Sprawa żaka
Rzecz działa się na uczelni i obejmowała miasteczko studenckie.
Związana była z przedziwnymi zjawiskami i znikaniem studentów.
Poszlaki odnalezione w starych budynkach uczelni zaprowadziły mnie
do „Nowego Budynku”, którym studenci zwykli nazywać jedną z
nowszych konstrukcji, dołączonych do odnowionej hali bardzo starego
budynku. Krocząc nieco opustoszałymi korytarzami uczelni skupiony
byłem na trzech, przypominających nieco wiertła do wiertarki
przedmiotach, które niosłem w kieszeni. Miałem świadomość, iż
są one kluczem do rozwiązania tej zagadki, tylko jeszcze nie
wiedziałem jaki zamek przede mną otworzą. Mijając kilku
pracowników i studentów natchnąłem się na asystenta anatomii.
Nie wyglądał na człeka na co dzień uśmiechniętego i pogodnego,
aczkolwiek była to tylko gra pozorów. Tego dnia wyglądał na
nieco speszonego, jakby czegoś szukał. Mijając go, zagaiłem.
- Dzień dobry. - me
słowa jakby wyciągnęły go z dziwnego transu.
- Dzień dobry.
- odrzekł swoim typowym głosem - Gdzie pan zmierza?
- Do
nowego budynku. Obawiam się jednak, iż udałem się w złą stronę.
Trzeba udać się tam przez drugie piętro?
- Tak mi się
wydaje. Zaraz zobaczymy. - powiedziawszy to, ruszył ku schodom,
gdzie przy okazji wisiały mapy uczelni.
Nie było dobrze.
Widziałem to w jego oczach, posturze, zachowaniu i fakcie, iż nie
pamiętał rozkładu uczelni, na której tak długo uczył. Można by
poszczuć mnie teraz argumentem, iż przecież nie musi znać całej
uczelni, aczkolwiek miejsce, w które miałem się udać ja, było
tym, do którego on chodził od dwóch tygodni.
- Tak. Musimy iść
przez drugie. - oznajmił wchodząc na schody.
Szybko zrównałem z
nim krok i zagaiłem ponownie.
- Jak się pan dziś
czuje?
- Nie za dobrze. Chyba pan widzi. Wyglądam blado.
-
Wygląda pan… Jakby czegoś szukał. - odrzekam po krótkim
zastanowieniu.
- Wie pan, iż dokładnie tak jest? Tylko nie
wiem czego.
- Widzę mamy podobny problem. - rzuciłem uciszając
rozmowę.
Szliśmy stosunkowo
prędko mijając coraz więcej ludzi. Asystent obłapiając wszystko
wzrokiem, a ja zastanawiając się nad niecodziennym
poczuciem. Dziwna to była sprawa, aczkolwiek zmierzając ku
odnowionej hali miało się wrażenie jakby schodziło się z piętra,
na które się właśnie wkroczyło. Męczyło mnie to przez moment,
lecz szybko zostało stłumione przez rozmyślania na temat sprawy i
mojego celu. Stare dokumenty znalezione w archiwach pozwoliły mi
powiązać sprawę ręcznie rysowanych ulotek z zaginionymi, z
żakiem, który studiował na tej uczelni, gdy dopiero powstawała.
Ten młody mężczyzna zamieszkiwał poddasze budynku, które
przejęte przez uczelnię zostało zamienione w halę i kilka lat
temu odnowione. Łudziłem się więc, iż gdzieś w tym budynku
trafię na coś co podpowie mi, gdzie znaleźć czwarty przedmiot
podobny do tych, które znajdowały się w mojej kieszeni.
- Mam nadzieję, iż
szybko rozwiąże pan tę sprawę. - niespodziewana wypowiedź
asystenta wyrwała mnie z zamyślenia pozwalając mi uświadomić
sobie, iż właśnie wkroczyliśmy na halę.
Nic mu na to nie
odpowiedziałem, a nawet gdybym to zrobił on i tak by nic nie
usłyszał. Powodem tego było natychmiastowe zagadanie go przez
grupkę studentów, która oprócz dekorowania sali, ćwiczyła jakiś
układ.
- Dzień dobry. -
rzuciła jakaś dziewczyna tak wyraźnie, iż niemiłym okazało się
me milczenie.
Była radosną
osóbką, o stanowczym głosie. Najpewniej zajmowała pozycję
starosty, czy kogoś w tym rodzaju. Emanowała od niej aura
człowieka, który przejmuje się tym co robi i chce to zrobić
rzetelnie. Również była wyrozumiała, gdyż nie próbowała
wydobyć ode mnie żadnych słów, tylko zajęła się swoimi
sprawami widząc, iż bynajmniej ze mną nie porozmawia. Szybko więc
zagaiła do asystenta, który był odpowiedzialny za całe
przedsięwzięcie. Pozostawszy sam na sam ze swoimi myślami,
począłem rozglądać się po hali. Po poddaszu nie było śladu, a
zejście na niższe piętra wydawało się nie istnieć. Czyżbym
znalazł się w kropce? Musiało tu coś być. Cokolwiek. Nie wiedząc
czego się złapać, podszedłem do stolika, na którym leżały
plakaty, flamastry, głośnik, kilka telefonów i laptop. Nie
spodziewałem się, iż w rzeczach studentów znajdę coś
interesującego. Podszedłem do niego z czystej ciekawości i
zacząłem przeglądać jego pokrytą różnorodnościami
powierzchnię. Wtem dostrzegłem coś, czego nigdy bym się nie
spodziewał. Czwarty z przedmiotów leżący sobie jak gdyby nigdy
nic, pomiędzy telefonami. Złapałem go w palce i zacząłem
oglądać. To nie mogła być prawda. Nie mógł sobie od tak tam
leżeć. Mój wzrok powędrował błyskawicznie na asystenta, który
kierował studentów, aby dobrze zawiesili jakiś napis na ścianie.
Widziałem jak do nich słyszy, ale słyszałem go dość słabo.
Wpierw uznałem to za całkiem normalne, znając natężenie głosu,
jakiego zwykł używać. Gdy jednak me oczy przeskoczyły na grupkę
ćwiczących jakiś układ studentów, wiedziałem iż dzieje się
źle. Wykrzykiwali oni jakieś słowa. Nie byłem jednak pewien
jakie, gdyż słyszałem ich jakbyśmy wszyscy znajdowali się pod
wodą. Chciałem się rozglądać dalej, aczkolwiek nagle uderzyła
mnie okrutna świadomość. Ktoś stał za moimi plecami i co gorsza,
robił to od jakiegoś czasu. Postać nieco niższa ode mnie, otulona
czernią ubrań. Dostrzegałem ją kątem oka. Czułem na sobie jej
oddech. Receptory na moim grzbiecie odbierały jej bliskość. Bałem
się odwracać, jak również bałem się tego nie robić. Sytuacja
była patowa. Przemogłem się jednak i już miałem stanąć twarzą
w twarz z tym kimś, gdy nagle przestrzeń przejął niemiłosierny
pisk, jakby ktoś harował paznokciami po tablicy. Powietrze stało
się gęste i ciężkie. Momentalnie wszyscy padli na kolana, lub
potracili świadomość. Ja jakoś się trzymałem, aczkolwiek
upadając wypuściłem z rąk przedmiot, który poszukiwałem.
Odturlał się on nie wiadomo gdzie. Nie zajmowało to mnie jednak,
gdyż zwijając się w agonii nie mogłem się na niczym skupić.
Czułem jakby moje gałki oczne miały eksplodować. Zamknąłem więc
oczy i zakryłem twarz. Postąpiłem bardzo dobrze, gdyż szkła w
moich okularach roztrzaskały się w drobny mak raniąc moje palce i
dłonie. O skaleczeniach dowiedziałem się jednak później, gdyż w
momencie, w którym nastąpiły, już dawno nie byłem przytomny.
Komentarze
Prześlij komentarz