Najemnik - Fragment I
Jadący na koniu jegomość przeciągnął się i ziewną głęboko, tym samym pobudzając nieco swój umysł. Następnie skierował wzrok na osobnika, jadącego obok i zaczął się w niego wpatrywać.
– Ja pierdole Artem, nawet się nie odzywaj! – wkurzył się ten.
– Ale przecież nic nie mówię – rzucił, rozkładając ręce.
– Ale chciałeś zapytać.
– O co? – spytał głupkowato.
– O to, czy daleko jeszcze – wyjaśnił mu rozmówca.
– Aaa… – mruknął. – To daleko jeszcze?
W tym momencie oblicze jego towarzysza zaczęło wyraźnie czerwienieć. Widząc to, wiedział co się szykuje zupełnie jak uczeni, znajdujący się w powozie przed nim.
– Już niedaleko – oświadczył jeden z nich, chcąc rozładować atmosferę. – Będziemy na miejscu długo przed zachodem słońca.
– Przynajmniej jedna osoba w tym towarzystwie jest normalna…
– Zaraz ci…! – zaczął wkurzony osobnik, lecz nim zdążył dokończyć, z przodu konwoju odezwał się głos.
– Cisza tam! Nie płacę wam za gadanie!
Te słowa zamknęły mu usta i zmusiły go do przełknięcia swego gniewu.
– Ignacy, tak? – odezwał się Artem. – Czego grupka uczonych szuka w zamku, do którego przez ponad dwa stulecia nikt nie odważył się zbliżyć?
– Odpowiedzi – odparł adresat jego zapytania. – Chcemy wiedzieć co dokładnie się wydarzyło.
– Ludzie mówią, iż pani tych ziem rzuciła jakąś klątwę – przywołał z pamięci, spoglądając przez moment ku górze.
– Ludzie bujdy gadają – wtrącił się jegomość jadący obok, zdążywszy się uspokoić.
– Wiesz Damian, iż nikt cię o zdanie nie pyta?
– Wiesz, iż mam to gdzieś?
Po tej krótkiej wymianie zdań, mężczyzna zagaił ponownie uczonego.
– Damianowi zdarzyło się mieć rację, czy coś w tym jest?
– Bardziej niż klątwa było to jakieś potężne zaklęcie. Z naszych badań wynika, iż Lacentia zorganizowała bal, na który zaprosiła jedne z najbardziej wpływowych osób w królestwie.
– Kim ona była? Córką króla? – Damian wtrącił się po raz kolejny.
– W zasadzie nie wiadomo. Pierwsze zapiski o niej znajdują się w kronikach cesarstwa północy, gdzie figuruje jako doradza cesarski – wyjaśnił Ignacy.
– Kobieta, która pojawia się znikąd i zostaje doradcą samego cesarza? – skonsternował się Artem. – Musiała być bardzo mądra…
– Albo wiedzieć przed kim rozłożyć nogi – Damian wyraził swoją opinię.
Nim pojawił się jakikolwiek wredny docinek, skierowany w stronę przedmówcy, uczony odezwał się.
– Zakładam, iż obaj panowie macie rację, gdyż w niedługim czasie owinęła sobie wkoło palca dwóch najpotężniejszych mężczyzn.
– Mówiłem? Była zwykłą ladacznicą – padła pełna radości wypowiedź.
– Aż tak bym jej nie spłycał – wytknął Ignacy. – Słyszeliście panowie o wojnie irdyckiej?
– Z pieśni bardów i opowieści kupców – odrzekli mu oboje.
– Ona ją wywołała.
W tym momencie najemnicy spojrzeli po sobie z wyrazem zdumienia.
– Niebezpieczna kobieta – mruknął Damian.
– A która nie jest? – rzucił jego towarzysz, spoglądając w niebo. – Miejmy tylko nadzieję, iż w zamku nie straszy jej duch.
– Ja pierdole Artem, nawet się nie odzywaj! – wkurzył się ten.
– Ale przecież nic nie mówię – rzucił, rozkładając ręce.
– Ale chciałeś zapytać.
– O co? – spytał głupkowato.
– O to, czy daleko jeszcze – wyjaśnił mu rozmówca.
– Aaa… – mruknął. – To daleko jeszcze?
W tym momencie oblicze jego towarzysza zaczęło wyraźnie czerwienieć. Widząc to, wiedział co się szykuje zupełnie jak uczeni, znajdujący się w powozie przed nim.
– Już niedaleko – oświadczył jeden z nich, chcąc rozładować atmosferę. – Będziemy na miejscu długo przed zachodem słońca.
– Przynajmniej jedna osoba w tym towarzystwie jest normalna…
– Zaraz ci…! – zaczął wkurzony osobnik, lecz nim zdążył dokończyć, z przodu konwoju odezwał się głos.
– Cisza tam! Nie płacę wam za gadanie!
Te słowa zamknęły mu usta i zmusiły go do przełknięcia swego gniewu.
– Ignacy, tak? – odezwał się Artem. – Czego grupka uczonych szuka w zamku, do którego przez ponad dwa stulecia nikt nie odważył się zbliżyć?
– Odpowiedzi – odparł adresat jego zapytania. – Chcemy wiedzieć co dokładnie się wydarzyło.
– Ludzie mówią, iż pani tych ziem rzuciła jakąś klątwę – przywołał z pamięci, spoglądając przez moment ku górze.
– Ludzie bujdy gadają – wtrącił się jegomość jadący obok, zdążywszy się uspokoić.
– Wiesz Damian, iż nikt cię o zdanie nie pyta?
– Wiesz, iż mam to gdzieś?
Po tej krótkiej wymianie zdań, mężczyzna zagaił ponownie uczonego.
– Damianowi zdarzyło się mieć rację, czy coś w tym jest?
– Bardziej niż klątwa było to jakieś potężne zaklęcie. Z naszych badań wynika, iż Lacentia zorganizowała bal, na który zaprosiła jedne z najbardziej wpływowych osób w królestwie.
– Kim ona była? Córką króla? – Damian wtrącił się po raz kolejny.
– W zasadzie nie wiadomo. Pierwsze zapiski o niej znajdują się w kronikach cesarstwa północy, gdzie figuruje jako doradza cesarski – wyjaśnił Ignacy.
– Kobieta, która pojawia się znikąd i zostaje doradcą samego cesarza? – skonsternował się Artem. – Musiała być bardzo mądra…
– Albo wiedzieć przed kim rozłożyć nogi – Damian wyraził swoją opinię.
Nim pojawił się jakikolwiek wredny docinek, skierowany w stronę przedmówcy, uczony odezwał się.
– Zakładam, iż obaj panowie macie rację, gdyż w niedługim czasie owinęła sobie wkoło palca dwóch najpotężniejszych mężczyzn.
– Mówiłem? Była zwykłą ladacznicą – padła pełna radości wypowiedź.
– Aż tak bym jej nie spłycał – wytknął Ignacy. – Słyszeliście panowie o wojnie irdyckiej?
– Z pieśni bardów i opowieści kupców – odrzekli mu oboje.
– Ona ją wywołała.
W tym momencie najemnicy spojrzeli po sobie z wyrazem zdumienia.
– Niebezpieczna kobieta – mruknął Damian.
– A która nie jest? – rzucił jego towarzysz, spoglądając w niebo. – Miejmy tylko nadzieję, iż w zamku nie straszy jej duch.
Okrutne skrzypienie zardzewiałej bramy, rozniosło się po dziedzińcu, kierując się ku otwartym drzwiom zamku, aby wpaść do niego i rozbić się tam donośnym echem. Gdy już zaś ucichło, na jego miejsce pojawił się dźwięk końskich kopyt i kół powozu, uderzających w starą kostkę brukową.
– Mam złe przeczucia… – oznajmił jeden z najemników.
– Co ty nie powiesz? – rzucił mu Damian.
– Zamknijcie się! – rozkazał dowódca konwoju. – Artem i Damian zostają, reszta ze mną.
Po tych słowach, przyśpieszył, by szybciej znaleźć się pod wejściem do zamku.
– Myślałem, iż to miejsce będzie ruiną – wyznał Artem, spoglądając na ogrom budynku przed nim.
Następnie opuścił wzrok i zaczął rozglądać się wkoło. Nie wiedzieć czemu, to miejsce wydawało mu się znajome.
– Szczerze? Też wydaje mi się, iż coś jest nie tak – mruknął Damian.
– Jak długo planujecie tu zostać? – padło pytanie do uczonych.
– Koło tygodnia – odparł najstarszy z nich – chyba, iż wcześniej coś znajdziemy.
Po tej wypowiedzi nastało milczenie, które trwało, aż konwój nie dotarł pod sam zamek, gdzie musiał czekać na powrót najemników, dokonujących rekonesansu. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, gdyż dowódca nie zamierzał przetrząsać całego budynku, a tylko niewielki jego obszar. Gdy więc powrócił, wydał rozkaz rozbicia obozu we wnętrzu zamczyska, niedaleko wyjścia. Najemnicy zabrali się więc do roboty i w momencie, gdy słońce zaczęło się chować za horyzontem, prawie wszystko było już gotowe. Pozostało jedynie rozpalić ognisko i przygotować jakąś kolację.
– Artem, mógł byś? – zapytał jeden z mężczyzn, wskazując na palenisko.
– Oczywiście – odparł ten, zbliżając się do niego i ściągając rękawicę.
Po tym złożył dłoń w pięść i otworzył ją gwałtownie przesuwając paznokciami po skórze. Gdy to uczynił w jego dłoni, pojawił się niewielki ogień, a powietrze zawibrowało.
– Dziwne… – mruknął do siebie w tym samym momencie, gdy najstarszy z uczonych zakrzyknął.
– Nie rób tego!
– Czego? – zapytał skonsternowany.
– Nie używaj magii. – złość i delikatny niepokój w głosie jegomościa sprawiły, iż wiadomość skutecznie do niego dotarła.
– Dobrze – odrzekł, a następnie położył płomień pod drewnem, pozwalając się temu zapalić.
Następnie udał się powolnym krokiem na zewnątrz, aby w oczekiwaniu na posiłek, poobserwować zachód słońca.
– Co myślisz? – dostał pytanie od Damiana, który do niego dołączył.
– Im szybciej się stąd zabierzemy tym lepiej.
– Obyś nie miał racji… – rozległo się westchnięcie.
– Mam złe przeczucia… – oznajmił jeden z najemników.
– Co ty nie powiesz? – rzucił mu Damian.
– Zamknijcie się! – rozkazał dowódca konwoju. – Artem i Damian zostają, reszta ze mną.
Po tych słowach, przyśpieszył, by szybciej znaleźć się pod wejściem do zamku.
– Myślałem, iż to miejsce będzie ruiną – wyznał Artem, spoglądając na ogrom budynku przed nim.
Następnie opuścił wzrok i zaczął rozglądać się wkoło. Nie wiedzieć czemu, to miejsce wydawało mu się znajome.
– Szczerze? Też wydaje mi się, iż coś jest nie tak – mruknął Damian.
– Jak długo planujecie tu zostać? – padło pytanie do uczonych.
– Koło tygodnia – odparł najstarszy z nich – chyba, iż wcześniej coś znajdziemy.
Po tej wypowiedzi nastało milczenie, które trwało, aż konwój nie dotarł pod sam zamek, gdzie musiał czekać na powrót najemników, dokonujących rekonesansu. Na szczęście nie trwało to zbyt długo, gdyż dowódca nie zamierzał przetrząsać całego budynku, a tylko niewielki jego obszar. Gdy więc powrócił, wydał rozkaz rozbicia obozu we wnętrzu zamczyska, niedaleko wyjścia. Najemnicy zabrali się więc do roboty i w momencie, gdy słońce zaczęło się chować za horyzontem, prawie wszystko było już gotowe. Pozostało jedynie rozpalić ognisko i przygotować jakąś kolację.
– Artem, mógł byś? – zapytał jeden z mężczyzn, wskazując na palenisko.
– Oczywiście – odparł ten, zbliżając się do niego i ściągając rękawicę.
Po tym złożył dłoń w pięść i otworzył ją gwałtownie przesuwając paznokciami po skórze. Gdy to uczynił w jego dłoni, pojawił się niewielki ogień, a powietrze zawibrowało.
– Dziwne… – mruknął do siebie w tym samym momencie, gdy najstarszy z uczonych zakrzyknął.
– Nie rób tego!
– Czego? – zapytał skonsternowany.
– Nie używaj magii. – złość i delikatny niepokój w głosie jegomościa sprawiły, iż wiadomość skutecznie do niego dotarła.
– Dobrze – odrzekł, a następnie położył płomień pod drewnem, pozwalając się temu zapalić.
Następnie udał się powolnym krokiem na zewnątrz, aby w oczekiwaniu na posiłek, poobserwować zachód słońca.
– Co myślisz? – dostał pytanie od Damiana, który do niego dołączył.
– Im szybciej się stąd zabierzemy tym lepiej.
– Obyś nie miał racji… – rozległo się westchnięcie.
*****
Komentarze
Prześlij komentarz