Wąpierzyca - Fragment I

Półnagi mężczyzna opróżniający zawartość niewielkiej fiolki do gardła, wzbudzał w młodej dziewczynie niewyobrażalną żądzę. Od długiego czasu nie miała żadnego klienta, przez co czuła się niczym bestia o niezaspokojonym głodzie. Nie mogła się jednak tak po prostu na niego rzucić. Nawet tego nie chciała. Pragnęła rozkoszować się każdą chwilą, jakby miała być tą ostatnią. Zsunęła się więc z posłanego czerwoną pościelą łóżka i lekkimi krokami zbliżyła się do nieznajomego. Nie mogąc się opanować poczęła muskać palcami skórę jego umięśnionego grzbietu. Fascynowała się przy tym każdym znamieniem, na które natrafiły jej dłonie. Wodząc tak, poczęła obdarowywać go delikatnymi pocałunkami. Jego zapach świdrował jej w nosie i sprawiał, iż cały świat wirował. Z jej ust wydostało się nagle westchnięcie przyjemności. Czując roznoszące ją od wnętrza pragnienie, wbiła paznokcie w jego ciało i spróbowała się nieco opanować.
     – Skąd te kabalistyczne znaki? – zapytała, chcąc by coś choć na moment odciągnęło jej myśli od rozkoszy, której miała doświadczyć.
     Jej klient nie należał jednak do rozmownych. Odnosiła też wrażenie, iż pozbawiony był ochoty na jej ciało. Jego mięśnie były napięte i gotowe do działania. Dodatkowo z jego postawy biła aura niezwykłego chłodu. Zirytowało ją nieco to spostrzeżenie, co paradoksalnie wywołało u niej radość. Dzięki temu nie musiała się obawiać, iż da się pochłonąć swoim żądzom. Nie zastanawiała się skąd brało się takie nastawienie nieznajomego. W końcu wielu stresowało się korzystając z jej usług, tym bardziej jeśli to był ich pierwszy raz.
     Wreszcie odwrócił się, pozwalając jej tym samym na przeczesanie jego włosów na idealnie wyrzeźbionej klatce piersiowej i brzuchu. Wprost nie mogła się tym nacieszyć. Ekscytacja roznosiła ją w takim stopniu, iż niemal szczytowała. Poczęła więc dobierać się do mężczyzny i kąsać delikatnie jego szyję. Nie spodziewała się, iż w tym momencie zostanie pchnięta dość brutalnie na ścianę. Uczucie tym wywołane przebiegło dreszczami po całym jej organizmie, uginając przy tym jej nogi. Nie mogła już wytrzymać. Nie była zdolna walczyć z pragnącą wyskoczyć z niej bestią. Poddała się swoim instynktom i…
     Szok, który ogarnął jej umysł stłumił wszelaką przyjemność, pozostawiając jednak pobudzenie. Naraz wszystkie jej zmysły się wyostrzyły, choć nie miała jeszcze pojęcia dlaczego. Dopiero po dłuższej chwili dotarło do niej, co się dzieje. Wisiała na sztylecie przebijającym jej szyję, ledwo dotykając nogami podłoża. Jej ręce starały się wyrwać ów przedmiot, aczkolwiek ostrze zbyt mocno ugrzęzło w drewnie. Dodatkowo miała coraz mniej sił. Nie wiedziała, czy to z powodu utraty krwi, duszenia się, czy może jakiejś substancji, którą mogła być zatruta broń. Nie czas było się jednak nad tym zastanawiać. Musiała jakoś wydostać się z tej sytuacji. Wierzgała więc z całych sił i poszukiwała wzrokiem czegoś co mogłoby jej pomóc. Starania te oczywiście nie miały żadnego efektu. Nie potrafiącymi złapać ostrości oczami spoglądała na obraz półnagiego mężczyzny, opuszczającego pomieszczenie z toporem bojowym w ręce. Zostawszy sama, zaczynała coraz mocniej uświadamiać sobie w jakiej sytuacji się znajduje. Słabnące ciało, duszność, ciepłota spływającej po ciele krwi i zachodzący mgłą wzrok budziły w niej niewyobrażalny strach. Uczucie to spotęgowane zostało przez wrzaski, tępe uderzenia i odgłosy walki, które po chwili się rozległy. Nie wiedziała ile to trwało, ale wreszcie nastała cisza, przerywana jedynie jej próbami wzięcia wdechu, rzucaniem się i buzującą w jej tętnicach krwią. Gdyby właśnie nie była na skraju życia i śmierci, zapewne zdziwiłaby się jak długo trzymała się świadomości. Tak jednak walczyła z coraz marniejszym skutkiem, aż wreszcie jej ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Przybita bezwiednie do ściany, wpatrywała się swoim zamglonym wzrokiem w drzwi. Przy tym nasłuchiwała ciężkich kroków zbliżających się w jej stronę. Do pomieszczenia wkroczył trzymający topór w dłoniach mężczyzna. Cały zalany był krwią i to bynajmniej nie własną. Kroczył powoli w jej stronę jakby czekając na odpowiedni moment. To był koniec. Właśnie to sobie uświadomiła. Nie było żadnej ucieczki. Czekała ją tylko śmierć. Z tą świadomością przyszła dziwna ulga i lekkość. Zanurzyła się więc w niej i zamknęła oczy. W mig odczuła ostrze przecinające tkanki jej szyi. Po tym zaś uczucie upadania, które płynnie przerodziło się w nicość.

Wybrzmiewające w takt odgłosy kroków odbijały się pustym echem w głowie dziewczyny. Czuła kołysanie i lekkie podrzucanie. Spróbowawszy otworzyć oczy, ujrzała przepełnioną światłem rzeczywistość, którą całkowicie ogarniała brudna biel. Nie wpatrywała się w nią zbyt długo, ze względu na kłujący ból gałek ocznych, zmuszający ją do zaciśnięcia powiek. Nie mogła przypomnieć sobie co się stało. Nie potrafiła też dojść do tego gdzie się znajduje i co się z nią dzieje. Po prawdzie sam proces myślenia był dla niej zbyt ciężki. Podobnie było też z ciałem, które pomimo wielu prób nie chciało słuchać. Przynajmniej w jakimś stopniu odpowiadało na bodźce, co świadczyło iż nadal jest w jednym kawałku. W pewnym momencie kroki zatrzymały się i rozległ się dźwięk otwierania ciężkich drzwi. Razem z tym poczęły docierać do niej głosy. Były jednak zbyt niewyraźne, aby mogła je zrozumieć. Domyślała się tylko, iż należą do mężczyzn. Wybrzmiewały one bombardując jej głowę. Ciężko było jej to wytrzymać, aczkolwiek nie miała większego wyboru. Mogła jedynie tkwić w swoim świecie brudnej bieli. Niespodziewanie odczuła jak ucisk na jej ciele się zacieśnia. Następnie została przeważona na jedną stronę i niedługo po tym jej stopy dotknęły zimnego podłoża. Silne dłonie trzymały ją jeszcze przez chwilę, a gdy puściły, świat zawirował. Upadłszy, odczuła ból, aczkolwiek nie w takim natężeniu jak się spodziewała. Spróbowała otworzyć oczy, aby rozeznać się w sytuacji. Pomimo ostrych promieni słonecznych, które skutecznie jej przeszkadzały, osiągnęła swój cel. Z przymrużonymi powiekami spoglądała na rosłego jegomościa w biało-złotych szatach, podnoszącego się ze swego tronu i podchodzącego w jej stronę. Ten znalazłszy się przy niej przykucnął i złapał ją za podbródek. Była zbyt słaba, aby mu się oprzeć. Zamknęła więc oczy, aby zdradzieckie słońce nie mogło wedrzeć jej się w ich głąb, w celu wywołania fali cierpienia. Mężczyzna począł obmacywać jej oblicze. Otwierać oczy, sprawdzać zęby i uszy. Potem złapał ją za pierś. Zrobił to na tyle mocno, iż syknęła z bólu. Zakończywszy co robił, rzekł coś głośno. Z jego tonu wywnioskowała, iż był niezwykle zadowolony. Szybko jednak spochmurniał i stał się niezwykle władczy. Jego słowa sprawiły, iż zbliżył się ktoś jeszcze. Ten drugi osobnik miał delikatne, gładkie dłonie. Złapał ją w nie, by następnie unieść i gdzieś się z nią udać. Nie wiedziała jednak gdzie, gdyż czując iż znajdowała się w troskliwych objęciach, oddała się dręczącej ją senności.


                                                                             *****

                                                                      Wyrwane Strony                        Wąpierzyca - Fragment II

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI