Sprawa Żaka - Fragment XXXI
Ból głowy i brzucha, które postanowiły mnie wyciągnąć z objęć snu, przysunęły mi na myśl zapytanie o to, kiedy ostatnio coś jadłem. Zignorowawszy je, postanowiłem poddać się magii snu, która wciągała mnie z powrotem w ocean podświadomości. Niestety obolały kark postanowił wtrącić swe trzy grosze i zaatakować moje zmysły bólem. Mruknąwszy z niezadowolenia, poruszałem trochę głową, aby odgonić wszystkie natręctwa. Jak można by się spodziewać, nie przyniosło to żadnego skutku. Równie dobrze mogłem teraz wstać. Dlatego też uczyniłem to i po chwili stałem na nogach, czekając, aż lekkie wirowanie w głowie przeminie. W końcu udałem się do łazienki, aby załatwić tam swe potrzeby. Kolejno skierowałem swe kroki do kuchni, aby przygotować sobie kawę i poszukać czegoś, co mógłbym nazwać śniadaniem. Chciałbym powiedzieć, iż w tych poczynaniach towarzyszyły mi jakiekolwiek myśli, aczkolwiek prawda była taka, iż w mej głowie panowała pustka. Nie zwracałbym na nią żadnej uwagi, gdyby nie fakt, iż występowała ona w akompaniamencie emocji, które trudno było mi opisać. Nie były one bynajmniej negatywne, czy pozytywne. Wydawały mi się mieszanką stonowania, oddalenia i nutki nostalgii. Gdybym miał bym je zobrazować, to musiałbym przedstawić się jako istnienie oddzielone przeźroczystą i dźwiękoszczelną ścianą, które oglądało sztukę, nazywaną życiem, odgrywaną przez bezmyślne ciało. Do tego wszystkiego dochodziło poczucie ciężkości i odrętwienia, które wydawało się być mocniejsze niż zwykle. Kiedyś nie doświadczałbym tego wszystkiego tak wyraźnie. Kiedyś zostałbym uratowany przed pogrążaniem się w coraz to mętniejszą toń własnej tragedii. Kiedyś jednak przeminęło i teraz tonąłem, starając się nie zapomnieć, gdzie jest powierzchnia.
Gwałtowny napływ powietrza do płuc, spowodowany głębokim wdechem, przerwał ciszę, przywracając mi pełnię świadomości. Jednym haustem wypiłem połowę kawy, która nie wiadomo kiedy pojawiła się w moich dłoniach, a następnie zrobiłem ciężki wydech, stanowiący wstęp do czekających mnie prac domowych.
Gwałtowny napływ powietrza do płuc, spowodowany głębokim wdechem, przerwał ciszę, przywracając mi pełnię świadomości. Jednym haustem wypiłem połowę kawy, która nie wiadomo kiedy pojawiła się w moich dłoniach, a następnie zrobiłem ciężki wydech, stanowiący wstęp do czekających mnie prac domowych.
Komentarze
Prześlij komentarz