Tekst bezsensowny: Mój związek jest idealny, ale...
Mówią, iż nie ma związków
idealnych. Takich, które malują się niczym te z romantycznych
filmów. Tu wkraczam ja. W końcu idealny człowiek taki jak ja nie
może żyć w innym niż idealnym związku, prawda?
Ku
określeniu ideału, w którym żyję, odniósłbym się do cudownej
książki, która na świecie uważana jest za coś świętego.
Pewien gość mówi w niej o dwóch połówkach pomarańczy. Nie
pamiętam tego dokładnie, ale chyba chodzi w tym o to, iż te
połówki są częścią jednego owocu i do siebie idealnie pasują.
Tak jest też ze mną. Jestem idealną połówką, którą dopełnia
druga, idealna, acz patologiczna w swojej naturze połówka.
Powiedziałbym, iż to przeznaczenie, choć niektórzy mogliby się
ze mną sprzeczać, iż wszystko jest wynikiem moich wyborów.
Tak,
czy siak im dłużej jestem w tym związku, tym większe
prawdopodobieństwo, iż umrę. Dzięki temu jest on tak piękny.
Czyż to nie wspaniała sytuacja, gdy wciąż żyjesz na krawędzi?
Najlepsze jest to, iż z moją drugą połówką się nie dogadasz.
Musisz działać przez pośrednika. To zupełnie jak terapia dla
zepsutych par. Nie jest to łatwe, czy przyjemne, aczkolwiek nie ma
tu kłamstw, czy przemilczeń. Znaczy się, ja mogę kłamać i
milczeć, ale wszystko w końcu odbija się na moim zdrowiu. To jest
powód, dla którego tak wciąż narzekam.
Jestem tym
odpowiedzialnym. Inaczej cierpię konsekwencje. Choć nie zawsze.
Cudzołożyć mogę ile chcę (oczywiście zabezpieczając się).
Aczkolwiek alkohol to jest już coś, czemu muszę powiedzieć nie.
Mogę złamać sobie kręgosłup na siłowni. Nie mogę jednak zjeść
więcej niż jednej czekoladki. Tworzy to idealną równowagę w moim
życiu.
Na czym polega sekret? To proste. Wszystko musi
wychodzić z ciebie. Musisz czuć, jakbyś się z tym urodził i miał
żyć do końca. Z początku może być trudno wszystko zaakceptować,
aczkolwiek ludzie maja problem z ideałami i tak naprawdę je
odtrącają. Po jakimś czasie, wszystko jednak staje się jednością.
Jest
jedno „ale” (w końcu umieściłem je w tytule). Czasami czuję
się samotny, gdy tego nie pragnę. To jedyną skazą na całym tym
ideale. Okazuje się, iż żyć z chorobą przewlekłą można blisko
i stale, jednak nigdy nie otrzyma się od niej tej satysfakcji
odrębności, czy obcowania z obcym ciałem.
Pomimo
tego mam nadzieję, iż ten związek będzie jednym, wielkim ideałem.
Komentarze
Prześlij komentarz