Upadek - Fragment XI
Masywny,
dębowy stół oświetlony światłem świec zatkniętych na złotych świecznikach
zastawiony był przepięknymi naczyniami i niebywałą ilością przepysznie
wyglądających potraw. Spoglądając na niego odczuła głód, który zamanifestował
się w postaci burczenia w żołądku. Mimo, iż miała swój cel, który liczył się
ponad wszystko, doszła do wniosku, iż mogłaby coś przekąsić. Podeszła więc do
jednego z krzeseł i zasiadła na nim, zastanawiając się po co sięgnąć najpierw.
Nim zdążyła tego dociec jej oczom ukazały się inne osoby, siedzące przy stole.
Przyglądając się im dostrzegła, iż większość była całkiem szczupła. Niektórzy
jednak byli grubi, a wręcz śmiertelnie otyli. Niezależnie od tuszy, wszyscy
pożerali jedzenie z tak samo ogromnym zapałem. Widok ten nie napawał jej
obrzydzeniem, ani w sumie niczym. Sięgnęła więc po leżący przed nią piernik i
wzięła kęs, który rozpłynął się przyjemnością po jej ciele. Uczucie to nie
trwało niestety długo, gdyż nagle ogromna, tłusta dłoń sięgnęła z ciemności
rozciągającej się dookoła stołu i porwała jednego z śmiertelnie otyłych
osobników. Przerażona podniosła się, przewracając krzesło. Nagle postacie
zniknęły, a wszystko co zalegało na stole ukazało się jako nigdy nienaruszone. W
przestrzeni roznosiło się tylko odległe mlaskanie docierające gdzieś z góry.
Otrząsnąwszy się z szoku,
zaczęła odbiegać od stołu. Bardzo szybko trafiła jednak na ogromną, miękką
strukturę, pokrytą skórą. Bez zastanowienia zaczęła ciąć ją mieczem. Niestety
jedyne co tym osiągnęła, było zmęczenie. Spróbowała się więc uspokoić i
pomyśleć. Zamknęła oczy, zrobiła kilka głębokich wdechów i już wiedziała co
uczynić. Wróciła spokojnie do stołu i zasiadła przy nim. Ujrzawszy na powrót
ucztujące postacie, wyszukała wzrokiem najgrubszej i przyglądając się jej
uważnie, zaczęła czekać.
Minęła znacząca ilość czasu, lecz w końcu ogromna dłoń sięgnęła po
osobnika, który roztył się tak bardzo, iż ledwo sięgał po jedzenie. To był
moment, na który oczekiwała. Poderwała się więc i wielkimi susami pokonała
dzielącą ją od grubasa odległość. W ostatniej chwili udało jej się złapać
olbrzymich palców, które go chwyciły. Wznosząc się ku górze, dostrzegała skryte
w mroku, potężne cielsko, które wydawało się rozlewać w nieskończoność. W końcu
znalazła się nad głową, którą zdobiły dwie żółte gałki oczne. Czując po
okropnym odorze, iż gigant sięgnął już nad usta, zeskoczyła na policzek. Bojąc
się, iż potwór zaraz opuści głowę, aby wyszukać nowej ofiary, zebrała się
błyskawicznie i podbiegła do jego prawego oka, które rozcięła jednym zamachem
miecza. To wywołało okrzyk bólu i wierzgnięcie, które zrzuciło ją z oblicza
olbrzyma. Nie spadała jednak długo, gdyż zareagowała momentalnie i wbiła ostrze
w jego cielsko. Wisiała tak równie krótko, gdyż niespodziewanie tłusta dłoń
złapała ją w garść i wrzuciła do jamy ustnej. Ponieważ potwór postanowił
połknąć ją w całości, przesuwała się teraz wzdłuż gardła. Zaczęła panikować.
Nie wiedziała co robić dalej. Doszła nawet do wniosku, iż głupszego planu nie
mogła wymyślić. W rozpaczy wbiła miecz w ścianę przełyku. Niewielka rana
błyskawicznie się otworzyła i buchnął z niej strumień czarnej krwi, która w
mgnieniu oka wszystko zalała. Wydawałoby się, iż to czyniło sytuację jeszcze
gorszą. Prawda była jednak zgoła inna. Dziewczyna została bowiem zwymiotowana
na ogromny brzuch. Nim zdążyła odkasłać płyn, która wpłynęła jej do ust i dojść
do siebie, uczuła, iż olbrzym upada. Na moment wzleciała w powietrze, by
uderzyć w tłuste cielsko, które uderzyło w podłogę w niebywałym łoskotem.
Udało jej się. Jeszcze to do
niej nie docierało, ale pokonała potwora. Gdy ta świadomość już się pojawiła,
jedyne co mogła zrobić to się zaśmiać. Była tak blisko śmierci. Jednak się
udało. Szczęściu nie byłoby końca, gdyby nie przypomniała sobie dlaczego to
zrobiła.
Muszę go znaleźć.
Z tą myślą podniosła się i
zeszła z olbrzyma. Oczywiście zajęło jej to chwilę, aczkolwiek gdy stanęła na
czarnej, lustrzanej posadzce, błyskawicznie dostrzegła srebrne wrota błyszczące
w oddali. Mimo zmęczenia i senności, które na nią w końcu spadły, ruszyła ku
nim. Dotarłszy, pchnęła je delikatnie i gdy tylko otwarły się na oścież,
przekroczyła ich próg.
*****
Fragment X
Spis treści
Fragment XII
Komentarze
Prześlij komentarz