Sprawa Żaka - Fragment LXII

 Mocne stąpnięcie momentalnie doprowadziło mnie do znacznej trzeźwości, bowiem w głowie miałem jeszcze mały mętlik. Do tego moje gardło paliła okrutna gorycz, odbierająca mi dech i przyprawiająca o nudności. Zmagając się z nią, rozejrzałem się w koło, by dostrzec, iż stoję w spowitej mrokiem piwniczki. Chcąc oświetlić sobie otoczenie, wyciągnąłem zapalniczkę i wskrzesiłem niewielki płomień. W tym samym momencie usłyszałem za sobą kroki. Odruchowo począłem się odwracać, lecz nie dane mi było tego uczynić, bowiem zostałem pchnięty z ogromną siłą. W efekcie uderzyłem z impetem w ścianę i usłyszałem donośny trzask w barku. Ból nie zdążył się jeszcze przebić do mej świadomości, gdy podniosłem się na nogi i uniknąłem kolejnego ataku. Na szczęście płomień zapalniczki nie zgasł mimo jej upadku, dzięki czemu widziałem zarys przeciwnika. Był on nieproporcjonalnie drobny względem swej siły. Nie było to jednak tym, na czym skupiłem swą uwagę. Bardziej bowiem interesowa mnie dziwnie znajoma zawieszka, noszona przez nieznajomego. Od razu wiedziałem, iż ona jest moim celem. Zamiast więc uniknąć kolejnego ataku, rzuciłem się w stronę przeciwnika i sprawnym ruchem zerwałem mu z szyi ów przedmiot. Wtem odczułem jakby coś wpełzało przez moje żyły do klatki. Momentalnie straciłem oddech i siłę w mięśniach, przez co me ciało upadło bezwiednie na ziemię.
            Moja świadomość znalazła się zaś w jakimś salonie. Otrząsnąwszy się z początkowego szoku, zorientowałem się, iż jestem we własnym domu, a raczej w miejscu, które go przypomina. Potworny strach momentalnie zrodził się w mej piersi, albowiem byłem już tu wcześniej i wiedziałem, iż czym prędzej muszę wyjść. Ruszyłem więc w stronę drzwi, gdy nagle sczezła postać z rudą czupryną pchnęła mnie na stojące nieopodal lustra. Ledwo zdążyłem w nie uderzyć, gdy zostałem zaatakowany ponownie. Potworna istota nie dawała mi chwili wytchnienia, rzucają mną po całym domie i niszcząc wszystko przy okazji. Podczas tego słoneczna pogoda za oknem zmieniła się w potworną burzę, która spowiwszy niebo, spowiła wszystko w mroku. Nie wiedziałem jak długo to trwało, ale nie miałem już siły. Byłem tak zmaltretowany i zrezygnowany, iż chciałem aby wszystko po prostu się skończyło. Mimo to istota nie przestawała się nade mną pastwić. Czerpała widoczną radość z mego cierpienia. W końcu jednak postanowiła wszystko zakończyć i pożreć mą duszę. Padła więc na kolana i wbiła we mnie swe szponiaste palce. W zasadzie mogłem się spodziewać takiego końca. Nie próbowałem więc nawet zawalczyć i po prostu się ze wszystkim pogodziłem. Nim jednak rudowłosa postać zdążyła wziąć pierwszy kęs, pojawił się obok nas młody brunet otoczony białą poświatą, na którego widok zamarła. Chłopak zbliżył się zaś do niej i przyklęknął, kładąc dłoń na jej policzku. Przez chwilę patrzyli sobie w oczy, aż w końcu brunet ją przytulił. Nagle oboje zapłonęli oślepiającym, białym ogniem, który spopielił ich w mgnieniu oka. Po tym nastał spokój. Czarne chmury rozrzedziły się, przepuszczając ciepłe promienie słońca. Świat zaś rozświetlił się i nabrał kolorów. Oparty w półsiadzie o ścianę, wpatrywałem się w obraz zdewastowanego domu. Momentalnie z moich oczu popłynęły łzy i osunąłem się na bok, próbując się skulić. Niespodziewanie moja głowa wylądowała na czyichś udach, a me nozdrza zalał zapach znajomej osoby.
            – Już, już. Jestem przy tobie. – Jej głos tylko wzmógł mój płacz. Zaczęła więc gładzić mnie po głowie. – Już nie musisz się bać. Nie musisz wracać. Możesz zostać ze mną.
            W końcu ogrom emocji począł mnie opuszczać, by na jego miejsce mogła pojawić się senność. Tak bardzo nie chciałem iść. Tak bardzo chciałem zostać i z nią być. Wtuliłem więc głowę mocniej w jej uda i na moment, na jedną chwilę… poddałem się.

*****


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI