Narodziny
Dziewczyna
wyrwała się nagle ze snu. Siedząc na łożu, starała się uspokoić skołatane
serce. „Czy wszystko było marnym koszmarem?” Pokój w którym się znajdowała,
świadczył przeciwnie. Próbując zebrać myśli, spojrzała za siebie. Nic
szczególnego tam nie było. Jedynie kilka poduszek i rzucona kołdra. Spojrzała
więc ponownie w stronę drzwi. Odwracając głowę, dostrzegła kątem oka niewielki
ruch. Przestraszona zeskoczyła błyskawicznie z łóżka, potykając się i upadając
na twarz. Podniosła się z jękiem, trzymając z obolały nos, tylko po to by
ujrzeć stojącego nad nią starszego mężczyznę.
- Dzień dobry moja pani. Sugeruję dziś ubiór, pozwalający przećwiczyć ceremonię przejęcia. Prosty i lekki krój imitujący oryginalny strój. - rzekł otwierając drzwi balkonowe.
Następnie nie zważając na zmieszanie młodej damy, podszedł do wielkiej szafy z bambusa i wyciągnął z niej jedyne czarne przedmioty w pokoju. Były to wysokie za kostkę, lekkie buty, spodnie o szerokich nogawkach, sięgające bioder, wąska, taliowana koszula i długi płaszcz z rozciętymi rękawami.
- Zechce pani zażyć kąpieli przed śniadaniem. Pani umysł musi być trzeźwy, a ciało czyste, gdy stoi pani przed wyborem imienia. – mówił ścieląc łóżko i układając na nim części garderoby.
- Imię? – zapytała, stojąc i nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Oczywiście. Błagam o wybaczenie. Otóż, jako członek i głową rodziny jest pani bezimienna. Jednakowoż podążając ścieżką przodków, może pani swe imię zdobyć, razem ze wszystkimi innymi… rzeczami. – wyjaśniał napełniając wodą wielką wannę z białej perły.
- Jakie imię posiadał mój poprzednik. – zapytała zaciekawiona.
- Nie posiadał żadnego. Był bezimienny do samego końca. Z wyboru. Potrzeba wielkiej siły, by oprzeć się pokusie. Czasami tak mawiał. Choć zawsze wtedy się śmiał. Możliwe, iż sobie żartował. – mówił kierując się w stronę otwartych drzwi.
Gdy wyszedł, zamykając za sobą drzwi, pozostawiona w samotności kobieta, usiadła w wannie i z nie pozostawiającym ją, lekkim niepokojem przymknęła oczy, rozkoszując się kąpielą.
W środku nocy
pozornie pustymi korytarzami przemierzała młoda dziewczyna. Mimo jasnego
światła wszystkich księżyców, jej otoczenie skąpane było w niezliczonych
cieniach. Spacerując powoli, w poszukiwaniu swego pokoju, czuła jak narasta w
niej paniczny strach, rozwijający się jak małe niewinne nasionko. Powstrzymała się
przed przyspieszeniem kroku mimo wyraźnego wrażenia, że ktoś znajduje się za
nią. W zabałaganionych myślach, co chwilę pojawiało się nurtujące pytanie: „Czemu
się zgubiłam?”. Do tego dochodziło nieodparte przeczucie, iż idealny, śnieżnobiały kolor
zastąpił, wszechobecną czerń znajdującą się niegdyś wszędzie. Czuła się
nieswojo. W końcu nie wytrzymała i błyskawicznie wkroczyła do jednego z pokoi,
zatrzaskując za sobą drzwi. Następnie oparła się o nie, oddychając szybko i
płytko. Nagle uświadomiła sobie, jaki hałas wywołała pośród nocnej ciszy. Ilość
skurczy jej serca zwielokrotniła się na powrót.
- Zgubiła się pani? – zapytała pokojówka z miłym uśmiechem na twarzy, która pojawiła się znikąd.
Dziewczyna zaczęła oddychać jeszcze szybciej, niemal tracąc oddech. Trzęsła się cała i chwiała centymetr w przód i tyle samo w tył. W gardle jej zaschło. Nie mogła wydusić z siebie słowa, gdy obserwowała jak przyjazne oblicze nieznanej kobiety, zmienia się w coraz bardziej diaboliczne. Próbowała się ruszyć, jednak strach ją sparaliżował. Nogi się pod nią ugięły i zsunęła się na podłogę. Dookoła była tylko ciemność, a w jej centrum zwykła, lecz przerażająca pokojówka, która zaczynała powoli niknąć, zlewając się z cieniami. Ciało dziewczyny nadal odmawiało posłuszeństwa. Oczy zaszły nieprzejrzystą mgłą. Silne dreszcze i zimny pot zalewały organizm. Była coraz słabsza. Ostatnimi i wątpliwymi resztkami sił, próbowała wyrwać się z toni, w której się zanurzała. Na to było jednak za późno. Pochłonęła ją nieprzejrzysta ciemność nieznanych światów.
Cichy odgłos
pióra muskającego kartkę papieru wypełniał pomieszczenie. Niewielki ogień
płonący w kominku ocieplał wnętrze. Przez szyby zamkniętych drzwi balkonowych
wzierało do wnętrza silne światło ostatnich trzech księżyców, które oświetlało
jedynie czarne, mahoniowe biurko, którego wierzch pokrywała cienka warstwa
szkła lapis luna. Młoda dziewczyna otworzyła oczy i obróciła głowę w stronę
tajemniczej postaci, zapisującej coś w księdze. Istota wydawała się jej
znajoma, jakby była dawnym cieniem kogoś potężnego. Wyglądała jakby cała
stworzona była z czarnego dymu i gęstego mroku. Nagle nieznajomy zaprzestał
pisania, odłożył pióro, wstał od mebla i skierował się w stronę wyjścia. Po
pierwszym kroku zaczął powoli ulatywać, a gdy znajdował się w połowie drogi,
rozproszył się już całkowicie. Kobieta obserwująca całą sytuację, nie była
zdziwiona. Wstała zafascynowana atmosferą i podeszła do biurka. Spojrzała w
otwartą księgę i przeczytała zapisane tam słowa. Z każdą kolejną literą jej
strach narastał. Panicznie przerażenie wbijało się w niewinny umysł. Ogarniało
ją nieskończone zimno. Ogień w kominku zgasł, a księżyce przysłonięte zostały
przez ciemne chmury. Oddech dziewczyny przyspieszył, spłycając się
równocześnie. Na drżących, bezsilnych nogach starała się podejść do drzwi. Zza
zdrętwiałych warg próbowała wydostać nawet cichy jęk. Wszystko jednak spełzło
na niczym. Bez nadziei upadła na kolana, zwieszając głowę.
- Nadzieja i strach. Bezmyślna głupota. – usłyszała cichy szept, gdzieś na granicy swego ledwo funkcjonującego umysłu.
Z jej oczu polały się gęste łzy, na chwilę przed tym, gdy rzeczywistość przeszył niemy krzyk.
- Moja pani życzy
sobie czegoś jeszcze? – zapytał podstarzały sługa.
- Tak. Chcę zobaczyć twoją krew. – rzekła, rozcinając nożem, leżące na talerzu mięso.
- Wybacz moja pani, lecz ja nie mam krwi. Ma ją tylko to marne ciało, w którym się znajduję. – rzekł z lekkim pokłonem, mając zamiar odejść.
- Pokaż mi więc krew tego ciała. – odrzekła, wpatrując się w oczy mężczyzny i nie przestając kroić mięsiwa.
- Jak sobie pani życzy. – odpowiedział, podwijając rękaw koszuli.
Następnie jednym ze swoich paznokci, zrobił niewielką ranę niedaleko nadgarstka. Momentalnie zaczęła spływać białobłękitna ciecz. Sługa chwycił pusty kielich i skroplił, skapujący z jego ręki płyn. Gdy w naczynie napełniło się sześcioma kroplami, rana natychmiast się zagoiła.
- Lodowe dziecie… - szepnęła z uśmiechem.
- Które tkwi w swym ukochanym lodzie. Miłość krzywdzi. – powiedział odstawiając kielich na stół.
Po tym skłonił się niewielce i oddalił bez pośpiechu. Gdy znikł, zamykając za sobą drzwi, młoda dziewczyna wzięła naczynie do rąk i spoglądając w gęstniejącą ciecz, uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Wypiła zawartość i rozkoszowała się dziwnym zimnem przeszywającym jej ciało i umysł. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła się histerycznie śmiać, bez opamiętania. Naraz do jej śmiechu dołączyły śmiechy snujących się bez celu, po ogromnej sali cienistych, ledwo widocznych postaci.
Do wypełnionego
światłem dnia i odgłosem pióra muskającego papier pokoju, wkroczyła młoda, rozbawiona
dziewczyna.
- Czemu tu tak dziwnie?! Czarny pokój w białym pałacu! Jakaż tragedia nieznana! I ten półmrok, mimo słońca w pełni?! Co o tym myślisz cieniu? – mówiła śmiejąc się histerycznie.
Następnie stanęła za postacią przy biurku i udając, że czegoś szuka, spoglądała kątem oka na zapisującą coś w księdze istotę. Ta jednak nie przerywała swego zajęcia, nie poruszona sytuacją. Na twarzy sfrustrowanej kobiety pojawił się grymas, który znikł szybko zastąpiony wymuszonym uśmiechem.
- Cieniu? Marny sługo. Moje słowa, twoją wolą? Cieniu. Zrób, że coś. – rzekła, siadając na brzegu biurka.
Nieznajomy nadal nie reagował, zajęty swymi sprawami. Dziewczyna cmoknęła, zeskoczyła z mebla i wyszła na balkon.
- Jeny… Ależ tu wysoko! – mówiła uradowana jak dziecko – Myślisz, że upadek z tej wysokości byłby zabójczy? Może się przekonamy, co?
Po tych słowach wspięła się na balustradę i balansowała niebezpiecznie na krawędzi, wykonując różnego rodzaju akrobacje.
- Nawet nie wiedziałam, że tak umiem! – krzyknęła poprzez szaleńczy śmiech.
Nagle stanęła w miejscu, obróciła się przodem do przepaści i powoli przechyliła w tył. Upadła boleśnie. Zmroczyło ją na chwilę. Złapała się za głowę i zaczęła na powrót śmiać. Otwierając oczy, podniosła rękę nad swoją twarz i popatrzyła przez okrwawione palce na stojącą nad nią cienistą postać, która patrzyła się z nostalgią w dal, a gdy skończyła skierowała się w stronę drzwi, niknąc powoli.
- Zaczekaj! Ja też chce! Nie zostawiaj mnie! – wołała przez łzy z ogromnym smutkiem.
Istota jednak nie zważała na jej jęki i znajdując się w połowie drogi zniknęła ulatując jak czarny dym. Dziewczyna pozostała sama, klęcząc na balkonie, z okrwawioną głową. Niespodziewanie smutek na jej obliczu przerodził się w szaleńczą radość, a z gardła wydobył się chrypliwy, histeryczny śmiech, niosący się echem po wszystkich korytarzach zamku.
Białoperłowy talerz rozbił się na kawałki, uderzając z impetem w posadzkę. Zaraz za nim spadał szklany kieliszek, srebrny nóż i widelec. Dźwięki spowodowane spadaniem przedmiotów zostały zgłoszone krzykiem nieopanowanej złości.
- Nie!
- Ależ moja pani. Politycy... – mówił spokojnie podstarzały sługa, kłaniając się lekko.
- Nie obchodzi mnie to! Nie mają żadnego prawa dyktować mi zakazów i nakazów! Dość już tego! Załatwimy sprawę raz, a dobrze. Możesz odejść.
- Tak moja pani. – mężczyzna skłonił się nisko i bez pośpiechu opuścił salę tronową.
Młoda dziewczyna siedziała na tronie, stukając paznokciami o podłokietnik. Nie zwracała uwagi na przedmioty leżące na podłodze. Kipiący z niej gniew i zniecierpliwienie, były wzmacniane przez brak apetytu i obrzydzenie jakimkolwiek jedzeniem. Naraz poderwała się i ruszyła śpiesznym krokiem w stronę drzwi.
- Melduj! – krzyknęła do stojącej tam cienistej postaci, ubranej w poniszczoną, brudną zbroję.
- Pani. – ta wyprostowała się momentalnie uderzając zaciśniętą pięścią w pierś – Czekamy na rozkazy.
- Wspaniale. – rzekła z zamiarem odejścia, jednak powstrzymały ją kolejne słowa żołnierza.
- Moja pani. Wybacz, ale są tacy którzy wątpią. – wydusił z siebie drżącym, słabym głosem.
- Wątpią? – zapytała zbliżając się do istoty i stuknąłwszy paznokciami po jej napierśniku kontynuowała – Jeżeli ktokolwiek wątpi, to przekaż mu…
- Tak pani? – zapytał zaniepokojony nagłym milczeniem kobiety.
- To! – krzyknęła, wbijając mu sztylet w bok.
Wojak upadł na kolana, próbując złapać oddech. Wyciągając przed siebie rękę, aby złagodzić upadek, lecz stracił przytomność i zwalił się na posadzkę. Chwilę po tym wydarzeniu po pomieszczeniu rozniosły się dźwięki ciężkich kroków.
- Zabierzcie go. Będzie walczył w pierwszej linii. – rzuciła dziewczyna siadając na tronie. Tego dnia zamczysko stało puste. Nikt nie śmiał wchodzić w drogę pani domu, która nie miała żadnej litości.
Drzwi otworzyły się z hukiem, pchnięte przez młodą dziewczynę, która wtargnęła do jedynego czarnego pokoju w posiadłości.
- Stój! Cieniu! Rozkazuję ci! – krzyczała, idąc szybkim krokiem w stronę znikającej już cienistej postaci, która nie zważając na jej słowa, szła dalej.
Kobieta rzuciła się w stronę istoty, lecz przeleciała tylko przez pozostały jeszcze po niej czarny dym. Stanęła rozzłoszczona przed biurkiem. Długie białe włosy spadły kosmykami na jej twarz, denerwując ją jeszcze bardziej. Nie mogąc dłużej wytrzymać wrzasnęła wściekle tak głośno jak tylko mogła. Dźwięk ten rozniósł się po wszystkich komnatach i korytarzach budynku.
W pomieszczeniu
wypełnionym dźwiękiem pióra muskającego papier i ciepłem ognia płonącego w
kominku, siedziała młoda dama wpatrująca się w przestrzeń, bez jakichkolwiek
oznak życia. Cienista postać zapisująca coś w księdze, właśnie skończyła i
wstała, aby odejść. Robiła to codziennie, zapełniając puste strony słowami
innego świata. Zupełnie jakby istniała tylko po to, by to robić. Pojawiać się,
pisać i znikać. Nie więcej, nie mniej. Tym razem również zniknęła w połowie
drogi do drzwi. Kobieta nie przejmowała się tym. Siedząc w ciszy i
unieruchomieniu wyglądała jak puste naczynie, pozbawione duszy. Nagle rozległo
się pukanie, któremu odpowiedziało milczenie. Minęła chwila, po której do
pokoju wszedł podstarzały sługa, niosący gorący napar w jednej ręce.
- Daranie, czy wiesz czemu moje włosy są popielate? – zapytała bez emocji.
- Nie moja pani. – odrzekł, stawiając przed nią naczynie z napojem.
- Czy wiesz zatem, czemu cały ten budynek jest popielaty…?
- Nie moja pani.
- Tylko ten pokój pozostał nie zmieniony.
- Cienie dawnych panów zamieszkują to zamczysko. Każdy z nich miał kiedyś swój pokój. Każdy z nich został zapomniany i pozostawił po sobie cień. Niewielu może spojrzeć w ich przeszłość.
- Ile to już? Czy to już koniec?
- Czas jest względny moja pani.
Zapadła chwila ciszy, gdy nagle kobieta otrząsnęła się.
- Koniec? Nie. To dopiero początek. – powiedziała ze spokojem i pewnością siebie w głosie.
- Będę więc pani wyczekiwał. – odrzekł, kłaniając się nisko.
- Zanim odejdziesz. Co to jest? – zapytała, wskazując stygnący napar.
- Ulubiony napój pani poprzednika. Żegnam. – odpowiedział, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
- Yhym… - westchnęła i złapała za naczynie.
Po pewnym czasie wpatrywania się w znajdujący się w nim płyn, upiła trochę i skrzywiła się. Różnorodność smaków i zapachów wywoływała u niej wielorakie odczucia, zaś posmak, który pozostawał był nie do opisania. Gdy jednak wszystko minęło, pojawiła się dziwna przyjemność z picia tego naparu. Wypiła więc jeszcze kolejny łyk. Wszystko przeszyło ją ponownie. Piła więc dalej. Gdy napój się skończył, popatrzyła z utęsknieniem na dno kubka i odstawiła go. Następnie wstała, i skierowała się w stronę wyjścia. Otwierając duże drzwi z popielatego drewna, ujrzała nieprzejrzystą ciemność, w którą miała właśnie wkroczyć. Poczuła wszystko to co odczuwali jej poprzednicy, stojący jako jeden cień za jej plecami. Odrzuciła jednak wszystkie nieswoje emocje i myśli na bok. Oczyściła umysł i wkroczyła w pustkę, znikając powoli w szponach jej mroku. Przejście zamknęło się samoczynnie, pozostawiając pusty pokój z biurkiem, na którym leżała duża otwarta księga i puste naczynie po gorącym naparze.
- Dzień dobry moja pani. Sugeruję dziś ubiór, pozwalający przećwiczyć ceremonię przejęcia. Prosty i lekki krój imitujący oryginalny strój. - rzekł otwierając drzwi balkonowe.
Następnie nie zważając na zmieszanie młodej damy, podszedł do wielkiej szafy z bambusa i wyciągnął z niej jedyne czarne przedmioty w pokoju. Były to wysokie za kostkę, lekkie buty, spodnie o szerokich nogawkach, sięgające bioder, wąska, taliowana koszula i długi płaszcz z rozciętymi rękawami.
- Zechce pani zażyć kąpieli przed śniadaniem. Pani umysł musi być trzeźwy, a ciało czyste, gdy stoi pani przed wyborem imienia. – mówił ścieląc łóżko i układając na nim części garderoby.
- Imię? – zapytała, stojąc i nie wiedząc co ze sobą zrobić.
- Oczywiście. Błagam o wybaczenie. Otóż, jako członek i głową rodziny jest pani bezimienna. Jednakowoż podążając ścieżką przodków, może pani swe imię zdobyć, razem ze wszystkimi innymi… rzeczami. – wyjaśniał napełniając wodą wielką wannę z białej perły.
- Jakie imię posiadał mój poprzednik. – zapytała zaciekawiona.
- Nie posiadał żadnego. Był bezimienny do samego końca. Z wyboru. Potrzeba wielkiej siły, by oprzeć się pokusie. Czasami tak mawiał. Choć zawsze wtedy się śmiał. Możliwe, iż sobie żartował. – mówił kierując się w stronę otwartych drzwi.
Gdy wyszedł, zamykając za sobą drzwi, pozostawiona w samotności kobieta, usiadła w wannie i z nie pozostawiającym ją, lekkim niepokojem przymknęła oczy, rozkoszując się kąpielą.
- Zgubiła się pani? – zapytała pokojówka z miłym uśmiechem na twarzy, która pojawiła się znikąd.
Dziewczyna zaczęła oddychać jeszcze szybciej, niemal tracąc oddech. Trzęsła się cała i chwiała centymetr w przód i tyle samo w tył. W gardle jej zaschło. Nie mogła wydusić z siebie słowa, gdy obserwowała jak przyjazne oblicze nieznanej kobiety, zmienia się w coraz bardziej diaboliczne. Próbowała się ruszyć, jednak strach ją sparaliżował. Nogi się pod nią ugięły i zsunęła się na podłogę. Dookoła była tylko ciemność, a w jej centrum zwykła, lecz przerażająca pokojówka, która zaczynała powoli niknąć, zlewając się z cieniami. Ciało dziewczyny nadal odmawiało posłuszeństwa. Oczy zaszły nieprzejrzystą mgłą. Silne dreszcze i zimny pot zalewały organizm. Była coraz słabsza. Ostatnimi i wątpliwymi resztkami sił, próbowała wyrwać się z toni, w której się zanurzała. Na to było jednak za późno. Pochłonęła ją nieprzejrzysta ciemność nieznanych światów.
- Nadzieja i strach. Bezmyślna głupota. – usłyszała cichy szept, gdzieś na granicy swego ledwo funkcjonującego umysłu.
Z jej oczu polały się gęste łzy, na chwilę przed tym, gdy rzeczywistość przeszył niemy krzyk.
- Tak. Chcę zobaczyć twoją krew. – rzekła, rozcinając nożem, leżące na talerzu mięso.
- Wybacz moja pani, lecz ja nie mam krwi. Ma ją tylko to marne ciało, w którym się znajduję. – rzekł z lekkim pokłonem, mając zamiar odejść.
- Pokaż mi więc krew tego ciała. – odrzekła, wpatrując się w oczy mężczyzny i nie przestając kroić mięsiwa.
- Jak sobie pani życzy. – odpowiedział, podwijając rękaw koszuli.
Następnie jednym ze swoich paznokci, zrobił niewielką ranę niedaleko nadgarstka. Momentalnie zaczęła spływać białobłękitna ciecz. Sługa chwycił pusty kielich i skroplił, skapujący z jego ręki płyn. Gdy w naczynie napełniło się sześcioma kroplami, rana natychmiast się zagoiła.
- Lodowe dziecie… - szepnęła z uśmiechem.
- Które tkwi w swym ukochanym lodzie. Miłość krzywdzi. – powiedział odstawiając kielich na stół.
Po tym skłonił się niewielce i oddalił bez pośpiechu. Gdy znikł, zamykając za sobą drzwi, młoda dziewczyna wzięła naczynie do rąk i spoglądając w gęstniejącą ciecz, uśmiechnęła się jeszcze bardziej. Wypiła zawartość i rozkoszowała się dziwnym zimnem przeszywającym jej ciało i umysł. Oparła się o oparcie krzesła i zaczęła się histerycznie śmiać, bez opamiętania. Naraz do jej śmiechu dołączyły śmiechy snujących się bez celu, po ogromnej sali cienistych, ledwo widocznych postaci.
- Czemu tu tak dziwnie?! Czarny pokój w białym pałacu! Jakaż tragedia nieznana! I ten półmrok, mimo słońca w pełni?! Co o tym myślisz cieniu? – mówiła śmiejąc się histerycznie.
Następnie stanęła za postacią przy biurku i udając, że czegoś szuka, spoglądała kątem oka na zapisującą coś w księdze istotę. Ta jednak nie przerywała swego zajęcia, nie poruszona sytuacją. Na twarzy sfrustrowanej kobiety pojawił się grymas, który znikł szybko zastąpiony wymuszonym uśmiechem.
- Cieniu? Marny sługo. Moje słowa, twoją wolą? Cieniu. Zrób, że coś. – rzekła, siadając na brzegu biurka.
Nieznajomy nadal nie reagował, zajęty swymi sprawami. Dziewczyna cmoknęła, zeskoczyła z mebla i wyszła na balkon.
- Jeny… Ależ tu wysoko! – mówiła uradowana jak dziecko – Myślisz, że upadek z tej wysokości byłby zabójczy? Może się przekonamy, co?
Po tych słowach wspięła się na balustradę i balansowała niebezpiecznie na krawędzi, wykonując różnego rodzaju akrobacje.
- Nawet nie wiedziałam, że tak umiem! – krzyknęła poprzez szaleńczy śmiech.
Nagle stanęła w miejscu, obróciła się przodem do przepaści i powoli przechyliła w tył. Upadła boleśnie. Zmroczyło ją na chwilę. Złapała się za głowę i zaczęła na powrót śmiać. Otwierając oczy, podniosła rękę nad swoją twarz i popatrzyła przez okrwawione palce na stojącą nad nią cienistą postać, która patrzyła się z nostalgią w dal, a gdy skończyła skierowała się w stronę drzwi, niknąc powoli.
- Zaczekaj! Ja też chce! Nie zostawiaj mnie! – wołała przez łzy z ogromnym smutkiem.
Istota jednak nie zważała na jej jęki i znajdując się w połowie drogi zniknęła ulatując jak czarny dym. Dziewczyna pozostała sama, klęcząc na balkonie, z okrwawioną głową. Niespodziewanie smutek na jej obliczu przerodził się w szaleńczą radość, a z gardła wydobył się chrypliwy, histeryczny śmiech, niosący się echem po wszystkich korytarzach zamku.
Białoperłowy talerz rozbił się na kawałki, uderzając z impetem w posadzkę. Zaraz za nim spadał szklany kieliszek, srebrny nóż i widelec. Dźwięki spowodowane spadaniem przedmiotów zostały zgłoszone krzykiem nieopanowanej złości.
- Nie!
- Ależ moja pani. Politycy... – mówił spokojnie podstarzały sługa, kłaniając się lekko.
- Nie obchodzi mnie to! Nie mają żadnego prawa dyktować mi zakazów i nakazów! Dość już tego! Załatwimy sprawę raz, a dobrze. Możesz odejść.
- Tak moja pani. – mężczyzna skłonił się nisko i bez pośpiechu opuścił salę tronową.
Młoda dziewczyna siedziała na tronie, stukając paznokciami o podłokietnik. Nie zwracała uwagi na przedmioty leżące na podłodze. Kipiący z niej gniew i zniecierpliwienie, były wzmacniane przez brak apetytu i obrzydzenie jakimkolwiek jedzeniem. Naraz poderwała się i ruszyła śpiesznym krokiem w stronę drzwi.
- Melduj! – krzyknęła do stojącej tam cienistej postaci, ubranej w poniszczoną, brudną zbroję.
- Pani. – ta wyprostowała się momentalnie uderzając zaciśniętą pięścią w pierś – Czekamy na rozkazy.
- Wspaniale. – rzekła z zamiarem odejścia, jednak powstrzymały ją kolejne słowa żołnierza.
- Moja pani. Wybacz, ale są tacy którzy wątpią. – wydusił z siebie drżącym, słabym głosem.
- Wątpią? – zapytała zbliżając się do istoty i stuknąłwszy paznokciami po jej napierśniku kontynuowała – Jeżeli ktokolwiek wątpi, to przekaż mu…
- Tak pani? – zapytał zaniepokojony nagłym milczeniem kobiety.
- To! – krzyknęła, wbijając mu sztylet w bok.
Wojak upadł na kolana, próbując złapać oddech. Wyciągając przed siebie rękę, aby złagodzić upadek, lecz stracił przytomność i zwalił się na posadzkę. Chwilę po tym wydarzeniu po pomieszczeniu rozniosły się dźwięki ciężkich kroków.
- Zabierzcie go. Będzie walczył w pierwszej linii. – rzuciła dziewczyna siadając na tronie. Tego dnia zamczysko stało puste. Nikt nie śmiał wchodzić w drogę pani domu, która nie miała żadnej litości.
Drzwi otworzyły się z hukiem, pchnięte przez młodą dziewczynę, która wtargnęła do jedynego czarnego pokoju w posiadłości.
- Stój! Cieniu! Rozkazuję ci! – krzyczała, idąc szybkim krokiem w stronę znikającej już cienistej postaci, która nie zważając na jej słowa, szła dalej.
Kobieta rzuciła się w stronę istoty, lecz przeleciała tylko przez pozostały jeszcze po niej czarny dym. Stanęła rozzłoszczona przed biurkiem. Długie białe włosy spadły kosmykami na jej twarz, denerwując ją jeszcze bardziej. Nie mogąc dłużej wytrzymać wrzasnęła wściekle tak głośno jak tylko mogła. Dźwięk ten rozniósł się po wszystkich komnatach i korytarzach budynku.
- Daranie, czy wiesz czemu moje włosy są popielate? – zapytała bez emocji.
- Nie moja pani. – odrzekł, stawiając przed nią naczynie z napojem.
- Czy wiesz zatem, czemu cały ten budynek jest popielaty…?
- Nie moja pani.
- Tylko ten pokój pozostał nie zmieniony.
- Cienie dawnych panów zamieszkują to zamczysko. Każdy z nich miał kiedyś swój pokój. Każdy z nich został zapomniany i pozostawił po sobie cień. Niewielu może spojrzeć w ich przeszłość.
- Ile to już? Czy to już koniec?
- Czas jest względny moja pani.
Zapadła chwila ciszy, gdy nagle kobieta otrząsnęła się.
- Koniec? Nie. To dopiero początek. – powiedziała ze spokojem i pewnością siebie w głosie.
- Będę więc pani wyczekiwał. – odrzekł, kłaniając się nisko.
- Zanim odejdziesz. Co to jest? – zapytała, wskazując stygnący napar.
- Ulubiony napój pani poprzednika. Żegnam. – odpowiedział, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
- Yhym… - westchnęła i złapała za naczynie.
Po pewnym czasie wpatrywania się w znajdujący się w nim płyn, upiła trochę i skrzywiła się. Różnorodność smaków i zapachów wywoływała u niej wielorakie odczucia, zaś posmak, który pozostawał był nie do opisania. Gdy jednak wszystko minęło, pojawiła się dziwna przyjemność z picia tego naparu. Wypiła więc jeszcze kolejny łyk. Wszystko przeszyło ją ponownie. Piła więc dalej. Gdy napój się skończył, popatrzyła z utęsknieniem na dno kubka i odstawiła go. Następnie wstała, i skierowała się w stronę wyjścia. Otwierając duże drzwi z popielatego drewna, ujrzała nieprzejrzystą ciemność, w którą miała właśnie wkroczyć. Poczuła wszystko to co odczuwali jej poprzednicy, stojący jako jeden cień za jej plecami. Odrzuciła jednak wszystkie nieswoje emocje i myśli na bok. Oczyściła umysł i wkroczyła w pustkę, znikając powoli w szponach jej mroku. Przejście zamknęło się samoczynnie, pozostawiając pusty pokój z biurkiem, na którym leżała duża otwarta księga i puste naczynie po gorącym naparze.
Komentarze
Prześlij komentarz