Zjawa - Fragment VIII
– Jak myślisz? Jakie to
uczucie kogoś zabić? Czy to strach i podniecenie zmieszane w przedziwne
uczucie, którego chcesz więcej, a zarazem pragniesz nigdy już nie czuć? Dlatego
ludzie zabijają? Myślisz, iż to słabnie? Dlatego musisz zabijać więcej i więcej,
aż w końcu nie czujesz nic, ale zabijasz mając nadzieję, iż choć namiastka tego
się znów pojawi? – Słowa wychudłej postaci w masce gazowej przebijały się przez
zadymioną przestrzeń.
Zatopiony w kanapie detektyw
czuł, iż zna odpowiedź na ten bełkot. Nie chciał jednak odpowiadać. Czy było to
przez strach, iż przyzna coś przed sobą? Czy może po prostu uważał, iż nie
warto? Nie miał pojęcia. Wiedział jednak, iż musi iść. Zerwał się więc
gwałtownie i wyszedł na korytarz, na końcu którego upadała zielonooka kobieta.
Stanowczym krokiem udał się w jej stronę. Z każdym krokiem czuł jakby powietrze
gęstniało, a jego serce przyśpieszało. Miał wrażenie, iż się zatraca. Zebrał więc
siły psychiczne i zatrzymał się nagle, by zapukać w pobliskie drzwi.
Szczęknięcie
zamka, skrzypnięcia zawiasów i widok blondynki o piwnych oczach, ubranej w
piżamę, orzeźwiły jego zmulony umysł.
– Zjesz ze mną kolację? –
zapytał, konfundując kobietę. – W restauracji.
– Ubiorę się – odparła nie do
końca pewnie.
Nieliczni ludzie za oknem
snuli się to na spacer, to powracając do domów. Ci zaś we wnętrzu oddawali się
przyjemności, jaką dawało spożywanie bardziej lub mniej wymyślnych posiłków.
Świat był taki jak każdego wieczoru. Senny i powolny. Wśród tego wszystkiego
siedział detektyw, spożywając bez apetytu jakąś sałatkę, a także jego
współpracownica, która już dawno oporządziła cokolwiek było na jej talerzu i sączyła
powoli słodkie wino.
– Przestań – rzuciła w końcu
zirytowana.
– Co takiego? – zdziwił się.
– Gapisz się na mnie od kiedy
tu weszliśmy!
– Hmm… – mruknął, szturchając
widelcem – Kogoś mi przypominasz.
– Kogo?
– Żebym ja to wiedział…
Po tym westchnieniu zapadła
cisza, która miała potencjał, by trwać. Z jakiegoś powodu detektyw postanowił
się odezwać.
– Jak to się stało, iż
zostałaś detektywem?
– Człowiek, który zastrzelił
moją matkę, nigdy nie został ukarany – Dziewczyna nie pokazała po sobie żadnych
emocji.
– Nie prościej było go po
prostu zabić?
– Najpierw należałoby go
znaleźć. – Ewidentnie niepocieszona wzięła większy łyk wina niż dotychczas.
– Yhym…
– A ty? Co ciebie skłoniło do
bycia detektywem? – Oparła brodę na głowach, jakby była niezwykle
zainteresowana.
– Kto to wie?
– To co ci się podobało w tej
pracy, iż nie zrezygnowałeś?
– Może fakt, iż jakoś mi to
wychodzi.
– Czyli naprawdę nic nie
pamiętasz? – uśmiechnęła się lekko niedowierzając.
– Cóż.. Są rzeczy, twarze,
wydarzenia, które czasem zaczynam kojarzyć. Niestety widzę je jak przez bardzo
gęstą mgłę. – W końcu postanowił zakończyć znęcanie się nad jedzeniem i odłożył
widelec.
– Ciekawe kto cię tak
urządził. Wyłowiony z wody. Dwie rany postrzałowe w piersi. Cud, iż przeżyłeś.
– Widzę, iż dobrze zapoznałaś
się z moimi aktami.
– Lubię wiedzieć z kim
pracuję. – Uśmiechnęła się miło.
– Ambitna z ciebie kobieta.
– Skąd ten wniosek? – zdziwiła
się.
– Prowadzisz dużą sprawę.
– To trochę więcej niż
ambicja. – Na obliczu pojawił się zarys niesmaku, gdy obróciła głowę w stronę
okna.
– Oh? – zaciekawił się.
Nie dane mu było niestety
usłyszeć więcej, gdyż rozmówczyni poderwała się nagle jakby coś zobaczyła i
odstawiwszy lampkę wina, opuściła szybkim krokiem restaurację. Może wybiegłby
za nią, gdyby nie fakt, iż tak bardzo mu się nie chciało. Westchnął więc
głęboko i zawołał kelnera.
Poranek zastał detektywa
nagle i energicznie. Czuł on się tak trzeźwo i dobrze, iż w mig zaczął tworzyć
plany cóż dziś zrobi. Zamyślił się tak głęboko, iż nawet nie zauważył, kiedy
ogarnął poranną toaletę i zaczął przygotowywać sobie śniadanie. Pełnię
świadomości odzyskał dopiero, stojąc w kuchennym oknie z kawą w ręku,
obserwując budzące się do życia osiedle.
– Jajka… – mruknął,
odstawiając kawę na parapet.
Następnie wyłączył kuchenkę,
wstawił ugotowane jajka do zimnej wody i gdy ostygły zakończył przygotowywanie
kanapek. Wróciwszy do okna spożył śniadanie, dokończył kawę i wziął głęboki
wdech.
– Tragedia.
Po tym umył naczynia, ubrał
się i wyszedł z mieszkania, aby zapukać do Anny. Mimo spędzenia przed jej
drzwiami dłuższej chwili, nie uzyskał żadnej odpowiedzi.
Może śpi.
To stwierdziwszy, powrócił
do siebie, spakował rzeczy na siłownię i wyszedł. Zamykając drzwi spojrzał się
jeszcze ku mieszkaniu Anny i dał sobie chwilę, aby ponasłuchiwać. Nic jednak
nie usłyszawszy, ruszył na klatkę schodową.
*****
Fragment IX
Komentarze
Prześlij komentarz