Sprawa Żaka - Fragment VIII
Dźwięk
sygnałów świadczących o wykonywaniu połączenia płynął z głośnika prosto do mego
lewego ucha, odwracając mą uwagę od odgłosu silnika. Oczekując na odebranie
zacząłem spoglądać przez szybę na zbliżające się coraz bardziej ku horyzontowi
słońce. W tym momencie uświadomiłem sobie, iż całkowicie straciłem poczucie
czasu. Nie dane mi było się jednak nad
tym długo zastanawiać, gdyż znajomy głos zmusił mnie do powrotu do
istotnych spraw.
– Tak, słucham.
– Ta sprawa, którą badam… Kto egzorcyzmował? – zapytałem bez zbędnej paplaniny.
– Wielebny Ryszard jeśli dobrze pamiętam. – padła niepewna odpowiedź.
– Czy mógłbym go jakoś namierzyć? – wypowiadając to zdanie, spojrzałem na
mojego kierowce, który zdawał się nie przejmować moimi słowami.
– Niestety. Zmarł rok temu w wypadku. –
ta informacja mnie zaniepokoiła i zarazem rozbudziła gonitwę myśli.
– Wypadku?
– Tak. Jechał skuterem, kiedy spadł mu cukier i wpadł pod tira. Straszna
sprawa. – mój rozmówca wyraźnie posmutniał przywołując to wspomnienie.
– Moje kondolencje… – westchnąłem, przecierając oczy z myślą, iż znów trafiłem
w ślepy zaułek ze swymi teoriami – Jak sprawa z duchem?
– Zrobiłem co pan kazał… – zaczął mówić, lecz chcąc podświadomie przyśpieszyć
rozmowę przerwałem mu.
– I?
– Wpadłem jakby w jakiś trans, a kiedy się z niego wybudziłem, czułem… ulgę. –
rzekł, a w jego głosie pobrzmiewała fascynacja i zmieszanie.
– Pomogłeś zagubionej duszy, odnaleźć drogę do nieba. Winszuję ojcze. –
odparłem mu na to, a nie mając pomysłu na rozwój rozmowy pożegnałem się –
Miłego wieczoru.
– Dziękuję i nawzajem. – usłyszałem rozłączając się.
Po tym
schowałem telefon do kieszeni i kontynuowałem wpatrywanie się w przemijający
obraz za oknem. Przy tym próbowałem ułożyć sobie w głowie wszystkie zebrane
dotąd informacje i wymyślić co dalej zrobić. Niestety moje myśli szybko zeszły
na drugi plan, by następnie spaść na trzeci i tak dalej, by w końcu pozostawić
po sobie jedynie pustkę.
Komentarze
Prześlij komentarz