Demon (wersja 3)
Kroczysz powoli korytarzem
skąpanego w idealnej bieli szpitala. Słyszysz szum dzwoniących
telefonów, ludzkich głosów i różnych sprzętów. Te dźwięki są
jednak odległe, schowane jakby za cienką membraną. Podobnie jest z
obrazami, które jawią się niczym mizerne zjawy.
– Zgubiłem
to. – oświadczasz zatrzymując się w miejscu.
– Nie martw
się. Spróbuj jeszcze raz. – kobiecy głos rozbrzmiewający wkoło
dodaje ci otuchy.
– Ech…
– wzdychasz głęboko – Dobrze.
Po
tym zamykasz oczy i skupiasz się na hałasie. Wśród niego
odnajdujesz cichy pisk, brzmiący jakby ktoś harował paznokciami po
tablicy. Wtem twój nos zaczyna wypełniać drażniący zapach, który
trudno jest ci określić, a wraz z nim pojawia się lekko gorzki
smak w ustach. Otwierasz więc oczy i dostrzegasz cienką, czarną
nić nawiniętą na mały palec lewej ręki. Zaczynasz ją powoli
nawijać, a wraz z tym postępować w kierunku, w którym prowadzi.
Idziesz powoli, starając się nie stracić ponownie swego celu. Nie
mija wiele czasu, aż w końcu docierasz do okna na końcu korytarzu,
na parapecie którego znajdujesz skąpaną w czerni różę. Bierzesz
ją w dłonie, a ta momentalnie rozpływa się i jako czarna maź
wpełza na twe ciało. Czujesz wypełniający cię kłujący ból.
Obserwujesz jak ten smolisty płyn zaczyna tworzyć wzory na wzór
ciernistych gałązek, a przybrawszy tę formę, zastyga.
– Udało
ci się. – słyszysz kobiecy głos, nim niezwykle jasne światło
oślepia cię wpadając przez okno.
Zamykasz
więc oczy i odruchowo przesłaniasz je przedramieniem. Gdy w końcu
twe źrenice przyzwyczajają się do ostrości światła, odsłaniasz
oblicze, by dostrzec jak spowita w biały fartuch kobieta odsuwa
lampę znad twej głowy, a następnie świeci ci jeszcze latarką po
oczach. Odganiasz ją czując jeszcze otępienie i ścisk w głowie.
– Jak
się czujesz? – zapytuje oddalając się od ciebie i zasiadając na
krześle.
– Jak zwykle. – odrzekasz siadając na krawędzi
leżanki, na której się znajdujesz – Chociaż może ostatnio mi
gorzej. Chyba jestem nieco przemęczony.
– To możliwy efekt
uboczny terapii. Nie masz się czym przejmować. – pada odpowiedź
między wypełnianiem karty pacjenta – Jeśli jednak byś czuł się
gorzej, daj znać. Przyśpieszony program może się bardzo źle na
tobie odbić.
– Wiem, wiem… – mówisz pod nosem, a
następnie spoglądasz na swoje przedramię, gdzie pojawiły się
kolejne odgałęzienia klątwy – Dziękuję.
– Podziękujesz
jak skończymy. – stwierdza kobieta, a następnie pyta – Jak tam
u ciebie? Tak ogólnie.
– Nic ciekawego. Nauka, ćwiczenia,
jedzenie i spanie. – odrzekasz stając na równe nogi.
– A
jak tam z dziewczyną?
– Eee… Dobrze. Chyba. – odrzekasz
wymijająco, lecz szybko dodajesz – Ostatnio mam wrażenie, iż
jest ze mną trochę na siłę. Nie winię jej. Trochę jestem nie do
życia ostatnio.
Po
tych słowach naciągasz na siebie kurtkę i otwierasz drzwi, aby
wyjść na korytarz.
– Do
widzenia. – rzucasz robiąc to.
– Do widzenia. – odpowiada
rozmówczyni chwilę przed trzaskiem drzwi.
Znalazłszy
się poza gabinetem, wyciągasz z kieszeni telefon i wyłączasz
wyciszenie. Szybko zauważasz wiadomość zapytującą o twój
aktualny stan, która przyszła około pięciu minut temu.
– „Dobrze.
A jak u ciebie?” – odpisujesz.
– „Cały
dzień zawalony.” – po chwili pojawia się odpowiedź.
– „Zobaczymy
się wieczorem?”
– „Nie… Chyba nie dam rady.” –
odczytując tę wiadomość wzdychasz zrezygnowany.
– „Okej”
– odpowiadasz mówiąc sobie w myślach, iż za często wzdychasz.
Po
tym odkładasz telefon i zaczynasz rozmyślać o tym gdzie kupić
sobie kawę, aby się nieco pobudzić. Niespodziewanie odczuwasz
wibracje w kieszeni i słyszysz charakterystyczny dźwięk
powiadomienia o przychodzącej wiadomości.
– „Kocham
cię.”
– „Ja ciebie też.”
Siedząc
na ławce i popijając kawę, wpatrujesz się w swą ulubioną
kapliczkę. Nie masz pojęcia dlaczego akurat ta tak cię przyciąga,
jednak od kiedy pierwszy raz przy niej stanąłeś nie mogłeś do
niej nie wrócić. Zaprawdę przedziwna to sprawa, której z powodu
zwykłego lenistwa nie chciałeś nigdy wyjaśnić. W końcu po co
zagłębiać się w sens tego, iż coś cię uspokaja? Jeszcze
mogłoby to wszystko popsuć. Dlatego oddajesz się bezmyślności
czując, iż życie nie ma do zaoferowania nic, co mogłoby cię
wzruszyć. Niestety myśl, iż przepyszny czarny napój, który
popijasz kiedyś się skończy i będziesz musiał udać się na
mieszkanie, toczy się gdzieś w tle rujnując moment. Wzdychasz więc
kolejny raz. Po tym wypijasz resztę kawy jednym haustem i gwałtownym
ruchem podnosisz się na równe nogi. Następnie wyrzucasz pusty
kubek do kosza i ruszasz wolnym krokiem w kierunku swego mieszkania.
Po kilkunastu krokach natrafiasz na jakiegoś bezdomnego żebrzącego
o pieniądze. Mając dzisiaj gest i trochę drobnych w kieszeni
oddajesz mu co masz. Ten zaś spoglądając na ciebie nienawistnym
wzrokiem spluwa w bok.
– No
tak… – mówisz
do siebie w myślach.
Nie
poruszony tym wielce nie przerywasz swojego chodu i wreszcie
docierasz do jednej z bram stanowiących wejście do parku, w którym
jesteś.
– Eden.
– mruczysz pod nosem, czytając widniejący na niej napis.
Uśmiechasz
się nie wiedzieć czemu, a gdy ten grymas spełza z twego oblicza
ruszasz dalej. Idąc zatłoczonymi ulicami miasta nie narzekasz na
brak przestrzeni osobistej. Jednym z plusów bycia przeklętym jest
fakt, iż ludzie od ciebie stronią. Nawet ci, którzy sami
popełniają ciężkie grzechy spojrzeć się na ciebie boją. Nie
ziębi cię to jednak, ani nie ciepli. Najzwyczajniej zaś pasuje.
Drzwi
windy zamykają się za tobą. Poprawiasz torbę spadającą ci z
ramienia i wydychasz ciężko powietrze. Wyraźny głód męczy twą
świadomość. Rozmyślasz więc, gdzie by tu zjeść, gdy nagle
odzywa się dzwonek telefonu.
– Hej
kochanie. – mówisz odbierając.
– Hej. Mogę mieć do
ciebie prośbę? – słyszysz pytanie zagłuszane przez dźwięki
zwykle słyszane w restauracyjnej kuchni.
–Co tam? –
zapytujesz zaczynając iść do wyjścia.
– Pamiętasz jak
mówiłam, iż odwiedzi mnie moja znajoma?
– Yhym…
–
Będzie za pół godziny na dworcu. Mógłbyś się z nią spotkać i
spędzić z nią trochę czasu? – błagalny głos dziewczyny nie
pozwala twojemu sumieniu odmówić.
– Trochę to ile? –
zapytujesz wyszedłszy ku skąpanemu w wieczorowym słońcu
krajobrazie miasta.
– Trzy godzinki? – ledwo udaje ci się
dosłyszeć ściszony jęk.
– Ech… – wzdychasz – Nie
mogę jej po prostu zaprowadzić do ciebie?
– A masz klucze? –
pada pełne wyrzutu pytanie.
Myślisz
nad nim moment, domyślając się iż jest w nim coś podchwytliwego.
Wnet uświadamiasz sobie, iż ostatni raz widziałeś je u swojej
dziewczyny na nakastliku.
– Nie.
– przyznajesz.
– Postaram się wcześniej urwać...
–
Ewa! – głos w tle nagle przerywa jej wypowiedź.
– Muszę
lecieć. Pa. – rzuca szybko, po czym połączenie zostaje
zakończone.
Odsuwasz
telefon od ucha i spoglądasz na ekran, na którym prócz tapety
widnieje godzina. Wpatrujesz się w nią przez moment i w końcu
chowasz urządzenie do kieszeni. Wciągasz na szybko powietrze nosem
i powoli wydychasz je ustami. Wiedząc, iż nie wyrobisz się jeśli
zahaczysz o mieszkanie, przekładasz torbę przez głowę i
zawieszasz na drugim ramieniu, tak aby wygodniej ci się ją niosło.
Następnie ruszasz w kierunku dworca głównego, który według twej
dedukcji jest tym, na którym masz się znaleźć. Po kilku krokach
czujesz wibracje w kieszeni oznaczające zapewne wiadomość z
informacją jak koleżanka ma na imię i na którym peronie wysiada.
Komentarze
Prześlij komentarz