Sprawa Żaka - Fragment XI


     Gromki śmiech przebił się przez nad wyraz głośną muzykę, wypełniającą przestrzeń.

– Poważnie? Nie wierzę! Chcesz mnie rozśmieszyć, abym nie trafił! – odezwała się blondwłosa dziewczyna zginając się z rozbawienia.
– Od kiedy wypiłaś czwarte piwo, nie wiem, czy istnieje szansa, abyś chybiła. – odparłem z sarkazmem, a następnie potwierdziłem swe wcześniejsze słowa – Poważnie.

     W tym momencie moja rozmówczyni wybuchnęła jeszcze większym śmiechem, a ja wziąłem łyk trzymanego w rękach alkoholu.

– Jesteś detektywo–egzercystą tropiącym i pozbywającym się demonów?! – jej szczęściu nie było końca.
– Tego nie powiedziałem. – żachnąłem się, słysząc elementy dodane do mej wypowiedzi.
– Czyli Bóg istnieje? – zreflektowała się nagle.
– Nie wiem. Zapytaj się go. – zirytowałem się nieco – Rzucasz?
– To w takim razie… Czeka mnie sąd ostateczny i trafię do piekła? – wypowiedziawszy to, zamarła.
– Jak przestaniesz się nabijać, to ci odpowiem. – westchnąłem, odkładając naczynie z napojem i podnosząc się, by do niej podejść.

     W odpowiedzi wystawiła język i rzuciła na ślepo, trafiając w potrójną dwudziestkę.

– Nie mogłabyś rzucić czasem w jedynkę i dać się dogonić? – podchodząc do tarczy, aby wyciągnąć rzutki, znów użyłem sarkazmu.
– Obiecałeś mi powiedzieć. – bardzo szybko przypomniała mi moje słowa.
– Masz wolną wolę. – rzekłem, stając w odpowiedniej odległości i rzucając pierwszą z rzutek – Jedyną, która będzie cię sądzić, jesteś ty sama.
– Czyli pójdę do nieba? – zamyśliła się – To czemu istnieje piekło?
– Nie wiem co istnieje i czy istnieje, lecz to nie tak działa. – odparłem wykonując kolejny rzut.
– To… Jak? – dociekała dalej.
– Umrzesz, to się dowiesz. Skąd ja mam to wiedzieć?! – zezłościłem się nieco, co nie wywołało u niej pozytywnej reakcji.

     Po tym rzuciłem po raz ostatni i cmoknąłem niezadowolony z wyniku.

– Jesteś tu w sprawach detektywistycznych, czy egzorcyzmiwi… duchowych? – zmieniła nieco temat.
– Na urlopie. – odrzekłem, zbliżywszy się i podawszy jej rzutki.
– Nie rozumiem. – skonfundowała się, biorąc łyk mojego piwa.

     Spojrzawszy na jej prawie pusty kufel, po prostu nie skomentowałem jej uczynku.

– Chcieli mnie wysłać na urlop, ale była tu nieduża rzecz do zrobienia, więc pomyślałem, iż się tym zajmę. – wyjaśniłem.
– Jesteś pracoholikiem? – bardziej stwierdziła, niż zapytała – Co na to twoja żona?

     Wypowiedziawszy to pytanie, zaczęła się mi dokładnie przyglądać.

– Nie mam żony. – odparłem, po czym wziąłem łyk piwa.
– Dziewczyna? – dopytała.
– Nie mam nikogo.
– Jesteś rozwodnikiem? – nie wiedząc czemu, nie mogła sobie odpuścić.
– Nie.
– Ale kogoś miałeś?
– Ech… – westchnąłem zmęczony tymi pytaniami – Tak. Odeszła kilka lat temu.
– Yhym… – wydawszy z siebie ten dźwięk, zamilkła i skupiła się na rzucaniu.
– A ty? – odbiłem piłeczkę – Jesteś w jakimś stabilnym, stałym związku?
– Tak. – odrzekła, lecz błyskawicznie dodała – Przynajmniej stałym. Ostatnio się częściej widujemy.
– Dobrze dla ciebie. – stwierdziłem, a następnie odebrałem od niej rzutki, które dopiero co wyjęła z tarczy.

     Po tym spędziliśmy trochę czasu na milczeniu i rywalizowaniu. W końcu, gdy po raz kolejny ze mną wygrała, stwierdziłem, iż mam już dość. Usiadłem więc przy stoliku i dopiłem resztkę mojego piwa.

– A ta twoja była… Jak wyglądała? – moja towarzyszka zaciekawiła się nie wiadomo skąd.

     Jakoś tak jednak naszło mnie, aby zaspokoić jej pragnienie i spróbowałem przywołać jakieś wspomnienie, a następnie je opisać. Podczas gdy się zamyślałem, spoglądałem na rozmówczynię jakby szukając w jej obliczu jakiejś inspiracji. Niestety obraz, który pojawiał mi się w myślach, był bardzo mglisty i odległy. Do tego czułem dziwne wirowanie w głowie. Nie wiedzieć czemu me zmysły stały się jakieś czulsze i zapach blondwłosej, znajdującej się przy mnie, przytłoczył mą świadomość.

– Też była blondynką. – westchnąłem odczytując jedynie tę informację z niewyraźnych wspomnień – Chyba mam do was słabość.

     Gdy w końcu przestałem wysilać swój umysł, uczucie wirowania zelżało i poczułem się jakbym przez ostatnie chwile wstrzymywał powietrze, tylko po to, aby je następnie wezbrać w nadmiarze. Odruchowo wyciągnąłem z kieszeni papierosa wraz z zapalniczką i odpaliłem go. Wypuszczając powoli trujący dym z płuc, uświadomiłem sobie swe zmęczenie. Przetarłem coraz słabiej rozwarte powieki i ziewnąłem.

– Idziemy? – usłyszałem pytanie.
– Chodźmy. – wraz z tym słowem zerwałem się na równe nogi, aby pobudzić się nieco nagłym ruchem i gdy tylko ma towarzyszka postąpiła podobnie, opuściliśmy lokal.

     Wracając powolnym spacerem, nie zastanawialiśmy się, kto kogo podpiera, a jedynie chłonęliśmy nocny nastrój miasta. Podczas tej wędrówki moja towarzyszka zadała mi tylko jedno pytanie, na które nie odpowiedziałem.

– Chciałbyś, aby wróciła?

     Gdy w końcu dotarliśmy do akademików i wspięliśmy się po schodach na piętro, które okazało się być naszym wspólnym, przystanęliśmy. Chciałem się już pożegnać i iść spać, gdy otrzymałem zapytanie, które wywołało pustkę w mojej głowie.

– Wejdziesz na herbatę?

     Wprost nie wiedziałem co odpowiedzieć. Było chyba koło trzeciej nad ranem, a ta zapraszała mnie na herbatę. Całkowicie zgłupiałem.

– Czemu nie? – odparłem bezmyślnie, a po chwili znaleźliśmy się w jej pokoju, gdzie kolejna część naszej wspólnej nocy, zaczęła się od gorącego naparu z ziół.



*****

Fragment X                                                     Spis treści                                                  Fragment XII

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI