Najemnik - Fragment V
Delikatne podmuchy wiatru przywiodły delikatnie umysł nieprzytomnego najemnika do świadomości. Wraz z nimi uczyniły to ciepłe promienie porannego słońca i śpiewy ptaków. Mężczyzna uniósł więc powieki i pozwolił swoim neuronom przetworzyć obraz, który opisać można by jedynie jako idylliczny. Wpierw nie mógł uwierzyć w to co ma przed sobą, aczkolwiek wszystko wydawało się tak rzeczywiste. Do tego jego zdruzgotany umysł nie był na siłach, aby się poskładać i analizować wszystko jak powinien. Trwał więc w uldze, spokoju, podziwie i bezruchu, nie wiedząc jak zareagować. Nagle jednak jego zmysły zostały pobudzone przez szelest pościeli i głębokie ziewnięcie. Działając podświadomie, poderwał się z miejsca i rzucił w jedyne miejsce, jakie zdawało się nadawać na kryjówkę, czyli pod łóżko. W chwili, w której się pod nim znalazł usłyszał przytłumione kroki, które poprzedziły otwarcie się drzwi.
– Dzień dobry. Jak się dziś pani czuje? – zapytał kobiecy głos.
– Cudownie… – pojawił się również damski jęk w odpowiedzi.
– Kąpiel jest już gotowa. Szef kuchni kazał zapytać, czy nie ma pani jakichś specjalnych życzeń.
– Nie wydaje mi się… – pojawiła się odpowiedź, po której ktoś zszedł z łóżka. – Chociaż może ciasto cytrynowe?
Wtem nastała chwila ciszy, brzmiąca dość nienaturalnie, gdyż w czasie jej trwania nikt się nie poruszał.
– Coś się stało? – padło pytanie.
– Czujesz?
Na te słowa rozmówczyni wyraźnie wciągnęła powietrze do płuc.
– O mój… – zaczęła, po czym skierowała się do drzwi balkonowych, aby je zamknąć – Wiatr musiał przynieść tu jakiś smród.
Druga kobieta , która nie wydawała się zadowolona tą odpowiedzią, zaczęła chodzić po pokoju w poszukiwaniu źródła zapachu.
– Proszę tego nie wąchać moja pani. – rozległa się prośba – Chodźmy panią wykąpać, a służba zajmie się tym smrodem.
– Ech… – przestrzeń przeszyło głębokie westchnięcie – Masz rację. Nie mogę się dziś rozpraszać.
Po tych słowach obie kobiety opuściły pokój, zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę było jeszcze słychać odgłosy ich kroków. Kiedy jednak ucichły, najemnik wypuścił trzymane dotąd powietrze z płuc i wturlał się spod łóżka. Całkowicie nie rozumiał co tu się dzieje, aczkolwiek cieszył się, iż jego obecność nie została odkryta. Kolejno podniósł się i rozejrzał wkoło. Serce zabiło mu mocniej, gdy dostrzegł swoją rękawicę, leżącą niedaleko wejścia. Cudem było, iż nie została ona zauważona. Aby uniknąć prawdopodobieństwa wydarzenia się tego później, zbliżył się do niej i ją podniósł. Następnie otworzył powoli drzwi i wyszedł na klatkę schodową z zamiarem wymknięcia się na zewnątrz. Niestety strażnik, którego zarys ujrzał po pokonaniu kilku schodków, skutecznie zrujnował jego pomysł. Powrócił więc do pomieszczenia i pomyślał o ewentualnym opuszczeniu się jakoś z balkonu. Wyszedł więc na niego i ku swemu przerażeniu uświadomił sobie, jak wysoko się znajduje. Zrezygnowany wrócił do pomieszczenia i usiadł na podłodze, opierając się o łóżko. Siedział tak przez chwilę wpatrując się w przestrzeń, gdy nie poczuł jak coś spływa po jego policzkach. Niewiele myśląc dotknął ich i wtem dotarło do niego, iż płacze. Psychicznie wcale nie czuł się jakby to robił, aczkolwiek jego ciało wydawało się próbować odreagować wszystkie emocje, które nim szargały.
– Cholera! – przeklną, gdyż była to jedyna rzecz, jaką mógł teraz uskutecznić.
Nie miał żadnego pojęcia, cóż teraz uczynić i na czym się skupić. Mógł najwyżej rozejrzeć się po pomieszczeniu. Wydawało się to być dobrym pomysłem tym bardziej, iż jego żołądek zaczął domagać się jedzenia. Westchnął więc i obrzucił pokój wzrokiem. Jakby na życzenie, dojrzał leżący na stole nieopodal kosz z owocami. Zadowolony poderwał się i zbliżył do niego. Następnie złapał leżące na wierzchu jabłko, które wyglądało niezwykle soczyście i natychmiastowo się w nie wgryzł. Jakież było jego zdziwienie, gdy w ustach poczuł smak wosku. Momentalnie wypluł kęs i odłożył sztuczne pożywienie na swoje miejsce. Po tym zignorował narastające ściskanie w brzuchu i z nadzieją, iż gorzej być nie może, ruszył na dalszy rekonesans.
– Dzień dobry. Jak się dziś pani czuje? – zapytał kobiecy głos.
– Cudownie… – pojawił się również damski jęk w odpowiedzi.
– Kąpiel jest już gotowa. Szef kuchni kazał zapytać, czy nie ma pani jakichś specjalnych życzeń.
– Nie wydaje mi się… – pojawiła się odpowiedź, po której ktoś zszedł z łóżka. – Chociaż może ciasto cytrynowe?
Wtem nastała chwila ciszy, brzmiąca dość nienaturalnie, gdyż w czasie jej trwania nikt się nie poruszał.
– Coś się stało? – padło pytanie.
– Czujesz?
Na te słowa rozmówczyni wyraźnie wciągnęła powietrze do płuc.
– O mój… – zaczęła, po czym skierowała się do drzwi balkonowych, aby je zamknąć – Wiatr musiał przynieść tu jakiś smród.
Druga kobieta , która nie wydawała się zadowolona tą odpowiedzią, zaczęła chodzić po pokoju w poszukiwaniu źródła zapachu.
– Proszę tego nie wąchać moja pani. – rozległa się prośba – Chodźmy panią wykąpać, a służba zajmie się tym smrodem.
– Ech… – przestrzeń przeszyło głębokie westchnięcie – Masz rację. Nie mogę się dziś rozpraszać.
Po tych słowach obie kobiety opuściły pokój, zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę było jeszcze słychać odgłosy ich kroków. Kiedy jednak ucichły, najemnik wypuścił trzymane dotąd powietrze z płuc i wturlał się spod łóżka. Całkowicie nie rozumiał co tu się dzieje, aczkolwiek cieszył się, iż jego obecność nie została odkryta. Kolejno podniósł się i rozejrzał wkoło. Serce zabiło mu mocniej, gdy dostrzegł swoją rękawicę, leżącą niedaleko wejścia. Cudem było, iż nie została ona zauważona. Aby uniknąć prawdopodobieństwa wydarzenia się tego później, zbliżył się do niej i ją podniósł. Następnie otworzył powoli drzwi i wyszedł na klatkę schodową z zamiarem wymknięcia się na zewnątrz. Niestety strażnik, którego zarys ujrzał po pokonaniu kilku schodków, skutecznie zrujnował jego pomysł. Powrócił więc do pomieszczenia i pomyślał o ewentualnym opuszczeniu się jakoś z balkonu. Wyszedł więc na niego i ku swemu przerażeniu uświadomił sobie, jak wysoko się znajduje. Zrezygnowany wrócił do pomieszczenia i usiadł na podłodze, opierając się o łóżko. Siedział tak przez chwilę wpatrując się w przestrzeń, gdy nie poczuł jak coś spływa po jego policzkach. Niewiele myśląc dotknął ich i wtem dotarło do niego, iż płacze. Psychicznie wcale nie czuł się jakby to robił, aczkolwiek jego ciało wydawało się próbować odreagować wszystkie emocje, które nim szargały.
– Cholera! – przeklną, gdyż była to jedyna rzecz, jaką mógł teraz uskutecznić.
Nie miał żadnego pojęcia, cóż teraz uczynić i na czym się skupić. Mógł najwyżej rozejrzeć się po pomieszczeniu. Wydawało się to być dobrym pomysłem tym bardziej, iż jego żołądek zaczął domagać się jedzenia. Westchnął więc i obrzucił pokój wzrokiem. Jakby na życzenie, dojrzał leżący na stole nieopodal kosz z owocami. Zadowolony poderwał się i zbliżył do niego. Następnie złapał leżące na wierzchu jabłko, które wyglądało niezwykle soczyście i natychmiastowo się w nie wgryzł. Jakież było jego zdziwienie, gdy w ustach poczuł smak wosku. Momentalnie wypluł kęs i odłożył sztuczne pożywienie na swoje miejsce. Po tym zignorował narastające ściskanie w brzuchu i z nadzieją, iż gorzej być nie może, ruszył na dalszy rekonesans.
Komentarze
Prześlij komentarz