Sprawa Żaka - Fragment V

     Siedząc przy niewielkim stoliku w moim tymczasowym miejscu zamieszkania, próbowałem się skupić na informacjach zawartych na białych kartkach. Niestety nie wychodziło mi to zbyt dobrze, z powodu podenerwowania, zmęczenia i głodu, które zadręczały mą świadomość. Do tego dochodziło niemiłosierne swędzenie, które nachodziło różne części mego ciała na kilka chwil, by zniknąć i pojawiać się w innych. Byłem na skraju wytrzymania i choć starałem się temu zaradzić, nic nie pomagało. Nie mogłem zasnąć, gdyż moje myśli galopowały bez ochoty na zatrzymanie się. Nie mogłem też zaspokoić głodu, gdyż na wspomnienie niedawnego posiłku, którym się bardziej zmęczyłem, niż nacieszyłem, robiło mi się nie dobrze. Zdawało mi się, iż mój stan pogorszył się od momentu, w którym znalazłem się w tym budynku. Pomyślałem więc, iż dobrze mi zrobi wyjście na świeże powietrze. Przez to w niedługim czasie znalazłem się na zewnątrz. Nie myliłem się. Od razu poczułem się nieco lepiej, choć daleko mi było do idealnego stanu. W końcu jednak zdolny byłem do skupienia nieco swoich myśli. Pozwoliło mi to wpaść na pomysł odwiedzenia dziekanatu i dopytania się tamtejszych pracowników o sprawę wykładowczyni sprzed kilku lat. Podłóg mej myśli ruszyłem w kierunku najnowszych budynków uczelni. Spacerowałem powoli wypalając papierosa. Przy tym rozmyślałem o tym, iż może jednak przydałby mi się prawdziwy urlop.  W pewnym momencie, gdy znalazłem się na środku kładki, stanowiącej jedno z dwóch przejść przez rzekę dzielącą teren uczelni, przystanąłem. Oparłem się o barierkę ozdobioną niezliczoną ilością kłódek i westchnąłem. Czułem w tym miejscu kojącą energię, która delikatnie oplatała me przytępione substancjami z papierosa zmysły. Działała ona na mnie jak remedium na wszystkie moje troski i wnet powróciłem do pełni sił. Przeciągnąłem się więc i z zapałem począłem iść do swego celu. Dotarłszy pod odpowiednie drzwi, miałem właśnie zapukać, gdy te zostały otwarte przez kobietę, ewidentnie gotową iść do domu.

– Przepraszam. Dziekanat jest zamknięty. Proszę przyjść w innym terminie. – rzekła automatycznie, wyszedłszy i zamknąwszy drzwi na klucz.
– Oczywiście, lecz chciałem porozmawiać z panią, nie z dziekanatem. – moje słowa skonfundowały ją na moment, więc wyjaśniłem okazując odpowiedni dokument – Jestem detektywem, który bada sprawę zaginięcia sprzed kilku lat. Chciałem zapytać o panią Agatę M… Przepraszam. Nie pamiętam nazwiska. Wykładała trzy, cztery lata temu...
– A! Agatka! – rozmówczyni wybuchła ze zrozumieniem, po czym posmutniała nieco – To przykre co ją spotkało.
– Co takiego?
– A wie pan... Cała ta sprawa z samobójstwem tamtej dziewczyny, śmiercią profesora i tym porwaniem. – rzekła nieco lekceważąco.
– Proszę mi o tym powiedzieć. – zainteresowałem się.
– Agatka była bardzo miłą osobą, ale… Chodziły plotki, iż ma romans z jednym ze swoich studentów.
– Romans? – moje zaciekawienie się pogłębiło.
– Ponoć tamtej nocy dziewczyna chłopaka, z którym Agatka… no wie pan, nakryła ich razem i potem się zabiła.
– Yhym…
– Ale to tylko plotki. Wie pan jak to studenci. – uspokoiła mnie.
– Oczywiście, oczywiście. – odparłem – Profesor zaś…
– Zmarł na zawał na wykładzie. To niezwykle uderzyło Agatkę.
– Oni…
– Byli dla siebie prawie jak rodzina. Osobiście pilnował jej kariery. – przerwała mi – Wtedy coś się z nią stało. Zaczęła się zachowywać inaczej. Znaczy wie pan… Oczywiście, iż żałoba, to żałoba, ale ona jakby nie była sobą.
– Jak to?
– Stała się jakaś taka zamknięta, małomówna. Jakby się czegoś bała. Też jakby czegoś szukała. – mówiąc to brzmiała jakby opowiadała o czymś rodem z horroru – Potem było to porwanie i w końcu ją aresztowali. Słyszałam, iż zamknęli ją w jakimś zakładzie dla obłąkanych.

     Po tych słowach zapadła cisza, podczas której starałem się przyswoić wszystkie podane mi informacje. Nie było to jednak łatwe zadanie, dlatego też z zamyśleniem podziękowałem rozmówczyni za rozmowę i pożegnałem się z nią, pozwalając jej odejść. Chwilę po tym sam wyszedłem z budynku i niemal automatycznie udałem się na kładkę, by wpatrując się w powolny nurt rzeki, spokojnie poukładać sobie wszystko w głowie. Spędziłem na niej kilka godzin tak naprawdę nie myśląc o niczym.

– Nie rozumiem. – nagłe pojawienie się znajomego głosu przyśpieszyło bicie mego serca – Jak można tak stać i nic nie robić?

     Pobudzony obróciłem głowę, aby dostrzec znajomą, opierającą o barierkę dziewczynę o krótkich, blond lokach. Wnet zdałem sobie sprawę z jej charakterystycznego zapachu, który zaczął drażnić me receptory. Wyjąłem więc odruchowo papierosa i odpaliłem go. Przy tym wróciłem do wpatrywania się w strumień wody.

– O czym pan myślał? – zapytała zaciekawiona.
– O niczym. – odparłem, po czym uwolniłem z płuc chmurę dymu.
– Stał pan tu tak o niczym nie myśląc? – ewidentnie nie mogła uwierzyć moim słowom.
– Yhym… – westchnąłem.
– A ty? – zagaiłem – Co tu robisz?
– Mam przerwę między zajęciami. – odparła okazując tonem swe zmęczenie.
– I postanowiłaś spędzić ją tutaj?
– Chciałam iść po kawę, ale zobaczyłem tu pana i się zaciekawiłem. – rzekła z szerokim uśmiechem, pokazującym większość jej uzębienia.
– Zobaczyłem? – zdziwiłem się rodzajem, którego użyła.
– Ojciec chciał syna. – odparła wystawiwszy język.
– To wszystko wyjaśnia… – westchnąłem, a następnie wyprostowałem swą posturę – Zdążymy jeszcze na tę kawę?
– Zaprasza mnie pan na randkę? – zażartowała głupkowato.
– Tak. Romantyczny spacer do jakiegoś automatu. – odrzekłem unosząc przedramię ku niej tak, aby mogła mnie złapać pod nie.

     Zrobiła to z radością i wnet kroczyliśmy spokojnym krokiem w kierunku budynku, w którym miała mieć kolejne zajęcia.



*****

Fragment IV                                                     Spis treści                                                    Fragment VI

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI