Zjawa - Rozdział X
Trzask wywarzanych drzwi, wyrwał detektywa z letargu i
zapoczątkował ciąg odruchowych reakcji. Pierwszą z nich było sięgnięcie po
leżącą między łóżkiem, a ścianą broń. Jej nieobecność wywołała zdziwienie,
które jednak nie zakłóciło złożonego planu realizowanego przez podświadomość, a
jedynie go zmodyfikowało. W wyniku tego mężczyzna ustawił się przy drzwiach
sypialni, w gotowości do ataku wręcz na przeciwnika. Oczekując tak na niego,
analizował całą sytuację w tak porażającym tempie, iż czas wydawał się płynąć
zdecydowanie wolniej.
Odgłosy wydawane przez ciało nieznajomego, który właśnie przeczesywał mieszkanie, zdradzały, iż był on dość pokaźnym mężczyzną. Dodatkowo wydawał się lekko utykać na jedną nogę. Sądząc po tempie jego kroków i sposobie poruszania się, miał wyraźny cel, a także spodziewał się walki. Nie był to dobry znak dla detektywa, który po ostatnich wydarzeniach był dość osłabiony.
Gdzie jest moja broń? Zapytał się w myślach, aby momentalnie przypomnieć sobie, iż bezmyślnie zostawił ją na kanapie.
Cholera! Zaklął na to i rozejrzał się po sypialni.
Niestety nie dostrzegł niczego w zasięgu ręki, ci mogłoby posłużyć mu do podniesienia możliwości ofensywnych, czy defensywnych. Dodatkowo nieznajomy zdawał się zbliżać w jego stronę. Skupił się więc na obecnym planie obezwładnienia przeciwnika wręcz. Jego umysł się wyciszył, a oddech pogłębił. Serce zaś zdawało się kurczyć coraz mocniej i szybciej, kierując na siebie całą uwagę. Zostało jednak zignorowane w momencie, w którym przeciwnik począł przekraczać próg drzwi. W tym momencie detektyw rzucił się do ataku tylko po to, by przekonać się o swojej nieskuteczności. Nieznajomy był bowiem tak potężnej postury, iż próba wyrwania pistoletu z jego rąk, nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Nastąpiła więc chwila zdziwienia, w której ofiara dosłownie wisiała na rękach swego oprawcy, uświadamiając sobie swoją nieuniknioną porażkę.
Na szczęście podświadomość detektywa była na tyle szybka, iż przeanalizowawszy sytuację, rozkazała ciału wykonanie kopnięcia w nogę, która wydawała się być tą osłabioną. W efekcie postawa przeciwnika została zachwiana, a chwyt na broni osłabiony, co doprowadziło do jego rozbrojenia. Na tym jednak sukcesy się kończyły, gdyż napastnik zdołał wyprowadzić potężny cios, przed którym detektyw tylko częściowo zdołał się osłonić. Poskutkowało to tym, iż został odrzucony kilka kroków w tył. W chwili oddechu jaką dzięki temu uzyskał, odczuł, iż rana w boku po raz kolejny się otworzyła i zaczęła uwalniać pokaźne ilości krwi.
Cholera! Zaklął w myślach, spoglądając jak jego przeciwnik podnosi się na równe nogi i patrzy na niego z góry ze wściekłością.
Wiedział, iż jest w fatalnej sytuacji i jego szanse na przeżycie są mniej niż minimalne. Aczkolwiek miał w zanadrzu jeszcze jedną rzecz, której nie omieszkał wykorzystać. Podczas, gdy napastnik począł na niego szarżować, dobył przyklejony do tylnej powierzchni nakastlika nóż kuchenny i przeszedł do ofensywy. Unikając prawego sierpowego, przypadł do atakującego i zagłębił ostrze między jego żebrami. Myśląc, iż tym udało mu się zyskać przewagę, chciał się rzucić ku ucieczce. Jakież było jego zaskoczenie, gdy mocny cios w brzuch odebrał mu oddech i siłę w nogach. Momentalnie uczuł jak upada. Do spotkania z podłogą nie doszło jednak tak szybko jak się tego spodziewał, albowiem przeciwnik złapał go w żelazny uścisk i cisnął niczym szmacianą lalkę. Zrobił to z tak wielką energią, iż detektyw wyleciał do salonu, gdzie jego lot boleśnie zatrzymała kanapa.
Cały świat zalała na moment nieprzenikniona ciemność, by wraz z łapczywym wdechem, przerodzić się w mroczki. Zdezorientowany przez obrażenia mężczyzna, uniósł nieco głowę i począł szukać czegoś co byłoby mu w stanie pomóc. Nic takiego niestety nie dojrzał. Słysząc więc zbliżające się ku niemu ciężkie kroki, obrócił się ciężko na plecy i zaśmiał słabo na widok lufy pistoletu, celowanej w jego oblicze.
Koniec. Pomyślał sobie, spoglądając na naciskający spust palec.
Już był gotowy usłyszeć odgłos wystrzału i oddać się w objęcia śmierci, gdy niespodziewanie z korytarza dobiegły do niego odgłosy kroków. Odruchowo odwrócił głowę ku wywarzonym drzwiom wejściowym, w których ujrzał farbowaną brunetkę w ciemnoniebieskim żakiecie. Wpadła ona bez zawahania do mieszkania i wyładowała połowę magazynka w osobnika z pistoletem w dłoni. Ten z lekkim opóźnieniem zareagował i zechciał odpowiedzieć ogniem. Detektyw nie zamierzał na to jednak pozwolić i zignorowawszy ból, rzucił się ku jego nogom, zwalając go na podłogę. Przeciwnik starał się jeszcze walczyć, aczkolwiek szybka utrata krwi w kilka chwil doprowadziła do wstrząsu i utraty przytomności.
Pobudzony detektyw stoczył się z umierającego osobnika i spoglądając w sufit, odprężył nieco.
– Nie powinnaś tak bezmyślnie wyskakiwać przed napastnika – przestrzegł swą protegowaną – Ludzie po kilku strzałach są zdolni jeszcze cię zabić. Dlatego zawsze powinnaś szukać osłony.
Po tych słowach podniósł się nieco na łokciach i spojrzał na dziewczynę. W ogóle nie zdziwił go fakt, iż ta stała w wycelowaną w niego bronią i chęcią mordu w oczach.
– Witaj Aniu. – Momentalnie rozpoznał z kim ma do czynienia. – Dawnośmy się nie widzieli.
Odpowiedziała mu martwa cisza, podczas której jego protegowana ewidentnie biła się ze swoim alter ego w myślach.
– Zabiłeś moją mamę! – wrzasnęła w końcu pełnym cierpienia głosem.
Detektyw nie odpowiedział od razu. Miast tego zaczął dokładniej przyglądać się swojej rozmówczyni. Dopiero, gdy zauważył jak z jej zielonych oczu zaczynają płynąć łzy, rzekł z zamyśleniem:
– Dlatego wydawałaś się taka znajoma…
Po tych słowach rozejrzał się podświadomie po otoczeniu, by powracając wzrokiem do Ani zapytać z ciekawości:
– Dlaczego nie zabiłaś mnie wcześniej?
– Chciałam żebyś cierpiał! Jak ja, gdy dowiedziałam się, iż moja mama już nie wróci! – ilość łez płynących po jej policzkach, wyraźnie wskazywała na bolesność doświadczenia, o którym mówiła. – Byłam tylko dzieckiem…
Na moment znów zapadła cisza, podczas której dziewczyna na powrót przywołała wściekłość, którą jej umysł począł porzucać na rzecz smutku.
– Zabiłam twoją Złotowłosą, a ciebie to nawet nie wzruszyło! – wrzasnęła mieszanką złości i zrezygnowania. – Jak podłym potworem jesteś?!
– Zgaduję, iż jednym z najpodlejszych – westchnął, mając świadomość swej emocjonalnej ułomności.
Po tym podniósł się powoli do siadu, zastanawiając się, czy chciałby jeszcze coś dodać. Przez całkowitą pustkę w głowie, wydawało mu się, iż nic takiego nie ma. Spojrzawszy jednak głęboko w oczy protegowanej, odezwał się:
– Kiedy to się skończy – zrobił pauzę, by jak najlepiej przełożyć myśli na słowa – mam nadzieję, iż będziesz mogła spokojnie żyć.
Wypowiedziawszy te słowa wziął głęboki wdech, delektując się uczuciem powietrza przepływającego przez drogi oddechowe. Następnie wstrzymał go na moment w płucach, by wsłuchać się w wyraźne uderzania serca i rozpoczął jego uwalnianie. W tej chwili palec Ani począł naciskać na spust. Mimo, iż detektyw dobrze wiedział, iż to jest już koniec, jego podświadomość nadal chciała walczyć. W desperackim akcie zmusiła więc jego ciało do rzucenia się po leżący niedaleko pistolet zmarłego już nieznajomego. Powstało niewielkie poruszenie, które za sprawą odgłosu wystrzału, w mgnieniu oka przerodziło się w kompletną stagnację.
Zielonooka dziewczyna uśmiechnęła się z ulgą i pozwoliła broni wyślizgnąć się z jej dłoni. Cała wściekłość ją opuściła. Został tylko spokój, zadowolenie i nutka nostalgii.
To koniec… Pomyślała, nim cały świat zalała nieprzejrzysta ciemność.
Jej ciało upadło bezwładnie na podłogę, by nasiąkając kałużą formującej się krwi, wpatrywać się w osłupiałego detektywa, który nie mógł, czy też nie chciał zaakceptować tego, co się właśnie wydarzyło.
Odgłosy wydawane przez ciało nieznajomego, który właśnie przeczesywał mieszkanie, zdradzały, iż był on dość pokaźnym mężczyzną. Dodatkowo wydawał się lekko utykać na jedną nogę. Sądząc po tempie jego kroków i sposobie poruszania się, miał wyraźny cel, a także spodziewał się walki. Nie był to dobry znak dla detektywa, który po ostatnich wydarzeniach był dość osłabiony.
Gdzie jest moja broń? Zapytał się w myślach, aby momentalnie przypomnieć sobie, iż bezmyślnie zostawił ją na kanapie.
Cholera! Zaklął na to i rozejrzał się po sypialni.
Niestety nie dostrzegł niczego w zasięgu ręki, ci mogłoby posłużyć mu do podniesienia możliwości ofensywnych, czy defensywnych. Dodatkowo nieznajomy zdawał się zbliżać w jego stronę. Skupił się więc na obecnym planie obezwładnienia przeciwnika wręcz. Jego umysł się wyciszył, a oddech pogłębił. Serce zaś zdawało się kurczyć coraz mocniej i szybciej, kierując na siebie całą uwagę. Zostało jednak zignorowane w momencie, w którym przeciwnik począł przekraczać próg drzwi. W tym momencie detektyw rzucił się do ataku tylko po to, by przekonać się o swojej nieskuteczności. Nieznajomy był bowiem tak potężnej postury, iż próba wyrwania pistoletu z jego rąk, nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Nastąpiła więc chwila zdziwienia, w której ofiara dosłownie wisiała na rękach swego oprawcy, uświadamiając sobie swoją nieuniknioną porażkę.
Na szczęście podświadomość detektywa była na tyle szybka, iż przeanalizowawszy sytuację, rozkazała ciału wykonanie kopnięcia w nogę, która wydawała się być tą osłabioną. W efekcie postawa przeciwnika została zachwiana, a chwyt na broni osłabiony, co doprowadziło do jego rozbrojenia. Na tym jednak sukcesy się kończyły, gdyż napastnik zdołał wyprowadzić potężny cios, przed którym detektyw tylko częściowo zdołał się osłonić. Poskutkowało to tym, iż został odrzucony kilka kroków w tył. W chwili oddechu jaką dzięki temu uzyskał, odczuł, iż rana w boku po raz kolejny się otworzyła i zaczęła uwalniać pokaźne ilości krwi.
Cholera! Zaklął w myślach, spoglądając jak jego przeciwnik podnosi się na równe nogi i patrzy na niego z góry ze wściekłością.
Wiedział, iż jest w fatalnej sytuacji i jego szanse na przeżycie są mniej niż minimalne. Aczkolwiek miał w zanadrzu jeszcze jedną rzecz, której nie omieszkał wykorzystać. Podczas, gdy napastnik począł na niego szarżować, dobył przyklejony do tylnej powierzchni nakastlika nóż kuchenny i przeszedł do ofensywy. Unikając prawego sierpowego, przypadł do atakującego i zagłębił ostrze między jego żebrami. Myśląc, iż tym udało mu się zyskać przewagę, chciał się rzucić ku ucieczce. Jakież było jego zaskoczenie, gdy mocny cios w brzuch odebrał mu oddech i siłę w nogach. Momentalnie uczuł jak upada. Do spotkania z podłogą nie doszło jednak tak szybko jak się tego spodziewał, albowiem przeciwnik złapał go w żelazny uścisk i cisnął niczym szmacianą lalkę. Zrobił to z tak wielką energią, iż detektyw wyleciał do salonu, gdzie jego lot boleśnie zatrzymała kanapa.
Cały świat zalała na moment nieprzenikniona ciemność, by wraz z łapczywym wdechem, przerodzić się w mroczki. Zdezorientowany przez obrażenia mężczyzna, uniósł nieco głowę i począł szukać czegoś co byłoby mu w stanie pomóc. Nic takiego niestety nie dojrzał. Słysząc więc zbliżające się ku niemu ciężkie kroki, obrócił się ciężko na plecy i zaśmiał słabo na widok lufy pistoletu, celowanej w jego oblicze.
Koniec. Pomyślał sobie, spoglądając na naciskający spust palec.
