Rozjaśniająca przedpółnoc


     Na skrzyżowaniu dwóch prostych dróg, oparty o znak pierwszeństwa, stał mężczyzna, wpatrzony w swój telefon. Co chwila podnosił głowę i spoglądał dookoła w zastanowieniu, po czym wracał do pisania. Nagle zahamował przed nim, z piskiem opon, czarny sportowy samochód.

- Wskakuj! – krzyknął kierowca.
     Mężczyzna szybko znalazł się w pojeździe, który ruszył, gdy ten wsiadł.

- I jak? Podoba się? – zapytał nadal wyszukując coś na klawiaturze.
- Piękny. I ma bestia kopa. Tylko jak masz rodzinę, to z takim nie bardzo. Czy ty wszystko musisz mieć czarne?
- Yhym... – odpowiedział zajęty urządzeniem w rękach.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Z kim tak sms-ujesz?
- Z nikim. Piszę sobie opowiadania i inne takie. – rzekł chowając telefon do kieszeni.
- Tak...
- Tak... To staruszku. Ile mamy czasu? – zapytał spoglądając przez szybę.
- Kwadrans jak dojedziemy na wzgórze
- To bezpieczna odległość?
- Tak mówili.

     Dwaj jegomoście jechali razem spokojnie, obserwując miasto.

- Ładnie płonie. – westchnął i dodał po chwili – Musisz tak rzucać?
- Wspaniale. – zignorował jego pytanie rozmówca.
- To dopiero początek? – zapytał pasażer.
- Załatwiłeś swoje sprawy?
- Chyba tak. Reszta później. A! – krzyknął z bólu, łapiąc się za głowę.
- Co jest? – zapytał kierowca.
- Cholerna migrena! Łeb mi pęka. Jeden pocisk, a tyle bólu...
- A wiesz co? Chyba wiedziałem tą twoją dziewczynę, przed chwilą.
- Może to się jakoś łączy? Jej kula, mój ból...
- Ja... – nagły ryk samochodów i strzał z broni przerwały jego słowa.
- Pierdole! Moje lusterko! Kurwa! – dokończył za niego towarzysz.
- Ale masz jeszcze dwa... – przyjaciel chciał go pocieszyć, jednak w tym samym czasie ktoś odstrzelił drugie lusterko.
- Kurwa no! Nie powinienem przeklinać. Przepraszam za to. Rzadko mi się to zdarza. Łagodzi cierpienie. – mówił starając się uspokoić.

     Nagle jednak któryś z napastników trafił idealnie w środkowe lusterko.

- No nie... Nie! Po prostu nie! – krzyczał sięgając na tylnie siedzenie, z którego zgarnął strzelbę i granat.
     Następnie odsunął szybę, wychylił się i strzelił celując w pasażera kierowcy za nimi. Pocisk zniszczył doszczętnie przednie oszklenie samochodu. Zdenerwowany mężczyzna użył tej sposobności, aby wrzucić do środka granat. Odwracając się już i siadając na miejscu dostrzegł jeszcze panikę człowieka za kierownicą.

- Bum! – powiedział idealnie w momencie wybuchu.
- Świetnie. Jeszcze tylko jeden i mamy z głowy.
- Czekaj... Czy ten drugi, to nie jest pojazd opancerzony?
- Padnij. – rzekł kierowca, na moment przed wrogim ostrzałem.

    
Mężczyźni schylili się natychmiast, a gdy strzały ucichły, a auto podskoczyło ma krawężniku,
podnieśli głowy.


- Skręć tu! – wrzasnął pasażer chwytając za kierownicę – Pojedziemy na skróty.

- Damy radę?! – zapytał spanikowany.
- Jak nie pieprzniesz w drzewo, to tak. – zażartował.
- Krwawisz.
- Jakaś kula musnęła mi szyje. – powiedział przeglądając się w odłamku szkła.
- Czy ciebie nie da się zabić?
- Wiesz… Raz zrobiłem coś złego. Potem zginąłem. Trafiłem do piekła. Obgadałem tam sprawę i wróciłem na ziemię, aby szerzyć wiarę w pokój, wolność, miłość i inne bzdety, aby ludzie na całym świecie się zjednoczyli. Brak walki i takie tam.
- Rozumiem… Ludzie robią przeciwnie do tego co się im mówi. Najlepiej zaś kiedy się im czegoś zakazuje.
- Serio?! – zaszokował się – Więc zostałem oszukany! Podłość!

     Gdy znaleźli się pomiędzy drzewami mężczyzna wychylił się, wyciągając czarny, matowy pistolet.
- Nowy?! Od Ojca?!
- Tak! Ma chłopak smykałkę po Dziadku!
- Co robisz?! Mają pancerne szyby!
- Próbuję sobie wycelować, aby trafić w małą tarczę, która uruchomi miny, które tu rozstawiłem!
- Nudzi Ci się?!
- Czasami!

     Po tych słowach wystrzelił. Dało się słyszeć charakterystyczne uderzenie metalu o metal. W jednym momencie pojazd za nimi stanął w płomieniach i podskoczył upadając po ich lewej stronie. Następnie kolejny wybuch, wyrzucił je na prawo.
- Ile ty tam tego dałeś?! – krzyczał kierowca dodając gazu.
- Dużo?!

     Wreszcie wyjechali z lasu na polanę. Niespodziewanie jednak wjechali na niewielkie podwyższenie i wylecieli w powietrze. Samochód obrócił się do góry kołami i upadł, dachując aż do momentu, gdy uderzył w drzewo. Zapadła niespotykana cisza, przerywana co chwilę wybuchami w lesie. Nie minęło sporo czasu, gdy z wnętrza wraku, wyczołgali się dwaj poturbowani jegomoście. Spojrzeli na siebie, lecz w tym momencie przed nimi, na zniszczone auto spadł doszczętnie rozwalony pojazd opancerzony. Mężczyźni błyskawicznie odskoczyli. Leżeli chwilę na ziemi, czekając, aż cos się stanie. Nic się jednak nie wydarzyło. Wstali więc i idąc w stronę miasta śmiali się i mówili.
- Niewiarygodne!
- No nie?! Nie spodziewałem się! Szok!

    
Nagle padli na ziemię wycieńczeni.

- Ech... - westchnął jeden.
- Ach... – dodał drugi.
     Od tego momentu siedzieli w ciszy wpatrując się oddalony obraz milczącej metropolii.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI