Upadek: Poszukiwanie
Każdy szuka czegoś w życiu. Jakiegoś celu. Powodu, by istnieć. Niektórzy tylko robią to aktywnie, a niektórzy pasywnie. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek był w sytuacji, w której musiałem uzasadniać swą egzystencję. Głównie dlatego, iż od początku uznawałem ją za bezsensowną. Poza tym życie kierowało mnie ścieżką, na której zawsze było coś do zrobienia. Zdarzały się oczywiście chwile, iż pytałem samego siebie, po co coś czynię. Nigdy nie odpowiadałem. Nie potrzebowałem tego. Przemilczając więc, kontynuowałem ze swoim istnieniem.
Tym jednak razem oddałbym wszystko za odpowiedź. Dlaczego tak bardzo uciekałem od okazji, by ze sobą skończyć? Dlaczego wędrowałem po skąpanym w odcieniach czerni i bieli świecie w poszukiwaniu uzasadnienia mej egzystencji?
Muszę ją odnaleźć. Muszę ją uratować. Dwa zadania, niczym mantra, powtarzały się w mej głowie, w akompaniamencie dzwoniących owoców. Czemu? Co jakiś czas z głębi podświadomości zapytywał odległy szept.
Na niektóre pytania nie powinno się odpowiadać. Tak przynajmniej kiedyś mi mówiono. Parłem więc bezmyślnie przed siebie, skupiając się na szukaniu. Niestety mgła zakrywająca mój wzrok sprawiała, iż niewiele dostrzegałem i to w niedalekiej odległości. Słuch zaś, od kiedy odzyskałem możliwość widzenia, nie był już tak dobry. Ironicznie właśnie w tym momencie byłem najbardziej ślepy. Czyż nie było w tym czegoś poetyckiego?
Stalowe niebo wzburzyło się nagle, upuszczając ku ziemi płatki czarnego śniegu. Będąc pochłonięty poszukiwaniami ledwo to zauważyłem. Na szczęście znajdowałem się w terenie zabudowanym i wokół mnie było pełno miejsc, w których mogłem się schronić. Pośpieszyłem więc do jednego z nich. Dotarłszy na miejsce, usiadłem i począłem obserwować przedziwne zjawisko pogodowe. Było w nim coś tak hipnotyzującego, iż już po chwili dałem pochłonąć się moim myślom.
Muszę ją odnaleźć. Głodny. Muszę ją uratować. Jeść. Muszę ją odnaleźć. Czemu? Muszę ją uratować. Głodny. Muszę ją odnaleźć. Czemu. Muszę… Jeść. Muszę ją uratować. Muszę…
Tym jednak razem oddałbym wszystko za odpowiedź. Dlaczego tak bardzo uciekałem od okazji, by ze sobą skończyć? Dlaczego wędrowałem po skąpanym w odcieniach czerni i bieli świecie w poszukiwaniu uzasadnienia mej egzystencji?
Muszę ją odnaleźć. Muszę ją uratować. Dwa zadania, niczym mantra, powtarzały się w mej głowie, w akompaniamencie dzwoniących owoców. Czemu? Co jakiś czas z głębi podświadomości zapytywał odległy szept.
Na niektóre pytania nie powinno się odpowiadać. Tak przynajmniej kiedyś mi mówiono. Parłem więc bezmyślnie przed siebie, skupiając się na szukaniu. Niestety mgła zakrywająca mój wzrok sprawiała, iż niewiele dostrzegałem i to w niedalekiej odległości. Słuch zaś, od kiedy odzyskałem możliwość widzenia, nie był już tak dobry. Ironicznie właśnie w tym momencie byłem najbardziej ślepy. Czyż nie było w tym czegoś poetyckiego?
Stalowe niebo wzburzyło się nagle, upuszczając ku ziemi płatki czarnego śniegu. Będąc pochłonięty poszukiwaniami ledwo to zauważyłem. Na szczęście znajdowałem się w terenie zabudowanym i wokół mnie było pełno miejsc, w których mogłem się schronić. Pośpieszyłem więc do jednego z nich. Dotarłszy na miejsce, usiadłem i począłem obserwować przedziwne zjawisko pogodowe. Było w nim coś tak hipnotyzującego, iż już po chwili dałem pochłonąć się moim myślom.
Muszę ją odnaleźć. Głodny. Muszę ją uratować. Jeść. Muszę ją odnaleźć. Czemu? Muszę ją uratować. Głodny. Muszę ją odnaleźć. Czemu. Muszę… Jeść. Muszę ją uratować. Muszę…
*****
Komentarze
Prześlij komentarz