Zjawa - Fragment VII

Stuk obcasów, poprzedzony dźwiękiem otwieranych drzwi, wypełnił opanowane ciszą prosektorium. Trwał on, póki zmęczona kobieta nie dotarła do biurka, na którym zalegały dokumenty. Następnie rozległo się ciężkie westchnięcie i szelest kartek, po których stuk miał się na powrót odezwać.
            – Myślisz, iż… – Męski głos przeszył niespodziewanie przestrzeń.
            – Jezu! – wrzasnęła kobieta niemal upadając.
            – …dusza istnieje? – dokończył detektyw, leżący na stole prosektoryjnym.
            – Pojebało cię?! – usłyszał gniewne wykrzyknienie.
            – Nie zaprzeczę Martynko.
            – Co tu do cholery robisz?! – W jej głosie bynajmniej nie wybrzmiewała radość.
            – Musiałem iść i poszedłem… – mruknął pod nosem, tak iż nie można było go zrozumieć. Następnie podniósł się i zbliżył do Złotowłosej. – Przyszedłem z tobą posiedzieć.
            – Nie masz śledztwa do przeprowadzenia? Czy może znowu zatrzasnąłeś tej Annie drzwi przed nosem?
            – Zamknęła się w mieszkaniu z aktami Remigiusza, a ja się za tobą stęskniłem. Siedzisz dniami i nocami w pracy. Trudno cię ostatnio złapać. – Próbował się przytulić.
            – Mam robotę. Może jak będę miała wolne. – Odtrąciła go i wyszła.
            On zaś postał chwilę sam i wypuściwszy ciężko powietrze z płuc, również opuścił pomieszczenie.

 

Detektyw przemierzał biegiem kolejny słoneczny poranek, zastanawiając się nad sprawą Remigiusza. Z sekcji nie dowiedział się nic nowego. No może prócz tego, iż zabójca wciąż mógł być w mieście i garbować zdjętą z ofiary skórę. Potrzebował więcej informacji. Czy między ofiarami było jakieś powiązanie? Może osoby ze zdjęcia były kluczem do odpowiedzi. Może Remigiusz ukrywał coś jeszcze? Tylko gdzie mógł to schować i czy zabójca już tego nie znalazł?
            On czegoś szukał. Uświadomił sobie, przekręcając klucz w drzwiach mieszkania.
            Dźwięk zamka wyrwał go nagle z zamyślenia, wprowadzając tym samym w dezorientację. Nie pamiętał bowiem większości trasy, którą przebiegł i tego kiedy się tu znalazł. Przypominał sobie tylko moment opuszczania bloku. Ponieważ często mu się to zdarzało, wzruszył jak zwykle ramionami i już miał przekroczyć próg drzwi, gdy nagły odgłos upadającego metalu i wyraźny syk bólu, dotarł do jego uszu. Zaciekawiony począł nasłuchiwać, dzięki czemu dosłyszał szum wody i mocno zagłuszone westchnięcie ulgi. Rady, iż jego sąsiadka już nie spała, wkroczył w końcu do mieszkania.

 

­– Ech… – Głębokie westchnięcie wyrwało się z ust detektywa, gdy tylko trzasnął drzwiami samochodu.
            Anna ewidentnie nie była dziś w humorze, a jemu nie chciało się nikogo przesłuchiwać. Wsadził więc ręce w kieszenie płaszcza i skupił wzrok na współpracownicy, kierującej kroki ku budynku radia. Przez głowę przeszła mu jeszcze chęć, by się uwolnić i wreszcie ruszył za nią. W środku rozglądał się tylko wkoło, jakby architektura wnętrza była jego największym zainteresowaniem i ignorował wszystko co się działo. Podczas paplaniny, którą Anna przeprowadzała z jakąś kobietą, dotarli do biurka Remigiusza, za przeszukiwanie którego się od razu zabrał. Szybkie oględziny nie poskutkowały żadnym znaleziskiem. W szafkach leżały jedynie rzeczy związane z pracą i jakieś słodycze. Niepocieszony tym faktem, zwrócił się do Anny. Tej ku jego zaskoczeniu nie było. Wpierw pomyślał, iż mógłby jej poszukać, aczkolwiek szybko zrezygnował z tego pomysłu. Prościej było po prostu na nią poczekać. Wziął się więc jeszcze raz za oglądanie biurka i jego zawartości. Tym razem uczynił to dokładniej. Skutkiem tego było zauważenie, iż jedna szafka nie domyka się o dosłownie milimetry. Mógłby to niby zignorować, ale tknięty jakimś przeczuciem, przykucnął, wyciągnął szafki i odłożył je na podłogę. Następnie wyciągnął latarkę i oświetlił sobie tylną ścianę biurka. Dostrzegłszy niewielki, srebrny przedmiot, przyklejony taśmą zaraz przy górnej ściance, sięgnął po niego ręką. To co wyciągnął okazało się być kluczem, z wygrawerowanym liściem dębu i literami „DP”. Przyglądał mu się przez chwilę, gdy nagle usłyszał za sobą kroki. Błyskawicznie wsunął go więc do rękawa i zgasił latarkę.
            – Znalazłeś coś? – zapytała Anna.
            – Nie. – Podniósł się energicznie, chowając ręce do kieszeni, gdzie schował latarkę i pozwolił kluczowi wypaść z rękawa. – Możemy już iść?
            – Najpierw to posprzątaj – rzekła oschle, wskazując na szafki.
            Detektyw spojrzał się na nie beznamiętnie i szybko uczynił co mu kazano. Następnie opuścił z Anną budynek i udał się do auta.
            – Gdzie teraz? – Uruchomił silnik.
            – Do domu Remigiusza.


Tym razem detektywowi nie chciało się wysiadać z samochodu. Zrobił to jednak, stwierdziwszy, iż może sprawdzić skrzynkę ofiary. Oczywiście nic w niej nie znalazł, co skazało go na chodzenie za Anną, która wymyśliła sobie bezsensowne przesłuchiwanie sąsiadów i oglądanie dokładnie przeszukanego mieszkania. Gdy już skończyła i wrócili do auta, detektyw nie zapytał gdzie jechać. Po prostu uruchomił silnik i zawiózł ją nad rzekę, gdzie Remigiusz jeździł na ryby.
            Dotarłszy na miejsce nic nie mówił. Po prostu zaprowadził śledczą do szopy, którą poznany ostatnio myśliwy zdążył uporządkować. Czekając, aż przeszuka jej wnętrze, spoglądał w mieniącą się w słońcu wodę. Gdy Anna skończyła, ruszył jeszcze do lasu, gdzie odnalazł ambonę Remigiusza i wdrapał się na nią. Po tym wziął głęboki wdech, by westchnąć.
            – Po co mnie tu przyprowadziłeś? – Anna nie brzmiała na pocieszoną, stając koło niego.
            – Ofiara zbudowała tę ambonę z przyjacielem. – Widząc, iż odpowiedź jej nie zadowoliła dodał – Pomyślałem, iż może cię to natchnie.
            – Wolałabym przesłuchać tego przyjaciela – fuknęła, schodząc z ambony.
            Detektyw wziął zaś głęboki wdech i z myślą, iż coś mu umknęło, opróżnił płuca kolejnym westchnięciem.


*****

Spis treści

Fragment VIII

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI