Upadek: Oślepiający Blask

Okropny pisk ogarniający przestrzeń ranił nie tylko me uszy, a całe jestestwo. Nie wiem dlaczego skazywałem się na to cierpienie, lecz powłócząc nogami, podążałem ku jego źródłu. Me uparcie doprowadziło do tego, iż upadłem na kolana i złapałem się za głowę. Czułem jakby wszystkie moje kości poczynały pękać. Tak bardzo pragnąłem się wycofać, lecz coś mi tego ciągle zabraniało. Nie mając siły podnieść się i kontynuować marszu, zacząłem poruszać się na czworaka. Czyniłem to, aż nie wydarzyło się coś dziwnego. Zobaczyłem światło. Przebijało się ono przez ciemność ogarniającą me oczodoły. Wywołało to we mnie tak wielki szok, iż zamarłem. Czy to możliwe, iż przede mną znajdowało się coś, co mogło przywrócić mi wzrok? Musiałem się tego dowiedzieć. Począłem więc przeć przed siebie z zaparciem, które dodało mi nowych sił.
     Wreszcie dotarłem do miejsca, które skąpane było w jasności, która raniła mnie na tyle, iż me ciało odruchowo spróbowało zasłonić oczy. Nic to jednak nie dało. Spróbowałem więc się podnieść. Niestety nie miałem na to wystarczająco sił. Co gorsza ma próba sprawił, iż nie potrafiłem nawet utrzymać się na czworaka. Z tego powodu padłem bezwiednie na ziemię. Nie było szans na to abym się ruszył. Pozostawało mi więc leżeć i mieć nadzieję na śmierć, gdyż wieczne tortury powodowane przez okrutny pisk i oślepiające światło bynajmniej nie były moim marzeniem.
     Nie wiem jak długo tak zalegałem, ale chyba zacząłem tracić zmysły. Zacząłem bowiem słyszeć odgłosy kroków, które stawały się coraz głośniejsze, by na chwilę zamilknąć i pojawić się znów, tylko z tendencją do ściszania się. W pewnym momencie dołączył do nich głos, będący dla mnie niezrozumiałym bełkotem. Po tym razem z krokami rozbrzmiał odgłos ocierania czegoś o powierzchnię. Niestety przez ciągły pisk nie byłem wstanie określić, czy coś się przyciągane do mnie, czy to ja jestem ciągnięty. W końcu jednak doszedłem do tego, iż ktoś przesuwał moją osobę, gdyż pisk zaczynał łagodnieć i bardziej przypominać dźwięk dzwonków.
     Ktoś lub coś przemieściło mnie na tyle daleko, iż zacząłem słyszeć inne elementy otoczenia. Następnie zostałem porzucony. Trochę nie wiedziałem co o tym myśleć. Do tej pory nie doświadczyłem żadnego dobra od tej rzeczywistości. Byłem jednak zbyt wyczerpany, aby się nad tym zastanawiać. Opróżniłem więc swój umysł z niepotrzebnych pytań i w takim stanie czekałem na powrót sił.
     Chwilę zajęło nim w końcu udało mi się poruszyć kończyną. Gdy to zrobiłem zostałem zaskoczony przez nagły ruch i odgłos odbiegania. Nie miałem pojęcia, iż ktoś mnie obserwował. Zacząłem się przez to zastanawiać, czy przypadkiem nie straciłem kilka razy przytomności, gdy tak leżałem. Szybko jednak porzuciłem te rozmyślania i skupiłem się na ewakuowaniu się z tego miejsca. Nie byłem tu bezpieczny. Poza tym nie pożywiałem się od tak długiego czasu, iż mój głód błagał mnie o jakieś pożywienie. Zacząłem się więc podnosić i wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego. Usłyszałem wyraźne dzwonienie obok siebie. Zadziwiony powtórzyłem ruch, który wywołał ten dźwięk i doszedłem do wniosku, iż w coś uderzam. Schyliłem się więc po ów przedmiot i z zaskoczeniem odkryłem, iż było to coś co mogłem podnieść. Wpierw nie miałem pomysłu co z tym zrobić, aczkolwiek mój głód ciągle nawoływał, abym go zaspokoił. Wgryzłem się więc bezmyślnie w trzymaną w dłoni rzecz i od razu tego pożałowałem. Moje gardło zapłonęło, a serce przyśpieszyło. W mig zacząłem wymiotować jakąś mazistą substancją. Wraz z jej utratą słabłem i zarazem czułem się coraz bardziej lekki.
     Wiedziałem, iż straciłem przytomność, gdyż nie pamiętałem kiedy skończyłem wymiotować. Poza tym dźwięki otoczenia były jakieś przyciszone. Czułem się lekki jak nigdy dotąd. Dodatkowo bolały mnie oczy. Przetarłem je więc, przy okazji spostrzegając, iż nie oblepia ich już czarna maź. Kolejno rozwarłem powieki i przeżyłem szok. Widziałem. Nie dokładnie, gdyż wszystko było w dużym stopniu rozmazane i spowite mgłą, aczkolwiek na tyle abym mógł odróżnić otaczającą mnie rzeczywistość. Zgadując, iż powodem odzyskania wzroku było dzwoniące coś, co ugryzłem, począłem tego szukać. Szybko znalazłem, co szukałem, gdyż leżało ono obok mnie. Zacząłem więc się mu przyglądać i szybko doszedłem do wniosku, iż jest to jakiś owoc. Nie potrafiłem jednak stwierdzić jaki. Sięgnąłem więc ku niemu, jednak zatrzymałem dłoń w połowie drogi. Uczyniłem to, ponieważ nie widziałem normalnej dłoni, a pokrytą czarną mazią rękę, której palce były czarnymi, szponiastymi tworami.
     Co się ze mną stało? Zapytałem samego sobie. Serca, które zjadłem musiały… Serca. Słowo to odbiło się od kości mojej czaszki. Nagle przypomniałem sobie o istocie, której chciałem pomóc. Spanikowany spróbowałem zerwać się na równe nogi. Moje ciało nie miało jednak na to sił i w połowie podnoszenia się, upadłem. Nie miałem jednak zamiaru się poddać. Musiałem dotrzeć do tej istoty i jakoś jej pomóc.
     Tylko jak? Zapytanie przeszyło mój umysł. W odpowiedzi na nie rozejrzałem się wkoło. Szybko spostrzegłem drewnianą miskę, w której leżało jeszcze kilka dzwoniących owoców. Nie zastanawiając się długo, złapałem je w swe dłonie i znów spróbowałem się podnieść. Tym razem jednak uczyniłem to powoli. Stanąwszy na nogi, zebrałem w sobie siły mentalne i chwiejnym krokiem, w akompaniamencie delikatnego dzwonienia, ruszyłem do miejsca, gdzie pozostawiłem nieznaną mi istotę. Miałem nadzieję, iż jeszcze tam jest i jej serce wciąż bije.


                                                                             *****

Upadek: Spotkanie                                            Spis treści                            Upadek: Niezatarty Ślad

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI