Kolejny świt


     Charakterystyczne pukanie w drzwi przerwało panującą ciszę. Nic jednak nie odpowiedziało. Odgłos rozległ się ponownie. Po chwili słychać było ciche przekleństwo i dźwięk wyciąganych kluczy. Następnie rozległ się cichutki szczęk zamka. Wejście stanęło otworem. Starszy człowiek wkroczył do środka rozświetlonego przez promienie poranka wpadające przez okno. Mieszkanie stało puste. Wydawało się smutne i martwe, bez swojego lokatora leżącego na dywanie przy dźwiękach ciężkiej muzyki.
- Ech… Nie ma go? Ależ tu syf… - westchnął mężczyzna drapiąc się po głowie.
    Po tych słowach podszedł do zawalonej papierami ławy i podniósł zapisaną kartkę.

- Chory umysł… E. A to? Spójrz przez szybę. Dwa odbicia. Spójrz przez szybę. Mniejsze zło. Spójrz. Całą w krwi. Patrz. Nie widzisz. Krew odpływa, jak życie. Ty razem z nim. Głupota…
     Odłożył co miał w rękach, złapał za zapisany notatnik i czytał.

„Znamy wszystkie myśli.
Wiemy co ci jest.
Znamy twoją przyszłość.
Co wydarzy się.
Przeszłość jak otwarta księga.
Czytamy ją do snu.
Prosimy.
Nie okłamuj się.
Uśmiech wciąż maluje się.
Pusta głowa twa.
Gdzie był mały błąd?
Gdzie zguba twa?
Mamy już cię dosyć.
Poddajemy się.
Pójdę pierwsza.
Za chwilę dołączę i ja.”
     Westchnął ponownie przewracając stronę.

- Co ja widzę? I co? To tyle? Cały wiersz? Co ja widzę? Zaprawdę głębokie... – narzekał odkładając notes i spoglądając na teczkę, na której prawdopodobnie z braku czasu, został zapisany kolejny wiersz.
„Uwielbiam, gdy kobieta…
Mokra jest choć trochę.
Uwielbiam jej oddechy.
Krótkie i wymowne.
Uwielbiam ciepło.
Ciała co oddaje.
Uwielbiam, gdy kobieta…
Z wrażenia mówić przestaje.
Uwielbiam to jej piękno.
I gdy się tak wygina.
Tak napręża i rozpręża.
Idealna ma bogini.
Uwielbiam, gdy kobieta…
Po czynie całym.
Zmęczona lgnie.
W krainie zuchwałych.
Znajdziemy się.”

    
Uśmiechnąłwszy się lekko, odłożył teczkę i złapał kolejną kartkę. Czytając ją podszedł do okna. Gdy skończył, podniósł wzrok i otworzył je na oścież. Odetchnął głęboko i spojrzał na mostek, którym przechodził co najmniej dwa razy dziennie. Patrząc na niego, wspominał chwile, dawno już zapomniane przez świat. Nagle padł strzał. Mężczyzna złapał się za serce i trzymając się futryny padł na kolana. Posypały się kolejne wystrzały, raniąc jego plecy i duży, zaokrąglony brzuch. Czując jak siły odchodzą, starszy człowiek ułożył się na plecach. Oddychał powoli, czując jak rzeczywistość się zaciera. Po chwili stanęła nad nim kobieta. Wycelowała w głowę i zapytała.

- Powiedz staruszku. A ty? Ile masz jeszcze żyć?

    
Ten zaczął się niepohamowanie śmiać, aż do przesady. Wtedy ostatnia kula wypaliła z broni, chcąc trafić w głowę. W mieszkaniu zapanowała niepokojąca cisza. Dziewczyna zdziwiona reakcją swojej ofiary spojrzała jeszcze raz na jej wykrzywiony, niemy uśmiech. Niespodziewanie dostrzegła w jego ściśniętej dłoni pomiętą, lekko zakrwawioną kartkę. Wyciągnęła ją i przeczytała.


„Spójrz przez okno.
Pierwszy serce trafi twe.
Futryny przytrzymaj się.
Padnij na kolana.
Kolejne posypią się.
Zaraz na plecach ułóż się.
Powoli oddychaj.
Siły odchodzą.
Rzeczywistość zaciera się.
Lecz nim nastąpi.
Powiedz staruszku.
A ty?
Ile masz jeszcze żyć?”

     Gdy dziewczyna odwróciła stronę, ujrzała w dole, w prawym rogu zakrwawioną dedykację: „Dla Barmanki. Mojej jedynej. Czy to koniec? Początek? Czy jesteśmy w trakcie? Powiedz mi. Dokąd zmierzamy?”. Niespodziewanie zmięła przedmiot i ściśniętą dłoń przystawiła do czoła. Wypuściła długo trzymane w płucach powietrze, schowała broń do kabury pod kurtką, a następnie rozłożyła kartkę. Przeczytała wszystko raz jeszcze i odłożyła ją na zawaloną różnymi papierami ławę. Następnie ostatni raz spojrzała przez okno i wyszła zamykając za sobą drzwi na klucz.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI