Sprawa Żaka - Fragment L

 Promienie słońca spadały z nieba ogrzewając me zgięte wpół ciało. Czując narastający ból w lędźwiowym odcinku grzbietu, postanowiłem się wyprostować. Stęknąwszy przy czynieniu tego, zwróciłem w myślach uwagę na to, jak męcząca może być  praca w ogrodzie. Przed oczami miałem mroczki, które w połączeniu z ostrym światłem tworzyły otępiający kalejdoskop. Niestety nie miały mnie one ochoty opuścić i z każdą chwilą się nasilały. Ruszyłem więc chwiejnym krokiem ku ławce znajdującej się niedaleko. Nie dotarłbym do niej, gdyby nie czyjaś pomoc.
            – Dziękuję – rzekłem, ciężko siadając.
            – Powinieneś uważać – zwrócił mi uwagę znajomy damski głos – Robi się zimniej, ale słońce nadal praży.
            – Tak… – mruknąłem, zamykając oczy i opierając głowę na rękach.
            Siedziałem tak przez chwilę, aż nie doszedłem do siebie. Wtedy rozwarłem powieki i podniosłem wzrok. Chciałem jeszcze raz podziękować osobie, która mi pomogła, lecz ku memu zdziwieniu nikogo nie dostrzegłem. Rozejrzałem się więc wkoło, by utwierdzić się w świadomości, iż jestem sam. Być może czas spędzony na ławce był dłuższy niż zakładałem? Możliwe, iż na chwilę zemdlałem, ale… Głowa niezwykle bolała mnie od tych rozmyślań. Porzuciłem je więc, postanawiając udać się do kuchni po szklankę wody.

*****


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI