Wilk: Staruszka


– Co tak stoisz jak widły w gnoju?! – Nad wyraz silny głos staruszki dotarł do nas z wnętrza chaty, zanim echo pukania zdążyło się rozejść. – Wchodź!
     Na te słowa mój towarzysz pchnął drzwi, które rozwierając się bezszelestnie, zaprosiły nas do wnętrza. Następnie przekroczył próg jak gdyby nigdy nic i przystanął, by zaczekać na mnie jak i na dalsze instrukcje od właścicielki tego przybytku. Mimo instynktownej niechęci do wszelakich przestrzeni zamkniętych ruszyłem się powoli z miejsca i gdy tylko znalazłem się w środku, podskoczyłem ze strachu. Nie spodziewałem się, iż drzwi same się zamkną. Po chwili zorientowałem się, iż warczę, szczerząc uzębienie. Zawstydzony swym zachowaniem, błyskawicznie tego zaprzestałem i rzuciłem wzrokiem na towarzysza. Mimo, iż spod zamaszystego kaptura nie mogłem dostrzec jego oblicza i tak wyczuwałem od niego aurę głębokiego spokoju. Choć może było to po prostu niewzruszenie.
     – Usiądź! Zaraz zaparzę herbaty! – Głos odezwał się ponownie, choć tym razem trudno było określić skąd dochodził.
     Nie mniej zastosowaliśmy się do jego polecenia i przeszliśmy do pokoju przed nami. Mój towarzysz zasiadł na znajdującej się tam kanapie, a ja niczym dobry zwierzak, ległem na podłodze. W taki sposób czekaliśmy na pojawienie się gospodyni, przekonując się ile według niej trwało zaraz. Zdecydowanie nie było to krótko, albowiem spędziliśmy w ciszy około kwadrans, nim zaczęliśmy słyszeć odgłos bosych stóp uderzających o drewno. Wnet oczekiwana przez nas osoba ukazała się naszym oczom.
     – Co ty wyprawiasz?! – wrzasnęła oburzona. – Mój gość nie będzie siedział na podłodze! Natychmiast siadaj na kanapę!
     Nie wiedzieć czemu siła, która swoją drogą nie powinna drzemać w głosie tak starej osoby, zmusiła mnie do zajęcia przykazanego miejsca.
     – No! – podsumowała całe zdarzenie, gdy to uczyniłem. – Co tym razem sprowadza cię w me skromne progi?
     Mówiąc to zasiadła na krześle naprzeciwko nas, uważając by nie rozlać trzymanej w dłoniach herbaty.
     – Proszę wybaczyć – odezwał się mój towarzysz – nie znam pani.
     W tym momencie starająca się upić nieco gorącego naparu staruszka, zadławiła się i zaczęła kaszleć.
     – Naprawdę tak trudno zapamiętać kogoś przez kilka stuleci?! – rzekła ewidentnie niepocieszona.
     Po chwili ciszy miała paść odpowiedź na jej pytanie, aczkolwiek machnąwszy ręką, zapobiegła temu.
     – Daj sobie spokój! Znamy się tyle mileniów… Tyle razy przyłaziłeś do mnie po pomoc… A! Daruj sobie! – wypowiadając te słowa, próbowała zatuszować smutek pojawiający się w jej głosie i łzy poczynające szklić oczy.
     Po tym dała sobie chwilę na otrzeźwienie, aczkolwiek nie za bardzo jej to wyszło, gdyż spojrzawszy na herbatę, zaczęła wspominać.
     – Tęsknię za dawnymi czasami, kiedy świat był pełen magii, cudownych stworzeń i pięknych chwil… – wyznała z westchnięciem, po czym z głębokim smutkiem dodała – Nikt już mnie nie pamięta. Nikt nie odwiedza. Nikt nie łuska ze starą babką groszku w poszukiwaniu rozwiązania dla problemów świata.
     Nagle przestrzeń zajęła się głuchą ciszą, która trwała i trwała jakby miała się nigdy nie skończyć.
     – Wybacz. – Słowa, razem z którymi staruszka przetarła oczy, zakończyły ją jednak. – Musisz iść na północ.
     – Północ? – powtórzył mój towarzysz.
     – W lodowym pałacu mieszka wyrocznia. Potrzebujesz jej – wyjaśniła.
     – Dobrze. Dziękuję – odrzekł i nie widząc, aby staruszka miała coś jeszcze dodać, zaczął wstawać.
     – A ty gdzie?! – wrzasnęła poirytowana swoim silnym głosem.
     – Na północ – rzucił, zastygłszy w połowie ruchu.
     – Potrzebujesz imiennego zaproszenia, by spotkać się z wyrocznią – wypowiedziawszy te słowa zaczęła się śmiać.
     – Jak mam je otrzymać, jeśli mogę wiedzieć? – zapytał, z powrotem siadając.
     – A skąd ja mam wiedzieć?! – Słowa rozmówczyni były nieco zniekształcone przez jej rechotanie. – Jestem tylko nic nie znaczącym pionkiem w grze losu.
     Jej wypowiedź wydawała się ją rozśmieszać jeszcze bardziej. Doszło aż do tego, iż zaczęła uderzać dłonią w swoje udo. Przy takiej gwałtowności ruchów dziwnym było, iż jeszcze nie rozlała trzymanej herbaty.
     – No. To wynocha. – spuentowała swój śmiech, gdy zaczął przemijać. Nie widząc jednak reakcji, powtórzyła nieco groźniej – Won!
     Wtem nawet nie z własnej woli poderwaliśmy się z kanapy i opuściliśmy mieszkanie. Tempo w jakim to zrobiliśmy było dla mnie niebywale nienaturalne, aczkolwiek zauważyłem to dopiero, znalazłszy się na ganku.
     – Żegnam! – Doszedł nas głos z wnętrza domostwa.
     – Również żegnam – odparł mój towarzysz nie widząc w sytuacji nic dziwnego i zaczął opuszczać teren posesji.
     Nie mając większego wyboru i bojąc się zostać na miejscu, ruszyłem za nim. W kilkunastu krokach znaleźliśmy się za płotem z zapytaniem, w którą stronę powinniśmy się udać. Biorąc wszystko na logikę, zaczęliśmy iść drogą, która podążała na północ. Nim jednak zdążyliśmy przejść nią choć mały kawałek, dotarło do nas odległe zawołanie.
     – Na twoim miejscu wybrałabym przeciwny kierunek! – To ta zwariowana staruszka dawała nam radę.
     Ja zapragnąłem ją oczywiście zignorować, aczkolwiek mój towarzysz obrócił się bez słowa i zaczął iść, gdzie mu zalecono. Sfrustrowany fuknąłem cicho.
     – Słyszałam to! – kobieta wrzasnęła ponownie ze swojego domu.
     Ciarki, które przebiegły przez moją skórę z tego powodu, były tak zatrważające, iż błyskawicznie znalazłem się przy boku swego towarzysza, łudząc się iż jego obecność zapewni mi otuchy.



*****

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI