Szum liści targany delikatnym wiatrem rozbrzmiał w przestrzeni, wyciągając detektywa z objęć snu. Ten zdezorientowany podniósł telefon i ujrzawszy godzinę szóstą, wyłączył budzik. W pokoju nastała cisza. Nie mogąc sobie przypomnieć jak trafił do łóżka, usiadł na jego skraju. Powalczywszy chwilę z pragnieniem wypicia kawy, wstał i skierował kroki do kuchni. Po drodze rzucił okiem na zaległy na podłodze koło wieszaka płaszcz, przypominając sobie, iż wykonał wczoraj kopię klucza Remigiusza. Znalazłszy się na miejscu, zabrał się za przygotowywanie gorzkiego naparu. Czekając zaś, aż woda skończy się gotować, zbliżył się do okna. Promienie poranka rozgrzewały zarzucone rosą podwórko, po którym kręcili się wybywający do pracy sąsiedzi. Westchnął na to ciężko, zdając sobie sprawę, iż jego też dziś czeka praca. Kolejno zalał zagotowaną wodą ciemny proszek. Wygrzebał z szafki wielkiego sztangla i udał się do salonu, gdzie zasiadł na kanapie i zjadł śniadanie. Skończywszy, zbliżył się do dz...
Komentarze
Prześlij komentarz