Sprawa Żaka - Fragment XII


     Spokój i rozluźnienie z jakimi się obudziłem na niewygodnym, akademickim łóżku, utrzymywały mnie w stanie, którego nie potrafiłem opisać, ale w którym pragnąłem już na zawsze pozostać. Moje zastałe mięśnie nie chciały mi jednak pozwolić na leniuchowanie i zmusiły mój organizm do przeciągnięcia się. Po tym postanowiłem się podnieść, co okazało się średnim pomysłem. Przyjąwszy pionową pozycję poczułem okrutne mrowienie, niedobór sił i zobaczyłem mroczki przed oczami. Usiadłem więc na skraju łóżka, aby dać sobie chwilę i spróbować wstać jeszcze raz. Przesłaniając oblicze dłońmi, usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Opuściłem więc ręce i podniosłem wzrok. Zobaczyłem przed sobą dziewczynę, o gęstych blond lokach, która trzymała w rękach patelnię.

– Już wstałeś? – zapytała, brzmiąc szczęśliwie.
– Tak, ale to chyba nie był najlepszy pomysł. – westchnąłem podnosząc się ponownie do pionu.

     Po tym rozejrzałem się za moim płaszczem, a znalazłszy go, wyciągnąłem papierosa i zapalniczkę, z którymi podszedłem do otwartego okna. Dzięki płomieniowi, który wywołałem jednym, zgrabnym ruchem, zaciągałem się wnet gęstym dymem, rozkoszując się lekkim wiatrem, smagającym mą twarz.

– Napijesz się kawy? – padło kolejne pytanie, które poprzedziło oświadczenie – Zrobiłam jajecznicę.
– Chętnie. – odparłem, wsłuchując się w odgłosy wywoływane przez rozmówczynię, za pomocą sztućców i naczyń.
– Z mlekiem? Słodzisz?
– Lubisz psy? – nagle naszła mnie dziwna myśl.
– Yyy… – dziewczyna się nieco skonfundowała – Bardziej ze mnie kociara, ale tak. Czemu pytasz?
– Miałem kiedyś psa.
– Jaka rasa?
– Nie pamiętam. Jakiś taki mały głupek. – rzuciłem kąśliwie.
– Czemu tak mówisz? – w jej głosie rozbrzmiała pretensja.
– Jaki pan taki pies. Czyż nie? – z tymi słowami skończyłem palić.

     Zgasiłem więc niedopałek i ruszyłem do kuchni, aby go ugasić.

– Zabawny jesteś. – stwierdziła, wymijając mnie z dwoma talerzami w rękach.
– Zdarza mi się. – mruknąłem, a uczyniwszy, co zamierzałem, wróciłem do pokoju.

     Wtem zaczęliśmy spożywać śniadanie, do którego dołączyła po niedługim czasie kawa. Milczeliśmy nie czując potrzeby, wymiany zdań. W zasadzie nie było o czym rozmawiać, choć można by o tak wielu sprawach.

– Co teraz planujesz? – rozbrzmiało zapytanie, gdy kończyłem swój czarny napój.
– Nie wiem. Muszę pomyśleć. Wszystko sobie poukładać. – wypowiedziawszy te słowa, przypomniałem sobie o czymś i dodałem – W zasadzie przejdę się do fontanny.



*****

Fragment XI                                                     Spis treści                                                 Fragment XIII

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI