Upadek - Fragment VIII
Znów
padało. Nie wiedziała który to raz. Pamiętała, iż zaczęła liczyć, rozpoczynając
poszukiwania. Gdzieś chyba po dwudziestym się jednak zgubiła. Była tak
sfrustrowana i zrezygnowana. Kręciła się po tym przeklętym mieście i nie
widziała cienia szansy, iż cokolwiek tym osiągnie. Mimo to się nie poddawała.
Muszę go znaleźć. Nie mogę
zrezygnować. Muszę. Dla niego. Powtarzała sobie niczym mantrę.
Sunąc od niechcenia nogami, kobieta zahaczyła o coś niespodziewanie i
runęła na ziemię. Zdarzenie to pobudziło jej ciało. Jej umysł pozostałby jednak
otępiony, gdyby nie połysk srebra, który dostrzegła w miejscu potknięcia.
Zaciekawiona sięgnęła w głąb popiołu i wyciągnęła z niego miecz. Trzymając za
oplecioną białą skórą rękojeść, przyglądała się srebrnemu ostrzu, jakby gdzieś
je już widziała. Wtedy do niej dotarło. Ktoś zabił nim tamtego potwora.
Ciekawe co się stało z jego
właścicielem?
Nie miała czasu nawet
zastanowić się nad tym pytaniem, gdyż nagle
poczuła odlegle ciepło, poczynające smagać jej skórę. Dobrze znała to
uczucie i skąd ono pochodzi. Chciała więc czym prędzej stąd odejść i co dziwne
miała przeczucie gdzie się udać. Ruszyła więc przed siebie, umykając pokusom,
zbliżającego się ku niej, żółtego światła.
Mimo, iż poruszała się szybko,
miała wrażenie, iż zdradliwe ciepło, kąsało granice jej umysłu. Nie przejmowała
się tym jednak, gdyż właśnie dotarła pod srebrne wrota, które wydawały się jej
być stworzone z tego samego metalu, co miecz, który niosła. Z nadzieją, iż tak
jest i w czymś jej do pomoże, zbliżyła się do nich. Następnie pchnęła je
delikatnie, jakby chcąc sprawdzić, czy na pewno są zamknięte i zdziwiona,
zaobserwowała jak ciężkie wrota rozwarły się na oścież jakby, były zaledwie
wagi piórka. Jej oczom ukazywała się teraz ziejąca czernią pustka. Gdyby nie
fakt, iż coraz mocniej odczuwała ciepło żółtego światła, pewnie wahałaby się,
czy postąpić na przód. Ponieważ nie miała jednak wyboru, bezzwłocznie przekroczyła
próg wrót.
*****
Komentarze
Prześlij komentarz