Sprawa Żaka - Fragment LX

 Złowroga aura, drapiący słodko-gorzki posmak, stary, ośnieżony dom i szylkretowy kot siedzący przed jego drzwiami, nie wzbudzały mojego entuzjazmu. Budziły wręcz wstręt i pragnienie odejścia. Tego nie mogłem jednak uczynić. Nie mogłem też sobie zapalić, co szczerze było dla mnie najboleśniejszą rzeczą.
            – Jeszcze trochę…
            Wypowiedziawszy te słowa ruszyłem z miejsca i po kilku krokach pchnąłem skrzypiące drzwi.
            – Kicia! – radosny okrzyk nastąpiony kaszlem wyrwał się z mych ust, gdy tylko przekroczyłem próg i dostrzegłem szylkretowego kota siedzącego na kanapie.
            Zwierzak w ogóle nie wzruszył się moimi poczynaniami i wrócił do drzemki, w której najprawdopodobniej do niedawna tkwił. Mimo, iż zabiło to mój entuzjazm, zbliżyłem się do kota i zacząłem go głaskać.
            – Przytulnie tu masz – zwróciła uwagę rudowłosa dziewczyną, która wkroczyła tuż za mną.
            – Dziękuję – odparłem, ciesząc się cichym mruczeniem.
            – To zaproponujesz mi herbatę, czy mam tu tak stać, kiedy ty będziesz się bawił z kotem? – rzuciła z udawanym wyrzutem.
            – Czajnik jest na kuchence. – Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu.
            Dziewczyna westchnęła tylko i ściągnąwszy z siebie kurtkę, udała się do kuchni. Szybko jednak wróciła do salonu, by zapytać:
            – To jest kuchnia?
            – I warsztat.
            – Aha. – Skwitowała, po czym zajęła się poszukiwaniami czajnika i przygotowywaniem herbaty.
            Ja zaś skończyłem głaskać kota i wstałem, by ściągnąć z siebie kurtkę. Uczyniwszy to, udałem się do kuchni, gdzie bez słowa oparłem się o blat i zacząłem przyglądać rudowłosej. Szybko jednak cudowna atmosfera została zrujnowana przez okrutny kaszel, który nagle mnie opanował.
            – Nic ci nie jest? – zapytała zmartwiona dziewczyna, gdy tylko się uspokoiłem.
            – Nic.. – mruknąłem, aczkolwiek krew, którą pokryłem me przedramię, zaprzeczyła mej wypowiedzi.
            – Może trzeba z tym iść do lekarza?
            – Pójdę jutro,
            – To może połóż się teraz? Odpocznij. Ja zaraz przyniosę ci herbatę.
            – Dobrze… – mruknąłem, odczuwszy lekkie zmęczenie.
            Następnie udałem się do salonu, gdzie położyłem się na kanapie, uważając, by nie naruszyć kota. Po tym zamknąłem oczy i oddałem się błogości snu.

*****


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI