Sprawa Żaka - Fragment XLIII
Zadyszka, która męczyła moje ciało, byłaby nie do wytrzymania, gdyby nie fakt, iż mój umysł odsunięty był znacznie od rzeczywistości. Dlatego też nie miałem powodu, by narzekać na to, iż klasztor, do którego zmierzałem, znajdował się na wzniesieniu. Dziwnym była taka nikła obecność w ciele. Czułem się jakbym stał na granicy snu i tylko balansował, aby w niego nie popaść. Co najgorsze z każdą chwilą coraz bardziej traciłem równowagę, tym samym chyląc się ku otchłani oczekującego mnie letargu. Musiałem się więc zatrzymać i coś na to poradzić. Przycupnąłem więc na leżącym nieopodal głazie i wydobyłem z kieszeni płaszcza srebrną papierośnicę i zapalniczkę w tym samym kolorze. Powoli sięgnąłem po papierosa i wsadziłem go sobie w usta. Kolejno odsunąłem górę obudowy zapalniczki i zdecydowanym ruchem kciuka poruszyłem kółkiem trącącym, wyzwalając tym samym ogień. W końcu odpaliłem papierosa i zalałem swe płuca obłokiem dymu. Natychmiastowo poczułem, jak rzeczywistość staje się wyraźniejsza, a me ciało bardziej podległe mym poleceniom. Z każdym białym wydechem było ze mną coraz lepiej. Niestety nie było tak dobrze jakbym chciał. Nadal znajdowałem się poza ciałem, z tą różnicą, iż teraz byłem go nieco bliżej. Dlatego też nie mogłem marnować czasu i musiałem kontynuować swoją podróż. Odpaliłem więc kolejnego papierosa, nim schowałem papierośnicę i zapalniczkę z powrotem w poły płaszcza. Po tym podniosłem się na równe nogi, poprawiłem plecak, spoczywający na moich barkach i ruszyłem w dalszą drogę.
Komentarze
Prześlij komentarz