Sprawa Żaka - Fragment XVI
Nagła
chęć zakasłania wydarła mnie z okowów snu, wraz z ostrym słońcem kłującym me powieki. Nie byłoby w tym nic wyjątkowo
nieprzyjemnego, gdyby nie nieznany mi przedmiot obecny w jamie
ustnej. W rozrachunku nie do końca przytomny umysł, pobudził się
i zmusił ręce do sięgnięcia ku ustom. Niestety te zostały przez
coś gwałtownie zatrzymane. Wierzgnąłem więc całym ciałem i w
końcu otworzyłem oczy, by zorientować się w sytuacji. Okazało
się być to nie do końca dobrym pomysłem, gdyż przez to uderzyłem
w coś głową, którą momentalnie zalał tępy ból. Nie mniej
przymrużając powieki, w celu zawalczenia z nadmiarem światła,
dostrzegłem, iż moje kończyny zniewalane były przez jakiś
materiał przywiązany do łóżka.
– Mmmm…
– zechciałem coś powiedzieć, lecz przedmiot w ustach skutecznie
mi to uniemożliwił.
W
tym momencie usłyszałem dźwięk mechanizmu zamka, który
poprzedził skrzypienie zawiasów i trzask zamykanych drzwi.
Spojrzawszy ku przedpokojowi, ujrzałem znajomą blond czuprynę i
usłyszałem szelest reklamówek.
– O,
wstałeś. – zauważyła jak gdyby nigdy nic, wrzucając klucze do
kieszeni mego płaszcza, który bynajmniej nie ja zawiesiłem na
wieszaku.
Następnie
wkroczyła do pokoju, gdzie położyła zakupy na stoliku i podeszła
do okna, by je uchylić. W końcu zbliżyła się do łóżka i
usiadła, odgarniając kilka loków, które spadły jej w tym czasie
na oblicze. Wpatrywała się we mnie w milczeniu, jakby się nad czym
zastanawiając.
– Mmm…
– wyrzuciłem z siebie niepocieszony.
– A, tak. – wreszcie
zorientowała się, iż przydałoby się mnie uwolnić i uczyniła
to.
Pozbawiony
prowizorycznych okowów i knebla, usiadłem na skraju łóżka,
zakasłałem i złapałem się za głowę. Po tym siedziałem w
ciszy, zastanawiając się, jak powinienem zareagować. W końcu
westchnąłem jedynie i przeczesałem włosy. Byłem zbyt
zdezorientowany, aby wykrzesać z siebie jakieś pomysły. Po
prawdzie czułem się też konkretnie wymęczony i za nic nie chciało
mi się nic robić, prócz ponownego położenia się. Nagliła mnie
jednak potrzeba skorzystania z łazienki. Westchnąłem więc raz
jeszcze i już miałem się podnosić, gdy na moim czole znalazł się
grzbiet kobiecej dłoni.
– Zelżała
ci już gorączką. – oświadczywszy to sięgnęła po termometr i
podała mi go, abym potwierdził jej przypuszczenia.
– Mogę
najpierw wziąć prysznic? Cały lepię się od potu.
Moja
wypowiedź była w zasadzie bardziej oświadczeniem, niż pytaniem,
gdyż w momencie, w którym wybrzmiała, byłem już w połowie drogi
do prysznica.
– Zrobię
ci herbaty. – oświadczyła, odkładając termometr.
–
Wolałbym kawę. – mruknąłem przekraczając próg łazienki.
Załatwienie
wszystkich potrzeb, nie zajęło mi zbyt wiele czasu, a tak
przynajmniej mi się wydawało. Wyszedłem więc odświeżony i z
ręcznikiem zawieszonym na mych biodrach, wróciłem do sypialni. Tam
oprócz herbaty i śniadania, którego nie miałem zamiaru spożyć,
leżały przygotowane do ubrania ciuchy. Bynajmniej nie należały
one do mnie, gdyż w mej garderobie nie panowała zbyt wielka
różnorodność. Nie skomentowałem jednak tego i po prostu się w
nie ubrałem. Następnie usiadłem przy stoliku, gdzie znajdowała
się, wgapiająca się we mnie bezwstydnie blondwłosa.
– Ładnie
to tak? – zapytałem kąśliwie.
– Nie, abyś ty nie robił
ostatnio tego samego hipokryto. – zgasiła mnie niemal
natychmiastowo.
– Dziękuję. – mruknąłem i wziąłem
niewielki łyk gorącej herbaty.
– Wierzgałeś, płakałeś,
jąkałeś, iż jest ci zimno i bełkotałeś coś bez sensu. –
oświadczyła znikąd.
– Dlatego mnie związałaś?
–
Nie. Zrobiłam to, abyś znów gdzieś nie wylazł.
– A knebel
w takim wypadku? – zainteresowałem się, biorąc kolejny łyk.
–
Taki fetysz. – powiedziawszy to przygryzła język.
Po
tym złapała swój kubek z herbatą i upiła z niego nieco.
– Mam
nadzieję, iż zjesz śniadanie. – odezwała się groźnie.
–
Miałem to w planach, ale patrząc na twoje wystające żebra,
pomyślałem, iż jednak ci je odstąpię chudzielcu.
– Nie
jestem chuda! – żachnęła się.
– Zależy gdzie… –
westchnąłem przed wzięciem kolejnego łyku naparu.
– O ty!
– zrobiła pauzę, zastanawiając się nad tym jak mnie określić
– Wredoto!
– Ja ciebie też. – odparłem kończąc tę
wymianę zdań.
– Co ci się śniło? – zapytała w końcu.
–
Iż mieszkam sobie z taką jedną blondynką i psem. – rzuciłem
wymownie.
– Stąd ten płacz?
– Nie inaczej. –
odrzekłem, a po chwili ciszy, zapytałem – Nie boisz się, iż się
zarazisz?
– Mam wrażenie, iż już na to za późno. –
powiedziawszy to zmarszczyła brwi w gniewie i spytała – Będziesz
to jadł, czy mam to wywalić?
– Ech… Dla ciebie wszystko. –
wypowiedziawszy to, złapałem za leżącą na talerzu kanapkę i
zacząłem ja pochłaniać małymi kęsami.
Nie
mogłem narzekać, iż była ona niedobra, a wręcz przeciwnie. Była
to jedna z lepszych kanapek, które od dawna jadłem. Problemem było
jednak drapanie w gardle przy każdym połknięciu. Z tego względu
na moim obliczu rysował się grymas zniesmaczenia, który był źle
odczytywany przez moją rozmówczynię.
– Smakuje
ci? – zapytała taktycznie.
– Najlepsza jaką jadłem. –
odparłem zgodnie z prawdą, jednak moje słowa zostały
potraktowane, jakbym się nabijał.
Skończywszy
połowę posiłku, podniosłem się i podszedłem do płaszcza, z
którego wyciągnąłem papierosy, a także zapalniczkę. Zrobiwszy
to zakasłałem kilkukrotnie, a następnie udałem się do okna, po
drodze wkładając sobie jednego do ust i odpalając go. W chwili, w
której miałem sobie go wyjąć spomiędzy warg, aby wypuścić
pierwszy obłok trującego dymu, został mi on brutalnie odebrany.
– Pogięło
cię?! – blondynka zbeształa mnie, gasząc papierosa o parapet.
–
Twój zapach świdruje mi w nosie i przewierca się do głowy. –
odparłem spoglądając na nią z góry, a po tym zapytałem –
Zawsze byłaś taka mała?
Rozwścieczona
wydarła mi z rąk paczkę i popchnęła mnie w stronę łóżka.
Kolejno podała mi termometr i stała przy mnie, póki go nie
odebrałem. Westchnąłem, spoglądając jak zabiera naczynia do
kuchni. W tym samym czasie zacząłem mierzyć sobie temperaturę.
Skończywszy, odłożyłem go na bok i położyłem się, czując
zmęczenie w oczach. Wtem zacząłem je rozmasowywać palcami i tak
po prostu dałem się pochłonąć męczącej mnie od kiedy się
obudziłem senności.
Komentarze
Prześlij komentarz