Sprawa Żaka - Fragment XIV
Siedząc
na ławce i paląc papierosa, spoglądałem ku fontannie, która już
nigdy nie spełni niczyich pragnień, ani nie będzie przyczyną
niewielkich wypadków. Z jednej strony było to dla mnie smutne, a z
drugiej radosne. Świadczyło to bowiem o tym, iż dusza, która ją
zamieszkiwała znalazła się tam, gdzie powinna i już nie musi
tułać się po tym świecie. Zadowolony z siebie zaciągnąłem się
gęstym dymem z papierosa i znienacka zacząłem kaszleć. Przebiegły
po mnie zimne dreszcze i nagle uświadomiłem sobie, iż nie dość,
iż ledwo trzymam się przy świadomości, to jeszcze cały oblany
jestem zimnym potem. Opanowawszy kasłanie i przetarłszy zarysowane
kroplami potu czoło, podniosłem się z zamiarem udania się do
mieszkania. Niestety w chwili, w której znalazłem się w pozycji
pionowej, zamroczyło mnie i straciłem równowagę. Szczęśliwie
upadłem na ławkę. Przez chwilę zastanawiałem się nad położeniem
się na niej i zaśnięciem, ale zebrawszy w sobie siły, dźwignąłem
się ponownie i ruszyłem więc w kierunku akademików. Odchodząc
spojrzałem jeszcze na niedopalonego papierosa, leżącego na ziemi,
którego niestety nie dane było mi dokończyć. Znalazłszy się w
pokoju, momentalnie padłem na łóżko. Czując drapanie w gardle i
słodko–gorzki smak o coraz intensywniejszym smaku, ponownie
począłem kaszleć. Skończywszy przetarłem usta i spojrzałem na
mokrą dłoń. Wydawało mi się, iż widziałem krew, jednak nie
mogłem być tego pewien, gdyż momentalnie zapadałem w głęboki
sen.
Komentarze
Prześlij komentarz