Już był gotowy usłyszeć odgłos wystrzału i oddać się w objęcia śmierci, gdy niespodziewanie z korytarza dobiegły do niego odgłosy kroków. Odruchowo odwrócił głowę ku wywarzonym drzwiom wejściowym, w których ujrzał farbowaną brunetkę w ciemnoniebieskim żakiecie. Wpadła ona bez zawahania do mieszkania i wyładowała połowę magazynka w osobnika z pistoletem w dłoni. Ten z lekkim opóźnieniem zareagował i zechciał odpowiedzieć ogniem. Detektyw nie zamierzał na to jednak pozwolić i zignorowawszy ból, rzucił się ku jego nogom, zwalając go na podłogę. Przeciwnik starał się jeszcze walczyć, aczkolwiek szybka utrata krwi w kilka chwil doprowadziła do wstrząsu i utraty przytomności.
Pobudzony detektyw stoczył się z umierającego osobnika i spoglądając w sufit, odprężył nieco.
– Nie powinnaś tak bezmyślnie wyskakiwać przed napastnika – przestrzegł swą protegowaną – Ludzie po kilku strzałach są zdolni jeszcze cię zabić. Dlatego zawsze powinnaś szukać osłony.
Po tych słowach podniósł się nieco na łokciach i spojrzał na dziewczynę. W ogóle nie zdziwił go fakt, iż ta stała w wycelowaną w niego bronią i chęcią mordu w oczach.
– Witaj Aniu. – Momentalnie rozpoznał z kim ma do czynienia. – Dawnośmy się nie widzieli.
Odpowiedziała mu martwa cisza, podczas której jego protegowana ewidentnie biła się ze swoim alter ego w myślach.
– Zabiłeś moją mamę! – wrzasnęła w końcu pełnym cierpienia głosem.
Detektyw nie odpowiedział od razu. Miast tego zaczął dokładniej przyglądać się swojej rozmówczyni. Dopiero, gdy zauważył jak z jej zielonych oczu zaczynają płynąć łzy, rzekł z zamyśleniem:
– Dlatego wydawałaś się taka znajoma…
Po tych słowach rozejrzał się podświadomie po otoczeniu, by powracając wzrokiem do Ani zapytać z ciekawości:
– Dlaczego nie zabiłaś mnie wcześniej?
– Chciałam żebyś cierpiał! Jak ja, gdy dowiedziałam się, iż moja mama już nie wróci! – ilość łez płynących po jej policzkach, wyraźnie wskazywała na bolesność doświadczenia, o którym mówiła. – Byłam tylko dzieckiem…
Na moment znów zapadła cisza, podczas której dziewczyna na powrót przywołała wściekłość, którą jej umysł począł porzucać na rzecz smutku.
– Zabiłam twoją Złotowłosą, a ciebie to nawet nie wzruszyło! – wrzasnęła mieszanką złości i zrezygnowania. – Jak podłym potworem jesteś?!
– Zgaduję, iż jednym z najpodlejszych – westchnął, mając świadomość swej emocjonalnej ułomności.
Po tym podniósł się powoli do siadu, zastanawiając się, czy chciałby jeszcze coś dodać. Przez całkowitą pustkę w głowie, wydawało mu się, iż nic takiego nie ma. Spojrzawszy jednak głęboko w oczy protegowanej, odezwał się:
– Kiedy to się skończy – zrobił pauzę, by jak najlepiej przełożyć myśli na słowa – mam nadzieję, iż będziesz mogła spokojnie żyć.
Wypowiedziawszy te słowa wziął głęboki wdech, delektując się uczuciem powietrza przepływającego przez drogi oddechowe. Następnie wstrzymał go na moment w płucach, by wsłuchać się w wyraźne uderzania serca i rozpoczął jego uwalnianie. W tej chwili palec Ani począł naciskać na spust. Mimo, iż detektyw dobrze wiedział, iż to jest już koniec, jego podświadomość nadal chciała walczyć. W desperackim akcie zmusiła więc jego ciało do rzucenia się po leżący niedaleko pistolet zmarłego już nieznajomego. Powstało niewielkie poruszenie, które za sprawą odgłosu wystrzału, w mgnieniu oka przerodziło się w kompletną stagnację.
Zielonooka dziewczyna uśmiechnęła się z ulgą i pozwoliła broni wyślizgnąć się z jej dłoni. Cała wściekłość ją opuściła. Został tylko spokój, zadowolenie i nutka nostalgii.
To koniec… Pomyślała, nim cały świat zalała nieprzejrzysta ciemność.
Jej ciało upadło bezwładnie na podłogę, by nasiąkając kałużą formującej się krwi, wpatrywać się w osłupiałego detektywa, który nie mógł, czy też nie chciał zaakceptować tego, co się właśnie wydarzyło.
Komentarze
Prześlij komentarz