Najemnik - Fragment III

Kolejny dzień rozpoczął się niemal identycznie. Damian znów został w obozie,, Karol udał się w głąb zamku, a reszta towarzyszyła uczonym. Artem zaś kroczył podziemnymi korytarzami, aby dotrzeć do najgłębiej położonego pokoju. Ponieważ tym razem nie musiał się dokładniej rozglądać, ta podróż nie zajęła mu zbyt wiele czasu. Znalazłszy się więc na miejscu, położył swoją lampę i rękawice, które zaraz ściągnął, przy wejściu. Po tym zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Wytężając swe zmysły starał się znaleźć miejsce, które dałoby mu najlepszy dostęp do struktury zaklęcia. W swoich poszukiwaniach udało mu się odkryć pięć miejsc, z których cztery znajdowały się na ścianach. Otworzył więc oczy i powoli zbliżył się do jednego z nich. Uczyniwszy to ponownie zamknął oczy i wytężył zmysły. Kolejno począł powoli zagłębiać się w zaklęcie, które z każdym momentem ujawniało się jako coraz bardziej skomplikowany mechanizm. Wtem odkrył coś, co miało niebywale skomplikować jego zadanie. Otóż to, z czym miał do czynienia, nie było tak jak wcześniej mu się wydawało jednym czarem, a zbiorem kilku, które trzeba było złamać w tym samym czasie.
     – Cholera… – mruknął rozpraszając swoją uwagę.
     Sytuacja wydawała mu się patowa, póki nie wpadł na pewien pomysł. Pomyślał, iż mógłby łamiąc każde z zaklęć, podtrzymywać je do tego momentu, aż nie pokona ostatniego. W teorii wydawało się to bardzo proste, aczkolwiek w praktyce było nie lada wyzwaniem. Nie miał jednak innego wyboru, dlatego oczyścił umysł ze zbędnych myśli i zabrał się do roboty.



Sieć magicznych nici, rozrzuconych w przestrzeni, skupiała uwagę Artema w tak wysokim stopniu, iż nie czuł on już swojego ciała. Miast tego czuł się jak duch, który zaraz miałby się rozpłynąć w powietrzu. Gdyby mógł poświęcić swe siły umysłowe na coś innego niż skupianie się na podtrzymywaniu zaklęć i ich łamaniu, a także na utrzymaniu świadomości, zapewne zwątpiłby w swe umiejętności. Przy tym pewnie przeklną by się za podjęcie się tego zadania. Teraz nie było jednak odwrotu i musiał przeć przed siebie. W końcu cała zaklęcie zostało złamane i w przestrzeni rozniosło się coś na podobieństwo szczęku zamka. Nie był to dźwięk, a raczej pewnego rodzaju przeczucie. W tym samym momencie stary mechanizm ukryty w ścianach zaczął funkcjonować i podłoga zaczęła się osuwać, tworząc klatkę schodową. Podczas, gdy to się działo, Artem leżał na posadzce i starał się odzyskać kontakt ze swoim ciałem. Gdy w końcu mu się udało, był potwornie wycieńczony i nieco zamroczony. Do tego czuł jakby miał zwrócić całą zawartość żołądka. Na szczęście chwila odpoczynku pozwoliła mu się nieco ogarnąć. Najchętniej udałby się teraz z powrotem do obozowiska, aczkolwiek wydawało mu się marnotrawstwem, nie sprawdzenie gdzie prowadziły otaczające go schody. Podniósł się więc ciężko i rozejrzał się za swoją lampą. Tej jednak nie było na swoim miejscu, a światło docierające z klatki schodowej, sugerowało iż po prostu w wyniku działania mechanizmu znalazła się właśnie tam. Opierając się więc rękami o ścianę, zaczął powoli schodzić. Dotarcie na sam dół zajęło mu kilka chwil, tym bardziej iż co jakiś czas przystawał, aby odpędzić pojawiające się mroczki. Gdy tam się jednak znalazł, dojrzał coś, co odebrało mu mowę. Rozległa, podziemna jama, w której się znalazł mieściła w sobie tysiące skrzyń, jeszcze większą ilość książek i ponad setkę gablot, w których znajdowały się rożnego rodzaju artefakty. Nie marnując czasu, sprawdził co znajduje się w jednym z kufrów i tak jak się spodziewał, odnalazł w nim pełno złota. Nie myśląc wiele zabrał trochę jako dowód i począł się wracać. Miał tylko nadzieję, iż nie straci przytomności i uda mu się dotrzeć do obozowiska.



– Ty idioto! Użyłeś magii! – to były pierwsze słowa jakie Artem usłyszał, gdy w końcu doczłapał do swoich towarzyszy.
     Po nich nie było lepiej, albowiem nastąpiło je bardzo mocne uderzenie otwartą dłonią w oblicze. Niestety nie mając sił, aby mu się oprzeć, upadł na posadzkę. W tym momencie podbiegł do niego Damian i inni najemnicy, którzy odciągając zdenerwowanego uczonego, starali się zaradzić konfliktowi.
     – Ja się tym zajmę! – oświadczył stanowczo dowódca, po czym kucnął przy Artemie. – Jak?
     W odpowiedzi mężczyzna wyjął z kieszeni kilka złotych monet i podał je rozmówcy.
     – Jest tego ogrom… – wymamrotał.
     – Odpocznij – padł rozkaz – Jutro czeka was trochę roboty.
     Wypowiedziawszy te słowa oddalił się w stronę uczonych, aby ich uspokoić. Artem zaś został podniesiony przez Damiana i zaniesiony pod ognisko.
     – Zaraz coś zjesz i pójdziesz spać. – został poinformowany.
     Nie miał siły nic na to odpowiedzieć, więc tylko mruknął niewyraźnie i pozwolił się sobą zająć.


*****

Fragment II                                                   Wyrwane strony                                              Fragment IV

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI