Sprawa Żaka - Fragment IX
Leżałem
poirytowany na łóżku próbując wykrzesać z siebie jakiekolwiek skupienie, czy
chęć działania, lecz okropne zmęczenie, ból głowy i poirytowanie nie dawały mi
żyć. Byłem na przemian głodny i syty. Co chwila swędziała mnie jakaś część
ciała. Wprost przeżywałem jakiś mały koszmar. Nie mogąc tego wytrzymać,
otworzyłem okno i odpaliłem papierosa. Gęsty dym wypełniający moje płuca,
przyniósł mi lekką ulgę, choć nie taką jakiej się spodziewałem. Postanowiłem
jednak nie narzekać i cieszyć się tym co mam. W końcu wreszcie mogłem odetchnąć.
Robiłem to więc, wpatrując się w wędrujących kilka pięter niżej studentów, gdy
nagle coś mnie tknęło. W sekundę rzuciłem się do biurka, gdzie oszukałem
interesujące mnie akta. Począłem je szybko przelatywać wzrokiem, ale
zorientowawszy się, iż nic to mi nie daje, zwolniłem tempo. Nie minęło wiele
czasu, aż znalazłem to, czego pragnąłem. Zadowolony z siebie wybiegłem z
mieszkania, a następnie z budynku, tylko po to, by znaleźć się na świeżym
powietrzu, z świadomością, iż jestem idiotą. Uderzyłem się więc w czoło i już
miałem wracać do pokoju, gdy nagle dostrzegłem osobnika, którego twarz
skojarzyła mi się z zdjęciem załączonym do akt.
– Dzięki ci Panie. – szepnąłem ku niebiosom i podążyłem w
stronę delikwenta.
Złapałem go w
niedługim czasie i ku niezadowoleniu towarzyszącej mu dziewczyny zatrzymałem
go, okazując odznakę.
– Pan Kacper Słociński? Mam kilka pytań odnośnie pani
Agaty.
W pierwszym
momencie mój rozmówca był zdezorientowany, lecz gdy jego towarzyszka przybrała
niezwykle defensywną postawę i zaczęła rzucać we mnie słowami, których nawet
nie chciało mi się przetwarzać w swym umyśle, zrozumiał o co mi chodzi.
– Poczekaj kochanie. To zajmie tylko chwilę. – rzekł do
niej, łapiąc ją za ramiona i stając między nią, a mną. Następnie odwrócił się
ku mnie i zapytał – O co chodzi?
– Chciałbym tylko zapytać, czy poza tym, co zeznał pan policji, było coś
jeszcze? Czy pan coś sobie przypomniał, albo wydało się coś panu z perspektywy
czasu dziwne? – od razu nakierowałem pytanie na informacje, które mogły wydać
mi się istotne.
Chłopak
zastanawiał się przez chwilę, ale w końcu z pustką w głowie odparł:
–
Niestety. Wszystko powiedziałem. Od momentu, kiedy… Wiktoria popełniła
samobójstwo i profesor zmarł, Aga się ze mną nie kontaktowała. Traktowała mnie
wręcz jakby mnie nie znała.
– Yhym… Dziękuję i przepraszam za niepokojenie. – powiedziałem, po czym
zacząłem się oddalać z poczuciem zawodu.
– W zasadzie… – usłyszałem po kilku krokach kobiecy głos.
– Tak? – odwróciłem się z nadzieją.
– Niedługo po tym jak wydarzyło się to z Wiktorią napisałam do pani Agaty, żeby
się ze mną spotkała. – to wyznanie ewidentnie nie należało do najłatwiejszych –
Ale w końcu nie poszłam w umówione miejsce!
– Mogę wiedzieć, gdzie się umówiłyście? – wypowiadając te słowa, starałem się
ukryć swoją radość z nowego tropu.
– W tym starym domu, przy wydziale matematycznym. – oświadczyła, a ja nie
czekając na nic więcej, oddaliłem się w szybkim tempie.
Komentarze
Prześlij komentarz