Sprawa Żaka - Fragment XXII
– Proszę pana! – dosyć głośne zawołanie, połączone z szarpaniem, wyciągnęło mnie z głębokiego transu – Proszę pana!
– Ech… – westchnąłem – Tak?
– Żyje pan! – ulga w głosie młodego księdza była zbyt oczywista.
– Niebywałe odkrycie. – oparłem kąśliwie, powoli dochodząc od siebie – Czemu miałoby być inaczej?
– Blady pan i zimny jak trup. Poza tym trudno było dostrzec, iż pan oddycha. Puls też miał pan słaby. – oświadczył wspominając przerażenie, które go przed chwilą ogarniało.
– Nie wolał ksiądz iść na jakiś medyczny zawód? – odbiegłem od tematu, a następnie wziąłem głęboki wdech – Przepraszam.
– Za cóż? – zdezorientował się.
– Za narażenia księdza. Nie doceniłem tego ducha i przez to został ksiądz opętany. – rzekłem jakby to było coś codziennego.
– Ech… – westchnąłem – Tak?
– Żyje pan! – ulga w głosie młodego księdza była zbyt oczywista.
– Niebywałe odkrycie. – oparłem kąśliwie, powoli dochodząc od siebie – Czemu miałoby być inaczej?
– Blady pan i zimny jak trup. Poza tym trudno było dostrzec, iż pan oddycha. Puls też miał pan słaby. – oświadczył wspominając przerażenie, które go przed chwilą ogarniało.
– Nie wolał ksiądz iść na jakiś medyczny zawód? – odbiegłem od tematu, a następnie wziąłem głęboki wdech – Przepraszam.
– Za cóż? – zdezorientował się.
– Za narażenia księdza. Nie doceniłem tego ducha i przez to został ksiądz opętany. – rzekłem jakby to było coś codziennego.
Rozmówca nie wiedział jak zareagować. Siedział tylko z rozwartymi ustami i zapewne pustką w głowie.
– Może się ksiądz czuć zmęczony przez kilka dni. Radziłbym się oszczędzać. – poradziłem i w końcu przeszedłem do sedna – Muszę dostać się do prosektorium.
– Gdzie proszę?
– Prosektorium. Da ksiądz radę to załatwić? – powtórzyłem się, zakasławszy.
– Zadzwonię jutro do… – zaczął, lecz szybko mu przerwałem.
– Nie dałoby się dzisiaj?
– O tej godzinie? – wypowiedziawszy to, spojrzał na zegarek z grymasem – Mogę spróbować, ale niczego nie gwarantuję.
– Dziękuję. – odparłem, uświadomiwszy sobie, iż brak mi poczucia czasu.
– Za moment wrócę. – oświadczył rozmówca, a następnie podniósł się i udał na zakrystię.
– Cholera… – westchnąłem przecierając dłonią twarz.
– Gdzie proszę?
– Prosektorium. Da ksiądz radę to załatwić? – powtórzyłem się, zakasławszy.
– Zadzwonię jutro do… – zaczął, lecz szybko mu przerwałem.
– Nie dałoby się dzisiaj?
– O tej godzinie? – wypowiedziawszy to, spojrzał na zegarek z grymasem – Mogę spróbować, ale niczego nie gwarantuję.
– Dziękuję. – odparłem, uświadomiwszy sobie, iż brak mi poczucia czasu.
– Za moment wrócę. – oświadczył rozmówca, a następnie podniósł się i udał na zakrystię.
– Cholera… – westchnąłem przecierając dłonią twarz.
Następnie podniosłem się, narażając się na mroczki i kręcenie się w głowie. Uzyskawszy równowagę i odetchnąwszy, ruszyłem powolnym krokiem ku głównemu wyjściu. Dotarłszy, stanąłem w nim i wciągnąłem w płuca zimne, nocne powietrze. Momentalnie tego pożałowałem, gdyż złapał mnie okropny kaszel. Gdy się jednak uspokoił, zapragnąłem zapalić. To też sięgnąłem do kieszeni, gdzie ku memu niezadowoleniu, nie znalazłem nic, prócz fragmentów wiertła. Cmoknąłem, przypomniawszy sobie, jak straciłem moje papierosy i zapalniczkę.
– Tak. Tak. Za chwilę tam będziemy. – usłyszałem natężający się głos księdza.
Odwróciłem się więc, aby spostrzec, iż ten zbliża się do mnie, kończąc rozmowę przez telefon.
– Rozmawiałem z kim trzeba. Strażnik nocny nas wpuści i przekaże nam klucze. – oświadczył, dotarłszy do mnie.
– Ma ksiądz dobre kontakty.
– W zasadzie, to kontakty proboszcza. – zaśmiał się, drapiąc się po głowie, a następnie ponaglił – Chodźmy już. Nie mamy czasu.
– Ma ksiądz dobre kontakty.
– W zasadzie, to kontakty proboszcza. – zaśmiał się, drapiąc się po głowie, a następnie ponaglił – Chodźmy już. Nie mamy czasu.
Ciekawa opowieść. w W prosektorium miałam lekcje anatomii, ale nie wspominam tego z przyjemnością.
OdpowiedzUsuńDziękuję.
UsuńJa akurat zajęcia w prosektorium lubiłem, ale być może to ze względu na asystenta, który je prowadził :D