Zjawa - Fragment IV

Odbicie zielonych oczu spoglądało z ogarniętego ulewą świata za oknem. Było takie zimne. Takie obce. Takie sztuczne, a zarazem tak prawdziwe. Nie było jednak czasu. Trzeba było iść. Czas gonił. Detektyw ruszył się więc i opuścił mieszkanie. Znalazłszy się na czerwonym korytarzu, ponownie zignorował upadającą na jego końcu kobietę. Bardziej bowiem przejmował go zielony wzrok, który pomimo zamkniętych drzwi, wciąż na sobie czuł. Tylko nie miał czasu. Musiał już iść. Przekręcił więc zamek, którego szczęknięcie zabrzmiało niczym przeładowanie broni i już miał iść. Nagły wystrzał nastąpiony upadkiem gwałtownie nim jednak wstrząsnęły.
           
Czyk! Nad wyraz donośny dźwięk zamka przebił się do zagubionego w myślach detektywa, przywołując go do świadomości. Ten po chwili osłupienia i bezmyślnego wgapiania się w swoją dłoń, oprzytomniał w pełni. Wyciągnął klucz z zamka i jak gdyby nigdy nic ruszył do pracy przez biały korytarz swojego bloku.

 

Słoneczny dzień, który zaprezentował się zaraz po otwarciu samochodu, nie różnił się niczym od poprzedniego. No może tym razem nikt nie został oskórowany i powieszony na fontannie. Czy to jednak coś zmieniało? Życie było takie męczące. Dlatego też detektyw westchnął głęboko, nim skierował swe kroki ku posterunkowi. Jako, iż nie mógł prowadzić normalnie śledztwa, nie miał żadnej ochoty wstawać dziś z łóżka. Musiał jednak zwrócić akta ofiary i dowiedzieć się, czy technicy znaleźli coś ciekawego w jej mieszkaniu. Przy okazji odwiedziłby Złotowłosą, ale chyba nie powinien tego robić sam.
            Pogrążony w swych rozmyślaniach, przekroczył drzwi zabytkowego budynku i zderzył się z niezwykle energiczną damą, nie patrzącą gdzie idzie. Choć może to nie do końca była tyko jej wina? Trudno było powiedzieć, gdyż nieznajoma nawet od niechcenia nie rzuciła przeprosinami, a tylko warknęła i nie oglądając się za siebie opuściła posterunek. Normalnie detektyw by to jakoś skomentował. Tym jednak razem stał w lekkim oszołomieniu.
            Przywidziało mi się. Wytłumaczył sobie odruchowo.
            Im dłużej jednak o tym myślał, nie mógł pozbyć się przekonania, iż jego oczy go nie okłamały. Potrząsnął więc głową i oczyścił umysł z głupot. Następnie podniósł teczkę, która podczas całego zajścia wypadła mu z rąk i ruszył do archiwum.
            Niestety nie udało mu się daleko zajść, gdyż zaczepił go młody policjant, z którym zamienił parę słów, przy wejściu do parku.
            – Komendant chce cię widzieć. – Ton jego głosu od razu zdradzał w jakim nastroju jest szef.
            – Dzięki – odmruknął, spodziewając się czymś zawinił.


– Anna tu była? – usłyszał niepocieszony głos, zaraz po zamknięciu drzwi.
            – Jaka Anna? – zapytał siadając naprzeciwko komendanta.
            – Śledcza.
            – Aaa... I jak?
            – Pytała o akta Remigiusza.
            – Yhym...
            – Nie była pocieszona ich brakiem. Tak samo jak faktem, iż będziecie razem prowadzić te sprawę.
            – Czeka na mnie w biurze?
            – Nie. Powiedziała, iż jest prosto z podróży i wyszła. Na wszelki wypadek dałem jej jednak twój adres i numer.
            – W takim razie idę do domu. – Detektyw podniósł się z krzesła. – Ekipa coś wczoraj znalazła?
            – Nie.

            – Oczywiście – mruknął, opuszczając pomieszczenie.


*****

Fragment III

Spis treści

Fragment V

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI