Zjawa - Fragment V

Gęste opary białego dymu, które wydobywały się z maski przeciwgazowej wychudłego osobnika w wannie, przesłaniały wpatrujące się w detektywa zielonymi oczami odbicie. W żaden sposób nie przeszkadzało mu to jednak w goleniu. Sukcesywnie pozbywał się więc nadmiaru włosów z brody, gdy niespodziewane pukanie oczyściło przestrzeń i wystraszyło osobnika w lustrze. Nim detektyw na nie zareagował, dokończył co robił i dopiero po przemyciu oblicza, udał się do drzwi.
           
W akompaniamencie nad wyraz wydatnego skrzypienia zawiasów, ukazała mu się młoda dama o ciemnych blond włosach i piwnych oczach. Będąc całkowicie przekonanym, iż nie powinno jej tu być, zatrzasnął jej drzwi przed nosem, nim zdążyła się w ogóle odezwać i skierował się ku kuchni. W połowie drogi musiał się niestety zatrzymać, by odebrać leżący na ławie telefon, który zaczął dzwonić.
            – Słucham?
            – Dodzwoniłam się do dete… – Słowa padające ze słuchawki wydawały mu się wybrzmiewać również zza drzwi. Pośpieszył więc do nich i otworzył je gwałtownie, by usłyszeć zmieszaną kobietę kończącą pytanie – …ktywa?
            Przez chwilę wpatrywali się w siebie, nie wiedząc co uczynić. W końcu jednak detektyw rozłączył się i zaprosił nieznajomą gestem do wnętrza.
            – Pani Anna? – Zamknął za nią przejście.
            – Tak. Panie…
            – Kawy? Herbaty? – przerwał jej, wskazując, aby usiadła.
            – Dziękuję – odparła, rozglądając się po wnętrzu i w końcu znajdując sobie miejsce na kanapie.
            W tym czasie detektyw zorientował się, iż stoi w samych spodniach. Pośpieszył więc do pokoju, aby się ubrać. Anna w tym czasie podniosła, leżące na ławie akta Remigiusza. Próbowała je przeczytać, aczkolwiek nic do niej zbytnio nie docierało. Wciąż bowiem nie otrząsnęła się z absurdu sytuacji, którą doświadczyła.
            – Jak podróż? – zapytał detektyw, powracając do salonu.
            – Dobrze – odparła odruchowo, po czym się poprawiła – Tragicznie.
            – Nie zdążyłem ich zdać. – Wskazał na trzymane przez nią dokumenty.
            – Nie szkodzi. I tak miałam wziąć się za to wieczorem.
            – Możemy iść do Złotowłosej. Powinna już skończyć z ciałem – zaproponował, ubierając buty i płaszcz.
            – Złotowłosej? – skonfundowała się.
            – Doktor – wyjaśnił, otwierając drzwi i wychodząc na biały korytarz.
            – Dobrze – mruknęła, podnosząc się i podążając za rozmówcą.

 

Wepchnięta do automatu moneta, upadła z charakterystycznym dźwiękiem, pozwalając na wybór napoju, po którym rozpoczął się harmider pracującej maszyny. Średnio przytomna po całej nocy pracy blondynka, praktycznie nie zwracała uwagi na hałas, modląc się w myślach, by nie zasnąć przed otrzymaniem kawy.
            – Pani doktor jak zwykle torturuje się tanią kawą. – Wypowiedziana przez kogoś, stojącego niezwykle blisko, uwaga ocuciła ją, powodując lekki przestrach.
            Gdy jednak zorientowała się, któż do niej mówi, momentalnie się uspokoiła i niemal powróciła do swojego półsennego stanu.
            – Sam pijasz te kawę – odbąknęła, spoglądając na wypełniający się kubek.
            – Oczywiście. Aczkolwiek jak mogłaś zauważyć mam słabość do tandetnych smaków. Ty zaś zbyt wspaniała jesteś, by pić cokolwiek prócz najprzedniejszych kaw.
            – Yhy.
            – Tak, czy siak. Co się dowiedziałaś o Remigiuszu?
            – Czy przypadkiem nie jest tak, iż nie prowadzisz tej sprawy i przyjeżdża jakaś śledcza? – Wyciąganie kawy z automatu nie pomogło zbudować jej przekonującej kąśliwości zapytaniu.
            – Jeśli pytasz o śledczą, to jest tutaj – Wskazał na stojącą niedaleko kobietę – a ja w sprawie pomagam.
            Złotowłosa zawiesiła na nim bezmyślny wzrok, by po chwili, skierować go ku nieznajomej. Przyjrzawszy się jej, powróciła do detektywa, jakby z podejrzeniem coś porównując.
            – Anna Ma…
            – Ofiara miała wyrwane paznokcie. Połamane, zmiażdżone i pozszywane koślawo palce rąk – przerwała, nie mając ochoty na formalności i ruszyła ku swemu gabinetowi. – Zginęła zapewne podczas skórowania. Ten napis na czole był wyszyty post mortem.
            – Coś mogło wskazywać na miejsce zbrodni, czy zabójcę? – zapytał detektyw, podążając.
            – Ech… – westchnęła głęboko, dając sobie chwilę na zastanowienie. – Nie.
            – Yyhm…
            – No. Prawdziwa „zjawa” z tego naszego zabójcy. – Spróbowała pokazać wolną ręką cudzysłów. – Możecie go zobaczyć jak chcecie.
            – Ufam Twej ekspertyzie, aczkolwiek może pani śledcza ma takie pragnienie.
            – Tak – odparła krótko, wyglądając na zirytowaną.
            – Zaraz zejdę do prosektorium. Możecie iść przodem – powiedziała, zatrzymując się przy gabinecie.
            – Będziemy czekać. – Detektyw chciał już odejść, gdy został złapany za ramię i przyciągnięty tuż przed oblicze Złotowłosej.
            – Znasz ją? – W jej głosie wybrzmiało głębokie podejrzenie.
            – Skąd?
            – Yhym… – Puściła go z zamiarem wejścia do gabinetu, lecz została zatrzymana.
            – Dlaczego pytasz?
            – Patrzy wam podobnie z oczu.
            – Zatrzasnąłem jej rano drzwi przed nosem.
            – Aaa… – Pełnia zrozumienia zakończyła rozmowę.
            Detektyw ruszył więc do czekającej na schodach Anny, która wpatrywała się w niego z lekkim niezadowoleniem.


*****

Fragment IV

Spis treści

Fragment VI

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI