Sprawa Żaka - Fragment LVIII

 Drzwi domu otworzyły się z lekkim skrzypieniem, ukazując mi lekko zdziwione oblicze.
           – Och to pan. Dzień dobry. – Kobieta uśmiechnęła się, otwierając szerzej drzwi. – Proszę wejść.
            – Dzień dobry.
            Odpowiedziawszy przekroczyłem próg drzwi, by znaleźć się w ciepłym i przytulnym wnętrzu. Normalnie lubiłem takie miejsca. Pełne miłości i normalności, uprószonych zdrową szczyptą niesnasek. Atmosferę tego domostwa psuł niestety jeden mały szczegół, którym była pozbawiona duszy dziewczyna. Wyczuwając ją, skrzywiłem się nieco. To uczucie pustki, od niej bijące, budziło we mnie strach, którego za nic nie mogłem pokonać.
            – Proszę nie ściągać butów. – Gospodyni machnęła na mnie ręką, po czym udała się do kuchni. – Napije się pan herbaty.
            – Z chęcią – odparłem podążając za nią.
            Na miejscu postanowiłem stanąć w wejściu, skąd miałem widok na całe pomieszczenie.
            ­– Przepraszam za zawracanie głowy – rzekła kobieta, nalewając wody do czajnika.
            – Nie szkodzi – odparłem starając się zignorować obecność pustej, którą wyczuwałem z salonu. – Pani męża nie ma w domu.
            – Jest w pracy. Ostatnio mają straszne urwanie głowy – wyjaśniła, wyciągając kubki z szafki.
            – Współczuję – mruknąłem, po czym przeszedłem do powodu mojej wizyty. – Mówiła pani, iż Agata coś powiedziała?
            – Mąż mówi, iż wymyślam, ale… Jestem święcie przekonana, iż się odezwała – zawstydziła się nieco – Tylko jak panu mówiłam przez telefon. Byłam zajęta i nie do końca usłyszałam co.
            – Dobrze. Spróbuję z nią porozmawiać – odparłem, czując wibracje w kieszeni.
            – Wiem, iż to głupie, ale pomyślałam, iż jeżeli zrobiła to po pana wizycie…
            – Nie ma problemu – rzekłem, wyciągając telefon, by zobaczyć kto dzwoni.
            Szybko rozpoznałem numer i już miałem odebrać, gdy poczułem się dziwnie. Coś było nie tak. Atmosfera stała się jakaś gęstsza. Czas jakby zwolnił. Przestrzeń przejął odgłos gotującej się wody.
            – Wróciła… – Chłodny szept uderzył w moje ucho, rozchodząc się ciarkami po ciele i zmuszając mnie do uskoczenia w bok.
            Gdy tylko to zrobiłem wszystko wróciło do normy i uświadomiłem sobie jakie poruszenie wywołałem. Gospodyni stała równie zdziwiona i przestraszona co ja. Dopiero, gdy zobaczyła stojącą w progu Agatę, odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się uspokajająco.
            – Przepraszam. Zdarza się, iż wstaje i robi kilka kroków – mówiąc to zbliżyła się do córki. – Odprowadzę ją.
            Przytaknąłem, pragnąc pokazać, iż rozumiem, po czym przypomniałem sobie o dzwoniącym telefonie. Tego nie było jednak w mej dłoni. Rozejrzałem się więc po pomieszczeniu i szybko zobaczyłem go na podłodze.
            – Cholera… – mruknąłem podnosząc go i widząc rozbity ekran.
            Miałem złe przeczucia, a iż nie mogłem oddzwonić, aby je rozwiać, stwierdziłem iż natychmiast udam się do młodego księdza. Poinformowałem więc gospodynię, iż muszę iść. Obiecałem też, iż wrócę, gdy tylko będę mógł. Po tym skorzystałem z jej telefonu, aby wezwać sobie taksówkę.

*****


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI