Sprawa Żaka - Fragment VII
Wysiadłszy z
taksówki znalazłem się przed niecharakterystycznym kremowym domem. Nim ruszyłem
do drzwi spojrzałem jeszcze raz na jego numer, aby upewnić się, iż jestem w
odpowiednim miejscu. Krocząc powoli wyłożoną kostką ścieżką, starałem się
wyłapać jakieś anomalie. W końcu stanąłem przed wejściem i zapukałem. Nie musiałem czekać długo, aż
przejście rozwarło się przede mną, ukazując mi właściciela domostwa.
– Dzień dobry. – przywitałem się z lekkim ugięciem głowy, ukazując przy tym moją odznakę – Rozmawiałem z panem przez telefon
na temat pani Agnieszki.
– Ach tak… Oczywiście. Agatka jest w ogrodzie. Proszę za mną. – mówiąc to ubrał
buty i przekroczył próg, pociągając za sobą drzwi. Szybko jednak się
zreflektował i zapytał – Napije się pan kawy, czy herbaty?
– Herbaty jeśli można. – odparłem czując
lekkie pragnienie, które pojawiło się na wspomnienie napoju.
– Kochanie. Zrób detektywowi herbaty! – krzyknął do wnętrza.
– Już przyszedł?! – usłyszałem kobiecy głos w odpowiedzi.
Nim jednak
zdążyłem wyłapać cokolwiek więcej mój rozmówca ruszył wzdłuż ściany i zaczął do
mnie mówić.
– Mógłbym wiedzieć dlaczego bada pan tę sprawę? Myślałem,
iż została ona zamknięta.
– Prawdę powiedziawszy szef chciał wysłać mnie na urlop, a ja nie lubię nic nie
robić. Także przeglądałem dawne śledztwa
i w tym coś wydało mi się nie tak. Postanowiłem więc prześledzić je
jeszcze raz. – odrzekłem podążając za nim – Czy pan może coś wie, co mogłoby mi
pomóc?
– Nie sądzę. Wiem tyle co mówiła nam policja. Poza tym córka mieszkała w
mieszkaniu od uczelni, więc wpadała tu dość rzadko. – rzekłszy to zrobił krótką
przerwę i westchnąwszy dodał – Wiem, jak to zabrzmi, ale moja moja córka tego
nie zrobiła. Miała swoje humory jak każda kobieta, ale z natury była potulna.
– Rozumiem pana. – odrzekłem, nie wiedząc co więcej mu odpowiedzieć.
– Co panu nie pasowało? – zapytał, zatrzymawszy się.
– Proszę?
– W sprawie. Co zwróciło pana uwagę?
– Ach… – zamyśliłem się na chwilę – Ofiara. Ofiara nie pasowała. Nie była nawet
jej studentem.
Mężczyzna
wpatrywał się we mnie jeszcze przez chwilę, po czym wskazał mi dłonią osobę
siedzącą na ławce pod drzewem.
– Przyniosę panu herbatę. – po tych słowach odszedł.
Ja zaś
spojrzałem w odpowiednią stronę i począłem się zbliżać ku wskazanej mi
kobiecie. Kroczyłem powoli i z każdym pokonanym centymetrem dostrzegałem coraz
więcej. Najpierw rzuciła mi się w oczy chudość i blada cera. Gdy zaś znalazłem
się jeszcze bliżej dostrzegłem długie i kruche włosy. W końcu stanąwszy obok
zaobserwowałem wysuszone wargi i przepełnione pustką oczy. Widziałem już co mam
przed sobą i bynajmniej nie czułem się z tym dobrze. Gdy zwłoki ludzkie nie
wywoływały u mnie nigdy niepokoju, to wciąż żywe ciała pozbawione dusz, budziły
we mnie złe emocje. Zawsze miałem przy nich wrażenie, jakby chciały wydrzeć ze
mnie ducha i się nim napełnić.
– Proszę bardzo. – wzdrygnąłem się ze strachu, słysząc
kobiecy głos, który wydarł mnie z jakiegoś transu.
– Dziękuję. – odparłem, zorientowawszy się, iż została mi przyniesiona herbata.
– Zapomniałam spytać, czy pan słodzi! – rozmówczyni zmartwiła się nie na żarty.
– Nie słodzę. – odparłem biorąc łyk.
– Czemu chciał pan zobaczyć moją córkę? – zapytała z ciekawości.
– Miałem przeczucie? – westchnąłem znów upijając nieco z kubka.
– Iż panu coś powie?! – zaskoczył mnie nagły śmiech.
– Może… – uśmiechnąłem się i spojrzałem jeszcze raz na siedzącą na ławce
dziewczynę – A pani coś mi powie?
– Nie jest panu gorąco w tym płaszczu? – humor ewidentnie jej dziś dopisywał.
– Chyba zdążyłem się przyzwyczaić. – odparłem popijając herbatę.
– Wejdzie pan do środka? Akurat mieliśmy jeść lody. – zaproponowała zaskakując
mnie nieco.
– W zasadzie… – mruknąłem – Czemu nie?
Po tych
słowach gospodyni złapała swoją córkę pod rękę, a ta bezwładnie pozwoliła się
prowadzić. Następnie ruszyliśmy do wnętrza, gdzie odbyła się luźna rozmowa na
przeróżne tematy, przy mieszance lodów pistacjowych i miętowych z kawałkami
czekolady, którą dostałem.
Komentarze
Prześlij komentarz