Sprawa Żaka - Fragment LII

 Stojąc w klasztornej bramie i spoglądając przed siebie, zastanawiałem się jak mogłem przegapić zmianę pór roku. Cały świat skąpany był w śnieżnym puchu, który mienił się w świetle słońca. Nie wiedząc czemu nie chciałem się ruszać i niszczyć tego obrazu swoim jestestwem. Z drugiej jednak strony pragnąłem stać się z nim jednością. Targany rozterkami tkwiłem w miejscu, aż w końcu nie ocknąłem się i nie opuściłem terenu zakonu. Krocząc powoli po białym dywanie i wsłuchując się w jego trzeszczenie, począłem się zastanawiać gdzie powinienem się udać. Nie mogłem wrócić do domu.  Nie było też dla mnie zajęcia, zahaczającego o mą profesję. Pozostawało mi więc na razie iść przed siebie i w ostateczności pozwolić losowi decydować o celu mej podróży. Nagle jednak niczym grom z jasnego nieba telefon w mojej kieszeni począł wibrować. Wyjąwszy go i rozpoznawszy dzwoniący numer, odebrałem połączenie. Wysłuchawszy wszystkich informacji, rozłączyłem się i schowałem urządzenie z powrotem w poły mych spodni. Po tym poprawiłem torbę na ramieniu i przyśpieszyłem korku. Okazało się, iż los określił mój cel, szybciej niżbym mógł się tego spodziewać.

*****


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI