Sprawa Żaka - Fragment XXIII

     Szerokie, szare drzwi zamknęły się za mną z trzaskiem. Zostałem sam w zalanym zimnym światłem pokoju. Chłodny, srebrny stół znajdujący się przede mną, nie przywodził mi na myśl nic przyjemnego. Puste, drewniane krzesła po mej prawej, nie były lepsze. Rzekłbym nawet, iż gorsze, albowiem przywodziły mi na myśl wszystkie te szpitale psychiatryczne i szkoły, do których przywiodło mnie me zajęcie. Napełniłem powoli płuca pachnącym formaliną powietrzem, aby po chwili je opróżnić. Czułem jak moje dłonie się trzęsą. Nie potrafiłem opanować dręczącego mnie strachu i szczerze powiedziawszy było to dla mnie pocieszające. W końcu zapewniało mnie to, iż wciąż coś czyni mnie człowiekiem. Wezbrawszy kolejny wdech, postąpiłem ku stojącym przy ścianie gablotom. Znajdowały się w nich kości i modele przeróżnych narządów stworzone z jakichś materiałów, które ze względu na swą niewiedzę, nazwałbym plastikiem. Próbowałem się im przyglądać, lecz przeczucie, iż ktoś stoi za mymi plecami, nie dawało mi spokoju. Rozejrzałem się więc po pomieszczeniu, by dostrzec siedzącego na stole prosektoryjnym śnieżnobiałego kota. Ruszyłem ku niemu, a ten dostrzegłszy to, zeskoczył na podłogę i umknął nie wiadomo gdzie. Westchnąwszy na to i powstrzymawszy chęć zapalenia papierosa, skierowałem do krzeseł. Dotarłszy na miejsce, usiadłem w kącie. Świadomość ścian po moich bokach działała nad wyraz uspokajająco. Odprężyłem się więc i począłem czekać.


*****

Fragment XXII                                                 Spis treści                                              Fragment XXIV

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI