Demon: Zatańcz ze mną
Drobne, diamentowe
kryształy zawieszone na ogromnych żyrandolach z białego złota idealnie oddają
przepych towarzystwa, w którym się znajdujesz. W zasadzie nie tylko one. Całe
wnętrze spływa bogactwem, którego pragnąłby każdy człowiek. Nawet rzeczy tak małe
jak wykałaczki wykonane są z metali szlachetnych. Przegryzając oliwkę ściągniętą
z jednej z nich, zastanawiasz się co masz zrobić, gdzie ją odłożyć. Pozbawiony
jakiegokolwiek pomysłu stoisz przy zastawie i obserwujesz tańczące na parkiecie
osoby.
Cholera… Przebiega przez twe myśli, gdy po raz kolejny przeklinasz się, iż przyjąłeś zaproszenie. Nie miałeś jednak innego wyboru. Musiałeś tu przyjść i starać się nie narobić swej ukochanej wstydu.
Jeśli ona w ogóle odczuwa wstyd…
Zawsze wmawiano ci, iż istoty takie jak ona pozbawione są emocji. Choć było to sprzeczne z niekończącą się zawiścią, którą mieli się charakteryzować. Teraz już naprawdę nie wiesz co myśleć. Lepiej więc tego nie robić. Tym bardziej, iż trzymana w dłoni złota wykałaczka zaczyna ci niebywale ciążyć i wprawiać cię w zakłopotanie. Narastająca chęć pozbycia się jej zmusza cię do odnalezienia wzrokiem jednego z kelnerów, noszących po sali srebrne talerze z trunkami. Następnie pcha cię w jego kierunku i w końcu sprawia, iż łapiąc szklankę z bursztynowym whisky, odkładasz wykałaczkę. Zadowolony z siebie postanawiasz przypieczętować sukces rozpalającym gardło łykiem alkoholu. Nim jednak udaje ci się to uczynić, ktoś wyrywa ci naczynie z dłoni i pochłania cały płyn jednym haustem.
– Zatańcz ze mną i udawaj, iż świat nie istnieje. – Słodki niczym miód szept spływa do twego ucha, które pada ofiarą delikatnego ugryzienia.
Zaraz po tym zostajesz zaciągnięty w tłum tancerzy, gdzie natychmiastowo musisz wbić się w rytm melodii, którą do tej pory ignorowałeś. Wydawałoby się, iż taki wyczyn nastręczałby ci problemów. Na szczęście szkolenie, które wyniosłeś z Zakonu, okazuje się tkwić głęboko w twej pamięci. Dzięki temu, nim sobie to uświadamiasz, kołyszesz się z czarnowłosą partnerką w tanecznym pląsie.
– Jak się bawisz? – Spomiędzy bladych, popękanych ust wypływa zapytanie.
– Cudownie – odrzekasz sarkastycznie, szukając wzrokiem ucieczki z tego koszmaru.
Dziewczyna zaś śmieje się radośnie z twego cierpienia.
– Zabawny jesteś.
– Zbyt przyziemny. Według tu zebranych – oświadczasz, krzywiąc oblicze w grymasie.
– Kwestionujesz swój pobyt tutaj? – Wybrzmiewa pytanie okraszone fałszywym smutkiem.
W odpowiedzi spoglądasz w ogarnięte nieprzeniknioną czernią oczy swej partnerki.
– Jesteś tu, gdyż mnie kochasz – rzuca ta, uśmiechając się z przekąsem.
– Kto ci to powiedział? – zapytujesz, wracając do poszukiwań wzrokiem ratunku.
– Twoje serce. – słyszysz odpowiedź.
– Nie mam serca. Pamiętasz? – odrzekasz, znalazłszy w końcu to czego szukałeś. – Czy może już zapomniałaś jak mi je wydarłaś z piersi?
– Jak mogłabym zapomnieć? – mówiąc to, wspina się na palcach, by dosięgnąć twego ucha, a uczyniwszy to szepcze – Wciąż czuję w ustach jego smak…
Jej głos wędrując ciepłym podmuchem do twej małżowiny usznej, rozbija się po drodze o szyję i powoduje odruchowe napięcie mięśni. Używasz tej reakcji organizmu jako wymówki i puszczasz swoją partnerkę, aby szybko się oddalić. Ta jednak łapie cię za rękę i przyciąga do siebie z niebywałą siłą, by złożyć na twych ustach namiętny pocałunek.
– Twoje czarne serce bije dla mnie – oświadcza kładąc rękę na twej piersi i spoglądając ci głęboko w oczy.
Następnie odpycha cię, pokazując ci tym samym, iż możesz sobie iść. Nie zwlekając korzystasz z tej okazji. Po kilku krokach natykasz się na kelnera z srebrnym talerzem, od którego bierzesz szklankę wypełnioną niewielką ilością bursztynowego płynu. Nie zatrzymując się, przeciskasz się między gośćmi i w końcu docierasz do swego celu, którym jest balkon. Wkraczając w chłód nocy, bierzesz głęboki wdech i upijasz nieco alkoholu. Wydech czynisz dopiero, oparłszy się o balustradę.
– Cholerne demony! – rzucasz cicho.
Cholera… Przebiega przez twe myśli, gdy po raz kolejny przeklinasz się, iż przyjąłeś zaproszenie. Nie miałeś jednak innego wyboru. Musiałeś tu przyjść i starać się nie narobić swej ukochanej wstydu.
Jeśli ona w ogóle odczuwa wstyd…
Zawsze wmawiano ci, iż istoty takie jak ona pozbawione są emocji. Choć było to sprzeczne z niekończącą się zawiścią, którą mieli się charakteryzować. Teraz już naprawdę nie wiesz co myśleć. Lepiej więc tego nie robić. Tym bardziej, iż trzymana w dłoni złota wykałaczka zaczyna ci niebywale ciążyć i wprawiać cię w zakłopotanie. Narastająca chęć pozbycia się jej zmusza cię do odnalezienia wzrokiem jednego z kelnerów, noszących po sali srebrne talerze z trunkami. Następnie pcha cię w jego kierunku i w końcu sprawia, iż łapiąc szklankę z bursztynowym whisky, odkładasz wykałaczkę. Zadowolony z siebie postanawiasz przypieczętować sukces rozpalającym gardło łykiem alkoholu. Nim jednak udaje ci się to uczynić, ktoś wyrywa ci naczynie z dłoni i pochłania cały płyn jednym haustem.
– Zatańcz ze mną i udawaj, iż świat nie istnieje. – Słodki niczym miód szept spływa do twego ucha, które pada ofiarą delikatnego ugryzienia.
Zaraz po tym zostajesz zaciągnięty w tłum tancerzy, gdzie natychmiastowo musisz wbić się w rytm melodii, którą do tej pory ignorowałeś. Wydawałoby się, iż taki wyczyn nastręczałby ci problemów. Na szczęście szkolenie, które wyniosłeś z Zakonu, okazuje się tkwić głęboko w twej pamięci. Dzięki temu, nim sobie to uświadamiasz, kołyszesz się z czarnowłosą partnerką w tanecznym pląsie.
– Jak się bawisz? – Spomiędzy bladych, popękanych ust wypływa zapytanie.
– Cudownie – odrzekasz sarkastycznie, szukając wzrokiem ucieczki z tego koszmaru.
Dziewczyna zaś śmieje się radośnie z twego cierpienia.
– Zabawny jesteś.
– Zbyt przyziemny. Według tu zebranych – oświadczasz, krzywiąc oblicze w grymasie.
– Kwestionujesz swój pobyt tutaj? – Wybrzmiewa pytanie okraszone fałszywym smutkiem.
W odpowiedzi spoglądasz w ogarnięte nieprzeniknioną czernią oczy swej partnerki.
– Jesteś tu, gdyż mnie kochasz – rzuca ta, uśmiechając się z przekąsem.
– Kto ci to powiedział? – zapytujesz, wracając do poszukiwań wzrokiem ratunku.
– Twoje serce. – słyszysz odpowiedź.
– Nie mam serca. Pamiętasz? – odrzekasz, znalazłszy w końcu to czego szukałeś. – Czy może już zapomniałaś jak mi je wydarłaś z piersi?
– Jak mogłabym zapomnieć? – mówiąc to, wspina się na palcach, by dosięgnąć twego ucha, a uczyniwszy to szepcze – Wciąż czuję w ustach jego smak…
Jej głos wędrując ciepłym podmuchem do twej małżowiny usznej, rozbija się po drodze o szyję i powoduje odruchowe napięcie mięśni. Używasz tej reakcji organizmu jako wymówki i puszczasz swoją partnerkę, aby szybko się oddalić. Ta jednak łapie cię za rękę i przyciąga do siebie z niebywałą siłą, by złożyć na twych ustach namiętny pocałunek.
– Twoje czarne serce bije dla mnie – oświadcza kładąc rękę na twej piersi i spoglądając ci głęboko w oczy.
Następnie odpycha cię, pokazując ci tym samym, iż możesz sobie iść. Nie zwlekając korzystasz z tej okazji. Po kilku krokach natykasz się na kelnera z srebrnym talerzem, od którego bierzesz szklankę wypełnioną niewielką ilością bursztynowego płynu. Nie zatrzymując się, przeciskasz się między gośćmi i w końcu docierasz do swego celu, którym jest balkon. Wkraczając w chłód nocy, bierzesz głęboki wdech i upijasz nieco alkoholu. Wydech czynisz dopiero, oparłszy się o balustradę.
– Cholerne demony! – rzucasz cicho.
*****
Komentarze
Prześlij komentarz