Sprawa Żaka - Fragment XLVI

 Wyrwawszy się gwałtownie ze snu, targnąłem łóżkiem, powodując jego skrzypnięcie. Mimo, iż panująca nad światem noc była nieskazitelnie cicha, wariowałem od męczącego mnie hałasu. W uszach szumiało mi od rozmytych słów, które dodatkowo były zagłuszane poprzez mocne uderzenia serca. Nawet mój szybki oddech wydawał się nader głośny. Nie czując się na siłach, by utrzymać półleżącą pozycję, usiadłem na skraju łóżka i przetarłem czoło. Dopiero w tym momencie doszło do mnie, iż cały byłem zlany potem. Chcąc się nieco uspokoić zamknąłem oczy. W chwili, w której to zrobiłem, zawirowało mi w głowie i uderzyła we mnie potworna senność. Najchętniej położyłbym się z powrotem, aczkolwiek niezbyt widziało mi się spać w mokrej pościeli. Otworzyłem więc oczy, postanowiwszy poczekać chwilę, aż pot zdąży wyparować. Wpatrując się w kompletną ciemność, począłem czuć zimno. Nie doskwierało mi ono jednak tak bardzo jak powieki, na których ciążył mi nieodparty sen i potworne pragnienie, które postanowiło zawitać w mym gardle. Nie czując się na siłach, aby wstać i udać się po coś do picia, zebrałem trochę śliny, by przełknąć ją w nadziei na ulgę. Nie przyniosło to jednak żadnego efektu. Czując zrezygnowanie i mając coraz mniej sił na walkę ze snem, postanowiłem się położyć. W tym jednak momencie odezwało się skrzypienie drzwi. Razem z jakąś osobą do mej celi wparowały promienie ostrego, białego światła, które zmusiły mnie do zamknięcia oczu i ich przesłonięcia.
            – Dobrze się czujesz? – zapytał znajomy, kobiecy głos.
            – Tak… – wyszeptałem nie chcąc martwić nieznajomej.
            – Proszę. Napij się – rzekła, wciskając mi do dłoni szklankę wody.
            Odebrawszy przedmiot, spróbowałem dojrzeć z kim mam przyjemność. Niestety mój wzrok nie zdążył się przyzwyczaić do jasności i jedyne co miałem wrażenie, iż dostrzegłem był nikły zarys człowieka.
            – Dziękuję. – Kolejny szept wyłonił się z moich ust, gdy postanowiłem skorzystać z oferty i zaspokoić swe pragnienie.
            Nagle jednak coś sobie uświadomiłem. W tym klasztorze nie było żadnych kobiet. Serce zabiło mi mocniej, gdy znów spróbowałem spojrzeć na nieznajomą. Promienie światła znów oślepiły me oczy, lecz tym razem udało mi się dostrzec końcówki krótkich blond loków. Momentalnie ucisk mych palców na szklankę się zwolnił i ta poczęła spadać ku podłodze. Odgłos rozbijającego się szkła, gdy w końcu jej dosięgnęła był tak nieadekwatnie głośny, iż zacisnąłem mocno powieki i zasłoniłem oblicze przedramionami, spodziewając się uderzenia. Nic takiego się jednak nie stało. Po prostu pochłonęła mnie ciemność, w którą sam na siebie zesłałem.

*****


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI