Upadek - Fragment VI
ONA
Płakała.
Jakby straciła coś ważnego. Jakby mimo wszystko co uczyniła, jej świat się
posypał. Zalewała się łzami choć nie wiedziała dlaczego. Musiała jednak
ucieleśnić dręczące ją emocje. Dzięki temu zaczynała się uspokajać. Gdy zaś
wszystko z siebie wyrzuciła i jej umysł otrzeźwiał, rozejrzała się po szarym
świecie, który ją otaczał. Nie miała pojęcia gdzie jest, co tu robi i w ogóle
kim jest. Jedna tylko myśl obijała się echem w jej głowie.
On.
Była tu dla niego i
musiała go znaleźć.
Dziwne było to miasto. Puste. Obce. Smutne. Samotne. Chłodne. Surowe. Niegościnne. Najdziwniejsze było w nim to, iż nie wydawało się opuszczone. Ktoś je takim zbudował i w nim żył. Przemierzając jego ulice, czuła się jakby zaglądała w głąb czyjejś duszy. Było jej przykro. Jakieś przeczucie kazało się zlitować nad architektem tego miejsca. Pewnie by to zrobiła, aczkolwiek najpierw musiała by spotkać tego kogoś. Nawet zaś jeśli to naglące pragnienie znalezienia nieznanego jej osobnika, skutecznie ją od tego odwodziło.
Znalazła się na jakimś osiedlu, gdy z nieba poczęły szybować szaro-czarne płatki popiołu. Nie wiedząc dlaczego postanowiła znaleźć schronienie. Weszła więc do jednego z domów, który stał otworem i pozwoliła sobie poobserwować dziwne zjawisko pogodowe. Ciekawe co zmuszało ją do jego unikania i co by się stało, gdyby jej się nie udało. Rozmyślała nad tym przez chwilę, aż w końcu postanowiła przeszukać wnętrze budynku. Nie znalazła w nim nic wyjątkowego, prócz bordowego pudełka stojącego na biurku w pokoju, pełnym książek. Czując, iż znalazła coś niezwykle istotnego, otworzyła je delikatnie, aby się zawieść. Mimo bowiem wrażenia, iż powinno wypełniać je coś specjalnego, nie było w nim nic. Pustka. Zamknęła je więc i odłożywszy na miejsce, udała się do okna, by poobserwować lecący z nieba popiół.
*****
Komentarze
Prześlij komentarz