Upadek: Niebieski Płomień

Ogarnięty odcieniami szarości park wypełnił żółto-pomarańczowy blask latarni, gdy razem z podobnymi do mnie potworami, stanąłem przed ołtarzem z kości i skóry. Każdy z nich rozciął swą klatkę piersiową i wyjął z niej jedno z serc, by złożyć je w ofierze. Niedługo po tym podłoże poczęła przejmować gęsta mgła, zwiastująca nadejście wychudłej postaci o czaszce wielkiego kruka miast głowy, a także niebieskich ognikach miast oczu. Nie wiedziałem, czy dam sobie radę, aczkolwiek wcale się tym nie przejmowałem. Było to wynikiem tego, iż soczyste serca złożone na ołtarzu niebywale pobudzały mój głód. Musiałem wziąć się w garść i skupić, aby nie zapomnieć swego celu. W końcu istota w brązowej szacie, przepasanej złotym sznurem, pojawiła się i poczęła pożerać ofiarę. Ja zaś zebrałem wszystkie swoje siły i desperacko rzuciłem się do ataku. Element zaskoczenia pozwolił mi wbić wężowate ostrze w jej pierś i wykonać cięcie na tyle duże, iż mym oczom ukazało się sczezłe serce, wypełnione niebieskim płomieniem. Bez chwili zastanowienia wyrwałem je i zanurzyłem w nim swe kły. Zamiast jednak słodkiego smaku, odczułem potworne pieczenie spływające gardłem do wnętrza i rozchodzące się po całym ciele. Błyskawicznie stanąłem w niebieskich płomieniach, które paliły me ciuchy i topiły tkanki miękkie. Gdybym mógł, pewnie żałowałbym tego cóż uczyniłem. Niestety z każdą chwilą ma świadomość zatracała się w blasku wypełniającego mnie ognia, aż ostatecznie nie utraciłem jej całkowicie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI