Timber


Korony drzew zadrżały nad śladami nagich stóp,
Zakłócając ciszę zachodzącego słońca
Krucho, dźwięcznie i fałszywie
Puste obietnice kłamstw zagubione na drodze,
Bez wskazówki zakończenia

Złote nici snów splatane pojedynczą łzą
Zbyt słabe, by pozostać
W łasce blasku bladych gwiazd
Nic wielkiego
Czas więcej ich przyniesie

Poukładany świat stracił znów kontrolę
Przed odbiciem niebieskiego nieba
Zapadł się sam w siebie
Nie mogąc znieść wszystkiego
To go załamało

Brudne płomienie zasiane na polach
Tańczące ku uciesze bólu
Delikatnie wrzeszcząc
Przemawiając językami strachu

Szalejący deszcz, zmył przeszłości treść
Zbyt ciężką, by ją znieść
Nic w tym wyjątkowego
Teraźniejszość nie trwać będzie wiecznie

Każda myśl pomyślana, upadła na kolana
Podeptana głuchym śmiechem, okazała się za stara
Zbyt nieokiełznana
Zbyt naganna

Poza skromną sceną przedstawienia
Poklask z echem swym wybrzmiewał
Na świadectwo sztuki potępienia
Ku wybitności wiecznego zapętlenia


*****

Szary Wolumin

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI