Sprawa Żaka - Fragment IV

- Mężczyzna. Dwadzieścia dwa lata. Ciała nie odnaleziono. - mruczałem pod nosem, odczytując informacje zawarte w teczce – Ech… Nic istotnego.

     Znudzony przekartkowałem dokumenty, po czym rzuciłem je na murek otaczający fontannę, na którym siedziałem. Następnie przetarłem oczy i zatrzymałem na nich dłonie, by wpatrując się w ciemność, wsłuchać się w szum wody. Przebywanie na terenie uczelni bardzo szybko wyczerpywało moje siły. Nie mogłem się tego spodziewać, przez podane mi na początku informacje, ale teraz już wiedziałem, iż musiało się tu coś dziać. Kilka silnych duchów w jednym miejscu nie rysowało mi się na całkowity przypadek. Coś musiało je tu przyciągać. Zastanawiając się nad tym, czym mogłoby to być, sięgnąłem znów po teczkę i jej zawartość. Przekartkowałem je znów, aby dotrzeć do podejrzanego sprawcy. Trzydziestopięcioletnia wykładowczyni. singielka.

- Obrzędy satanistyczne. Stany maniakalne. - odczytałem, oglądając zdjęcia ołtarzy i rysunków.

     W tym momencie pomyślałem, iż mam swoją odpowiedź, chociaż miałem jeszcze małą myśl, aby trochę głębiej zatopić szpony swej ciekawości w tej sprawie. Na razie jednak musiałem zająć się inną kwestią, którą była mała, psotliwa dusza, opętująca fontannę, przy której siedziałem. Problem był w tym, iż zaszyła się gdzieś i  nie chciała pojawić. Mimo, iż wyraźnie czułem jej obecność, nie potrafiłem jej sięgnąć. Wyciągnąłem więc z kieszeni złotówkę, która tam zalegała i wrzuciłem ją do wody. W momencie, w którym jej tafla została naruszona, poczułem pobudzenie przestrzeni i wzmocnienie się słodkiego posmaku w gardle. Błyskawicznie jednak wszystko opadło i wróciło do poprzedniego stanu.

- Dziwne… - mruknąłem.

     Czyżby ten duch miał świadomość mojej osoby? A może coś sprawiało, iż się nie pojawiał? Zadając sobie te pytania, czułem jak narasta we mnie niepokój. Coś było nie tak. Natężenie dźwięków wzrastało, przeradzając się w pisk i powodując ból w skroni. Powietrze stawało się coraz cięższe i rozrzedzone. Czułem jak coś zaczyna łapać mnie za serce i ściskać je. Drżącymi rękami wyciągnąłem paczkę papierosów z kieszeni, razem z zapalniczką i wsadziwszy sobie jednego do ust, odpaliłem go. Wraz z dymem wypełniającym moje płuca, wszystko zaczynało łagodnieć, aby przy wydechu ustąpić i przerodzić się w błogą ulgę. Nagłe przytępienie zmysłów sprawiło, iż poczułem się jakbym na moment stracił świadomość. Dlatego przez chwilę czułem się jakbym dopiero się obudził. To poczucie odeszło jednak szybko i wnet myślałem całkowicie trzeźwo. Czując, iż nie mogę dalej pozostawać w tym miejscu i będąc dręczonym lekkim głodem, podniosłem się, łapiąc leżącą obok teczkę w ręce. Po tym zacząłem iść w kierunku najbliższej restauracji. Po kilku krokach obejrzałem się szybko i miałem wrażenie, iż za taflą upadającej wody, ujrzałem zarys znajomych blond loków. Gdy jednak powróciłem wzrokiem, aby potwierdzić swe wrażenia, nikogo tam nie dostrzegłem. Potrząsnąłem więc głową i zaciągnąłem się substancjami z tlącego się papierosa. Musiałem pozwolić swemu umysłowi na odpoczynek, gdyż ewidentnie stał się nazbyt podatny na ułudy.


*****

Fragment III                                                      Spis treści                                                     Fragment V

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI