pamięci.
– Gdzie?
– Yyy… Gdzieś tam. – Wskazała ręką i ruszyli.
Dość szybko znaleźli znaczną górkę, którą detektyw od razu począł okrążać.
– Czego szukasz? – skonfundowała się.
– Wejścia – mruknął, dostrzegłszy rozkopaną ziemię.
Zaczął ją odgarniać i po chwili dokopał się do szerokiej deski, której wyciągnięcie odsłoniło zaskakująco szerokie wejście, a także wypuściło okropny smród na zewnątrz.
– Kiedyś dało się wejść do środka, więc niektórzy to robili – stwierdziła Martyna, zbliżywszy się.
Detektyw wskoczył do wnętrza i zapalił latarkę, którą szybko wyjął z kieszeni. Próbując się nie udusić duchotą i fetorem, przeszedłszy przez krótki korytarz, wszedł do głównej części bunkru. Podłoże było tu pokryte przeźroczystą folią. Gdzieś z boku stało tanie, stalowe krzesło, obok którego zalegały stare fekalia. W centrum znajdował się pokryty blachą, drewniany stół. Obok niego znajdował się nieduży stolik i zawieszona na prowizorycznym stojaku lampa. Wszystko zaś skąpane było w zaschniętej krwi. Mimo, iż detektyw pragnął zbadać dokładniej to miejsce, potrzebował wrócić się na powierzchnię i wziąć wdech świeżego powietrza.
– Dzwoń po zespół – rzucił, gdy tylko wynurzył się ze schronu.
– Co tam jest? – Martyna momentalnie wyjęła telefon i wybrała odpowiedni numer.
– Mam nadzieję, iż coś istotnego – odparł, łapczywie wciągając powietrze do płuc.
Wnet muzyka niestety ucichła, pozostawiając rzeczywistość jakąś taką pustą, nostalgiczną. W powietrzu zawisły ciężkie myśli. Zbyt ciężkie, aby o nich rozmyślać. Kolejny utwór poczynający płynąć z głośników, nie był w stanie ich odegnać. Smakujący nagle niczym trociny tost, też wiele nie mógł zdziałać. Na szczęście terapeutka mówiła co w takich chwilach robić. Złotowłosa zamknęła więc oczy i zaczęła mruczeć.
– Jestem w salonie. Po praw…
Donośne pukanie rozpanoszyło się niespodziewanie po mieszkaniu i bezwzględnie przejęło świadomość jego właścicielki. Ta lekko zdezorientowana, pobiegła odruchowo do drzwi i spojrzawszy szybko przez judasza, otworzyła je.
– No hej piękna. Słyszałem, iż prowadzisz dom otwarty – rzucił żartobliwie spocony detektyw w sportowych ciuchach, trzymający w dłoni czarną torbę.
– Oczywiście! Zapraszam! Czuj się jak u siebie! – machnęła teatralnie rękami, wpuszczając gościa, po czym już całkowicie naturalnie zapytała – Kawy?
– Yyyym… A masz tylko tę niedobrą?
– Kupiłam ostatnio jakąś orzechową.
– To chcę – wypalił, a kierując się do łazienki dodał – Wezmę prysznic!
– Jasne. Nie krępuj się – odparła sarkastycznie, emfatycznie gestykulując wolną dłonią.
Usłyszawszy dźwięk przekręcanego zamka, westchnęła głęboko z wyraźną ulgą. Następnie nastawiła wodę i zabrała się za robienie tostów. Skończywszy, nasypała do kubka kawy, którą kolejno zalała. Z tym wszystkim udała się do salonu, gdzie usiadła na kanapie. Nie musiała długo czekać na swojego gościa, który bezceremonialnie wparował do pokoju w samych bokserkach.
– Tragedia – westchnął zasiadając obok.
– Zrobiłam ci tosty. Cieszysz się?
– Umieram z radości – uśmiechnął się odbierając posiłek.
Mając wolne ręce, złapała pilot i włączyła telewizor.
– Oglądamy coś konkretnego?
– Nie – mruknęła, przeskakując po kanałach.
– …garstka żołnierzy broniła leśnego schronu przez dwa tygodnie. – Zatrzymała się na moment, na jakimś dokumencie wojennym.
– Interesujesz się historią militarną? – Pytanie było nieco trudne do zrozumienia przez jamę ustną wypełnioną tostem.
– Nie. Po prostu od jakiegoś czasu mam ochotę iść do lasu.
– Kiedy tak cię naszło?
– W sumie… – zamyśliła się – Gdzieś tak jak zaczęła się ta sprawa Remigiusza. Chyba po prostu za dużo przesiaduję w prosektorium. Przez chwilę nawet wydawało mi się, iż czuję taki zapach, wiesz, leśnej ziemi.
– Dlatego masz dziś wolne? – zaśmiał się – Byłem w lesie już z dwa razy w tym tygodniu, aczkolwiek możemy się wybrać jeśli chcesz.
Mimo, iż wielce tego nie okazała, spodobał się jej ten pomysł.
– Tylko zjem i się ubiorę – zastrzegł.
– Pamiętam jak chodziliśmy na klasowe wycieczki do lasu. To była jedna z rzeczy, którą lubiłam dzieciństwie. – Złotowłosa rozmarzyła się, spoglądając w korony drzew.
– Nie byłaś w grupie tych „popularnych” dziewczyn? – zaciekawił się detektyw.
– Miałam życie poza szkolnymi dramami, wiesz? – rzuciła kąśliwie. – Chociaż jak teraz sobie o tym pomyślę… Do dupy miałam to życie.
Po tych słowach nastało milczenie. Niewygodne. Nieprzyjazne. Detektyw nie szukał jednak słów, by mu zaradzić. Szedł tylko przed siebie z pustką w głowie. Dopiero, gdy zagłębili się dalej w las i znaleźli się na niedużej polanie, gdzie Martyna się zatrzymała, odezwał się:
– Co?
– Kojarzę to miejsce – rzekła z zamyśleniem. – Gdzieś niedaleko powinien być chyba schron?
– Schron? – Niespodziewanie coś go tknęło.
– Taki zawalony ziemią. W sensie na początku to był taki trochę wkopany w ziemię, ale go jakoś przykryło. Byłam wtedy wstawiona, więc nie pamiętam dokładnie, ale chyba tak mówił myśliwy. – Z trudem wygrzebywała informacje z pamięci.
– Gdzie?
– Yyy… Gdzieś tam. – Wskazała ręką i ruszyli.
Dość szybko znaleźli znaczną górkę, którą detektyw od razu począł okrążać.
– Czego szukasz? – skonfundowała się.
– Wejścia – mruknął, dostrzegłszy rozkopaną ziemię.
Zaczął ją odgarniać i po chwili dokopał się do szerokiej deski, której wyciągnięcie odsłoniło zaskakująco szerokie wejście, a także wypuściło okropny smród na zewnątrz.
– Kiedyś dało się wejść do środka, więc niektórzy to robili – stwierdziła Martyna, zbliżywszy się.
Detektyw wskoczył do wnętrza i zapalił latarkę, którą szybko wyjął z kieszeni. Próbując się nie udusić duchotą i fetorem, przeszedłszy przez krótki korytarz, wszedł do głównej części bunkru. Podłoże było tu pokryte przeźroczystą folią. Gdzieś z boku stało tanie, stalowe krzesło, obok którego zalegały stare fekalia. W centrum znajdował się pokryty blachą, drewniany stół. Obok niego znajdował się nieduży stolik i zawieszona na prowizorycznym stojaku lampa. Wszystko zaś skąpane było w zaschniętej krwi. Mimo, iż detektyw pragnął zbadać dokładniej to miejsce, potrzebował wrócić się na powierzchnię i wziąć wdech świeżego powietrza.
– Dzwoń po zespół – rzucił, gdy tylko wynurzył się ze schronu.
– Co tam jest? – Martyna momentalnie wyjęła telefon i wybrała odpowiedni numer.
– Mam nadzieję, iż coś istotnego – odparł, łapczywie wciągając powietrze do płuc.
*****
Fragment X
Komentarze
Prześlij komentarz